Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

8.03.2011
wtorek

Premier Huebner

8 marca 2011, wtorek,

Jak promować ideę zrównoważonego feminizmu? Choćby przez kobiecy gabinet cieni z Danutą Huebner jako premierem. Bardzo mi się pomysł spodobał, bo jest dowcipny i mądrze prowokujący. Ale jak zwykle zmysłu humoru i ochoty do refleksji niektórym zabrakło.

Wytoczono te same zgrane armaty. I jak zwykle niektóre kobiety polityczne okazały się bardziej męskie niż wielu mężczyzn politycznych. Sprawdza się reguła, że kobiety, by przeżyć wśród mężczyzn, muszą się albo do nich upodobnić, albo grać słodkie idiotki, ,,kochane panie”, zachwycone bukietami kwiatów na Dzień Kobiet, na szczęście już nie rajstopami jak za PRL, i cmokaniem w rękę przez rycerskich panów z wąsikiem lub bez wąsika.

Rząd kobiet z premier Huebner to komunikat, że jest jeszcze inna droga niż mimikra albo gra w piękną lecz słabą płeć. Że można po prostu wystąpić bez kompleksu i w poczuciu, że kobiety są tak samo dobre jak mężczyźni, albo lepsze.

Nie muszą ani udawać macho, ani słodkich aniołów, a nawet matek Polek. Mogą być sobą bez przepraszania, że są jakie są, Tak jak faceci. I jak faceci mogą walić prosto w oczy, co myślą i jak się czują w polskim społeczeństwie, urabianym od wieków przez mężczyzn w sutannach, deliach, szubach, kontuszach, pludrach, frakach, dżinsach i mundurach.

Polityczni machoiści/ machoistki krzywią się na to, komu premier Huebner rozdała teki w swoim gabinecie cieni. Spokojnie. W czym Hubener ustępuje Jarosławowi Kaczyńskiemu i wszystkim innym byłym premierom III RP, także Tuskowi? Czy Jolanta Kwaśniewska miałaby na starcie gorsze kwalifikacje niż Anna Fotyga? Albo w czym Magdalena Środa byłaby gorsza jako minister edukacji od pani Hall? Myślę, że szybko rozwinęłyby skrzydła. Z czego więc się śmiejecie, wyznawcy politycznego machoizmu, śmiejcie się z siebie.
    
XXXX

Dziękuję za sporą część wpisów pod DWUDNIOWYMI WYBORAMI, szczególnie Kartce z podróży, Torlinowi, MW, T.O. Przyjemnie czytać.    

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 101

Dodaj komentarz »
  1. Nie traktuję tej informacji jako żart – to mógłby być świetny gabinet.
    http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/kobiecy;gabinet;cieni;huebner;na;czele,213,0,789973.html
    Danuta Huebner jako premier to doskonała kandydatura. Kobieta zrównoważona, silna, kompetentna, z klasą, obyciem międzynarodowym… . Same zalety. Wiekszość nominowanych w gabinecie cieni na stanowiska ministerialne nie budzi we mnie najmniejszych oporow. Powiedziałbym, że Danuta Huebner wykazała odwagę w nominowaniu na stanowiska. Gabinet cieni jest politycznie wyrazisty – ta odwaga budzi mój szacunek. W końcu jakieś intelektualne przelamanie dołujących, politycznych stereotypów. Pomysł Kongresu Kobiet uświadamia w jakiej politycznej szarzynie i byle jakości ugrzęźliśmy.
    Oby się ta wizja ziściła. Taki rząd popchnąłby Polske do przodu. W końcu coś pozytywnego i inspirującego. Brawo!!! Popieram!!!
    Pozdrawiam

  2. Nareszcie jest wpis z okazji 43 rocznicy wydarzeń, o pardon, ten temat był mniej prawdopodobny, dziękuję za wpis z okazji powołania gabinetu cieni z Danutą Huebner.

    Podpisuję się pod pomysłem i kandydaturami, z niewielkimi zastrzeżeniami:
    – minister dyplomacji powinien uważać na krótkie spódniczki,
    – minister edukacji na język, aby był bardziej dyplomatyczny, „poprawny religijnie” i nie podjudzał biskupów za bardzo,
    – minister zdrowia powinien pozostać na stanowisku,
    – ministra pracy poprosiłbym o dymisję i dał choćby jakiegoś mężczyznę na zmiennika.

    Ale co ja, nawet bez wąsów, mam w tej sprawie do gadania.

  3. Ale najmocniejsza jest moim zdaniem kandydature na ministra finansów (Kartko z P. – dzięki za linka):

    Maria Pasło-Wiśniewska (ur. 1959), ekonomistka, bankowiec, posłanka PO od 2005, urodziła się w Szamotułach pod Poznaniem, od dzieciństwa do dzisiaj bez przerwy mieszka w Poznaniu wraz z rodziną. Edukację rozpoczęła w SP nr 54 im. Jana Kasprowicza, VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Adam Mickiewicza w Poznaniu, mgr ekonomii w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, podyplomowe w Kellogg School of Management na Northwestern University w Chicago (1989-90).

    Krótko mówiąc, szkoła poznańska i chicagowska. Nie ma lepszej kombinacji. A jak dodasz Kellogg School of Management to masz płatki na śniadanie zapewnione do końca życia 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Praktycznie nie ma znaczenia kto będzie premierem, sponsorzy III RP, Watykan, Bruksela i Waszyngton, muszą dostać swoja dolę. Reszta zostaje do podziału miedzy Geniuszami Narodu Polskiego.
    Pozostaje tylko socjotechnika mediów, w stylu dobry Kaczor złe komuchy, zły Kaczor dobry Tusk, zły Tusk dobra Huebner itd

    Ludzi na miarę Gomułki, Rapackiego, Gierka, Jaruzelskiego czy M.F. Rakowskiego, którzy mogliby się postawić Wielkiemu Bratu z korzyścią dla Polski, wśród Geniuszy Narodu Polskiego nie widać.

    Dla nich wybudowanie terminalu w Sławkowie by mieć kasę za tranzyt towarów z całej Azji do UE jest powyżej ich możliwości

  6. Ten gabinet rzeczywiście byłby najlepszym od 21 lat, dlatego też uszczypliwości posypały się od strony zawistnych niedojdów. Zebrane tam panie tworzą autentyczną siłę tego stowarzyszenia i są w stanie przyciągać im podobne charaktery, co wróży polskim kobietom przyszły sukces. Każda z tych pań z osobna zaproszona do studia tv na dyskusję z panem politykiem, odsyła chłopca do kąta na dokształcenie, co łatwo sprawdzić oglądając od czasu do czasu tvn24 ( nie cięgiem, bo można się załamać).

  7. Pomysł kobiecego gabinetu cieni też mi się spodobał.
    Czy to dowcipna prowokacja?
    Myślę, że panie tak do tego nie podchodzą.
    Raczej traktują sprawę serio.
    Może nazwa jest prowokacyjna, ale cele już nie.
    Nie marzy im się seksmisja, nie chcą stanowić alternatywy dla przyszłych rządów, ale chcą doradzać przyszłym i obecnym ministrom w sprawach w których czuja się kompetentne.
    Podoba mi się to, że nie chcą doradzać z pozycji feministycznych tylko fachowych.
    W tym towarzystwie najmniej fachowa wydaje mi się pani Kwaśniewska.
    Polityka zagraniczna to nie tylko protokół dyplomatyczny z którym Pani Prezydentowa mi się kojarzy.Choć niewątpliwie przy pani Fotydze nie może mieć kompleksów.Pozwoliłem sobie na tę krytykę, bo w przeciwieństwie do autora poważnie traktuję tę inicjatywę.
    To mądra promocja feminizmu.
    W tym się z autorem zgadzam.

  8. @ Kartko z podróży:

    Wyrazisty politycznie?! Prezydent Lewiatana, solidarnościowa działaczka związkowa i wieloletnia członkini PZPR i SLD w jednym rządzie. To byłby dopiero kabaret.

    „Pomysł Kongresu Kobiet uświadamia w jakiej politycznej szarzynie i byle jakości ugrzęźliśmy.”

    Niestety tak. Wykazały, że mają bardzo krótką ławkę rezerwowych i że z nikąd nadziei na zmianę. Wziąć dziesiątkę kobiet posłanek z SLD albo z PO i popodciągnąć je pod odpowiednie ministerstwa, a już będzie to wyglądało sensownie.

    @ Gospodarzu:

    Danuta Huebner ma bardzo dobre kwalifikacje do bycia premierem. Jolanta Kwaśniewska nie ma żadnych kwalifikacji do szefowania MSZ-owi, ani jakiegokolwiek doświadczenia politycznego (chyba, że robimy cnotę z ignorancji, to wtedy nie ma problemu). Równie dobrze mogłaby być ministrem infrastruktury, albo sprawiedliwości (to nawet lepiej, bo przynajmniej skończyła prawo). Jeśli ona miałaby być ministrem SZ, to i Fotyga się nadaje.

  9. Jestem za Danutą Hübner całkowicie, bardzo odpowiadają mi jej poglądy.
    T.O.
    Odpowiedziałem Ci przez pomyłkę przy poprzednim wpisie Gospodarza.

  10. Kobiety w polityce to duża konkurencja dla tych panów zakiszonych w swoich niezmiennych układzikach i koteriach.
    Szczególnie, gdy panie pozbędą się „gęby” wojującego feminizmu.
    A panią Huebner na premiera kupuję w ciemno…

  11. Pisze Pan Redaktor o mimikrze.

    Ja stawiam inną tezę.

    To nie jest tak, że kobiety są Z NATURY w życiu społecznym „takie”, a mężczyźni „śmacy”. Kobiety są „takie”, bo są osobami nie posiadającymi władzy. Mężczyźni są „śmacy”, bo są osobami posiadającymi władzę. Gdy więc kobieta dochodzi do władzy, to nie upodabnia się do mężczyzny, lecz po prostu do osoby mającej władzę.

    Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Z każdą władzą wiąże się pewien rodzaj agresji. Nie można jednocześnie mieć władzy, a zachowywać się jak człowiek nie posiadający władzy.

    Brak agresji jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko ludzie, od których nic nie zależy.

    Dlatego uważam, że to mit, iż kobiety w polityce łagodzą/będą łagodzić obyczaje. To jest psychologicznie niemożliwe.

    Ludzie, którzy wierzą w ten mit, paradoksalnie powielają patriarchalną kliszę – oczekiwanie od kobiety, że niezależnie od sytuacji będzie dobrotliwą madonną.

  12. Kobiecy gabinet cieni byłby jeszcze bardziej prowokujący, gdyby składał się także z mężczyzn. To by dopiero było zaskakujące! Pokazywałoby, że dyskurs parytetowy nie jest czczą gadaniną i rozbrajało niektóre spośród antyfeministycznych fobii.

  13. Coś o dojeniu OFE……
    http://przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/leokadia-oreziak-jak-wprowadzono-polsce-ofe

    A mnie się marzy merytokracja, czy rząd techniczny….
    Bicie piany, populizm, zakulisowe gierki, walka o koryto, przejadły się….
    Kobiety rządzą w Skandynawii z korzyścią dla tamtejszych mieszkańców.
    Ale to inny krąg kulturowy…….

  14. Ha, na tej zasadzie mogę też zaproponować koszmar :
    Anna Fotyga – premier
    Beata Kempa – minister sprawiedliwości
    Anna Sobecka – Edukacja
    Marzena Wróbel – MSZ albo MON (to by dopiero przeczołgała generałów) i resztę stołków też można obsadzić, albo zrobić kilka roszad – np Sobecką na kulturę, Fotygę na MSZ, a premiera zawsze się znajdzie w tylnych rzędach.

  15. @Andrzej Szostkiewicz: zabawa w kobiecy gabinet jak zabawa. Ale spróbuję pobawić się i odpowiedzieć na Pana konkretne pytania jak w cytacie:

    „1)W czym Hubener ustępuje Jarosławowi Kaczyńskiemu i wszystkim innym byłym premierom III RP, także Tuskowi?

    2)Czy Jolanta Kwaśniewska miałaby na starcie gorsze kwalifikacje niż Anna Fotyga?

    3) Albo w czym Magdalena Środa byłaby gorsza jako minister edukacji od pani Hall?”

    ad 1) Całkowity brak doświadczenia w sprawach krajowych. Brak doświadczenia przywódczego. Dla mnie osobiście jeszcze dyskwalifikuje członkowstwo w PZPR ale rozumiem, że dla Pana to nie problem.

    ad2) Jolanta Kwaśniewska nie pełniła w życiu żadnej funkcji z wyboru ani administracyjnej. Nawet po zakończeniu kadencji męża nie miała nic wspólnego z działalnością publiczną zadowalając się rolą celebrytki. Fotyga „na starcie” miała doświadczenie jako europoseł i wiceprezydent dużego miasta. Wcześniej działała w podziemiu i była pracownikiem Biura Zagranicznego NSZZ „Solidarność” w 1980 i 81 rokiem. Kwaśniewska mówi znacznie gorzej po angielsku od Fotygi. W obecnym świecie poziom angielskiego Kwaśniewskiej (słyszałem osobiście) jest daleki od akceptowalnego dla Ministra Spraw Zagranicznych. Fotyga mówi biegle.

    ad 3) Tu kwalifikacje są porównywalne. Za Hall przemawia praktyczne doświadczenie w oświacie i mniejsze „zideologizowanie” – graniczące z fanatyzmem obecne u Środy.

  16. @Adam Szostkiewicz: Przepraszam za błąd w imieniu!

