Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

29.09.2018
sobota

Ani „walka z faszyzmem”, ani „wstawanie z kolan”, czyli jakiej polityki historycznej potrzebuje Polska

29 września 2018, sobota,

Ani ,,walka z faszyzmem’’, ani ,,wstawanie z kolan’’, czyli jakiej polityki historycznej Polska nie potrzebuje. Takie stanowisko zajął w dyskusji o polskiej polityce historycznej socjolog z UW dr Michał Łuczewski. Rozmowę z nim opublikowała właśnie PAP.

To głos interesujący, bo choć Łuczewski udziela się raczej po stronie prawicy, to jednak jego wypowiedź wykracza poza modne dziś schematy myślowe. O ile ,,walki z faszyzmem’’ bym nie ignorował, bo ekstremalny nacjonalizm stanowi dziś problem, o tyle mogę się zgodzić, że ,,wstawanie z kolan’’ to retoryka potrzebna głównie prawicy, a nie głębszemu zrozumieniu naszej niesamowicie skomplikowanej historii i tożsamości.

Od typowej narracji prawicowej różni Łuczewskiego np. wyważona ocena twórczości Jana Tomasza Grossa, autora słynnych „Sąsiadów”, książki, która stała się przełomem w debacie o postawie Polaków wobec zagłady Żydów.

Zdaniem Łuczewskiego istotne jest „nie to, że Gross krytykuje te postawy, ale istotne jest, po co to robi. Jan Tomasz Gross pokazuje, co jest szczególnie ważne w kontekście chrześcijańskim, że im większa jest wina naszych przodków, czyli pośrednio także nas jako ich potomków, tym większe staje się nasze późniejsze nawrócenie. Moralistyczny ton jest tu czasem większy niż u tych, którzy przy każdej okazji powtarzają, że Polacy po prostu mają być dumni z Polski. Jan Tomasz Gross też chce być dumny z Polaków, ale w taki sposób, żeby umieć odważnie przyjrzeć się także temu, co w naszej przeszłości było złe”.

Gross chyba nie odrzuciłby takiej interpretacji swoich prac. Można się z Łuczewskim zgodzić także co do tego, że dobra polityka historyczna nie zamiata pod dywan rzeczy złych w dziejach, tylko ukazuje je w szerszym kontekście, abyśmy umieli sobie z nimi poradzić moralnie i intelektualnie.

Od polityki historycznej nie uciekniemy, ale chodzi o to, aby była lepsza, uczciwsza, nie służyła tylko doraźnym interesom tej czy innej partii znajdującej się aktualnie u władzy.

Sprowadzanie polityki historycznej do lustracji czy walki narracji „lewicowych” z „prawicowymi” to amunicja w bieżącej walce politycznej. Nie buduje ona jednak tego, co Łuczewski nazywa „kapitałem moralnym”, a to on powinien z nas tworzyć pewną wspólnotę. W rzeczywistości idziemy w przeciwnym kierunku. Rządzi nami logika podziału i konfrontacji.

Wy macie KOR i AK, a my mamy „żołnierzy wyklętych” i Solidarność Walczącą. Wy macie Katyń, a my Smoleńsk. Wy macie Lecha Wałęsę, a my Lecha Kaczyńskiego. Wy macie Okrągły Stół, a my „dobrą zmianę”. Wy macie Kościół otwarty księdza Tischnera, a my mamy Kościół narodowy ojca Rydzyka. Na takich opozycjach daleko nie ujedziemy.

Lepiej by było, gdyby żadnej „polityki historycznej” nie było, tylko żeby była rzetelna nauka historii i wniosków, jakie z niej płyną, a politycy trzymali się od niej z daleka.

Ale tak nie jest. Dr Łuczewski pomija milczeniem deprawację, jakiej ulega „polityka historyczna” pod rządami „zjednoczonej prawicy”.

