Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

17.02.2007
sobota

Wojna o wojnę w Iraku

17 lutego 2007, sobota,

Pomruki wojny o wojnę iracką, wojny politycznej, parlamentarnej, ale w samym sercu polityki amerykańskiej – na Kapitolu. Kongres uchwalił rezolucję krytykującą nowy plan Busha dla Iraku – wysłanie 20 tys. posiłków, głównie do Bagdadu, co będzie kosztowało budżet federalny 93 mld dolarów. W listopadzie demokraci odzyskali kontrolę nad Kongresem, więc wynik głosowania nie mógł zaskakiwać, ale Biały Dom powinien też usłyszeć dzwonek alarmowy – za rezolucją (czyli przeciw planowi prezydenta) głosowała nie tylko demokratyczna większość, lecz także 17 republikanów. Idąc za ciosem, demokraci spróbowali powtórzyć sukces w Senacie, ale do potrzebnych 60 głosów zabrakło im czterech i dyskusję, a więc i głosowanie odwołano. Rezolucja nie ma mocy prawnej wiążącej prezydenta, ale w sprawie funduszy wojennych prezydent musi mieć aprobatę Kongresu. Zapowiada się więc długa, zacięta wojna pozycyjna z możliwymi niespodziewanymi atakami i kontratakami.
 
Bushowi już nic specjalnie nie zaszkodzi, odejdzie po dwóch kadencjach jako, jak to się elegancko mówi, jeden z najbardziej kontrowersyjnych prezydentów powojennych. Amerykanie są dziś tak podzieleni w kwestii oceny Busha jak nie przymierzając Polacy w kwestii wszystkich naszych trzech prezydentów III RP. Ale to, że Bush nie musi już zabiegać, by przejść do historii choćby trochę w stylu własnego ojca, bo nie przejdzie, ani nie powtórzy sztuczki Clintona, który z okropnego dołka – groźba impeachmentu – zdołał się wygramolić i odbudować w jakimś stopniu swój prestiż – to więc, że Bush nie musi już działać tak bardzo pod presją opinii publicznej oznacza, że jego pole manewru raczej się zwiększyło, a nie zmniejszyło, choć będzie musiał teraz toczyć wyniszczającą wojnę z pacyfistycznym Kongresem. Myślę, że Bush swój plan przeprowadzi. Wiedząc, że już nigdy nie będzie faworytem, ba! bohaterem Ameryki, jakim stał się po początkowym falstarcie w okresie po atakach 11 września, może chcieć pozostać wierny tej mniejszości wyborców, która do dziś popiera jego politykę zagraniczną. Niech to będzie kilka czy kilkanaście procent, niech to będą jastrzębie, twardogłowi, jankescy szowiniści i bigoci, ale dochowa im wierności, jak oni jemu, a może nie tyle jemu, Bushowi juniorowi, ile mitowi Ameryki jako Nowej Jerozolimy polityki, gospodarki i religii.

Mówi się i słusznie, że polityką amerykańską rządzi populizm. To dlatego ta populistyvczna Ameryka tak drażni Europę. Sam się przyłapałem na tym odruchu niechęci podczas wiecu z udziałem prezydenta Busha na prowincji, który obserwowalem jako dziennikarz. Reakcje publiczności musiały się – ale to nie ich wina! – kojarzyć obywatelowi byłego obozu radzieckiego z masówkami ku czci partii i jej pierwszego sekretarza. W pewnej chwili mowę Busha przerwali z galerii młodzi przeciwnicy wojny z Irakiem – agenci ochrony w cywilu i porządkowi rzucili się na nich natychmiast i wyprowadzili, ale potem tylko spisali i odesłali do domu, a nie pobili i wsadzili do aresztu, jak najprawdopodobniej skończyłby się taki protest w państwie komunistycznym.

I oto prezydent Bush zrywa z tą populistyczną zasadą. Wbrew nastrojom i sondażom, wbrew opozycji i wielu politykom i ekspertom we własnym obozie, forsuje eskalację amerykańskiej obecności w Iraku. Lud mówi: Mniej wojny, prezydent replikuje: Więcej wojny. I nie da się już tego zwalić na zły wpływ ministra Rumsfelda. Bush wybił się na samodzielność. I kto wie, może historia przyzna mu rację? Wyjście US Army z Iraku niczego by nie poprawiło w sytuacji Bliskiego Wschodu: Iran nie zrezygnowałby ze swych ambicji, wrogowie Izraela nie przestaliby go nienawidzić, iraccy szyici nie przestaliby zabijać się z sunnitami, Kurdowie dalej dążyliby do pełnej niepodległości itd. Mimo wszystko, obecność wojsk amerykańskich w sercu regionu studzi zapały ajatollachów i watażków i póki nie zawiąże się skuteczny sojusz arabskich satrapów (kto wie, może z udziałem Izraela) przeciw islamistom, póty jedyną nadzieją na minimum stabilizacji są Amerykanie, czy się to komu podoba czy nie.            

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 31

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo to smutne, ile lat trzeba będzie czekać, zanim Ameryka przyzna się, że wywołała wojnę tylko po to, żeby opanować histerię po 11 września, dobrze wiedząc, że w tej wojnie zginą dziesiątki tysięcy niewinnych cywili. I jak smutne porównanie Busha, odpowiedzialnego za obecną sytuację, do Clintona, którego jedyną winą było parę miłych chwil w gabinecie owalnym (no, nie jedyną, on bombardował Belgrad).

  2. Bardzo znaczące jest, że pani Clinton postanowiła nie przepraszać za decyzję z 2002 roku, kiedy głosowała za wojną.
    http://thecaucus.blogs.nytimes.com/2007/02/17/clinton-tries-new-approach-on-iraq-vote/
    A że Hillary będzie najpewniej następnym prezydentem (bo każdy republikański kandydat jest już spalony na starcie, a „Barry Obama” i pan Edwards moim skromnym zdaniem nie są poważnymi konkurentami) to i podejście do Iraku się nie zmieni.