  17. Panie Redaktorze,
    jest wiele przewrotności w Pańskim felietonie. Przecież zarówno Pan,
    jak i ja, oraz wielu tu blogujących, doskonale wiemy że dostęp do
    stanowisk politycznych/rządowych nie jest w jakiś sztuczny sposób
    odgórnie ograniczany – tak Paniom, jak i Panom.
    Stara prawda mówi:
    „Móc to chcieć!” i gdyby te, przez Pana wymienione Panie, naprawdę chciały, to ich aktywność, celem zajęcia wyżej wymienionych stanowisk, byłaby bardzo znaczna.
    Tymczasem nie jest.
    Świadczy to o tym, że w naszym polskim „realu”, aż takiego żeńskiego
    parcia na szczytowe stanowiska władzy po prostu nie ma.
    Nie „usztuczniał” bym także pojęcia złagodzenia obyczajów w polskiej
    polityce, poprzez objęcie kluczowych stanowisk przez Panie, nawet te
    bardzo mądre.
    Świetnie to ujęła/ujął @Jaruta, 2011-03-09 o godz. 09:48, proponując
    „koszmar”.
    Niby wszystko żeńskie, a jednak!

    Pozdrowionka.

  18. Ireko pisze:
    2011-03-09 o godz. 10:10

    Ciekawe pojmowanie przywództwa…..
    Szef nie musi znać się na NICZYM poza jedną rzeczą- właściwym doborem ludzi i ekspertów na stanowiska. Musi umieć stworzyć zespół.
    Kwaśniewskiej sondaże dawały 35% szans w wyborach na prezydenta.

    Liderzy jednych partii potrafią grać zespołowo, inni nie.
    Problemy kadrowe opozycji są znane, jakoś fachowców tam niedostatek.

    Powtarza się problem „nie matura lecz chęć szczera”?
    Niestety, świat jest nieco bardziej skomplikowany.
    Dawno temu ktoś na blogach opisał barierę 5000 godzin. Dopiero po tym czasie nabiera się kompetencji w jakiejś dziedzinie. A to minimum trzy lata…
    Szkoła Rycerska wydała swój plon- patriotyzm i poświęcenie dopiero po 20 latach od powstania…
    Szkoła Styropianowa też wydaje swój plon- fortuny „działaczy” rosną…

  19. według mnie pomysł Kongresu Kobiet jest świetny nie tylko pokazuje że w Polsce są kobiety-profesjonalistki od lat obracające się w sferze publicznej, co do ich profesjinalizmu wykształcenia i „godności” do pełnienia tych funkcji zdania oczywiście będą różne…
    poza tym ciekawy pomysł, na co chyba nikt nie zwrócił uwagi (a przynajmniej ja nie znalazłem) to pewne przetasowanie w hierarchii stanowisk (teki wicepremierek dla sektora odpowiedzialnego za rozwój; kiedy dotychczas zawsze były to min finansów -czyli zaciskanie pasa a nie rozwój- plus konik koalicjanta) połączenie nauki (uczelnie i placówki badawcze) i edukacji (szkoły), połączenie działów energii, rolnictwa i ochrony środowiska; oraz subtelna choć dla mnie znacząca rezygnacja z „narodowości” polskich ministerstw

    ps
    Ireko
    czy praca jako akademiczki wykładowczyni nie jest praktyką w oświacie?
    czy p Hall nie chwaląc się tym że jej działania są motywowane ideologicznie (konserwatywnie lub/i religijnie) chociażby poprzez dobór współpracowników którzy/które np nie dopuszczają do uzyskania akredytacji ministerstwa książek niezgodnych z nauczaniem KK natomiast zgodnych ze współczesną wiedzą medyczną jest mniej ideologiczna niż p Środa która o tym głośno opowiada ? 😉
    pozdr

  20. Torlinie,
    Też mi pomyłka, żeby tylko takie pojawiały się na blogach.
    Naturalnie podobają mi się Twoje zmagania z materią blogową, że tak powiem. A wdzięczność moja rośnie niepomiernie, gdy dasz mi krótką, urlopową odpowiedź, choć nie na to pytanie, wszak chodziło mi o to, jakie rozwiązanie OFE i budżetu w tej konkretnej sytuacji odpowiadałoby Ci najbardziej. Ale i tak dwa punkty mnie urzekły.

    1. Potwierdzenie, że nie jest jakoby tak, że rozczarowanie PO i bunt przeciw niej, przeważnie w związku z OFE jest wynikiem, czy syptomem, przesunięcia społeczeństwa ku dynamizmowi i liberalizmowi gospodarczemu. Oni stoją gdzie byli, niektórzy z mozołem maszeruja w tą stronę, innym JŻ leje beton wokół stóp. Być może całe zamieszanie z reakcją na zmiany w OFE wynika z „konfliktu pokoleń”.

    2. Modernizacja wsi polskiej jest konieczna. Bo we Francji w rolnictwie pracuje o wiele mniej ludzi niż w Polsce. Nie musi się to odbywać ze szkodą dla ptactwa dzikiego, nawet skansen można pobudować tu i ówdzie z chatą krytą słomą i podobny turystyczny kicz. Ja sobie wyobrażam liberalizowanie takiej sytuacji w ten sposób, że państwo ustala pewne reguły gry, przepisy i zestawy bodźców, a ludzie wypełniają to codzienną treścią, oczywiście w liberalny sposób. Państwo co jakiś czas robi przegląd systuacji i zmienia reguły, jeśli trzeba. Ale celem, oprócz spraw krajobrazu, przyrody i walorów turystyczno-wypoczynkowych (dla mieszczuchów z całej UE) powinno być wyciągnięcie tych ludzi z systemu powielającego ich biedę. Oni cierpią, budżet cierpi, mieszczuchy też cierpią przez to – jakiś złoty środek znaleźć trzeba, a przecież nikt nie szuka nawet, zdaje mi się. Może prof. Gorzelak i podobni, taka jest moja niedouczona opinia. A co z państwowymi lasami, we Francji większość to „propriété privée”: http://fr.wikipedia.org/wiki/Fichier:Propriete_privee.jpg

    Bo jest w obiegu wiele sentymentów, np. o żywności produkowanej naturalnymi metodami. Ale czy znany jest pełny koszt i korzyść odżywcza? Nie jestem pewien. Wiele w tej sprawie można zrobić kontrolując dietę i wybierając umiarkowanie droższe produkty o wyższej jakości. W sytuacji cyklicznych załamań podaży żywności na świecie produktywność farm też jest ważna. To skomplikowany splot zagadnień.

    Miłego urlopy z pogodą włącznie

  21. W uzupełnieniu ciekawego wpisu Krzys.kiego o innaczej kładzionych akcentach politycznych przy budowaniu tego rządu.
    Henryka Bochniarz jako wicepremier oraz minister rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności – silna pozycja ministra (wicepremier)odpowiadającego za ulatwienia i jakość biznesu. Praktyczna realizacja ciągnącej się bezproduktywnie od wielu lat dyskusji. Typowo prorozwojowe stanowisko.
    Teresa Kamińska jako wicepremier i minister rozwoju regionalnego i spraw wewnętrznych – znów silna pozycja a zarazem ranga urzędu. I odpowiedź na wyzwania polityczne – np autonomia Śląska. Zapowiedź zasadniczej reformy państwa
    Prof. Małgorzata Fuszara z UW jako minister ds. równości płci i przeciwdziałania dyskryminacji. Znów silne, proeuropejskie zaakcentowanie problematyki, a zarazem odpowiedź na postulaty grup walczących o prawa mniejszości.
    Prof. Magdalena Środa z UW jako minister edukacji, nauki i sportu. W końcu próba nadania laickiego charakteru państwu. Kolejny przedstawiciel środowisk uniwersyteckich!!!
    O minister finasów Marii Pasło-Wiśniewska ciekawie napisał Telegraphick więc nie będę powtarzał.
    Ale moje uznanie budzi kandydatura prof. Eleonory Zielińskiej z UW na ministra sprawiedliwości. Znów profesura, karnistka zajmująca się prawodawstwem europejskim czyli zmiana polityki karnej i usparawnienie sądownictwa – czego oczekuję od lat.
    Kazimiera Szczuka jako minister kultury daje gwarancję zmiany polityki kulturalnej państwa ze smętnie bogoojczyźnianej na inspirującą intelektualnie. W końcu jakis powod do zaniechania celebr na rzecz fermentu intelektualnego.
    No i w końcu minister świeckości państwa i wielokulturowości – Barbara Labuda. To już prawdziwy przełom polityczny. A zarazem rozsądna nominacja, bo Barbara Labuda walczyła o wolną Polskę i ją budowała więc zna realia.
    Pozdrawiam

  22. Myślę, że największym, nieprzezwyciężalnym w praktyce, problemem „rządu” Danuty Huebner jest to, że … nie mógłby być rządem. Albo inaczej: największym deficytem tego gabinetu cieni są, paradoksalnie, pozytywne o nim opinie. A właściwie, kierunek z którego one płyną.

    Rząd w Polsce, aby mógł rządzić, choćby tak mozolnie jak ten obecny, Tuska, musi mieć wyraźne poparcie większości społeczeństwa (nawet jeśli nie było udzielone „expressis verbis” podczas wyborów i nie jest deklarowane w różnych tzw. sondażach opinii publicznej (co to?)).
    A więc musi to być rząd akceptowany przez konserwatywną, dość etatystyczną (nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy), egalitarystyczną, nieufną, autorytarną, jak tlenu potrzebującą kultu jednostki, niechętną w istocie modernizacyjnym trendom z Zachodu (poza kasą stamtąd płynącą), paternalistyczną, rytualnie religijną (religiancką?), antyfeministyczną (wbrew parytetowym deklaracjom), ksenofobiczną, megalomańską, a jednocześnie, paradoksalnie, gnębioną przez poczucie niższości, fatalistyczną, pesymistyczną, histrioniczną, słabo wykształconą, a więc nieskłonną do racjonalnego, logicznego śledzenia propozycji sformułowanych w języku racjonalistycznym i logicznym – znaczącą większość ludzi mieszkających w Polsce.
    Pomijam już fakt, że nie ostałby się w kraju ani jednego dnia rząd, któremu towarzyszyłby, od dnia powstania, prześmiewczy rechot i porozumiewawcze „puszczanie” oka. Wolimy rządy, których „trzeba” się bać, albo nie nasze, „nasłane przez obcych”.

    Ale jako temat na felieton – ten „gabinet” jest całkiem niezły.

  23. Telegraphick Observer
    Profesor Gorzelak, jeszcze przez akcesją unijną przygotowywał samorządowców z nowo utworzonych regionów do tworzenia prorozwojowych strategii. Dotyczyło to również zapuszczonych cywilizacyjnie terenów wiejskich. Miałem okazję uczestniczyć w tych przygotowaniach jak również w opracowywaniu strategii regionalnej nad którą koordynował prace. Jak sobie przypominam jego liberalne projekty modernizacji wsi były nieustannie kontestowane w imię konserwowania dotychczasowej „wsi spokojnej, wsi wesołej…” Później, już po przyjęciu strategii – dla świętego spokoju wymuszonego kolejnymi koalicjami z PSL – po prostu pozostawiano skansen wiejski w spokoju zajmując się innymi problemami. Potrzebę realnych i głębokich zmian postulowanych przez Gorzelaka i będących regionalnym prawem (uchwały sejmików)zastępowano z powodzeniem działaniami typu etnograficzo – polityczne „łodiridi…” finansowanymi przez Unię. Dlatego nie dziwi mnie obecny demontaż systemu emerytalnego wymuszany przez PSL – po prostu oni tak zawsze widzieli świat i widzieć tak będą – zarówno w skali mikro jak i makro społecznej. Profesor Gorzelak raz już to próbowal zmienić i nie sądzę by mial na to jeszcze ochotę.
    Szkoda czasu
    Pozdrawiam

  24. Rzecz jasna rozwinięcie resortowe i odnośnie merytorycznych kwalifikacji blogowiczów Krzy.ski i Kartka z P. idzie we właściwym kierunku jak najbardziej.

    Jedna uwaga, pisze Krzy.ski:
    „(wicepremierem) dotychczas zawsze były to min finansów -czyli zaciskanie pasa a nie rozwój”
    co nie jest dokładne, bo od 3,5 roku minister finansów nie jest wicepremierem, zapewne aby wyjść naprzeciw temu sentymentowi o „zaciskaniu pasa”. Ale i tak minister Rostowski jest ważniejszy od wicepremiera i min. gospodarki Pawlaka, bo to on decyduje ile dać poszczególnym resortom, ile puścić na rozwój regionalny, czyli to on zaciska pasa, a dokładniej bilansuje, a raczej balansuje między potrzebami i wydatkami, a dochodami i podatkami. W tradycji brytyjskiej minister finansów (Chancellor of the Exchequer) jest pierwszym po premierze. I jest ten pomysł ujęty nawet w konstytucji RP, bo ustawa budżetowa, którą przygotowuje min. finansów, jest jak żadna inna ustawa, podniesiona do rangi obligatoryjnego wotum nieufności dla rządu i jej nie uchwalenie winno doprowadzić do rozwiązania Sejmu. Rozumiem sentymenty, ale najlepsze idee rozwojowe nie mogą doprowadzić kraju do bankructwa, bo wtedy rozdziobią nas kruki finansujące dług publiczny, przykładów jest wiele i to z ostatnich miesięcy.

  25. Ja jestem nawet za tym, żeby panie już na jesieni stanęły do walki w wyborach. Na pewno dałyby radę. Popieram takie inicjatywy, które będą pokazywały, że kobiety nie są słabe i wiele potrafią tylko muszą uwierzyć w siebie. Jednak nie popieram parytetów, to nie jest nam do niczego potrzebne.

  26. Adam 2222 pisze:
    2011-03-08 o godz. 23:49

    Dobrze napisane. Masz u mnie plus!