Dwa przykłady mówią tu wszystko: tak zwana nowelizacja ustawy o IPN, która miała zamknąć usta właśnie Grossowi i niezależnym od władzy badaczom Holokaustu, oraz porównanie przez obecnego szefa IPN pana Szarka porozumień Okrągłego Stołu z udziałem między innymi braci Kaczyńskich i przedstawicieli Kościoła do „nowej Jałty”. Z zachowaniem należnych proporcji taką politykę historyczną można porównać do komunistycznego kłamstwa katyńskiego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 25

Dodaj komentarz »
  1. Rzadko chyba Grossa traktowano jako Polaka, którego boli nasza historia. Pisano o Żydzie, który dokonuje rewizji historii Polski. A przecież to także jego historia, i nasza, choć nasze pokolenie, my osobiście, się do niej nie przyczyniliśmy. To przykre, że z jednej strony bronimy nieskazitelności Polski, a z drugiej nie potrafimy przyznać, że to naszych obywateli wymordowano 3 mln albo więcej. Traktujemy ich jako obcych, a przecież to państwo polskie zawiodło. To samo, którego stulecie obchodzimy w tym roku.

  2. Bardzo wartościowe rozważania.

  3. @Olakier
    Mówi się też że to Izrael nie chce uznać że to 3 mln naszych obywateli wymordowano i zachowuje się jakby wymordowano 3mln obywateli Izreala, a nie Polski. I to jest też wartościowa obserwacja.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Prawo Mike’a Godwina mówi, że użycie argumentum ad Hitlerum ostatecznie kończy dyskusje, a ten kto porównał oponenta do Hitlera – przegrywa debatę

  6. Prawo Mike’a Godwina: Wraz z trwaniem dyskusji w Internecie prawdopodobieństwo użycia porównania, w którym występuje nazizm bądź Hitler, dąży do 1. W tradycji użytkowników wątek, w którym w jednej z wypowiedzi pojawia się porównanie do nazizmu lub Hitlera, uważany jest za skończony, a ponadto uznaje się, że osoba, która użyła tego porównania, przegrała dyskusję

  7. Polacy o ile wiem bardzo ciężką ręką rządzili na polskiej wtedy Ukrainie, a dzisiaj radzi by tylko boleć nad koszmarnym mordem wołyńskim. Ale czasy – unikajmy ahistoryzmu i łatwej wyższości nad przodkami – wszędzie były te prawie 100 lat temu inne niż te liberalne i multikulturalne, tolerancyjne i równościowe, jakie znamy od kilkudziesięciu lat. Największa być może kultura europejska – niemiecka – dawała jak najgorszy przykład (nie to co dziś!). W USA nawet Żydów i katolików (nie mówię o obywatelach jeszcze bardziej poniżanych) traktowano niechętnie, dominował bowiem paradygmat protestancki. W ogóle panował wtedy w krajach jakiś wyższościowy paradygmat w relacjach między różnymi grupami społecznymi, niewyobrażalny dziś po zmianach kulturowych zainicjowanych bodaj przez hippisów lat 60?

  8. Kto głośniej krzyczy, jak wielkim jest patriotą, wyżej i szybciej macha biało-czerwoną chorągiewką, gorliwiej publicznie się modli – tym lepszym jest Polakiem. I obywatelem. A z góry uśmiechają się do niego patroni dobrej zmiany: Poniński, Branicki, Szczęsny Potocki, Rzewuski, biskup Kossakowski.
    Najwyższa pora pozbyć się europejskich miazmatów, nasza chata z kraja. Oczywistość to najoczywistsza. Ot i cała polityka. Nie tylko historyczna.
    A, że hasło o „wstawaniu z kolan” gwizdnęliśmy Władimirowi Władimirowiczowi, bez należnych tantiem? Zapłacimy. Już niedługo.

  9. A w telewizji, na Mistrzostwach Świata, w dalekim Turynie, zatruwając wspaniałe sportowe widowisko, jakiś ohydny koderasta, namolnie podstawia przed kamerę kartkę z wypisanym tym wulgarnym słowem na „k”. Że też nie ma na takich kary. Mus ministra Ziobrę wiadomić.