    Więcej żołnierzy też by nic nie pomogło, bo to co się dzieje w Iraku to nie jest wojna, tylko powolny rozpad państwa. Prędzej czy później stanie się jasne to co wielu mówiło od dawna: tylko podział Iraku na 3 oddzielne jednostki polityczne (może w ramach jakiejś luźnej federacji) może uspokoić sytuację. Część kurdyjska i szyicka są w miarę stabilne i tamtejsze elity są przygotowane do przejęcia władzy. A siły rządu bagdadzkiego wspierane przez amerykanów już sobie dadzą radę z własnymi sunickimi terrorystami (bo ludzie którzy mordują głównie niewinnych przechodniów nie są żadnymi powstańcami). Taki twór jak Irak jest po prostu niezdolny do życia na dłuższą metę. Ten kraj rozsadza w tej chwili nienawiść religijna, a obecność amerykanów tylko komplikuje sytuację. Podzielić Irak i wycofać się.

  3. Wszystko zalezy co sie rozumie pod pojeciem stabilizacji. Jesli stabilizacja nazywa Pan sytuacje w Iraku to tylko pogratulowac rozowych szkiel w okularach, ktore Pan nosi.

    Nixon tez mowil „wiecej wojny” kiedy przez Stany juz przewalaly sie co weekend wielotysieczne pochody przeciw wojnie w Wietnamie, i wynajdywal on tysiac i jeden gownianych powodow dla eskalacji konfliktu. I rowniez, wedlug slow Nixona, interwencja wojskowa miala uwolnic Indochiny od grozby komunizmu, ustabilizowac demokracje, i zagwarantowac inne tego typu duperele. Z jakim skutkiem ? Czy dzis obecnosc amerykanska w Iraku studzi rzeczywiscie zapedy ajatollachow ?
    Islam i islamisci to przeciez nie tylko region Zatoki Perskiej, prawda ?

    Tak jak z gora 30 lat temu, tak i dzis jest podobnie. Historia lubi sie powtarzac – to wszyscy wiedza, tylko ze kiedy ona sie powtarza, za kazym razem kaze sobie placic znacznie wyzsza cene za powtorke. W przypadku Amerykanow mozna powiedziec, ze przynajmniej nie trafilo na biednych.

    W tej calej historii, ktora Pan napisal powyzej zabraklo jednego slowa, krotkiego wyrazu na cztery litery, slowa – klucza do calej sprawy interwencji w Iraku. Ani slowa o ropie. Az mi sie nie chce wierzyc, ze pisze Pan o wojnie w Iraku nie wspominajac o tym „drobiazgu”. Moze pora pojsc do optyka po nowe szkla, bo rozowe chyba Panu nie sluza jako publicyscie ?

    Niech mi Pan wybaczy te uszczypliwosci. Zawsze z uwaga czytam Panskie wpisy. Co nie znaczy, ze zawsze zgadzam sie z tym, co Pan pisze.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Adam Szostkiewicz pisze: „Myślę, że Bush swój plan przeprowadzi.”

    Adam Szostkiewicz pisze: „I nie da się już tego zwalić na zły wpływ ministra Rumsfelda. Bush wybił się na samodzielność.”

    Jakoś nigdy nie miałem wrażenia, że George W. Bush realizuje jakikolwiek autorski plan. To, że Rumsfeld odszedł nie oznacza, że w otoczeniu Prezydenta nie ma entuzjastów zaprowadzenia amerykańskiego porządku w Iraku.

    Obecne „więcej wojny” to wynik „pójścia w zaparte” i niezdolności do przyznania się do największego błędu w życiu. A jeśli do wyborów prezydenckich uda się utrzymać w Iraku obecne status quo, to George W. Bush odejdzie jako niezwyciężony, a dopiero jego następca będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami.

  6. ” jedyną nadzieją na minimum stabilizacji są Amerykanie, czy się to komu podoba czy nie.”
    Nie tylko na Bliskim Wschodzie. W chwili gdy Europe zalewa fala odradzajacych sie patriotyzmow lokalnych, kiedy rosyjskie spoleczenstwo zyje resentymentem rodem z Republiki Waimarskiej, USA jest jedynym dysponujacym dostateczna sila panstwem ktore moze zagwarantowac w miare stabilny swiat.
    Waznym jest by „chcieli chciec”.
    Szukajmy i wypatrujmy Amerykanow ktorym swiat nie jest obojetny, ktorzy nie boja sie ciezaru hegemoni.
    A my obywatele Europy powinnismy dostrzec ze interes naszych lokalnych etnicznych panstewek, lezy w lojalnosci wobec hegemona i starac sie by hegemon mial jak najwiekszy interes w dominacji i opiece nad nami.

    Mierzi mnie „estetyka” amerykanskiej demokracji, ale wiem ze lepszego „opiekuna” nie ma. Udowodnila to Ameryka w XX wieku, czesto wbrew nam samym.

  7. dana 1:
    pamiętajmy tylko, że ten „opiekun” rozchwiał irakiem a nie wprowadził stabilizacji. liczba zamachów samobójczych w iraku przewyższa liczbe wszystkich zamachów samobójczych przeprowadzonych wcześniej na całym świecie. to dzięki atakowi na irak teraz istnieją watażkowie których trzeba „stabilizować”.

    amerykanie może nie tylko nie boją się „ciężaru hegemonii” ale nie boją się też tworzenia problemów które sami muszą rozwiązywać. i to poważnych problemów z którymi, jak widać, sami sobie nie radzą.