  27. Telegraphick Observer
    Mam pytanie. Znalazłem informację Wyborczej z konca lutego tego roku, że rząd przekazał OFE w ramach ich częsci skladki państwowe obligacje.
    W związku z tym chodzi mi o ten olbrzymi zapas obligacji będących własnością OFE, który budzi kontrowersje polityczne. Chodzi mi o to czy rząd wypłacał należne OFE składki w gotówce czy w obligacjach. Inaczej – czy OFE mają ten majątek w obligacjach dlatego, że im w tej formie wypłacano składkę czy same – z własnej inicjatywy – wybierały tę forme lokowania pieniędzy.
    Pozdrawiam

  28. Nie zgadzam się z wpisem MW w sprawie opisu Polskiego społeczeństwa, które jest zapyziałe i skostniałe. Otóż powoli się zmienia. OD DOŁU.
    I tu jest pies pogrzebany.
    Panie z kongresu kobiet wyobrażają sobie, że one są oświeconą elitą, która zbawi zapyziałe społeczeństwo, które wyobrażają sobie tak samo jak MW.
    Otóż moim zdaniem będzie inaczej. Kobiety owszem się pojawią, także na szczytach władzy, ale nie te z kongresu kobiet. Raczej młode panie, które obecnie mają lat 30 kilka i robią kariery w rozmaitech firmach zagranicznech na terenie Polski lub gdzie indziej. Następnie musiałyby pojawić się w partiach, a nie w rządzie od razu.

    Rząd ze znanych kobiet ma taki sam sens, jak rząd ze sportowców, albo piosenkarzy.

  29. @Kartka w podróży 17:30
    w sprawie obligacji w OFE.
    Ani jedno, ani drugie.
    Płatnik składek ZUS przekazuje gotówkę do ZUS, ZUS przesyła gotówkę do OFE. OFE kupują za gotówkę obligacje, ale nie dlatego, że tak chcą, tylko dlatego, że ustawa o OFE tak stanowi. Dokładniej: ustawa zabrania innych inwestycji. Poza obligacjami może być tylko 40 %, poza Polską chyba do 5 % albo wcale (nie jestem pewien). Tak więc politycy zmusili OFE do błędnych inwestycji, o co teraz mają pretensje do OFE oczywiście.

  30. Krzysztof Mazur 18:12

    Krzysztofie, też myślę, jak Ty, że kiedyś tak będzie. I też widzę, że społeczeństwo powoli się zmienia. Co do tego nie ma wątpliwości…. I też, jak Ty, przypuszczam, że „panie z kongresu kobiet” wyobrażają sobie społeczeństwo tak samo jak ja. W końcu ślepe nie są….

    W jednym tylko nie mogę się z Tobą zgodzić. Płeć nie jest tej samej kategorii wyróżnikiem, co zawód lub hobby. Na świecie mamy głównie rządy „ze znanych mężczyzn”. Czyżbyś uważał, że mają one taki sam sens, jak rządy ze sportówek (sportowczyń?, sportsmenek??, pań uprawiających sport???) albo piosenkarek? Chociaż….

  31. @wiesiek59:
    „Szef nie musi znać się na NICZYM poza jedną rzeczą- właściwym doborem ludzi i ekspertów na stanowiska. Musi umieć stworzyć zespół.
    Kwaśniewskiej sondaże dawały 35% szans w wyborach na prezydenta.”

    Kwaśniewska nie stworzyła nigdy żadnego zespołu.
    Decyzja o nie kandydowaniu wobec 35% poparcia w sondażach oznacza brak cech i aspiracji przywódczych. Poza tym mowa była o MSZ. Ona mówi pokracznie łamaną angielszczyzną

    Problemy kadrowe opozycji są znane, jakoś fachowców tam niedostatek.

    To problem wszystkich partii. I z opozycji i z koalicji. I spoza parlamentu.

  32. krzy.ski pisze:

    2011-03-09 o godz. 14:47
    „czy praca jako akademiczki wykładowczyni nie jest praktyką w oświacie?”

    Odp: Nie, nie jest. Na stanowisku ministra edukacji wymagane jest doświadczenie w szkolnictwie dzieci i/lub młodzieży licealnej.

  33. Kartka z P. (17:30)
    Trudno jest wysupłać z mediów i innych źródeł informacje szczegółowe, aby na nich ułożyć jakiś plan tego puzzla.

    Reguła narzucona OFE była taka, że 70% ma być inwestowane w obligacje skarbowe (dowolnych terminów, najlepsze są 10-letnie, bo najwięcej płacą), a reszta w papier spółek: akcje GPW i ich obligacje (niepopularne w OFE). Akcje, jak wiadomo, cechują większe wahania ceny, szczególnie duże w ostatnich 5 latach, ale dają lepszą rentowność. Spodziewam się, że akcje były kupowane do jednostek funduszy na giełdzie za pieniądze przekazywane z ZUS do OFE.

    Z obligacjami początkowo mogło być podobnie, tj. za gotówkę fundusz kupował w dniu aukcji bezpośrednio od MFin. To działało stabilizująco na rynek obligacji, poza tym OFE uczestniczyły w trendzie zwyżkowym czy zniżkowym. Być może, jak piszesz (za GW), zaczęto poza rynkiem obligacji przekazywać ich transze do OFE jako część składek ZUS. Po jakiej cenie, rynkowej czy jakiejś „reglamentowanej”? A co z rolowaniem „dojrzałych” skarbówek? Nawet nie wiem jaka jest struktura kuponu (wypłaty procentu) polskich 10-latek, i jak są wypłacane.

    Nie jest to istotne dla całości obrazu reformy OFE, ale z uwagi na rynek długu państwa ma spore znaczenie, wszak to może być 1/5 – 1/4 całej sprzedaży obligacji. Poszukam, choć źródła prasowe nie są wcale obfite w informacje. Jeśli masz link lub datę artykułu w GW-biz, byłoby pomocne.
    Pozdrowienia

  34. Pan Redaktor pisze:
    „Jak promować ideę zrównoważonego feminizmu? Choćby przez kobiecy gabinet cieni z Danutą Huebner jako premierem.”

    Szanowny panie Redaktorze,
    jesli sobie dobrze przypominam, to chodzi chyba o te pania, ktora swojego czasu tylez namietnie co skutecznie streczyla Polakom czlonkowstwo w Unii Europejskiej.
    Korzystajac z okazji pragne zamiescic fragment znalezionego w sieci
    tekstu traktujacego o pozytkach plynacych z tegoz czlonkowtwa:
    „Kończy się właściwie unijny proces likwidacji stoczni na polskim brzegu Bałtyku. Stanowi to oczywistą korzyść dla niemieckiego przemysłu stoczniowego, który przejmie nasz rynek także w tym segmencie gospodarki. Mamy do czynienia z bandycką polityką kolejnego ?zwijania? rodzimej technologii wyższej generacji; bo nie tylko o miejsca pracy dla związkowców w tym całym interesie chodzi, o czym złośliwie mówią demoliberałowie z okolic Platformy Obywatelskiej.
    Nowoczesny statek nie jest wozem drabiniastym- do jego budowy potrzeba wyspecjalizowanego ciągu podwykonawców, a przede wszystkim znakomitych fachowców wysokiego, średniego i zawodowego szczebla. W tym zakresie dorobiliśmy się naprawdę światowej klasy sprzętu, specjalistów i myśli technicznej. Przemysł stoczniowy był naszą dumą i taką mógł pozostać nadal, albowiem popyt na jego wyroby ciągle rośnie.
    Takie Chiny ? być może najmądrzej ekonomicznie rządzone państwo świata – wykupują stocznie, gdzie się da i tylko w III/IV RP, ta działalność się nie opłaca. Zresztą Polakom po 1989 roku, już nie opłaca się produkować niczego z naklejką ?Made in Poland?, prócz krasnali ogrodowych i mebli z wikliny. Dlaczego? Bo Bruksela tak zadecydowała, a o czym ona zadecyduje, to staje się prawem ostatecznym.
    W Bałtyku, dzięki ?szczodrym? unijnym zakazom, nasi rybacy łowią ryby od okazji do okazji, teraz przestajemy wytwarzać statki, a nasza handlowa flota morska i oceaniczna stała się wspomnieniem z PRL- owskich kronik filmowych. Ruina stoczni pociąga za sobą upadek Marynarki Wojennej, której również nie opłaca się zamawiać nowych okrętów na rodzimym rynku. Po co, skoro dobry wujek z Niemiec, Norwegii czy USA podaruje lub sprzeda jej, od czasu do czasu, jakąś starą łódź podwodną albo zardzewiałą fregatę? Wzorem reszty sił zbrojnych, polska marynarka balansuje niczym linoskoczek na zachodnim złomie, co musi przynieść katastrofę i ogołocenie naszej strefy Bałtyku z polskiej floty wojennej.
    Już nie tylko Niemcy, lecz i mała Dania terroryzuje polskie kutry rybackie, odpędzając je z łowisk, a nierzadko aresztując i przetrzymując ich załogi. Nie ma odpowiedniej liczby jednostek obrony wybrzeża, żeby zabezpieczyć spokojną pracę rybaków i przechwytywać obce kutry (przeważnie także duńskie i niemieckie), operujące po piracku na naszych łowiskach. Są to rzeczy najprostsze, bo trzeba wspomnieć o konkretnym, bałtyckim zapleczu militarnym, którego Polska się pozbywa. Cykl eksterminacyjny jest podobny do stoczni cywilnych, likwidacja dla samej likwidacji ? po co Niemcom albo Duńczykom, mają się pałętać pod nosem polscy marynarze na swoich jednostkach pływających?
    Dochodzi tu jeszcze kwestia umów licencyjnych z Rosją, ponieważ oprócz udanych polskich projektów wprowadzonych do służby, Marynarka Wojenna korzystała z udoskonalonego przez naszych specjalistów sprzętu, produkcji byłego ZSRR, a następnie Rosji. Obecnie umowy te, są ewidentnie pozrywane; obowiązuje nas doktryna NATO, czyli używanie szczupłych sił morskich do szachowania Rosji i ich ewentualnego zniszczenia w pierwszym uderzeniu potężnej Floty Bałtyckiej z Kaliningradu.
    Do tego ? w roli celu – wystarczy parę zezłomowanych okrętów, nie potrzeba nowoczesnych statków i zaplecza technicznego. Posłużymy jako kamikadze w interesie Paktu Północnoatlantyckiego. Nie istnieje coś takiego, jak polska strategia prowadzenia działań wojennych na Morzu Bałtyckim. Co zadecydują w Waszyngtonie, to musimy bez szemrania wykonać, z samobójstwem włącznie.
    Drogę do Bałtyku wyrąbywali nam Mieszko I, Bolesław Chrobry i Bolesław Krzywousty. Trzymaliśmy się naszych praw do morza pazurami i zębami przez wieki, bo nie ma wielkiego państwa bez dostępu do wielkiej wody. We wrześniu 1939 r. walczyli za to żołnierze i marynarze z Westerplatte, z Gdyni, z Kępy Oksywskiej, Helu oraz pocztowcy z Gdańska. Okazuje się, że mogli głupio nie ginąć, ale oddać nasz morski skrawek Niemcom po dobroci, do czego doszliśmy dzisiaj.
    Polską rządzą niekompetentni zdrajcy, którym kazano udawać durniów lub są nimi naprawdę i nie potrafią objąć swymi ptasimi móżdżkami ciężaru znaczenia utrzymania polskiego potencjału gospodarczo-militarnego na Morzu Bałtyckim. To olbrzymie okno na świat i niewyczerpany rezerwuar korzyści materialno-poznawczych, co rozumiano nawet w tzw. Polsce Ludowej, lecz zapomniano w ?niezawisłej? i ?niepodległej? III/IV Rzeczypospolitej. Współcześnie ? myśląc pojęciami ugrupowań postsolidarnościowych i postkomunistycznych – dysponujemy zaledwie Jeziorem Bałtyckim, w którym turyści wymoczą nogi, podpieką plecy na słońcu i wracają po tygodniu-dwóch w rodzinne pielesze.
    Do plażowania nie potrzeba nam faktycznie morza, wystarczy jezioro, a nawet sadzawka. Tyle jest ono warte, jeżeli nie posiada sieci nowoczesnych portów, przemysłu stoczniowego i sprawnego oręża, aby swój morski stan utrzymać w garści. Jesteśmy definitywnie odpychani od Bałtyku, co nie robi wrażenia na minionym i obecnym rządzącym establishmencie. Ta ewidentna zdrada oraz dywersja, nie powinna nigdy zostać przez Naród zapomniana. ”

    Pani Huebner byla oczywiscie efektywnie wspierana przez owczesnego
    prezydenta Kwasniewskiego, ktory rzucil haslo:
    „wybierzmy przyszlosc”.
    I Polacy wybrali.
    A ze przyszlosc rysuje sie w byrwach raczej ponurych to juz
    zupelnie inna sprawa.

  35. Trawestując Pana Prezydenta Wałęsę: Kobiety różnią się od mężczyzn wszystkim i niczym. Nie są ani gorsze ani lepsze. Są inne! Taki mam pogląd i nie waham się go używać!

  36. Kartka 17:30
    T.O. 18:40

    Rząd nie przekazuje OFE niczego, także „w ramach ich części składki”. Rząd finansuje wypłaty emerytur z ZUS w wielkości wynikającej z deficytu, powstałego na skutek przekazania składek przez ZUS do OFE.

    OFE inwestuje te przekazane z ZUS fundusze wg swego uznania. ZUS mógłby (ustawa zezwala) przekazać do OFE te 7.3% w formie obligacji skarbowych tylko wtedy, gdyby OFE na to wyraziły zgodę. Nigdy dotąd tak się nie stało.

    Limit OFE dla inwestycji w akcje wynosi 40%. Limit dla inwestycji zagranicznych (akcje i obligacje korporacyjne; zagranicznych obligacji państwowych OFE nie mogą kupować) wynosi 5%. Oba limity są niewykorzystane. Wynikałoby z tego, że OFE woli kupować (choć przeciwnicy zmian twierdzą, że są zmuszane do kupowania) polskie obligacje skarbowe. Kupuje je po cenie rynkowej.

    To informacje z netu, sporo tego jest.