  10. „Lepiej by było, gdyby żadnej ,,polityki historycznej’’ nie było, tylko żeby była rzetelna nauka historii i wniosków, jakie z niej płyną, a politycy trzymali się od niej z daleka.”
    Na pewno tak, ale rzetelna nauka historii była blokowana nie tylko w komunie.
    Choćby Zapomniany Generał gen. Rozwadowski , osoba pisząca jego biografię poddana jest ostracyzmowi.
    Ale jak można wymagać rzetelności od polityków skoro dziennikarze też polaryzują , chyba że jest to tylko opis wypowiedzi Łuczewskiego. Choćby to o żołnierzach wyklętych, jeśli nie większość to ogromna część z nich to AK. Przypuszczam też, że bez kś. Tischnera nie było by „dobrej zmiany” .
    Inny przykład Bandera to przecież obywatel RP . Wyciągając wnioski z powyższego tekstu (przepraszam autora ale nie czytałem wywiadu) można stwierdzić , że na Polakach nikt nie dokonał zbrodni ludobójstwa, jest to wredny naród bo sam się wyniszcza na masową skalę , a za wschodnią granicą szerzy się kult osoby takiej jak Hitler . Pomniki Bandery, czytanki w podręcznikach szkolnych itp.

  11. @jacek, NH
    Nie wiem, o co panu chodzi, ale na wszelki wypadek przypomnę, że kłamstwo katyńskie to robota Sowietów, a nie propagandy hitlerowskiej, która akurat w tym przypadku polegała na prawdzie, ale nie z respektu dla Polski, tylko jako argument w propagandowej walce z eks-sojusznikiem.

  12. @satrusrequi
    A konkretnie kto tak mówi? Bo to bzdura. Izrael powstał trzy lata po II wojnie światowej, więc polscy Żydzi mordowani podczas tej wojny nie mogli być jego obywatelami.

  13. @Adam Szostkiewicz
    Nie pamiętam kto pierwszy zwrócił na to uwagę. Oczywiście że Izraela jeszcze nie było (i dlatego aż tak wielu Żydów znalazło lepsze lub gorsze schronienie w Europie, a szczególnie w preferowanej Polsce, gdzie w samej Warszawie żyło ich tylu co w całych Niemczech, czyli pół miliona). Izrael gdy już powstał miał tendencję do – o tym w/w obserwacja – traktowania tej tragicznej straty jako tylko czy bardziej swojej, niż polskiej, choć – mówiąc krótko – np. w filmie Pianista z dużą kulturą pokazane są silne pozytywne związki obywateli polskich polskiej narodowości i obywateli polskich żydowskiej narodowości.

  14. Notabene, powinniśmy już przejść na „w Ukrainie”, bo te nie czasy kiedy było jak „na Mazowszu”.

  15. Jak widac kazda ekipa przy wladzy tworzy wlasna ,,polityke historyczna’’. Akurat ta ostatnia jest najgorsza i prymitywna.

  16. @satustrequi
    Sprawa jest tak poważna, że na blogu nie da rady jej wyczerpać. Chodzi o zagładę milionów ludzi, do której doszło wskutek dopuszczenia przez nacjonalistyczne elity charyzmatycznego psychopaty do władzy. Taka trauma przekracza ludzkie pojęcie. Pojawiajà się w odpowiedzi silne emocje. Sam podczas odwiedzin Izraela się z nimi zetknąłem wiele lat po wojnie. Jestem Polakiem, moi żydowscy rozmowy wylewali na mnie żal uogólniony na Polaków za to, że podczas wojny ich rodziny i bliscy w Polsce nie znaleźli pomocy ze strony współobywateli. Ale te rozmowy w Izraelu zwykle kończyły się przyjaźnie. Starsi Żydzi, uratowani od śmierci, zaczynali mówić po polsku i śpiewać polskie piosenki, gdy czuli, że mają do czynienia z kimś, kto nie jest antysemitą, choć jest Polakiem.

  17. „Daremne żale – próżny trud,
    Bezsilne złorzeczenia!
    Przeżytych kształtów żaden cud
    Nie wróci do istnienia.

    Świat wam nie odda, idąc wstecz,
    Znikomych mar szeregu –
    Nie zdoła ogień ani miecz
    Powstrzymać myśli w biegu.

    Trzeba z żywymi naprzód iść,
    Po życie sięgać nowe…
    A nie w uwiędłych laurów liść
    Z uporem stroić głowę.

    Wy nie cofniecie życia fal!
    Nic skargi nie pomogą –
    Bezsilne gniewy, próżny żal!
    Świat pójdzie swoją drogą.”

    Adam Asnyk

    I tego się trzymać !!!