  8. Nie zgadzam się z Panem, że wyjście Amerykanów z Iraku niczego by nie poprawiło, i że sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Zdaje się, że własnie ten argument zajął w repretuarze Busha miejsce argumentu o niesieniu demokracji. Wszystko zalezy od tego JAK wyglądałoby to wyjście. Gdyby Amerykanie umieli dogadać z jedną ze znaczących sił politycznych, nawet bardzo sobie niemiłą, nie musiałoby to wyglądać wcale źle. (Przypomina mi się opinia Kissingera, że po wygranym ataku i usunięciu Saddama Hussajna nie powinno się było delegalizowac partii BASS.) Niemniej Amerykanie będa musieli kiedyś wyjść z Iraku, bo raczej go nie anektują jako kolejnego stanu USA. A za siedem- dziesięć lat to wyjście będzie wyglądało jeszcze gorzej. Całkowicie zgadzam się z Jacobsky’m, że kluczem do tej niemożności wyjścia jest nie tylko nieudolność, ale ROPA. Poza tym jeszcze polityka „to eat the egg and to have it too”.

  9. PS. Jeszcze do RODRIGA:
    Pomysł podzielenia Iraku na trzy części – jak rozumiem, szuicką, sunnicką i Kurdystan, to mrzonka. Po pierwsze dlatego, że niezależny czy autonomiczny Kurdystan to śmiertelne zagrożenie dla Turcji. Po drugie dlatego, że iracki niezależny czy autonomiczny kraj szyitów mógłby ciążyć ku sąsiedniemu szyickiemu Iranowi, co chyba nie pasowałoby samej Ameryce. Po trzecie dlatego, że są w Iraku obszary o ludności bardziej równo zmieszanej, które stanowią strefy zapalne wojny domowej przy jakichkolwiek projektach podziału.

  10. Szanowny Panie Adamie

    Amerykanom przestaną się podobać tak obecni przyjaciele w rejonie Bliskiego Wschodu, jak też miną im zapędy „cywilazacyjne” w odniesieniu do tych których tam nie lubią, gdy z odwiertów przestanie ciec ta brzydka ropa. Reszta jest dorabianiem ideologii do wyłącznie własnych interesów.

    pozdrowienia

  11. Ciekawa dyskusja… Wojna o wojnę w Iraku to amerykańsko-amerykańska polemika, która ma tyle wspólnego z dobrem irackiej ludności, co wypowiedzenie tej wojny z obecnością broni masowego rażenia…
    Dlaczego wobec tego zastanawiać się nad przyszłością Iraku, po wyjściu wojsk koalicji, jeżeli ona w ogóle nie wchodzi w rachubę? Okupować słabe kraje jest łatwo, zakończyć okupację okazuje się zwykle niemożliwe, bez bardzo poważnego wstrząsu w kraju okupującym. Bardzo to przypomina dekolonizację; trudne, latami trwające wojny domowe podczas których zachodnie potęgi szukały miejscowych sprzymierzeńców do kontynuacji swoich ekonomicznych interesów. Z rezultataem w końcu zadawalającym, pozostawiając wyniszczone kontynenty i zdziesiątkowaną ludność.

  12. Mój plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu:

    1. Przyjąć Izrael do NATO.
    2. Przyjąć Palestynę do UE.

    pozdrawiam
    Bernard

  13. Niezależnie od tego co pisze redaktor Szostkiewicz Amerykanie i tak nie wygrają w Iraku a ich obecność nie tylko, że nie powstrzyma Iran przed dziłaniami ale raczej zacheci. Obecnie Amerykanie stracili swobodę działania poprzez swoją obecnosć w Iraku. Ewentualne ich wyjście z Iraku poprawi sytuację nie tylko ich ale również Irakijczyków. W końcu po ich wyjściu organizacje irackiego ruchu oporu stracą powód swego istnienia. Sprawę Iraku należy pozostawić samym Irakijczykom. Obecnie Amerykanei szykują kolejny atak tym razme na Iran znając spolegliowść naszych pożal się boże polityków można jednoznacznie stwierdzić, że baty6chmiast poslą polskich żołnierzy do Iranu podobnie jak zgodzą isę bezwarunkowo na obecność tarczy rakietopwej w Polsce.

  14. Nie uważam takze, żeby Bush stał sie samodzielny on nigdy nie był samodzielny sterowali nim neokonserwatyście i nadal nim sterują.

  15. anns pisze:
    2007-02-18 o godz. 13:15

    „PS. Jeszcze do RODRIGA:
    Pomysł podzielenia Iraku na trzy części – jak rozumiem, szuicką, sunnicką i Kurdystan, to mrzonka.”

    Fakty sa takie:
    1.
    Napasc na Irak byla nielegalna, lamala karte ONZ, konstytucje USA i Polski, nastapila wbrew UE, NATO i naszemu Papiezowi. Jest taka sama zbrodnia, jak napasc Hitlera na Polske – wojna agresywna, za ktora Bus by w Norymberdze wisial.
    2.
    Napasc ta, jak przewidywala wiekszosc komentatorow w np. RFN doprowadzila do wojny domowej i rzezi gorszej od zbrodni Husseina (ktory napadl na Iran wspolnie z USA, a na Kuweit, bo USA go do tego podpuscily dajac mu poczatkowo do tej napasci zielone swiatlo). Za rzez w Iraku odpowiada takze Polska, a szczegolnie media, ktore ta napasc poparly, np. Polityka.
    3.
    I w przypadku Iraku i w przypadku Tarczy chodzi USA o panowanie nad swiatem. USA chca miec tarcze by np. moc sobie pozwolic na
    stosowanie broni atomowej, zamiast posylania swych zolnierzyi – jak mozna przypuszczac – by za swe „uslugi” jako swiatowy policjant, domagac sie oplaty od swiata. W sumie swiat ma oplacic amerykanskie zbrojenia.