  37. Witam Panstwa,
    Zgadzam się z Anuszką co do tego, jak władza wpływa na człowieka bez względu na pleć.
    Mosku, pełna zgoda. Uważam się za feministkę, ale rozumiem przez to, równe prawa dla wszystkich, w tym kobiet. A jeśli chodzi o obsadzanie najważniejszych pozycji dla społeczeństwa to nie powinno być dyskusji, ze kompetencje, a nie pleć powinna być czynnikiem decydującym.
    To stwierdzenie prowadzi mnie do wypowiedzi Poraja, który mówi o pozbyciu się ?gęby? wojującego feminizmu (często przesadny feminizm).
    Jaruta zapomniałeś o Jakubiak, Kluzik.. Zresztą te wszystkie osoby już działały na stanowiskach ministerialnych. To jest przerażające! Twoje Jaruto ?przykłady? zdecydowanie działają na niekorzyść parytetów. Parytety dla samych parytetów są głupotą. Ja, ponieważ jestem feministka, uważam, że dostęp do nauki, do pracy, do funkcji, do zrównania plac na tych samych stanowiskach powinien opierać się na fair play regułach, ale faworytyzm w któąrkolwiek stronę uważam ze nie powinien mieć miejsca. Ostatnio zaproponowane parytety do wyborów parlamentarnych mają sens, bo to jest próba przyzwyczajenia społeczeństwa do równego i aktywnego partycypowania w życiu politycznym przez kobiety. Myślę, ze za parę lat tego rodzaju parytety narzucone ustawowo nie będą konieczne. Oby! Zawierają one bowiem wewnętrzną sprzeczność. O tak poważnych decyzyjnych stanowiskach nigdy nie powinny decydować parytety! Kompetencje i tylko kompetencje powinny być brane pod uwagę!
    Pozdrawiam
    Ps. Nie znam większości tych pan, ale o kilku z nich wiem, że reprezentują dość skrajne lewicowe stanowisko. Przykładem może być pani Środa, z jej poglądami w wielu przypadkach się nie zgadzam. A nawet jeżeli się zgadzam z częścią to na pewno sposób, w jaki ta pani chce je wprowadzać w życie, nie jest moim sposobem. Także ta kandydatura jest dla mnie równie nie do zaakceptowania, jak Fotygi, chociaż ta z innych powodów.
    Jeszcze mała uwaga odnośnie parytetów w (kompetentnym) rządzie. Najlepiej to zobrazować przykładem.
    Przez kogo chcielibyście być operowani, przez kobietę, czy przez mężczyznę?
    Ja wiem, że ja chciałabym dobrego fachowca i wszystko mi jedno czy to kobieta, czy facet.

  38. Telegraphick Observer, Krzysztof Mazur
    Dzięki. Oto link do tego zdawkowego komunikatu
    http://wyborcza.pl/1,76842,1898318.html
    Interesuje mnie to dlatego, że przeciwnicy OFE powtarzają jak mantrę pogląd, że towarzystwa emerytalne znalazły sobie najprostrzy sposób na pomnażanie pieniędzy (podkreśla się, że dla składkowiczów niesatysfakcjonujący)poprzez zakup obligacji. Tymczasem przypominałem sobie, że były zobowiązane do tych zakupów – dzięki za potwierdzenie. Ale nie uświadamiałem sobie, że po prostu należną część składki im wypłacano obligacjami – wynika to z notki GW. Tak więc na podstawie tej informacji można stwierdzić, że interesy między rządem a OFE wyglądały inaczej niż się w toku tzw „debaty” przedstawia. Oczywiście notka dotyczy lutego tego roku. Nie wiem więc czy w wieloletnim okresie działania OFE po prostu rząd im nie wtryniał jako 70 procent składki swych obligacji. Wiem, że finansowo to ma nikłe znaczenie ale podważa argument o OFE wybierających najwygodniejszą i szkodliwą dla płatników składek strategię finansową. Wyboru specjalnego towarzystwa emerytalne nie miały.
    Pozdrawiam

  39. Korekta do mojej poprzedniej wypowiedzi. Moją intencją było pogrubić tylko nicki osób, z którymi polemizowałam. Pogrubienie jednego zdania, to była pomyłka. Nie chciałam mu nadać większego znaczenia niż pozostałe.

  40. Mw
    To co piszesz stoi w sprzeczności z informacją z Wyborczej, która mnie zaintrygowała. Z niej wynika, że ZUS ma wobec OFE długi, ktore łata obligacjami.
    Pozdrawiam

  41. Kolejny kanapowo-medialny projekt polityczny… zwykłe bicie piany, bez zagłębiania się w szczegóły. Jak zwykle brakuje nawet śladu jakiegokolwiek programu czy pomysłu na przyszłość, z wyjątkiem klucza doboru opartego na płci. Typowa polska amatorszczyzna, tylko w kobiecym wykonaniu.

    Gdyby te Panie były poważne, to zamiast uprawiać medialne celebryctwo, przedstawiłyby choćby zarysy swojego pomysłu na Polskę. Co zrobiłyby inaczej? Mam wrażenie, że jedyne co mają do zaoferowania, to bezwiedne kopiowanie rozwiązań stosowanych w innych państwach – ale w ten sposób NIGDY nie dogonimy, a tym bardziej nie przegonimy bogatych państw…

  42. Znakomity pomysł panie redaktorze! Można powiedzieć, że pani Hubner jest wręcz genetycznie stworzona na to stanowisko. Już nigdy zagranica bliższa lub dalsza nie miałaby pretensji do Polski, że robimy im wbrew. Gdyby na przykład traktat lizboński przyjmowano do wiadomości pod rządami pani Danuty, przyjęto by go do wiadomości w podskokach, z pocałowaniem w rękę (i nie tylko).
    Ważny jest również dobór współpracowników. Tyle kobiet marnuje się, a można byłoby wykorzystać ich kompetencje w rządzie. Na przykład taka Hela Wolińska, widziałabym ją na stanowisku ministerstwa sprawiedliwości. Myślę, że Alik Smolar byłby dobrym doradcą przy doborze odpowiednich pań na stanowiska rządowe.
    Trzeba przygotować się na przyjęcie naszych starszych braci, gdyby na BW poszło coś nie tak. Pan redaktor jak zwykle przewidujący.

  43. Kartko z P.

    już mnie to nie rajcuje, po fali dość idiotycznie ustawionych schematów logicznych; jeden delikwent kiedyś podał jakiś fundusz obligacji firm do porównania, który w okresie ostatnich iluś tam lat zarobił o ileś tam punktów procentowych więcej niż najlepsze ofe, i to dowodziło bodaj wszystkiego co jest złe w reformie emerytalnej; inny uczepił się opłat, że ma jakąś szczątkową lokatę w funduszu, który pobiera roczną opłatę tylko wtedy jeśli zarobi powyżej jakiejś zawrotnej renotwności, itd. b. mieszane mam uczucia …

  44. @Kartka z podróży pisze:
    2011-03-09 o godz. 20:51
    Droga Kartko z podroży,
    Piszesz: ?Nie wiem więc czy w wieloletnim okresie działania OFE po prostu rząd im nie wtryniał jako 70 procent składki swych obligacji. Wiem, że finansowo to ma nikłe znaczenie ale podważa argument o OFE wybierających najwygodniejszą i szkodliwą dla płatników składek strategię finansową. Wyboru specjalnego towarzystwa emerytalne nie miały?

    Tutaj nie ma żadnego oszustwa Rządu. Sprawa polega na tym, ze lokata 60% w obligacje państwowe, do których OFE były zobligowane, została zrobiona po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo finansowe tej części składki gwarancjami państwowymi (obligacje, to inaczej gwarancje, a państwowe są najpewniejsze). Z wolną giełdą jest rożnie. Jeżeli te spółki prywatne miałyby całkowitą wolność inwestowania, to pewnie tez nakupiłyby rożnych dyrewatyw, jak i inne instytucje finansowe, które przyczyniły się do ruiny wielu ludzi. (BTW OFE tez sporo straciły w czasie kryzysu z tej puli, którą mogły inwestować bez większych restrykcji)
    Z kolei OFE wpływa na wzrost długu, ponieważ fundusze, które są wypłacane z ZUSu na świadczenia emerytalne są niewystarczające (wpływy nie pokrywają zapotrzebowania), dlatego państwo się co rok głębiej i głębiej zadłuża, procenty rosną, procenty od procentów, itd., jak lawina coraz większa. Dzieje się tak ponieważ nie żyjemy w Średniowieczu i nie możemy starym ludziom, którzy całe życie pracowali i płacili wysokie ubezpieczenia dzisiaj powiedzieć: system, w którym pracowaliście zbankrutował, więc idźcie na zielona trawkę, nic to nas nie obchodzi. To co, ze nie mieliście warunków odłożyć sobie na starość, to co, ze płacąc całe życie liczyliście na przyzwoita emeryturę, to co ze stworzyliście nam warunki do rozwoju, do nauki, dzisiaj my rządzimy, wy jesteście starzy i niepotrzebni i tylko jesteście zbędnym ciężarem. My mamy kapitalizm, a wy jesteście nieopłacalni.
    Jak widzisz droga Kartko, cywilizowane społeczeństwo, nie może tak postąpić. Dlatego renty i emerytury muszą być wypłacane, a ponieważ do czasu wprowadzenia OFE, wszyscy wpłacali składki do ZUSu, więc ZUS miał czym płacić. To jest tzw. solidarnościowy model, który polega na tym, ze obecnie pracujący z wytworzonych środków pokrywają aktualne potrzeby emerytalne i to się tak kreci z pokolenia na pokolenia. Przypadek Polski i innych demoludów, po przejściu na kapitalistyczną formę gospodarki, jest znacznie trudniejszy, aniżeli krajów, które rozwijały się w tym systemie od wojny, bo jak wspomniałam ludzie nie mieli jak zaoszczędzić i w dobrej wierze lwią część swoich dochodów wpłacali na ubezpieczenia (a właściwie to były im odciągane automatycznie).
    Podsumowując: Składki, które zaczęły wpływać do OFE, uszczupliły wpływy do ZUSu. Braki musi pokrywać państwo, a ponieważ kasa pusta, więc musi się zapożyczać i dług publiczny rośnie. Jak on będzie rósł tak jak dotychczas, grozi bankructwo i to nie znaczy, ze rządu, ale państwa, a co za tym idzie to dotknie wszystkich obywateli i ani ZUS, ani OFE nie będą w stanie płacić.
    Wracając do obligacji, to jest dobrze, ze państwo gwarantuje swoim obywatelom ich bezpieczeństwo. Wszędzie na świecie obligacje państwowe są traktowane, jako najpewniejszy instrument. Gdyby nasze państwo wszystkie obligacje sprzedawało w obce ręce, nie myśląc w pierwszym rzędzie o swoich obywatelach, to byłoby bardzo źle.
    Oczywiście problem jest szerszy. Jest konieczność poważnych reform finansowych, ale one muszą być mocno przemyślane. Ta reforma o OFE niestety nie była przemyslana. Wpędziła nas i nie tylko nas w ciężką sytuacje, z której należy jak najszybciej wyjść, żeby nie było za późno.
    Jest bardzo duże lobby, które zagłusza zdrowy rozsadek, bo walczy o swoje interesy. Zapewniam Cie tutaj chodzi o kurę, co znosi złote jajka i oni łatwo się nie poddadzą. Chodzi o to, żeby uświadamiać społeczeństwo i chronić je przed tymi sępami.
    Temat jest obszerny, więc nie można tu wszystkiego powiedzieć naraz, ale chociaż cząstkę, jako przyczynek, do dalszego poszukiwania i zrozumienia tej sprawy.
    Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę owocnych przemyśleń

    Ps. Pamiętaj o tym, ze obligacje to tez srodki finansowei, pewne i dobrze oprocentowane. Można je sprzedać, albo dać. Tak, czy inaczej jest to pozbycie się środków finansowych, jedynie jak sprzedajesz, to masz forsę, a jak dajesz, to nie masz.
    Jak jeszcze do tego musisz pożyczać, żeby pokryć braki w ZUSie, to zaczyna się zabawa i kula śniegowa rośnie szybciej i szybciej.
    Jeszcze jedno, Haracz, jaki pobierali up front, budzi najgorsze skojarzenia. Bo to nie było od wypracowanych środków, tylko jak danina. A w skali kraju, to potężne sumy.

  45. @Kartka z podróży
    Aha, jeszcze jedno. Te starania Ministra Finansów i Premiera w Brukseli o pozwolenie, żeby cześć długu publicznego spowodowanego przez OFE moc ?inaczej? potraktować, były tłumaczone między innymi tymi obligacjami (jakby wewnętrznym zadłużeniem).
    Przekroczenie pewnego progu zadłużenia publicznego grozi poważnymi sankcjami. Wierz mi, na pewno tego nie chcemy.

  46. Piszesz: ?Interesuje mnie to dlatego, że przeciwnicy OFE powtarzają jak mantrę pogląd, że towarzystwa emerytalne znalazły sobie najprostrzy sposób na pomnażanie pieniędzy (podkreśla się, że dla składkowiczów niesatysfakcjonujący)poprzez zakup obligacji.?

    Jeszcze jedna uwaga (ostatnia).
    Przy obligacjach (które są najpewniejszym investment), nie ma ryzyka, nikt tu się nie musi wysilać, namyśleć, denerwować, sprawa prosta jak drut, a PROWIZJA ogromna (niezasłużenie).
    Zloty interes. Forsa sama się robi, a uprzywilejowani szczęściarze mogą tylko liczyć wpływy na swoje konta, odpoczywając pod palmami.
    Osoby, które przytaczają argument bezpiecznych obligacji mówią to w kontekście DUZEJ PROWIZJI, która OFE pobierały ?na start?. Przez długo czas10%, potem 7%, a ostatnio 3.5%. po prostu za ?friko?. Bo opłaty związane z obsługą, czy też od wypracowanych przez nich środków, to jest inna sprawa. Tak wysoka prowizja, a zwłaszcza od tak wielkich sum, jest tylko w Republikach Bananowych. To się nazywa darcie na wydrę!
    Nowe propozycje dają do OFE procentowo mniejsze wkłady i dają im większą możliwość ruchu na giełdzie, więc teraz będą musieli zacząć pracować, a oprócz tego radykalnie zmniejszyć, bądź zlikwidować to [fribi], czyli prowizję.
    Należy wszakże pamiętać, ze giełda jest ruchoma, raz jest hossa, a raz nie. Oczywiście bardziej agresywne inwestowanie, może dawać większe i szybciej zyski, albo odwrotnie, szybkie i duże straty. Im bardziej agresywnie (potencjalne większe zyski), tym większe ryzyko. Tak coś, jak w pokerze.