  18. Albo głupota albo cudza celowa polityka historyczna tłumaczą współczesne granice państw na mapkach zamieszczonych w poniższych artykułach w „New York Timesie”:

    **https://www.nytimes.com/2016/05/06/world/middleeast/mapping-the-holocaust-how-jews-were-taken-to-their-final-destinations.html

    **https://www.nytimes.com/2013/03/03/sunday-review/the-holocaust-just-got-more-shocking.html

    „Lublin district” nie był wcale „of Poland” tylko leżał w Generalnym Gubernatorstwie. Albo tego debil z Nowego Jorku nie wie, albo ktoś mu w redkacji nakazał pisać tak, aby Lublin w 1942 roku leżał w Polsce.
    Identycznie Treblinka, także GG a nie „Poland”.

    „Auschwitz” nie był położony w żadnej „southern Poland” tylko na terenach przyłączonych do Rzeszy Niemieckiej.

    „chemical manufacturing plant known as Buna Monowitz”
    nie leżała w żadnej „Poland”.

    Debila trzeba zapytać, dlaczego na tej mapie:
    **https://en.wikipedia.org/wiki/Mexican%E2%80%93American_War#/media/File:Mexican%E2%80%93American_War_(without_Scott%27s_Campaign)-en.svg

    nie ma zanaczonych współczesnych granic stanów?

    To dlaczego na tych mapach jedyne granice państw jakie zaznaczono są współczesnymi granicami?

    **https://archive.nytimes.com/www.nytimes.com/imagepages/2013/03/03/opinion/03ghetto-map.html?action=click&contentCollection=Sunday%2520Review&module=RelatedCoverage&pgtype=article&region=Marginalia

    **https://archive.nytimes.com/www.nytimes.com/imagepages/2013/03/03/opinion/03camps-map.html?action=click&contentCollection=Sunday%2520Review&module=RelatedCoverage&pgtype=article&region=Marginalia

    Drobnym druczkiem czytamy, że co do tych mapek „New York Times” powołuje się na autorytet United States Holocaust Memorial Museum. No pięknie!

  19. Jestem pewien, że regularnie czytujący zachodnią prasę redaktorzy „Polityki” wielokrotnie prosili swoich kolegów z redakcji NYT (i innych amerykańskich gazet, np. z WSJ) o wieksza staranność w tym temacie.
    Skutkiem wysłuchania tych próśb problem zniknął.

    Bez sarkazmu i jak krowie na rowie: właśnie dlatego, że nie-oszołomy spośród polskiej inteligencji przez cały powojenny okres chowały głowę w piasek i wolały uprawiać Sikorskiego murzyńskość w kontaktach z zachodnią a w szczególności z amerykańską prasą/mediami TO TERAZ MAMY PISOWSKIE OSZOŁOMSTWO POWŁUJĄCE INSTYTUTY OBRONY DOBREGO IMIENIA I UCHWALAJĄCE KRETYŃSKIE IPEENOWSKIE USTAWY IMBECYLA JAKIEGO.

  20. @ Adam Szostkiewicz
    Też nie wiem do ” kogo pije” @jacek, NH.
    Przepuszczając przykład bandery przez „prawdy” obiegowe, oraz cytowane Prawo Mike’a Godwina można uznać, że bandera to Polak, katolik i narodowiec. Nie trzeba wielkiej przenikliwości czy też dobrej woli, żeby dojść do tego, że jest to bzdura. Jednak jeśli przepuści się to przez politykę historyczna wielu państw nie nie będzie to już takie oczywiste.
    Ciekawe co by było gdyby za zachodnią granicą zaczeto stawiać pomniki Adolfofi … a w podręcznikach stawiano go za wzór.
    Bandera był gorszym fanatykiem od nazistów (wg nich samych) i trzymali go oni w nieźle wyposażonej klatce karmiąc dobrze jako bestię do specjalnych zadań.

  21. @Adam Szostkiewicz, godz. 1:03

    „przypomnę, że kłamstwo katyńskie to robota Sowietów, a nie propagandy hitlerowskiej, która akurat w tym przypadku polegała na prawdzie, ale nie z respektu dla Polski, tylko jako argument w propagandowej walce z eks-sojusznikiem.”