    USA chca bezkarnie stosowac bron atomowa. Gdyby tarcza juz istniala, to USA przy napasci na Irak zastosowalyby mini-bron jadrowa. Potem Bush
    zelgalby, ze broni atomowej Iraku nie mozna znalec, bo byla tam, gdzie USA musialy odpalic swe mini-bomby atomowe. Nie przypadkiem USA okreslily swa taktyke napasci na Irak jako „shock & awe” – bron atomowa zaszokowalaby jeszcze bardziej.

    Czy np. Iran zaatakowalby USA rakieta atomowa? Oczywiscie,
    ze nie, bo nawet gdyby rakieta Iranu doleciala do USA, to
    USA w odwecie zniszczyly by Iran. Iran moglby jednak uzyc
    swej broni atomowej przeciw wojskom USA na terenie Iranu,
    tym bardziej atakujacym go mini-bombami atomowymi.

    Tego chca USA naprawde:
    Ich bazy na calym swiecie sa kosztowne, kontrolowanie
    swiata wojskami konwencjonalnymi jest bardzo drogie.
    Uzywanie (lub grozenie uzyciem) mini-bomb atomowych
    obnizyloby koszty wojskowego panowania nad swiatem.
    Imperia historii swiata upadaly, bo sie za bardzo
    rozciagnelly i analitycy przepowiadaja to samo USA
    piszac, ze nawet USA nie sa wstanie na dluzsza mete
    ponosic olbrzymich kosztow swych baz wojskowych na
    calym swiecie. Mini-bomby atomowe pozwolilyby obnizyc
    te koszty, bo wojsko USA potrzebowalby mniej zolnierzy,
    czolgow itd. w porownaniu z obecna wielkoscia baz
    na swiecie. USA maja wiec do wyboru: albo zrezygnuja ze
    swych dazen do panowania nad swiatem, albo przejda na
    stosowanie mini-bomb atomowych i na Tarcze, by obnizyc
    ryzyko odwetu za te mni-nukes.

    USA odrzucaja pokojowa alternatywe w postaci swiatowego
    systemu bezpieczenstwa zbiorowego opartego na ONZ i
    prawie miedzynarodowym, ktore sa droga zmudna ale
    pokojowa, tansza dla swiata i bardziej humanitarna.

    USA nie maja prawa do rzadzenia swiatem, do rzadzenia
    ludzmi, ktorzy nie sa wyborcami prezydentow USA.
    USA chca prowadzic polityke kosztem innych panstw, a
    gdy ta polityka zawiedzie jak w Iraku, to nie chca
    placic odszkodowania za zadane innym straty i krzywdy.

    Dla Polski i swiata najlepsza alternatywa jest, mimo
    zwiazanej z tym mitregi, mimo klotni i olbrzymiego
    nakladu pracy, model UE i bezpieczenstwo jako czlonek
    UE, ktora bedzie musiala albo miec armie UE albo
    zrezygnowac z Euro i poniesc gigantyczne koszty jego
    likwidacji.

    Jesli Kaczynscy zgodza sie na tarcze, to stana sie wrogami
    kazdego Polaka. O dotrzymywanie obietnic zapewnienia
    bezpieczenstwa i niepodleglosci przez USA mozna
    zapytac np. bylych Poludniowych Wietnamczykow.


    Piotr Kraczkowski

  16. Chyba wszyscy znamy to slynne zdjecie Roberta Capa pokazujace republikaniskiego zolnierza Frederico Borell García wypuszczajacego karabin z dloni:
    http://www.pbs.org/wnet/americanmasters/database/images/capa/capa_big_pic1.jpg
    W XXI wieku amerykanska strona Information Clearing House (jako jedna z wielu) udostepnia propagandowe video Irakijczykow, ktore pokazuje amerykanskich odpowiednikow Borell Garcí´i:
    http://www.informationclearinghouse.info/article11282.htm
    Warto je obejrzec (to migawki teleobiektywem z odleglosci ok. kilometra, bezkrwawe jak jak zdjecie Cap´y) by zrozumiec to co sie na codzien rozgrywa w Iraku.

    Filmik Irakijczykow zdaje sie byc propagandowa odpowiedzia na puszczony w obieg przez US-Army (puszczany min. w niemieckiej telewizji) filmik pokazujacy zastrzelenie z odleglosci kilometrow jakichs Irakijczykow przez zaloge smiglowca USA (czarnobialy filmik nakrecila zaloga smiglowca noca, kamera noktowizyjna).

    Obawiam sie, ze polska telewizja nie jest tak rzeczowa i obiektywna jak telewizja RFN by pokazywac tego typu filmiki i w ten sposob uzmyslowic wyborcom, jak wyglada codziennosc w Iraku.

    Piotr Kraczkowski

  17. Co do obecnosci USA w Iraku, to moze by zapytac samych Irakijczykow?

    „New Survey: Iraqis Want a Speedy U.S. Exit — and Back Attacks on Our Force”:
    http://www.informationclearinghouse.info/article15697.htm

    Rumsfeld przypomnial, ze nikt nie znajdzie jego wypowiedzi, ktora popieralaby napasc na Irak:
    http://www.prisonplanet.com/articles/november2005/211105didntadvocate.htm

  18. 1)Co by bylo gdyby Belgradu wreszcie nie zbombardowano?
    2)Dopoki energia jadrowa nie zastapi ropy naftowej, zrodla i szlaki
    przesylowe, tego surowca winny byc kontrolowane przez przewidywalna i nie wroga nam europie, sile polityczna.
    3)USA popelnia bledy ale to my potrzebujemy ich bardziej niz oni nas.

    Alternatywa???

  19. # dana 1 pisze:
    2007-02-18 o godz. 17:44

    1)Co by bylo gdyby Belgradu wreszcie nie zbombardowano?
    2)Dopoki energia jadrowa nie zastapi ropy naftowej, zrodla i szlaki
    przesylowe, tego surowca winny byc kontrolowane przez przewidywalna i nie wroga nam europie, sile polityczna.
    3)USA popelnia bledy ale to my potrzebujemy ich bardziej niz oni nas.