  47. a dlaczego nie premier Elzbieta Bienkowska?. Nie wiem czy ma cechy przywodcze, ale bylaby gwarancja ze zadna wazna sprawa nie bedzie odlozona „na potem”. Wylacznie „damski” rzad to iluzja, bo brak meskiej obecnosci moze zaowocowac intrygami i pyskowkami, no i zrobi sie balagan. Jezeli nie premierem, to ministrem spraw zagranicznych bylaby idealnym. Prezencja, jezyki obce, rzeczowosc, no i brak cech samouwielbienia i sklonnosci do lapsusow.

  48. Dziękuję Ci Klaro za wpisy, może wreszcie przeciwnicy OFE zrozumieją zasadę działania tej instytucji.A jeden z punktów chcę podkreślić z całą mocą dlatego, że jest to oszustwo medialne.
    Miało być – całość składek jest przekazywana do ZUSu, który to część przeznaczoną dla OFE jej po prostu przekazuje. Reszta brakująca ZUSowska miała być wspierana przez wpływy z prywatyzacji.
    Jest – całość składek wpływa wprawdzie do ZUSu, ale ta zbójecka instytucja w swych wieżach z marmuru nie przekazuje należnych składek do OFE, bo tłumaczy to tym, że państwo nie daje pieniędzy (które miały być z prywatyzacji) na bieżące wydatki dla aktualnych emerytów, więc musi podbierać OFE (czyli im kraść). Państwo w związku z tym pożycza za ZUS, żeby oddać pieniądze.
    Oszustwo medialne – państwo nie pożycza dla OFE, tylko dla ZUSu. I powiedzenie, że to OFE zadłuża kraj, jest gigantycznym nieporozumieniem, oszustwem i szachrajstwem. To ZUS zadłuża, a nie OFE. Należy spowodować, co jest najprostszym rozwiązaniem, aby składki przeznaczone dla OFE wpływały bezpośrednio do OFE i wtedy zobaczymy naocznie, kto zadłuża kraj.
    Dlaczego tak się dzieje? Bo nasi pseudoposłowie majstrowali przy ustawie ze znanym nam skutkiem.

  49. Klaro2010
    Dziękuję za obszerne informacje. Ponieważ dyskusja o OFE trwa od wielu miesięcy miałem okazję wcześniej poznać zasady ich działania i o wielu sprawach, które poruszyłaś wiem. Ponieważ od niedawna pisujesz na blogach Polityki, chciałem wyjaśnić, że jestem przeciwnikiem ratowania budżetu państwa kapitałem prywatnym zgromadzonym w OFE. Zaledwie 1/3 deficytu budżetowego wynika z dofinansowywania beżacych wypłat emerytur z ZUS – na skutek odprowadzania części składki do OFE. Uważam więc, że powinno się zmniejszać deficyt budżetowy ograniczając wydatki w innych działach państwa wcześniej przeprowadzając ich oszczędnościowe reformy. Dla mnie jest oczywiste, że „skok” jest tylko wyrazem ochrony interesów państwowej biurokracji i kunktatorstwa polityków.
    Pozdrawiam

  50. Oczywiście – „”skok” na OFE”

  51. Torlin 08:21

    Torlinie, nie manipuluj z kolei Ty. Ostatecznym GWARANTEM wypłaty emerytur jest państwo. Obojętnie skąd te emerytury: z „państwowego” ZUS czy z „prywatnego” OFE. Którakolwiek instytucja, z jakiegokolwiek powodu, nie byłaby w stanie wypłacić emerytury należnej – państwo musi zagwarantować tę wypłatę (jeśli trzeba, to musi pożyczyć na nią pieniądze, np. sprzedając obligacje. Oczywiście, może zmienić też prawo; obojętnie czy dotyczące ZUS czy OFE).

    Dlatego nie jest istotne, czy przelewane pieniądze przechodzą przez pośrednika czy bezpośrednio (mimo ze „formalnie” powinien być pośrednik), skoro ODPOWIEDZIALNYM płatnikiem emerytury jest zawsze państwo (nawet jeśli faktycznie tę czynność wykonuje jakaś instytucja). Jest nawet korzystniejsze (w obliczu nieefektywności ustawy, a właściwie w obliczu jej takiego skonstruowania, aby jak najwięcej „pośredników” transferu pobierało prowizje!!!), aby transfer odbywał się bezpośrednio, z pominięciem pośredników. No i aby państwo jak najszybciej zmieniło tę niekorzystną dla obywatela ustawę.

  52. To co się dzieje na górze ma bardzo niewielkie znaczenie dla społeczeństwa. Zarówno w korporacjach, jak i władzach państwowych. Nieważne kto tam jest. A świat się zmienia inaczej niż wg planu.

    GW 10.03.2011 (dzisiaj)
    http://wyborcza.pl/1,75477,9227097,Kobiety_z_OBON_u_bija_dotkliwie.html

    Ale ciekawszy kawałek jest tutaj:
    http://wyborcza.pl/1,75476,9199258,Coraz_nizsza_cena_seksu.html

    W przyszłości to kobiety będą utrzymywać niepracujących facetów. Oczywiście Kongres Kobiet uzna to za dyskryminację kobiet.

  53. tow.Torlin, w towarzystwie pana prof.Balcerowicza i innych obroncow ludu pracujacego, nie zginiecie. Powodzenia w OFE!

  54. MW!
    Czytasz to, co chcesz usłyszeć, a nie to, co jest napisane. Gdyby składki były przekazywane bezpośrednio do OFE, to ZUS by ich nie kradł. Przede wszystkim pisałem o medialnym oszustwie, że dla OFE Polska się zadłuża. Więc nie dla OFE, tylko dla ZUSu. Całe Twoje tłumaczenie jest jak trzymanie się prawą ręką za lewe ucho. Wszystkiemu winni są posłowie i ludzie związani z procesem decyzyjnym w trakcie prac nad ustawą. Gdyby ona przeszła w tej postaci, jak była proponowana, to teraz nie byłoby problemów. Ale jak zaczynamy od podporządkowywania OFE ZUSowi, blokujemy prywatyzację, to tak mamy.
    Bacha!
    Ja najczęściej nie odpowiadam trollom, ale tak ze zwykłej ciekawości – dlaczego obrona OFE jest jednoznaczna z sympatią dla komunizmu? Bo to jest ciekawe! Chociaż w dzisiejszych czasach tacy jak ty potrafią wszystko udowodnić, nawet że białe jest czarne.

  55. Mw
    Ponieważ uparcie wprowadzasz w bląd Czytelników pisząc o państwowej gwarancji wypłaty emerytur wklejam jeszcze raz komentarz, który do Ciebie napisałem wczoraj – „Wg minister Fedak: „Po osiągnięciu przez ubezpieczonego wieku emerytalnego i przepracowaniu wymaganych lat pracy każdy otrzyma minimalną emeryturę, nawet gdyby środki zgromadzone w tzw. I i II filarze nie wystarczyły na takie świadczenie.” Mowa jest o minimalnej emeryturze a ludzie nie pracują i nie płacą składek po to by uzyskać minimalne świadczenie. Panstwo gwarantuje jedynie minimum. Tak jak w tej chwili bezdomnemu łóżko w noclegowni i talerz zupy.!!!”
    Emerytura minimalna zwana „obywatelską” lansowana przez minister Fedak ma być de facto minimalnym świadczeniem socjalnym, mającym na celu utrzymanie przy życiu ludzi, którzy z rozmaitych powodów nie mogliby otrzymać przyzwoitego świadczenia emerytalnego. Na plus można pani minister zaliczyć to, że jest świadoma skutków demograficznej zapaści i o nich myśli czego nie można powiedzieć o większości Blogowiczów roztrząsających problematykę OFE
    Pozdrawiam

  56. Drogi TORLINIE, prosze mi nic nie imputowac. Ja tylko zycze dalszego niezachwianego trwania w wierze, w wierze w monetarystow i cwaniakow. Zadziwia tylko ta zmasowana ofensywa obroncow OFE w inaczej myslacych. A tak w ogole, to ta milosc „balcerowiczow” do szarego obywatela jest wielce podejrzana – a zmuszanie obywatela do lokowania jakichkolwiek kwot w PRYWATNYCH towarzystwach, uwazam za ordynarna forme totalitaryzmu.

  57. Bacha
    Jaka zmasowana ofensywa obroncow OFE? Tu zaledwie kilka osob użera się z całym tłumem ignorantów i PRL-owskich nostagików do ktorych nie dotarło, że czasy realnego socjalizmu się dawno – prawie ćwierć wieku temu – zakończyły pokazowym bankructwem. To co wypisują krytycy OFE i Leszka Balcerowicza o pomstę do nieba woła. Gdzie wyście się uchowali przed te dwadzieścia kilka lat? Ręce opadają po prostu…
    Pozdrawiam

  58. TO:
    Mala uwaga do twojego wpisu z wczoraj. „Szkola Chicagowska” z M. Friedmanem to byl University of Chicago, maly uniwersytet prywatny, specjalizujacy sie glownie w naukach politycznych i ekonomii (wykladal tam rowniez Leo Strauss, ojciec duchowowy nekonow). Northwestern University jest duzo wiekszy, zlokalizowany w Evanstown (ktore mozna uwazac za przedmiescie Chicago, chociaz jest osobnym miastem), na brzegach Jez. Michigan i znany jest glownie ze swoich osiagniec w naukach przyrodniczo-medycznych. Nie ma wiec nic wspolnego z osiagnieciami ideologicznymi U. of Ch. Kadra na Northwestern ma raczej skrzywienie lewicowe, jezeli dobrze sie orientuje.
    Tak czytam sobie te wasze wynurzenia o OFE i zastanawiam sie, w ktorym kraju wprowadzono kiedykolwiek te idee? Chyba raz w Chile, ale ona upadla z powodow finansowych. W Stanach, filarze kapitalizmu wolnorynkowego dominuje raczej system oparty na sponsoringu panstwa.

  59. Powinno byc, oczywiscie, Evanston, IL, zamiast Evanstown. Sorry, za przekrecenie.

  60. Kartka 12:25

    Oczywiście, że państwo jest gwarantem emerytury TYLKO TAKIEJ, NA JAKĄ TO PAŃSTWO STAĆ (np. minimalnej, czy jakiejkolwiek innej)! Państwo nie tylko NIE może gwarantować, ale przede wszystkim NIE może wypłacać – emerytury w wysokości jaka przekracza możliwości państwa. Czy to nie jest jasne? Czy historia nie daje aż nadto przykładów takich sytuacji (hiperinflacje, wojny, depresje itd, itp)?

    Natomiast instytucja finansowa gwarantuje (w Polsce poprzez obowiązkowe prowadzenie bankowego funduszu gwarancyjnego do wys. 100 tys. euro na jeden rachunek) wypłatę w ustalonej wysokości TYLKO za inwestycje obywatela dokonane POZA OBOWIĄZKOWYM SYSTEMEM EMERYTALNYM. Czyli za jego FAKTYCZNE oszczędności. Jak Ci już odpisałem pod poprzednim wpisem red. (na końcu) – obowiązkowe składki na fundusz emerytalny, w jakiejkolwiek formie, NIE są oszczędnościami (tak jak oszczędnościami nie są składki na ubezpieczenie zdrowotne, na OC, ani oszczędnościami nie jest podatek, VAT czy akcyza!!!!!)

    Państwo (poza bankowym funduszem gwarancyjnym, w istocie opłacanym przez instytucje finansowe) NIE może brać na siebie gwarancji wypłat z oszczędności (czyli z inwestycji pieniędzy SPOZA obowiązkowego funduszu emerytalnego).

    Podobnie, państwo (NIGDZIE NA ŚWIECIE) nie daje FORMALNEJ gwarancji wypłaty „obiecanej” emerytury. Robi wszystko, żeby tak, lub prawie tak, się stało, ale NIE można skarżyć państwa, gdy zbankrutuje i nie będzie w stanie wypłacić żadnej emerytury, lub choćby „obiecanej” emerytury.

    Gwarancją uzyskania wypłaty emerytalnej jest trwałość systemu emerytalnego – czyli tylko trwałość państwa.
    Gwarancją uzyskania wypłaty z oszczędności/inwestycji (i ewtl. odsetek) jest trwałość systemu finansowego, w którym oszczędzasz/inwestujesz.

    System emerytalny inwestuje w systemie finansowym, ale NIE jest nim. Ten pierwszy to element umowy społecznej, stanowiący integralną część „gospodarstwa” państwowego, czyli budżetu (nawet, jeśli jest formalnie wydzielony, a składka nazywa się składką, a nie podatkiem).
    Natomiast oszczędności to prywatna sprawa obywatela. Obywatel NIE ma prawa wystąpić z obowiązkowego ubezpieczenia emerytalnego, a tym bardziej NIE ma prawa żądać, aby jego „udział” w obowiązkowym systemie emerytalnym państwa traktowano jako jego prywatne oszczędności!!!!!!!!!!!! To są dwie różne sprawy!!!!!!!!!!!!! Należysz do obowiązkowego systemu emerytalnego i – jeśli cię stać – oszczędzasz sobie na własną rękę POZA tymi obowiązkowymi wpłatami na obowiązkową emeryturę.

    W pierwszym przypadku gwarancję (ograniczoną) daje ci państwo. W drugim gwarancję (ograniczoną) daje ci instytucja finansowa.

    Co w tym takiego skomplikowanego?

