Prokurator smoleński przerywa milczenie

W korytarzach sejmowych poruszenie: prokurator Krzysztof Schwartz, nadzorujący śledztwo smoleńskie, potwierdził w rozmowie z dziennikarzem TVN Piotrem Świerczkiem, że nie było „wybuchu” w samolocie wiozącym polską delegację na obchody rocznicy katyńskiej w 2010 r. A skoro nie było wybuchu, to tragedię, w której delegacja zginęła, słusznie uznano od początku za katastrofę. Była wynikiem kumulacji wielu błędów, ale nie była efektem zamachu.

Świerczek powiedział, że uderzyło go zmęczenie prokuratora Schwartza, który ostatecznie wyznał mu, że żałuje, iż zgodził się na pokierowanie śledztwem na polecenie ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Ziobry. Mnie przede wszystkim zastanawia, czemu przez siedem lat milczał o przebiegu śledztwa, które w miarę jego postępu i gromadzenia dowodów obalało tezę o zamachu lansowaną przez Antoniego Macierewicza i podjętą przez Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego dopiero po utracie władzy przez PiS zdecydował się udzielić wywiadu red. Świerczkowi? Co to mówi o nim jako niezależnym prokuratorze i o rządach Kaczyńskiego?

Jeśli jest prawdą, że nie było żadnych nacisków na Schwartza ze strony resortu, to pozostaje tylko jedno wytłumaczenie: strach. Obawa, że się narazi ówczesnej władzy i Macierewiczowi, który prowadził własne śledztwo pod szyldem sejmowej podkomisji. Pod tezę o wybuchu. Potwierdził ją raport podkomisji. Ale teza była fałszywa. Na jej udowodnienie wydano miliony złotych. Posłużyła PiS-owi do kampanii politycznej oczerniającej Tuska i dyskredytującej ustalenia komisji Jerzego Millera i dr. Macieja Laska, która uznała, że pod Smoleńskiem doszło do katastrofy lotniczej. Komisja działała przed dojściem do władzy obozu Kaczyńskiego. Zdobył on władzę m.in. wskutek miesięcznic, organizowanych każdego dziesiątego dnia, gdy obwiniał o śmierć swego brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rzekomą zmowę Tuska z Putinem.

Aż w końcu po 14 latach od katastrofy sam prokurator odpowiedzialny za śledztwo w tej sprawie odrzucił tezę o wybuchu. Można by to uznać za ostateczne zamknięcie tematu. Płonne nadzieje! W sondażu sprzed roku 38 proc. pytanych uznało, że katastrofa mogła być efektem zamachu zleconego przez Putina. To się nazywa siła propagandy rozpalającej złe emocje w naszym społeczeństwie: nienawiść do polityków i ekspertów odrzucających kłamstwo smoleńskie i dzielące ludzi teorie spiskowe.

Dzięki odsunięciu PiS od władzy możemy dziś swobodnie stawiać pytania o rolę i odpowiedzialność Macierewicza. Świerczek uważa, że Macierewicz odpowiada za narodową kłótnię smoleńską i dewastację społeczną, jaką wywołała. Macierewicz uwiódł część społeczeństwa i polityków PiS swymi teoriami. Wiemy, co było dalej: PiS doszedł do władzy i hojnie wynagrodził Macierewicza za te zasługi. Dał mu swobodę działania i pieniądze, a Kaczyński powtarza do dziś wymyślone przez Macierewicza kłamstwo o zamachu.

Nie ma znaczenia, czy obaj wierzą w to kłamstwo. Liczy się, że wykorzystują je do skłócania Polaków, aby rządzić. Macierewicz uruchomił smoleński przemysł nienawiści, Kaczyński był jego beneficjentem. Obaj powinni stanąć przed niezależnym wymiarem sprawiedliwości.