    Alternatywa???

    ———-

    No, a moze by rope kupowac, a nie rabowacc? I oszczedzac? USA nie musza jezdzic autami, kore pala na 100 km tyle co czolg. Moga jezdzic tak jak Europejczycy. Droga ropa jest dobra dla ludzkosci bo wymusza przechodzenie na energie sloneczna, na energie z wiatru itp., tak ze ropy starczy dla przyszlych pokolen i dla Trzeciego Swiata.
    W RFN obliczono, ze tylko modus Stand By urzadzen gospodarstwa domowego zuzywa w RFN rocznie tyle pradu co produkcja trzech elektrowni atomowy sredniej wielkosci.

    Gdyby UE skoncentrowala w panstwach UE o niskich placach produkcje wszystkiego co oszczedza lub tanio produkuje prad, to moznaby te niskie place zamienic w energie elektryczna i znaczaco zmniejszyc zapotrzebowanie UE na rope – byc moze wystarczylby import z Rosji lub nawet ropa Anglii i Norwegii.

    Dla nas, dla Zachodu, Arabowie sa po prostu tym, czym byli Indianie i murzynscy niewolnicy dla naszych przodkow. Wtedy tez mordowanie slabszych wojskowo dla ziemi, zlota, ropy, darmowej pracy nie bylo czyms niemoralnym, sprzecznym z etyka chrzescijanska itp.

  20. do dana 1 :
    masz oczywiscie racje mowiac o naszej zaleznosci od USA i o europejskich interesach zwiazanych z swiatowa dominacja USA.
    Zauwaz jednak, ze obecna polityka naszego nowego wielkiego brata prowadzi do utraty tej hegemonii. Bush musial zaakceptowac bobe atomowa Kim Dzong Ila na warunkach na jakich Clinton zaakceptowal zamrozony proces wzobgacania uranu. Irak waglada blado i kosztuje kupe pieniedzy, a zeby zalac kraj zolnierzami, trzebaby wprowadzic pobor wojskowy czyli popelnic samobojstwo polityczne. Zyczac Ameryce jak najlepiej, trzeba jej zyczyc porzucenia durnej polityki jaka prowadzi G.W.Bush- bo polityka ta zbankrutowala na naszych oczach i to w przeciagu paru lat. Zamiast umocnic pozycje USA doprowadzila do odrodzenia Rosjii, wzmocnienia Iranu i Chin oraz moralnego bankructwa calego swiata zachodniego. Moze Ty potrafisz pokazac jakies zyski, bo ja mam trudnosci.

  21. Słuchajcie, nie komentujcie wpisów niejakiego Kraczkowskiego, to jest troll.
    Bernardzie!
    Po przyjęciu Palestyny do UE od razu powinniśmy ich przyjąć do Schengen, rozwiążemy od razu cału problem, bo wszyscy Palestyńczycy przeniosą się do starych członków Unii.
    Lutralutra!
    Ja mam dziwne wrażenie, że po 10 razy pisze się jakieś teksty, a później i tak ktoś znowu sobie podemagogizuje. Powtarzam po raz setny, ataki są przede wszystkim pomiędzy sunnitami i szyitami. Ataki na Amerykanów nie są spowodowane ich obecnością, tylko tym, że przeszkadzają w ładnym i estetycznym wyrżnięciu się nawzajem. to w ogole nie chodzi o Amerykanów.
    Edwardzie!
    A powiem Ci szczerze, że najbardziej mi zaimponowali Kurdowie. To się nazywa mądrość życiowa. Mieli dwie konkurencyjne organizacje – postanowili ze sobą współpracować. Wiedzieli, że nie mogą mieć niepodległości, to jej nie ogłosili, a … jednak ją mają. Turcy są bezsilni, bo Amerykanie im odpowiadają, że przecież Kurdowie nie mają niepodległości, tak jak im obiecali. Teraz to sobie nawet turystów sprowadzają.

  22. „Zaledwie 5 procent Niemców uważa, że ich kraj w konflikcie między Waszyngtonem a Moskwą powinien poprzeć Amerykanów. 87 procent pragnie, by zachował neutralność.”- za „Rzeczpospolita”

    „Ptasia grypa” w Polsce, zidiocenie w Europie.
    Wiek i zakorzenienie nie pozwala mi na ucieczke, ale chyba pora zadbac o los dzieci i ewentalnych wnukow i wyslac je za Ocean.

    Moze to tylko chwilowe zacmienie oswieconych europejskich rozumow?

  23. Do dany1.
    A propos „Dopoki energia jadrowa nie zastapi ropy naftowej”. Energia jądrowa nie może zastąpić ropy naftowej. Polecam: http://www.peakoil.pl/ . Dla entuzjastów zmniejszenia zużycia ropy polecam zapoznanie się z paradoksem Jevonsa (Im bardziej stajemy się wydajni energetycznie, tym więcej energii konsumujemy). Ponieważ w samych Stanach wydobycie spada od roku 1971, a nie ma jeszcze realnych alternatyw dla ropy – łatwiej zrozumieć rozpaczliwe zaangażowanie Busha na Bliskim Wschodzie.

  24. Torlin, w ogóle o Amerykanów tam nie chodzi… A Sunnici i Szyici walczą ze sobą atakując Amerykanów tylko wtedy, kiedy im przeszkadzają…
    Innymi słowy nasi drodzy alianci nie mieli żadnego interesu żeby rozgrzebać stare konflikty, bo i nie znają starej zasady divide et impera… A teraz z narażeniem życia starają się rozdzielić scierające się frakcje…
    Bardzo to ładne, gdyby faktycznie Ameryka była bezinteresownie wysłała pomoc wojskową dla cywilnej populacji nękanej wojną domową, to pewnie należałoby taką interwencję poprzeć.
    Dana, nic nie jest czarno-białe. Można krytykować swoich sprzymierzeńców, a nie koniecznie włazić im do d. tak jak to robią polskie władze, beznadziejnie prosząc o zniesienie wiz…

  25. grzes

    „nic nie jest czarno-białe” nie nie jest.
    A wizy?
    Po otwarciu brytyjskiego i irladzkiego rynku pracy atrakcyjnosc roboty w Ameryce jest niewielka (bo nie o turystyke szlo).
    Pozostal zraniony prestiz.