  61. W sprawie zapaści demograficznej od „Balcerowiczka”, czyli ode mnie.

    Polityka prorodzinna wszystkich polskich rządów jest antyrodzinna i antypronatalistyczna.

    Dotacje do budownictwa podnoszą ceny mieszkań i napędzają zyski deweloperów i banków. Dzięki temu więcej ludzi wyjedzie za granicę i tam zostanie. Liczba wybudowanych mieszkań w Polsce przez ostatnich 20 lat jest odwrotnie proporcjonalna do pomocy państwa. Najwięcej budowano w latach, kiedy nie było ulg budowlanych i dotacji do kredytów. Gdy te się pojawiły liczba budów spadła. Dotacja do kredytów w postaci ‚rodziny na swoim’ to jawna pułapka: takie kredyty są wyżej oprocentowane od zwykłych, dzięki czemu bank otrzymuje dotację do kredytu, a potem ma klienta na zawyżonym oprocentowaniu. Żeby było więcej mieszkań trzeba skasować wszystkie dotacje do budownictwa, w tym obniżony VAT i pozbawić potencjalnych robotników tzw. pomocy socjalnej, żeby mieli motywację do szukania pracy. Należałoby też przyjrzeć się prawu budowlanemu i przycisnąć (finansowo) gminy do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego.

    Ulga prorodzinna w PIT kosztuje budżet państwa 6,5 mld zł rocznie – duże pieniądze. I nic nie wpływa na liczbę urodzeń. Jest to prezent rozdawany ludziom, którzy mają dość dochodu, by sobie ulgę odliczyć i którzy prawdopodobne nie będą mieć więcej dzieci, bo już mają. Potencjalnymi rodzicami są młodzi ludzie, którzy NIE mają dzieci. Należy im podnieść kwotę wolną od podatku, kasując jednocześnie ulgę prorodzinną, która się powinna nazywać antyrodzinną. Na szczęście Polska splajtuje za 2-3 lata i państwo będzie musiało tak zrobić, bo inaczej młodzi uciekną za granicę. Wtedy oczywiście Jacek Żakowski, Aleksandra Klich, Dominika Wielowiejska będą płakać krokodylimi łzami, że akurat ich pozbawiono wspaniałej ulgi.

    Podobnie jak dziura w moście potrzebna jest ulga internetowa, która jest kolejnym prezentem dla ludzi bogatych, który w żaden sposób nie wpływa na niczyje decyzje, a kosztuje 400 mln rocznie. Jeden most na Wiśle kosztuje 300 mln, czyli akurat można by co roku jeden stawiać, żeby ludzie z obu stron Wisły mogli się spotkać na randkach i podnieść kapitał społeczny, bo każdy inny cel jest niepoprawny politycznie.

    Poza likwidacją ulg w PIT należy też skasować ulgi w VAT, czyli wprowadzić jedną stawkę VAT. Dzięki temu VAT stanie się neutralny, państwo będzie miało pieniądze, a ludzie motywację do pracy.

    Żłobki, przedszkola, boiska i drogi lokalne. Żeby powstały rząd musi ich NIE budować, tylko zwiększyć udział gmin w podatkach (w tym w podatku VAT na terenie gminy), żeby samorząd miał pieniądze i nie musiał czekać, aż ministrowie w Warszawie ich zauważą i łaskawie rzucą nieco grosza. Czy Angela Merkel albo Obama budują drogi lokalne i przedszkola? Chyba jednak nie, a przynajmniej o tym nie słyszałem.

    Urlopy macierzyńskie zlikwidować, tak jak w USA, gdzie liczba ludności rośnie, w przeciwieństwie do prorodzinnej Europy. Żeby zdecydować się na dziecko kobieta musi mieć: gotówkę na przeżycie 2-3 lat lub faceta zapewniającego dochód i możliwość znalezienia pracy późnej. Zasiłek państwowy jest niewiarygodny, bo w perspektywie 2-3 lat państwo ma szansę strzelić plajtę i zlikwiduje zasiłek wtedy, albo wcześniej, bo przecież emerytów nie ruszy, tych jest za dużo.

    Poza tym państwo powinno spłacić wszystkie swoje długi, aby:
    1. umożliwić samorządom bardziej elastyczną politykę finansową włącznie z zadłużaniem na cele lokalne,
    2. wzmocnić złotówkę i ułatwić młodym ludziom spłatę kredytów.

    Wystarczy?

  62. dziadek Ignacy pisze:
    2011-03-10 o godz. 08:20

    „a dlaczego nie premier Elzbieta Bienkowska?”

    Szanowny Dziadku Ignacy.

    Proszę jeszcze raz rozważyć swój pomysł.
    Przecież poza Pawlakiem ona jest jedynym członkiem rządu, który podczas ślubowania nie wołał Boga do pomocy!
    No to jakże to tak? Duch Święty nie ma szans, by ją natychać do podejmowania właściwych decyzji. Ja się w ogóle zastanawiam, czy ona teraz się na tego ministra „nadawa” i czy nie powinna być „natentychmiast zdejmnięta”.

    Pozdrawiam, Nemer

  63. Krzysztof Mazur
    Zgadzam się, że Polska nie prowadzi polityki pronatalistycznej zwanej tu z powodów ideologicznych „prorodzinną”. Nie prowadzi też polityki proemigracyjnej – równie istotnej dla systemu emerytalnego. Szcżatkowe, niespójne i bezsensowne wydatki budżetu na tę ideologiczną iluzję prorodzinności są pieniędzmi wywalonymi w błoto, bowiem nie przynoszą żadnych efektów.
    Pozdrawiam

  64. Nemer 15:56

    Cierpliwości, Nemerze. Cosik mi się tak wydawa, że jak dobrze pójdzie jesienią i PiS nie polepszy sobie, to będziemy mieli cztery lata (a przynajmniej te pierwsze dwa i pół) troszkę prostowania tych naszych „wyznaniowych” zasad. Oczywiście, cudów (nomen omen) się nie należy spodziewać, lud jaki jest, taki jest, ale chyba sytuacja dojrzewa do nastepnego malutkiego skoku tej naszej nadwiślańskiej rewolucji kulturalnej. Trzymam kciuki. Byle tylko zbyt niecierpliwi nie schrzanili całej sprawy, strasząc nasz bogobojny Naród (któren natenczas, wystrachnięty, masowo potraktuje urny wyborcze jak kropielnice).

  65. Kartka z podróży, 14.25. Na temat OFE coś Ci się bardzo pomieszało, nie chce mówić, że popieprzyło. Najlepiej przeczytaj krążący gdzie indziej artykuł, pomyśl i napisz ponownie.
    http://przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/leokadia-oreziak-jak-wprowadzono-polsce-ofe

  66. Tfu, apage, Satanas! Miało być „chrzcielnice”, a nie „kropielnice”. Tak dawno już tam nie byłem…(nie, nie w piekle…)

  67. Mw
    Cieszę się, że przyznaleś mi rację, że panstwo gwarantuje minimum emerytalne na jakie je stać. A na ile je będzie stać jasno mowi demografia od ktorej uciekasz diabeł od świeconej wody. Właśnie na skutek zagrożeń demograficznych wydzielono w systemie emerytalnym OFE, które zasadę solidarności pokoleń – w odniesieniu do części składki – zastąpiły zasadą pomnażania gromadzonego kapitału operacjami finansowymi na rynku. To miało zabezpieczyć w przyszłości emerytury zagrożone zapaścią demograficzną. To miało też w przyszłości odciążyć finasowo panstwo. Przez 11 lat wiele milionów ludzi dostawało salda swych rachunków z wysokością zgromadzonego kapitału. Czyżby przez 11 lat ktoś z tych ludzi robił sobie kpiny? Czyżby ktoś sie pomylił i użył słowa kapitał zamiast podatek – jak do mnie piszesz? Jeśli przejmujesz składkę z prywatnego OFE to de facto dokonujesz jej nacjonalizacji. Finansujesz długi państwa za pomocą prywatnych, nieprzeznaczonych do tego celu pieniędzy. Równie dobrze możesz zająć, zablokować konta w bankach. Historia zna takie przypadki. Blokując strumień pieniędzy do OFE zaniżasz przyszłe emerytury. Zaniżenie to zresztą mało – po prostu czuję, że OFE w calości zostaną znacjonalizowane. Donald Tusk w pełni sobie zdaje sprawę z bolszewickiego wymiaru tego posunięcia. Stąd te brednie dla naiwnych o jakiś subkontach zusowskich i „dedykacjach” czyli jakiejś formie zwrotu pożyczki o ktorą zresztą nie prosił, bo po prostu zabrał.
    Teraz pozostaje tylko zakończyć tę dyskusję o OFE czyli bankrutującym panstwie wspomnianymi przez Ciebie gwarancjami przyszłych panstwowych emerytur. Mam nadzieję, że wkrotce ludzie się dowiedzą co im na starość jest w stanie zagwarantować to panstwo. Mam nadzieję, że ludzie dowiedzą jaka będzie cena, która w przyszłości poniosą za kolejne cztery lata trwania w leniwym bezruchu ekipy Donalda Tuska. Mam nadzieję, że dotrze do nich boleśnie jaka będzie wysokość przyszłych emerytur i jak nieliczni do nich dożyją przy drastycznie przedłuzonym wieku przechodzenia na nie. A wszystko to dlatego, że się nie chciało z powodu lęków politycznych na czas reformować panstwa – że ktos wolał sięgać po cudze.
    Pozdrawiam

  68. Spin Doctor
    Kupuję, lubię i czytam Przegląd. Ale akurat ten artykuł to są spiskowe brednie
    Pozdrawiam

  69. @PA2155 (03-10 o godz. 14:35)

    W tamtym komentarzu z życiorysem M. Pasło-Wiśniewskiej co najmniej dwa sygnały wysłałe, że leci lekka ironia, jeden nawet widoczny – tzw. emotikon. Jeśli dodamy, że Kellogg SofM (w oryginale polskiego życiorysu było „Kellog”) nie ma nic wspólnego z płatkami Kellogg’s to chyba juz będzie wszystko, czy nie?

    Może ta Kellogg School of Management nie jest wcale lewicowa? Może bardziej „chicagowska” niż słynna UofCh – nie będę badał tej sprawy.

    Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że „Chicago School of Economics” ma osiągnięcia ideologiczne? Tylko? Przede wszystkim? W oparciu o teorie ekonomiczne Naomi Klein?

    Z ksiązki propagowanej od kilku tygodni m.in. przez spin doctora o wprowadzeniu indywidualnych kapitałowych kont emerytalnych (M. Orenstain ?Privatining Pensions?) wynika, że system typu OFE wprowadzono w ponad 30 krajach. Inne źródła mówią o wielu krajach Ameryki Łac. Przeważnie stosuje się kombinację gwarantowanej przez państwo niskiej emerytury minimalnej oraz indywidualnych rachunków kapitałowych. Oprócz indywidualizacji rachunków, który eliminuje redystrybucję dochodu w systemie emerytalnym, wprowadza się ?funding?, czyli zabezpieczenie kapitałowe państwowego funduszu. Takie reformy poczyniono w wielu krajach rozwiniętych, od Australii po Włochy, w tym w Kanadzie (CPP investment board od 1997, obecnie około $140bln aktywów).

    Tak czytam sobie te Twoje … ?w ktorym kraju wprowadzono kiedykolwiek te idee? Chyba raz w Chile, ale ona upadla z powodow finansowych. W Stanach, filarze kapitalizmu wolnorynkowego dominuje raczej system oparty na sponsoringu panstwa?
    i pytam, skąd wziąłeś tę informację o Chile, albo o USA; czy w USA jest powszechny socjalny fundusz wypłacający emerytury jak ZUS? Jest natomiast medicare, który wkrótce doprowadzi USA do kompletnego bankructwa, jeśli nie zostanie szybko zreformowany. I zastanawiam się, co jest gorsze od ideologii, chyba tylko i******cja.

  70. Ja mam cały czas problem z jedną rzeczą. Czy nie popadniemy w przesadę i to płeć będzie decydować, czy mamy szansę na stanowisko czy nie. Bardzo chciałbym, aby dostęp do polityki mieli po prostu mądrzy i odpowiedzialni ludzie. I do tego grona zaliczam panią Hubner, ale nie dlatego że jest kobietą, lecz dlatego że jest kompetentna.

  71. Kartka z podróży pisze:
    2011-03-10 o godz. 14:25
    „Jaka zmasowana ofensywa obroncow OFE? Tu zaledwie kilka osob użera się z całym tłumem ignorantów i PRL-owskich nostagików do ktorych nie dotarło, że czasy realnego socjalizmu się dawno – prawie ćwierć wieku temu – zakończyły pokazowym bankructwem. To co wypisują krytycy OFE i Leszka Balcerowicza o pomstę do nieba woła. Gdzie wyście się uchowali przed te dwadzieścia kilka lat? Ręce opadają po prostu?”

    Szanowny Kartko z podrózy.

    Wydaje mi się, że jednak trywializujesz problem sprowadzając go do Orwell’owskiego „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”, jak zresztą też wielu zabierających głos w dyskusji zarówno tu na blogach Polityki jak i „fachowców” w w meNdiach. Czyli obijanie się od ściany do ściany. Powiedz mi, gdzie mieścisz tych, którzy są zwolennikami systemu z trzema filarami, widzą jego potrzebę i sens a twierdzą, że opłaty i prowizje to zdzierstwo? Dziesiątki tych obrońców OFE, z Tobą włącznie, się na ten temat nie zająknęło nawet i milczą na temat kosztów ponoszonych przez „beneficjenta” systemu w krajach tych, gdzie ten system się sprawdza, czyli np. Szwecji i Kanadzie?
    Dywagacja laika teraz, czyli mnie – Dlaczego, przykładowo, prowizja OFE nie jest uzależniona od nadwyżki ponad benchmark (70% obligacje dziesięciolatki +30% GPW)? Odpowiedź jest prosta dla laika, bo do tej pory przy pomocy opresyjnego państwa drą forsę za to, że załatwili sobie koncesję na skarbonkę do której ona płynie.
    Twoim zdaniem, jeśli ktoś się na to nie godzi, to jest ignorantem i PRL-owskim nostalgikiem. A wg mnie takie postrzeganie problemu jest prymitywne i już.