    Z prawdą to trzeba ostrożnie, jak ostrzegał ks. Józef Tischner.
    To fakt, że hitlerowska propaganda w tej konkretnej sprawie polegała na prawdzie. Ale na czym wobec tego polegała postawa USA i Anglii, które w sprawie Katynia łapka w łapkę szły w zaparte z propagandą stalinowską? Tak długo, jak było to dla nich korzystne politycznie. Różnica w podejściu do Katynia między Zachodem i ZSRR polega na tym, że ZSRR było to kłamstwo potrzebne dłużej, ale wszyscy traktowali prawdę instrumentalnie. Zachód także, jak Niemcy, potraktował prawdę katyńską jako argument w propagandowej walce z eks-sojusznikiem. I robi się to dzisiaj także we wszystkich sprawach. Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie niczego z polityki.

  22. A obym nie miał racji?Kto opisze losy Pokolenia JP2.?A kto przewidzi losy Pokolenia Prezesa Pińcet+?Otóż można pogdybać.To pokolenie, zastępujące poprzednie ,wysysa z mlekiem matki ,nieróbstwo i przeświadczenie ,że można jeździć nad morze, za oddanie głosu w wyborach parlamentarnych, na darczyńcę. A pracować też nie trzeba,.O tym ,że można kłamać, bez ponoszenia konsekwencji ,poniżać innych,itd ,pokolenie Postpapieskie ,wie już i pytanie, czy sumienie pozwoli mu na robienie tego samego?

  23. Jacek, NH
    29 września o godz. 21:46

    … jesteś taki chłop roztrop, że aż mnie cycki bolą…

  24. Gospodarz pisze:
    Lepiej by było, gdyby żadnej ,,polityki historycznej’’ nie było, tylko żeby była rzetelna nauka historii i wniosków, jakie z niej płyną, a politycy trzymali się od niej z daleka.
    I ja zasadniczo się zgadzam. „Polityka historyczna” pachnie mi w ogóle oksymoronem — polityka to kształtowanie przyszłości, a historia to nauka o przeszłości. Czy można w przyszłości kształtować przeszłość? Jedynie kłamiąc o niej.
    Jest jednak jeden element, gdzie „polityka historyczna” jest nie do uniknięcia — wizja historii nauczanej w szkole.
    Swoją drogą ja wcale nie widzę problemu jako prostego. Nie dość, że opozycja „historia antyfaszystowska” i „wstawanie z kolan” jest fałszywa (mitologizowanie AK to też „wstawanie z kolan”) — to raczej popularne nurty, choć nie najpopularniejsze, bo mamy jeszcze nurt antykomunistyczny (właściwie niepodważalny, choć jeśli walkę z faszyzmem można podważać, że to walkę z komunizmem też powinno się), mamy też historię kościelną.
    Kolejna rzecz, to partie łączą nie tyle poglądy, co poczucie tożsamości. Ja to widzę u polskiej średnio młodej lewicy, która bardzo chętnie się podłącza pod tradycje PPS, przy okazji „walki z komunizmem” wyrzucone na margines oficjalnej wersji historii. Ale właściwie każdy z tych nurtów jakieś tożsamości grupy odpowiada.

  25. @PAK4
    Myslę podobne jak Pan: „Jest jednak jeden element, gdzie „polityka historyczna” jest nie do uniknięcia — wizja historii nauczanej w szkole.”

    Nie wiem. Czy jest na pryzkład „polityka fizyczna” albo „polityka filozoficzna”? Filozof, fizyk (a nie Macierewicz) albo historyk (a nie Kaczynski) powinni decydować co nauczą dzieciom. Czytałem polskie książki historyczne a to jest 90% to samo co Niemcy piszą. (np. „Historia dla maturzysty”, Radziwiłł Anna, Wojciech Roszkowski – W.R. nawet chyba z PiSu). Polscy historycy powinni lączyć do komitetu historyków między Franzusami i Niemcami (Historikerkomitee). To działa dobrze. Tam mogą wpływować skutecznie aby zmienić 90% zgoda na 100% zgoda. A ci ludzie powinni decydować o tym co uczą dzieciom w szkole.

  26. @lubat
    Nie zgadzam się z tym w ogóle:
    „I robi się to dzisiaj także we wszystkich sprawach. Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie niczego z polityki.”

    Jest kolosalna roznica między propaganda w Niemczech 1939-45 a dziś. Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie niczego z polityki a pomaga ludziom którzy robią propagandę.

css.php