  26. Edzio Endecki!
    Sorry! Ale na swoje usprawiedliwienie chciałem napisać, że to przekręcenie nicku nie było złośliwe, ani w postaci przyczyny, ani skutków. Tymczasem wpisowicze mój nick, czasami złośliwie, czasami poprzez literówkę, zmieniają na Trolin.

  27. Torlin:
    ataki są głównie pomiędzy sunnitami i szyitami jasne. tam w ogóle nie chodzi o amerykanów oprócz tego że nikt ich tam nie chce bo trochę przyszkadzją w tej jatce. tylko że amerykanie ta wyżynkę rozpoczęli. to nie chodzi o demagogie tylko o destabilizację regionu. i o takim finale amerykańskiej interwencji mówiło wiekszość komentatorów przynajmniej w europie.

  28. Przeczytałem starannie wszystko co napisali moi poprzednicy. Gdyby potraktować to arytmetycznie i zsumować, wyszłoby zero. Argumentacja jest dostosowana do tego, czy się lubi, czy nie lubi Amerykę.
    Pan Kraczkowski nienawidzi, więc jest bardzo radykalny, widocznie został skrzywdzony.
    W związku z tym mało jest wyważonych i obiektywnych opinii na ten temat.
    Moim zdaniem Amerykanie będą jednak musieli się wycofać.
    Koszty materialne i polityczne są zbyt wysokie.
    Irakijczycy nie potrzebują demokracji, porządek zaprowadzą ajatollachowie, wcześniej trochę się wytłuką. To ich sprawa.
    Okresowo podrożeje ropa, ale to może wreszcie przyspieszy wprowadzenie alternatywnych źródeł energii.
    Gdy ropa nie będzie potrzebna, to Arabowie przesiądą się ponownie na wielbłądy, a Rosjanie wezmą za rolnictwo, bo na mięso z Polski nie będzie ich stać. Czy nie można trochę pomarzyć? Pozdrowienia dla Pana Adama.

  29. Co by bylo gdyby nie zbombardowano Belgradu (wreszcie…) ? Trudno powiedziec. Poniewaz jednak Belgrad zbombardowano, a wiec pytanie pozbawione jest sensu. Nie mniej brzmi efektownie, zeby nie powiedziec: efekciarsko… ?

    A mi sie jednak wydaje, ze Milosewicza odsuneli od wladzy sami Serbowie, a nie generalowie NATO oraz piloci F-117. Owszem, natowska akcja miala wplyw na przesuniecie akcentow politycznych w Serbii, ale nie byla ona jedynym czynnikiem, ktory doprowadzil do upadku dyktatury Milosewicza. Obecna sytuacja w Kosowie byla tutaj dyskutowana nie tak dawno temu. Daleko od rozwiazania. Bardzo daleko…

    Serwis w postaci protekcji szlakow zeglugowych, zwlaszcza tych, ktorymi transportuje sie rope… O ile sie nie myle, to Ciesninia Ormuz jest pod nosem Iranu oraz Omanu (przynajmniej tak winika z mapy), a wiec co Amerykanie robia w Iraku, ktory na Zatoke Perska patrzyl zawsze jak przez lufcik i lezy na samym jej koncu ? Wedlug wyzej wspomnianej logiki trzeba, zeby Amerykanie zrobili porzadek wszedzie tam, gdzie jest ropa, i gdzie na tej ropie siedzi ktos, kto nie jest „przewidywalny”. No tak, Iran juz jest na celowniku, i z pewnoscia ma BMR. Dlaczego nie wierzyc Bushowi po Iraku ? No, nie badzmy zlosliwi. W koncu nie pomylili sie co do Korei Pn. Na szczescie dla Kima natura nie wyposazyla tego nieszczesnego kraju ani w rope, ani w gaz ziemny. Wenezuela… Chavez pewnie tez cos tam pichci na spolke z Castro – z pewnoscia bombe atomowa „Bolivar 1”, no i w ogole stawia sie jak wesz na grzebieniu. A co z najwiekszym dobroczynca ekstremizmu islamskiego na swiecie ? Mowa o krolu Arabii Saudyjskiej. Chyba jedyny nieprzewidywalny, ktory siedzi na ropie (pierwszy producent swiatowy), i ktory ma BMR, czego zreszta nie ukrywa, to Putin. Ostatnio nawet ostro skrytykowal Amerykanow. Oups… Glupia sprawa….No ale przynajmniej tym razem Dick nie bedzie musial dzwonic o 3 rano do inspektorow IAEA, zeby mowic im gdzie maja szukac, i czego.

    O tym jak kazdy moze sie mylic i popelniac bledy niech swiadczy wyciagniety w zeszlym tygodniu z Pentagonu (na podstawie access to information act) raport-analiza z okresu poprzedzajacego agresje na Irak, a podpisany przez owczesnych jastrzebi, z Rummy’im na czele. Raport ten przewidywal, ze w 2007 obecnosc zaledwie 2-3 tys zolnierzy amerykanskich w Iraku bedzie wystarczyc – tak mialo byc slodko i sielankowo. Nie trzeba zapominac, ze my tu nie mowimy o planie budowy 3 mln mieszkan, napisamym przez nawiedzonych pomylonych na uzytek wewnetrzny jakiegos tam kraiku ze srodka sredniej ligi miedzynarodowej tylko o planie militarnym i politycznym w wykonaniu najsilnieszego mocarstwie swiata, wyposazonego w oczy, uszy, i inne atrybuty, jakich inni nie maja. Ale, jak widac, nawet najbardziej wyrafinowane elektroniczne oczy i uszy nic nie dadza, gdy zapacka sie je ropa.