    Ale nic to, dzięki Tobie wiem, że Fedak, Rostowski, Boni i Tusk, to PRL-owscy nostalgicy chociaż jedni nie za bardzo a drudzy bardzo mniej lub wiecej. To Twoja logika. Super. Z pewnością znowu sobie zasłużysz na poklepanie po plecach i pogłaskanie po główce przez naszego Gospodarza, a może na odwrót, najpierw poklepie po ciemieniu.

    Pod poprzednim wpisem trwała krwawa dyskusja czy JOW czy system proporcjonalny. Też od ściany do ściany. Nikt się nawet nie zająknął na temat systemu mieszanego jak u sąsiadów zza Odry. Zdawałoby się, ze pojawia się tu mnóstwo ludzi na poziomie, którzy mogliby mieć coś więcej do powiedzenia a tu figa z makiem. Rozczarowałem się trochę, tak jak teraz tym Twoim wpisem.

    Pozdrawiam, Nemer

  72. Kartka 17:02

    Dalej niezupełnie rozumiesz (albo tak udajesz).
    Nieważne, że OFE (i jego zwolennicy, a do niedawna także rząd, który nie spodziewał się, co to za żaba, którą przyjdzie mu połknąć) nazywał je „zgromadzonym kapitałem”.
    To nie był żaden „zgromadzony kapital” w rozumieniu „oszczędności obywatela”. To była tylko część (ok. 35 procent) składki emerytalnej, która przedtem była wpłacana na ZUS (i natychmiast wydawana na bieżące wypłaty emerytalne), a po wprowadzeniu OFE – formalnie transferowana przez ZUS do OFE, co zmuszało ZUS do „odzyskania” od państwa (czyli „gwaranta” wypłat emerytalnych) tych pieniędzy, a co za tym idzie zmuszało panstwo do pożyczenia tych pieniędzy (bo przecież w dalszym ciągu to państwo MUSI wypłacać emerytury na bieżąco; nie może nagle zmniejszyć je o 35%, tylko dlatego, że pieniądze zniknęły z ZUS i leżą sobie w OFE!). Kuriozum: państwo w prawie 70 procentach „pożycza” te pieniądze od…OFE, sprzedając mu obligacje skarbowe za pieniądze, z których „zrezygnowało” tworząc OFE!!!!!!!!!!!!!!!! Przecież to absurd!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Prawdziwymi oszczędnościami, czyli „zgromadzonym kapitałem” mogą być TYLKo pieniądze odłożone przez obywatela PO zapłaceniu przez niego zobowiązań, do których należy m.in. wpłata na system emerytalny (obok podatku od dochodu, składki na ubezpieczenie zdrowotne, VAT, akcyzy itp.)

    Oczywiście, dobrze by było, gdyby obywatel był świadom, jaka jest FAKTYCZNA gwarancja państwa. W krajach, gdzie obywatele są lepiej wyedukowani, ta świadomośc jest większa i tam nikt nie domaga się, aby część jego ZOBOWIĄZAŃ wobec państwa (czyli de facto podatku) traktować jako jego osobiste, prywatne OSZCZĘDNOŚCI. Tam, jak np. w Kanadzie, można wstąpić, PONAD obowiązkowym uczestnictwem w państwowym planie emerytalnym, do planu emerytalnego korporacyjnego (w tym wypadku można z takiego planu zrezygnować, ponieważ jest on POZA i PONAD emeryturą państwową), albo oszczędzać do wysokości zwolnienia podatkowego (jak planuje się u nas, z tym że u nas dla 98% ludzi nie ma sensu tak odkładać na emeryturę, bo podatek przed i po jest taki sam: 18%, podczas gdy w krajach zamożnych, o wyraźnie progresywnym podatku, jest to opłacalne, bo dochód, a co za tym idzie i podatek, w czasie zatrudnienia jest wyższy niż gdy jest się na emeryturze), jak np. W Kanadzie (RRSP) czy w Wlk. Brytanii.
    I to są dopiero FAKTYCZNE oszczędności prywatne, osobiste, obywatela.
    A nie jak w Polsce, gdzie macherzy finansowi starają się wmówić kolejce do warzywniaka, że część ich podatku (nazywanego składką) wpłacanego de facto do budżetu (choć de iure – do ZUS/OFE) to ich „oszczędności”!!!!!!!!!!!!!! To dopiero manipulacja. Jak w Korei Północnej, gdzie każdy obywatel jest (współ)właścicielem tamtejszej elektrowni atomowej!
    Hahahahah…………..

    P.S. Szermowanie hasłem „zapaści demograficznej” to czysta demagogia. Pomijam już fakt, że odnosi się ono do niezwykle odległej, mgławicowej przyszłości (Rybiński posługuje się perspektywą 50-letnią!), ale taka zapaść może szybko okazać się złudzeniem: we Francji była zapaść jeszcze kilkanaście lat temu, a dziś mają najwyższą dzietność (nie tylko przyrost naturalny!) w Eurolandzie!

  73. Sami obrońcy, 100 procent populacji. Są obrońcy KRUS, są obrońcy becikowego, są obrońcy emerytur dla górników poza systemem, są obrońcy pochówkowego, są obrońcy rozbudowanej administracji – do których należy Bacha? Niech powie za czym lobbuje. Wiadomo za czym lobbują Kartka z P., Torlin, i ja. Niech wreszcie zwycięży otwartość motywów. Pani Bacha, za kim/czym Pani lobbuje? Kogo/czego jest Pani obrońcą (proszę z automatu nie odpowiadać – Westerplatte, tylko się zastanowić).

    Bo wiadomo za czym lobbuje Klara2010. Za pokerem, za kasynem, za grami hazardowymi, a nie żeby lud pracujący się hazardował na GPW. Oraz za literaturą fantastyczną. Nota bene nie piszę się „derywatyw” (bo to źle się rymuje), lecz derywatów (w dop. l.mn.), od „istrument pochodny, derywat”. OFE nie wolno tego dotykać – więc po co o tym bla-blać. Oczywiście wyjaśnienie tego, co się działo, gdy indeksy GPW, czyli akcji spółek straciły na wartości w 2008 jest doskonałe, fachowe, obrazowe, ciut za bardzo literackie i fantastyczne. Wg. moich obliczeń/szacunków, biorąc pod uwagę łączną rentowność OFE oraz to, że udział akcji i obligacji spółek jest 35-38% całości aktywów, to OFE osiągnęły na nich rentowność ponad 13% od roku 1999, a w ujęciu ważonym wkładami w tym okresie ponad 9% (wszystko po odjęciu opłat). Nie jest to wcale źle w porównaniu z innymi krajami, dobrze świadczy o sile polskich firm i dynamiźmie gospodarki. Obala to tezę, że akcje (w długim terminie) to kasyno, a macherzy z OFE zgarniają forsę za nic, bo lepszy, i tańszy – hehehe, byłby księgowy w ZUSie.

    Czy propozycja rządu zakłada możliwość pełnej alokacji inwestycyjnej w papiery spółek? Trudno się tego doszukać w zalewie śmiecia informacyjnego.

  74. @KzP

    Znasz taki dowcip. Mówi świnia do świni: słuchaj, podobnież ludzie hodują nas po to aby zabić i zjeść. – witamy w świecie teorii spiskowych – odpowiada druga.

  75. Nemer
    Dwie sprawy
    Słowa krytyki pod adresem rządu nie napisałem gdy obcinał prowizje OFE, wprowadzał modyfikacje ich dzialania czy w inny sposób sklaniał fundusze do oszczędności. Raz tylko opublikowałem komentarz, że to karygodne iż nikt przed dobre 10 lat nie interesował się OFE. Miałem na mysli kolejne rządy i parlament. Nie włączałem się też na blogach w dyskusje na ten temat, bo od tego są władze by pilnować interesów płatników składek – również w prywatnych funduszach.
    Włączyłem się w tę dyskusję dopiero wtedy, gdy okazało się, że długi panstwa mają być pokrywane za pomocą składek OFE. Wiekszość dyskutantóww – to miałem na myśli pisząc cytowany przez Ciebie komentarz – domaga się w tej chwili nacjonalizacji funduszy. To nie chodzi o ich modyfikację ale o nacjonalizację. A powodem tej nacjonalizacji mają być teorie spiskowe. Albo nostalgia za PRL -em i mitycznym wspólnym worem pieniędzy. Tymczasem deficyt państwa zaledwie w 1/3 zależy od OFE i nic poza sięgnieciem po skladkę państwo z tym deficytem nie zamierza robić.
    Więc pełna zgoda co do modyfikacji funduszy. Ale wobec prób ich nacjonalizacji – tylko dla wygrania przez PO wyborów – to ja się będę sprzeciwiał.
    Pozdrawiam

  76. telegraphic observer 19:13

    Nie taki znowu śmieć informacyjny. Wyraźnie wskazują, że stopniowo będzie zwiększany limit inwestowania w akcje, z obecnych 40% do 62% w 2020, aż do 90% w roku 2050. Oczywiście to jest propozycja i mam nadzieję, że TYLKO propozycja, i że nigdy do tego nie dojdzie, a w każdym razie nie, o ile nie zostaną jednocześnie stworzone konta „bezpieczne”, dla tych, co 10 lat przed emeryturą, a jeśli zostaną one stworzone, to limit dla akcji będzie w nich obowiązywał (np. 15% – 25%).
    Przy czym, biorąc pod uwagę, że OFE ma mieć (od 2017 r.) 3,5 pkt. proc. składki (czyli ok. 1/6 całej składki, pozostałe 5/6 w ZUS: 4/6 na dotychczasowych zasadach i 1/6 podobnie jak OFE, ale BEZ alokacji w akcje) – to nawet 90% inwestycja OFE-oskiej części składki w akcje będzie znaczyć, że tylko ok. 13-14% całości „należności” emeryta jest w akcjach. Co jest dobre, biorąc pod uwagę znaczne względne wahania giełdowe i brak wyboru przez emeryta roku, w którym miałby swój wkład przeliczany na wypłaty (może to być rok dobry na giełdzie, ale może to być rok zły: szanse są jak 50:50).

  77. TO:
    Ironie zrozumialem, ale sa to 2 rozne uniwersytety z rozna ideologia. 🙂
    Zaden z glownych motorow „Szkoly chicagowskiej” nie pelnil funkcji panstwowej w jaskini gospodarki wolnorynkowej, za jaka uwazasz Stany. Jak pamietam, nie zarzadzali oni zadnym koncernem amerykanskim. Doradzali jedynie rzadowi chilijskiemu tuz po obaleniu Allende, jako pierwsze pole do eksperymantowania teoretycznego. Musisz mi wskazac inne panstwo, gdzie stosowano sie do ich wskazowek. W czasach Reagana i mlodszego Busha raczej nie trzymano sie zasad „Szkoly chicagowskiej” a posuwano sie droga Keynesa, gdy chciano stymulowac gospodarke.
    Nawet na poziomie duzej korporacji amerykanskiej wyglada to nieco ciekawie. W poniedzialek wrocilem z interview w jednym z duzych koncernow miedzynarodowych i po analizie benefitow i polityki socjalnej wychodzi z tego czysta komuna.
    Jak pamietasz, GW Bush chcial zainwestowac swiadczenia emerytalne na gieldzie i spotkal sie z opozycja praktycznie wszystkich frakcji w Kongresie. Czy wyobrazasz sobie, co staloby sie z emeryturami Amerykanow po krachu, ktory przezylismy niedawno?

  78. Mw
    Nie ma siły kolejny raz pisać Ci dlaczego Francja ma tak dobre wyniki demograficzne. Krotko – bo od 50 lat prowadziła kosztowną polityke pronatalistyczną i emigracyjną. Polska jej nie prowadziła dlatego będzie miała demograficzną zapaść wzmocnioną emigracją młodzieży. Tobie każda perspektywa dłuższa niż następna kadencja Donalda Tuska wydaje się odległa i mglista – ale to Twój problem.
    Zdaję sobie sprawę z absurdów systemu emerytalnego i zastępowania pieniędzy obligacjami w rozliczeniach ZUS – OFE. Zdaję sobie sprawę, że wygodniej jest finasować deficyt panstwa z pieniędzy obywateli-platników składek niż sprzedawać obligacje za granicą. Zdaję sobie również sprawę jak prostym sposobem zmniejszenia deficytu jest przejęcie pieniędzy z OFE. A może nawet przejęcie zgromadzonych tam obligacji? Cudowne rozwiązanie. Powodzenia Mw – na kolejne 4 lata leniwych rządów PO na pewno tej kasy starczy.
    Pozdrawiam

  79. Tu jest odpowiedź, zdaje mi się, na moje pytanie z 19:13:
    http://wyborcza.pl/1,75968,9234813,Kilka_pytan_o_OFE.html

    czyli max 60% na akcje. Lekka paranoja!

  80. ilpalazzo pisze:2011-03-10 o godz. 19:15

    ha, ha, ha, dzięki to najlepszy dowcip nt. teorii spiskowych,
    szkoda ze prof. Kofta i red. Cieśla go nie znają

    http://www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1512460,1,rozmowa-z-psychologiem-o-teoriach-spiskowych.read

  81. PA2155 (20:21)

    „W czasach Reagana (…) raczej nie trzymano sie zasad ‚Szkoly chicagowskiej’ a posuwano sie droga Keynesa, gdy chciano stymulowac gospodarke”

    Czy powyższe zdanie jest sygnałem, że leci ironia? Bo jeśli nie, to my obaj pochodzimy z różnych planet. Reagan, a dokładniej Paul Volcker, podnosił stopy procentowe FED, żeby zdusić inflacje, de facto walczył ze stagflacją odziedziczoną po dekadach pokeynesowskiej teorii, że albo inflacja – albo bezrobocie (reprezentowane krzywą Phillipsa). Nb, obecna makroekonomia bazuje na mieszaninie obu szkół. Jak na razie neoKeynesista Krugman, zwolennik stymulusa za stymulusa bez zawracania sobie głowy deficytem, jest w odwrocie.

