To nie zemsta, tylko demokracja

PiS w Parlamencie Europejskim nie ma większości, więc przegrywa. Proste. Zgłaszani kandydaci PiS albo nie przekonują do siebie głosujących, albo nie są w stanie zapewnić sobie dostatecznego poparcia w innych frakcjach.

Kandydaci Platformy przechodzą bez kłopotu. Wiceprzewodniczącą Parlamentu została Ewa Kopacz, kandydaturę Zdzisława Krasnodębskiego na to stanowisko odrzucono.

To się nazywa demokracja parlamentarna. Ale pisowcy wiedzą lepiej: to zemsta za sukces z zablokowaniem Timmermansa. Cóż, nie trzeba było zadzierać z socjalistami, którzy go popierali. A to, mimo gorszego wyniku w ostatnich eurowyborach, wciąż druga po chadecji (EPP/EPL) siła w Parlamencie. PiS działa w drugiej od końca, jeśli chodzi o liczbę deputowanych, grupie parlamentarnej, która jeśli dojdzie do brexitu, skurczy się jesienią.

Niech się PiS nie dziwi, że zbiera teraz żniwo swej dywersji. Wprawdzie nie odegrał roli tak ważnej, jak się chwali na użytek krajowy, lecz przyłączył się do akcji politycznej wymierzonej w Timmermansa. Nie dlatego, że on nie rozumie naszej części Europy, jak insynuował m.in. uwikłany w zarzuty korupcyjne premier Czech, tylko dlatego, że traktuje serio swoje zadanie, czyli obronę rządów prawa w państwach członkowskich UE. Bali się Fransa i boją dalej, a do polexitu jeszcze sił nie nabrali.

Naturalnie cieszylibyśmy się, gdyby Polacy zdobywali poparcie eurodeputowanych. Zdobył je np. pisowiec Karol Karski na funkcji kwestora Parlamentu Europejskiego, więc rzekoma zemsta nie jest taka mściwa.

Ale nie można z jednej strony nazywać flagi europejskiej szmatą i łajać z trybuny europarlamentu krytyków niszczenia rządów prawa w Polsce, a z drugiej skarżyć się, że kandydaci PiS na prestiżowe stanowiska przegrywają w głosowaniach. PiS zasłużył na krytykę głównych sił Parlamentu Europejskiego, które uważają partię Kaczyńskiego, Waszczykowskiego i Szydło za problem, a nie partnera. Setki deputowanych widziało, jak Szydło, Zalewska, Waszczykowski, Saryusz-Wolski zachowali się podczas inauguracji nowego PE, gdy zagrano „Odę do radości”. Takie rzeczy się pamięta.

Jak dotąd dwa nasze największe sukcesy w UE to Donald Tusk jako szef Rady Europejskiej i prof. Jerzy Buzek jako szef Parlamentu Europejskiego. Obaj związani z PO. I to PiS-owi działa na nerwy, bo wie, że nie ma nikogo, kto miałby szanse na zajęcie tak wysokich stanowisk. Takie kadry.