    Oczywiscie, ze swiat potrzebuje Ameryki, tak jak Ameryka potrzebuje swiata. Jedno, czego swiat nie potrzebuje, to grupy upapranych po uszy w ropie watazkow, ktorzy bredza, ze kto nie jest z nimi, ten jest przeciw nim.

    Tak jak cenie USA i jej mieszkancow – moich sasiadow, tak jestem zdecydowanym przeciwnikiem amerykanskiego „buszowania” w innych krajach.

  30. andiboz pisze:
    2007-02-19 o godz. 21:20

    „Przeczytałem starannie wszystko co napisali moi poprzednicy. Gdyby potraktować to arytmetycznie i zsumować, wyszłoby zero. Argumentacja jest dostosowana do tego, czy się lubi, czy nie lubi Amerykę.”

    Co ma arytmetyka wspolnego z lubieniem lub nie? Lubienie jest subiektywne, a arytmetyka obiektywna. A moze jest tak, ze ci ktorzy nie lubia USA czynia to na podstawie niepodwazalnie obiektywnej oceny tego kraju? Moze „nielubienie” jest wynikiem poprawnej analizy?

    „Pan Kraczkowski nienawidzi, więc jest bardzo radykalny, widocznie został skrzywdzony.”

    Dlaczego zaraz „nienawidzi” ? Mam bardzo wiele powodow by miec bardzo wysokie mniemanie o USA: Jestem fanem Star Trek, zwolennikiem poboju kosmosu oraz przedluzenia ludzkiego zycia – domeny badan naukowych USA. Pasowaloby raczej okreslenie „oburzony” lub „krytyczny”.

    „Radykalizm” jest ocena subiektywna – jak przypuszczam, jesli USA powiedza, ze 2+2=5, to stwierdzenie, ze =4 uzna pan za radykalne. Nie zeby pan byl bezkrytyczny, pan uzna, ze 2+2=4,5 i bedzie pan sobie wyobrazal, ze takie podejscie jest obiektywne, krytyczne, poprawne, jedynie mozliwe itp.

    Sporo mowi panski domysl, ze „widocznie został skrzywdzony” (przez USA). Fakty sa wrecz przeciwne: Moj amerykanski ojczym udzielil mi olbrzymiej pomocy finansowej, mam rodzine w USA, nigdy nie staralem sie o wize USA, nie przyszlo mi nawet do glowy, by do USA jechac, z perspektywy osobistej mam wiec USA jak najlepsze uczucia.
    USA biore za zle, ze dokonaly zbrodniczej napasci na Irak i odpowiadaja za zamordowanie ok. 650.000 Irakijczykow. Ten bandycki napad jest szczegolnie odrazajacy, gdyz poprzednio USA wspolnie z Husseinem napadly na Iran. i moznaby oczekiwac, ze USA raczej oszczedza Irakowi klejnej rzezi. W wyniku polityki USA kazda rodzina Iracka stracila jakichs najblizszych.

    USA zagrazaja tez nam wszystkim i samym sobie: Nie podpisuja Umowy z Kyoto, usiluja rzadzic swiatem nie poczuwajac sie do odpowiedzialnosci za skutki tych usilowan. Jesli wolno mordowac dla ropy, a dokladniej: by mniej za nia placic, czyli ze wzgledow finansowych, to wolno tez mordowac ludzi starych i kalekich, jesli sa obciazeniem finansowym. Wolno rowniez np. zamordowac zdrowego czlowieka, by przeszczepic jego organy panu Bushowi. Oczywiscie nie mozna potepic Hitlera, za wojne jako taka, lecz jedynie za niektore ekscesy, jak gazowanie ludzi. Ale i z zagazowania Hitler wykrecilby sie sianem, jesliby mierzyc go miara, ktora mierzy sie Busha: Hitler powiedzialby, ze wierzyl w zagrozenie ze strony zagazowywanych tak, jak Bush wierzyl w zagrozenie bronia masowego razenia ze strony Iraku. Ofiary bomb USA wolalyby czesto ginac raczej od gazu – gdyby mialy wybor smierci.

    Bush jest mozliwy w USA tylko dlatego, ze Amerykanie go dopuszczaja, choc mogliby sie go pozbyc latwiej, niz Niemcy mogli usunac Hitlera. To ze Hitler ma na sumieniu wiecj morderstw niz Bush niewiele wnosi – przed obiektywnym sadem obydwaj zostaliby skazani.

    USA obiecaly przed wyzwoleniem Kuweitu,
    ze wprowadza tam po jego wyzwoleniu
    demokracje, tak jak to zrobily w Europie.
    I gdzie jest ta demokracja w Kuweicie?
    Kobiety maja w Kuweicie o wiele mniej praw,
    niz mialy w Iraku za Husseina.

    Jak otwarcie stwierdzil w swym artykule z 1993r.
    byly minister spraw zagranicznych USA i byly szef
    CIA, Arthur S. Schlesinger, Stany Zjednoczone
    na Bliskim Wschodzie swiadomie blokuja ruchy
    demokratyczne Arabow i stabilizuja dyktatury
    z uwagi na rope – Schlesinger:
    „Czy chcemy na prawde doprowadzic do jakiejs
    wiekszej demokratyzacji w Egipcie?
    Wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa nie byloby to
    korzystne ani dla nas [USA], ani dla naszego przyjaciela,
    prezydenta Mubarak´a. To samo rozwazanie mozna
    przeprowadzic w stosunku do Tunesji, Marokko, i nawet do
    Jordani.” I dalej, w tym samym artykule: „Czy chcemy
    na powaznie zmienic instytucje w Arabi Saudyjskiej?
    Krotka odpowiedz brzmi: Nie. Przez cale lata trudzilismy sie
    by podtrzymac te instytucje [islamskie prawo Scharia i inne
    radykalnie islamskie instytucje definiujace Arabie Saudyjska],
    niekiedy kosztem sil demokratycznych, ktore istnialy w regionie.”

    „Wollen wir wirklich eine grössere Demokratisierung in Ägypten durchsetzen? Es
    würde wahrscheinlich weder uns noch unserem Freund und Allierten, Präsident
    Mubarak, zum Vorteil gereichen. Die gleichen Überlegungen lassen sich zu
    Tunesien, Marokko, und sogar Jordanien anstellen.” „Wollen wir ernsthaft die
    Institutionen in Saudi-Arabien verändern? Die kurze Antwort ist: nein.
    Über die Jahre hinweg haben wir uns darum bemüht, diese
    Institutionen aufrechtzuerhalten, manchmal auf Kosten von eher demokratischen
    Kräften, die in der Region vorhanden waren.”

    Cytat za: „Informationen zur politischen Bildung/Aktuell”,
    274/2002, str. 13.

    James Woolsey, byly szef CIA:
    „Postrzegalismy dlugo Bliski Wschod
    jako nasza stacje benzynowa. Jednym z
    powodow, dla ktorych demokracja w krajach
    arabskich nie poczynila zadnych postepow,
    jest nasze skoncentrowanie sie na ropie
    naftowej”

    „Wir haben den Nahen Osten lange als unsere
    Tankstelle betrachtet. Einer der Gründe, weshalb
    die Demokratie in der arabischen Welt keinen Fortschritt
    gemacht hat, ist unsere Fixierung aufs Öl.”
    (Der Spiegel, 4/03, S. 109)

    Byla minister d/s zagranicznych USA, pani M. Albright oswiadczyla
    dnia 12.05.1996 w magazynie CBS TV pt. „60 Minutes”, ze smierc 500.000 irackich dzieci
    jest jak najbardzie godna do przyjecia cena za osiaganie
    politycznych celow obywateli USA.

    **Tylko idioci nie pojmuja, o co
    na prawde chodzi w polityce swiatowej:
    „It´s the oil, stupid!”**

    **Nur Idioten begreifen nicht, worum es
    in der Weltpolitik wirklich geht:
    „It´s the oil, stupid!”**
    Der Spiegel 22/2004, str. 109

    Czy jednal czlowiek nie niszczy samego siebie jesli odrzuca odrozniajace go od natury zasady moralne? Wg tych zasad nie wolno poswiecac krwi za rope. Wolno poswiecac krew tylko w obronie Pokoju, zasad moralnych, ludzkiej godosci, czyli broniac sie przed sprowadzaniem czlowieczenstwa do poziomu motywacji zwierzat.

    USA napisaly sobie na papierze „all humans are created equal” poczym utrzymywaly niewolnictwo – jesli istnieje jakas cecha narodowa Amerykanow, to jest nia wlasnie zaklamanie – trudno ganic kogos za to, ze ma krytyczny i niechetny stosunek do prograamowo zaklamanego narodu.

  31. To prawda.Sprawa Kosowa daleka jest od rozwiazania.
    „Nieitrwencjonizm” ,tego mozemy byc pewni, sprawe by dawno rozwazal.

    Rozumiem ze „efektywnosc” bombardowania moze draznic,
    tym bardziej ze zmobilizowalo Serbow do dzialania.

    Dzieki „ruzweltowaniu” po Europie mamy co mamy.

    Przykro mi ale jedyna sila ktora moze (nie musi) temperowac Rosje jest USA. Chyba ze przyjmiemy w Rosji nie wystepuje resentyment sowiecki.

  32. Witam p. Adamie!
    Ale się Panu dostało. I słusznie. Ja rozumiem parafrazując p. Obirka, że można być niekonwertowalnym w sprawach transcendencji. Ale w sprawie Iraku miałem i mam jedną opinię. To nie powinno się zdarzyć. Od początku śmierdzi to p. Adamie ropą i tanim mistycyzmem (ale szalenie niebezpiecznym w dłuższej perspektywie , patrz wywiad z p. Brzezińskim na łamach Polityki). Ameryka prowadzi na wielu frontach grę cyniczną. Wierzę, że Bush i jego zwolennicy to nie cała Ameryka. Tak to jest jeżeli politycy, średniego kraju na dorobku, czują się nobilitowani poklepani po plecach przez
    Prezydenta Ameryki. Jeżeli chodzi o Polskę to uważam, że optymalną postawą byłoby wysłanie jednostki Grom celem tzw rozpoznania w boju i trzymanie się naszych unijnych sąsiadów. Niestety charakterologicznie p. Kaczyńscy odpowiadają p. Bushowi i to jest dodatkowe nieszczęście, które popycha nas w niedobrym kierunku. Najgorsze jest to, że nie ma teraz żadnego sensownego rozwiązania jak z tego gówna wyjść. Przepraszam za dosadność określenia. W swoim osądzie jestem bardzo bliski pp. Piotrowi Kraczkowskiemu i Jakobsky. Gdyby nie lobby naftowe prawdopodobnie bylibyśmy o wiele bardziej zaawansowani w zastosowaniu alternatywnych źródeł energii. Panie Adamie polacy niejednokrotnie udowadniali, że mają w swojej masie i przeciętności sporo instynktu samozachowawczego. Mam nadzieję, że ta część z nas , która jest biernym obserwatorem życia politycznego dostrzeże, że czas dac kopniaka w dupę kolejnej ekipie. Znów przepraszam. Fakty są takie, że ekipa usiłuje nas zepchnąć na ścieżkę takich ograniczeń demokracji, które mają uniemożliwić ten gest w przyszłości. Pozdrawiam-BM

css.php