    Nie pamiętam co Bush zamierzał – dopiero teraz czytam o tym, ale chyba to wskazuje, że jednak był za „funded social systems” wg. recept the chicago boys. Oferta „benefitów” ze strony jakieś corporation to chyba nie to samo co system państwowy. Trzymajmy się faktów i starajmy się łączyć je w czasie i przestrzeni, bo inaczej będzie to urocza podróż z Alicją, a nie ekonomia. Przepraszam, że tak napadam, ale mnie głowa zaczyna boleć od tych „argumentacji” od sasa do lasa.

  82. Kartka 20:19 (w odpowiedzi Nemerowi)

    Nie chodzi o żadną – jak piszesz – „nacjonalizację funduszy”. To jest obrzydliwy chwyt, stosowany przez zainteresowanych w trwaniu staus quo. Przecież cały system emerytalny jest de facto „znacjonalizowany” od zarania. Nigdy nie był prywatny!!!!!!!!!!!! Nie można „znacjonalizować” czegoś, co nigdy nie było inne niż właśnie państwowe! Emerytalny system OBOWIĄZKOWY jest elementem struktury (także finansowej) państwa, tak samo jak jego budżet czy własność skarbu państwa. Czyżby i Ciebie zmylił cały ten „kocioł” i sztafaż nazewnictwem („składki” zamiast „podatku”)?

    20:33

    Co to znaczy: „przejęcie zgromadzonych tam obligacji”???? Przecież te obligacje zostały zakupione za pieniądze wpłacane do tegoż właśnie systemu emerytalnego! On sam siebie nie „przejmuje”! To nie wąż, który połyka swój ogon, chociaż przeciwnicy zmiany starają się tak to przedstawić. Jeszcze raz: cały OBOWIĄZKOWY system emerytalny jest systemem emerytury państwowej, jak i na całym świecie!!!!!!!!

    T.O. godz. 21:00

    Przeczytaj jednak mój wpis do Ciebie z 20:20. Zobaczysz, że 60% do 2020, ale docelowo 90% (do 2050). Jak pisałem, mam nadzieję, że do tego nie dojdzie (wytłumaczyłem też w tym samym wpisie, dlaczego tak sądzę).

    Współczuję Tuskowi i Rostowskiemu. Jeśli takie tuzy mentalne, jak piszący na blogach Polityki nie rozumieją zasady OBOWIĄZKOWEJ EMERYTURY PAŃSTWOWEJ i jej umiejscowienia, jako integralnej części budżetowej odpowiedzialności państwa, i mylą to z PRYWATNYMI, OSOBISTYMI OSZCZĘDNOŚCIAMI obywateli, to co dopiero powiedzieć o kolejce do warzywniaka?

  83. telelegraficzny obserwatorze!…ja za nikim nie stoje i za nikim nie lobbuje.Ja tylko nie zamierzam powierzac swojej forsy zadnym prywatnym dobroczyncom typu OFE i OFI, bo juz kiedys przenioslam z lokaty w PKO BP do tych filantropow zza oceanu – no i teraz zamiast nadal miec co najmniej 100.000PLN, mam cos okolo 60.000. W porownaniu do amerykanskich emerytow, i tak niewielka strata, prawda?

  84. Kartka z podróży, 17.05. Myślałem, że PRZEGLĄD czytają ludzie inteligentni. Ale te Twoje „spiskowe brednie” cofają Cię do kamienia łupanego. Rozumiem także nieszczęsny fakt, że większość Polaków nie rozumie słowa pisanego. Raczej przerwij czytanie tego inteligentnego pisma.

  85. Kochani : Nemerze, TO, Kartko z Podróży, mw i wszyscy też kochani w tej dyskusji „Neverending Story”, ale nie wymienieni z nicków!
    Sprawa jest prosta (idzie o przyszłe emerytury w Polsce).
    Ażeby w bliższej lub dalszej przyszłości mieć planowany na tęże
    przyszłość „gwóżdż”, potrzebny jest już dzisiaj człowiek kształcony w
    kierunku takiego gwożdzia (w przyszłości) wykonania – to pewne.
    Aby ten nasz umowny „gwożdziowy”, w planowanej (a jakże!) przszłości
    mógł ten gwóżdż wykonać, w planowanym czasie i jakości, należy już
    dziś zapewnić mu młotek, kowadło, a przede wszystkim materiał na ten
    oczekiwany w przyszłości gwóżdż – czyli żelazo.
    Możemy tu sobie dyskutować do „o…(autocenzura)…ej śmierci”, jak
    mawia powiedzonko, o procentach, o przyroście kapitału, o jego
    wahaniach, utracie i zyskach, o racjach jednej, drugiej czy też trzeciej
    opcji. Taaak, możemy!
    Tylko bez względu na to, której opcji przyznamy rację, w tejże
    planowanej przyszłości, będzie nam potrzebny, do produkcji naszego
    umownego „gwożdzia” (czyt. emerytury):
    1. zdolny go wytworzyć gwożdziowy,
    2. solidne kowadło,
    3. nie mniej solidny młot,
    4. kawałek (nie mniej solidnego) żelaza,
    5. palenisko do podgrzania materiału,
    no i pomniejsze rzeczy, chwilowo nieistotne.
    Na psu budę, zda się obecna dyskusja o procentach, ryzykach i
    świetlanej przyszłości polskiego, przyszłego emeryta, jeśli zabraknie
    któregoś z tych powyżej wymienionych, pięciu czynników!
    Wasze dywagacje, ze wszech miar interesujące, już za rok, może za
    dwa, nie będą aktualne! Świat się zmienia w tak zawrotnym tempie,
    że aż szkoda waszych „skoków” na czupryny interlokutora!
    Wystarczy że, w tej tak oczekiwanej przez przyszłego polskiego
    emeryta przyszłości, zabraknie gwożdziowego, albo kowadła, a wszystkie wasze wyliczenia diabli wezmą (o ile będą chciały takie badziewie na swych barkach targać!)!!!
    A jak zabraknie, któregoś z czynników podstawowych, przeze mnie
    wymienionych w punktach 1 -5, to co?
    Jakie Wasze dzisiejsze wyliczenia, pozwolą na wykucie naszego,
    solidnego, umownego gwożdzia?
    Żadne Panowie! Absolutnie żadne!!!

    Jedyna nadzieja w tym że gwożdzie, dzisiaj i tu, są jeszcze ogólnie
    dostępne, za dość przyzwoitą cenę.
    Może by tak, zaradczo i zapobiegawczo, już dziś kupić sobie dobrą
    garstkę? Ot, tak – na przyszłość.
    Choćby jako gwożdzie do trumny?

    Pozdrowionka.

  86. System PAYG: pay-as-you-go, tj. emerytury są wypłacane z bieżących składek, czyli w danym roku { suma składek = sumie emerytur }. Mw jest zwolennikiem PAYG, składki traktuje jak podatek, który należy się państwu na zasadzie swoistej umowy społecznej, wspomina się przy tym o „solidarności międzypokoleniowej”.

    Zadzwiajace jest nonszalancja wyrażona słowami: „Szermowanie hasłem ‚zapaści demograficznej’ to czysta demagogia. Pomijam już fakt, że odnosi się ono do niezwykle odległej, mgławicowej przyszłości …”

    Fakty demograficzne są fundamentem systemu PAYG, bo oto relacja liczby emerytów do pracujących płatników składki/podatku jest obecnie 1:4, czyli aby PAYG bilansował się średnia składka musi = 1/4 średniej emerytury. Za 15-20 lat, niezależnie od obecnej dzietności, proporcja ta pogorszy się i wyniesie 1:2. Pytanie dla naszego rachmistrza: o ile musi wzrosnąć składka i/lub obniżyć się emerytura, aby się zbilansowało.

    Ale to był żart ze strony Mw, haha … no czemu się ludzie nie śmiejecie???

  87. Panowie, jesteście (w większości) po prostu hipokrytami. Po co parytety – powiadacie – ważna nie płeć ,tylko wiedza, inteligencja itp. Waszym zdaniem kobieta o takich walorach „przebije” się w sposób naturalny. W takim razie wyjaśnijcie ten swoisty fenomen, że w naturalny sposób bez trudu przebijają się faceci niedouczeni i o marnej inteligencji. Ogladam nieraz „Babilon” na TVN24 w niedzielę. I serce mi rośnie, jak mądre kobitki dają w kość (bardzo merytorycznie) rozmaitym politykom mądraluchom z nadania.
    Przy okazji mam pretensję podstawową do „szkiełka” (też TVN24), dlaczego zarówno prowadzący, jak i goście to WYŁĄCZNIE faceci coraz mniej zabawni i coraz bardziej nudni?! Czyżby się bali damskiej konkurencji?

  88. Ja nic na to nie poradzę, że mnie szlag trafia na taki sposób dyskusji. Rozplenia się to po wszystkich blogach i jest nie do opanowania. Przy jakichkolwiek zarzutach odpowiedzi są albo nie na temat, albo przekręcające, albo insynuujące. Mam teraz najnowszy przykład z Bachem, który najpierw napisał do mnie „tow.Torlin”, więc się grzecznie spytałem, co ma wspólnego obrona OFE z komunizmem. Odpowiedź brzmiała: „Drogi TORLINIE, proszę mi nic nie imputować. Ja tylko życzę dalszego niezachwianego trwania w wierze, w wierze w monetarystów i cwaniaków”. (poprawiłem chociaż polskie litery). I to jest właśnie sposób dyskusji, komentarz kompletnie nie na temat, ja na to odpowiem, a on mi z innej beczki, znowu obok. Erystyka jest rzeczą kompletnie niektórym nieznana.
    A to właściwie dlaczego broniąc OFE jestem towarzyszem?

  89. http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Piramida_wieku_ludnosci_%28GUS_2007%29.jpg&filetimestamp=20100114005627

    (proszę otworzyć w oddzielnym oknie)

    Oto piramida ludności Polski z 2007 roku. Panie po prawej, panowie po lewej.
    U góry jakby głowa wąska, to emeryci ? mężczyźni powyżej 65 lat, kobiety powyżej 60 lat. Poniżej głowy – jakby tors, szeroki i obfity po obu stronach (obfitszy po stronie damskiej) ? to jest wyż powojenny, niżej wąska talia, a dalej szerokie biodra ? ?echo? wyżu powojennego, obfitsze po stronie męskiej. A poniżej 20 lat są osoby urodzone w III RP ? jakby cienka podstawa nóg. Pole emerytów jest znacznie mniejsze od pola osób w wieku pracującym.

    Ale wyobraźmy sobie tę piramidę za 20 lat. Głowa napęcznieje niemal do rozmiaru obecnego torsu, bo nieco ludzi umrze w tej grupie, ale głównie w jej czubie (niewielu zostanie z dzisiejszych emerytów), za to torsem będą biodra na szczęście szerokie, zaś w miejscu dolnej części będą jedynie chudziutkie pośladki i nic już się w tej sprawie nie da spłodzić, a tym bardziej wymyśleć.

    Albo tutaj:
    http://start24.pl/forum/index.php?topic=25.0

  90. Po dyskusji z @TO na temat OFE, kilka tygodni temu nie zabierałem głosu w tej sprawie bo czułem się osłabiony a temat wydawał mi się wyczerpany.
    Widzę, że u mojego Szanownego Adwersarza siły niespożyte.
    Włączę się do dyskusji licząc, że może trochę jego poglądy w międzyczasie ewoluowały i uda się zbliżyć stanowiska.(zaobserwowałem taką lekką zmianę nastawienia, ale nie jestem pewny czy to czasem nie realpolityk zastąpił w nim doktrynera;)
    Już raz próbowałem TO zaczepiać w sprawie zmiany poglądów ale muszę przyznać, że mimo iż rękawicę podniósł poddałem się bez walki.

    Rząd twierdzi, że na skutek reformy zmniejszy zadłużenie kraju w ciągu dekady o 190 miliardów złotych.
    Czy to prawda?
    Nie.
    Zmniejszy zadłużenie tylko o niewypłacone OFE prowizje od zakupu obligacji i różnice między oprocentowaniem obligacji jakie by płacił a waloryzacją zapisów księgowych w ZUS. Ile to wyniesie nigdy się nie dowiemy bo nie wiemy ani jak byłyby oprocentowane obligacje gdyby je rząd emitował( byłoby wyższe od tych które i tak wyemituje na pokrycie innych wydatków, bo będzie ich mniej) ani jaka będzie waloryzacja zapisów księgowych w ZUS bo ta zależy od wzrostu gospodarczego i inflacji.
    Czy warto to zrobić?
    Oczywiście tak, bo wypłacanie prowizji OFE od obligacji było nonsensem a jak można dług zaciągnąć taniej niż na rynku to należy to zrobić.
    Ale mówienie o 190 miliardach oszczędności jest albo nieuczciwością
    wobec obywateli albo szczerością.
    Szczerość w tym wypadku oznacza, że rząd nie ma zamiaru tych pieniędzy nigdy obywatelom wypłacić.
    Wtedy będziemy mieli do czynienia rzeczywiście z oszczędnością.

    No to po co ten zabieg, chciałoby się spytać skoro dług i tak będzie rósł?
    Ano po to, żeby właśnie mógł rosnąć.
    Bo dzięki temu ominiemy konstytucyjny zakaz zadłużania się ponad 55%.
    Taka sztuczka księgowa.
    No ale po co w takim razie zapisywaliśmy w konstytucji te ograniczenia?
    Bo dług publiczny szkodzi gospodarce i spowalnia jej rozwój od którego zależy wysokość naszej emerytury niezależnie czy będzie ona z OFE czy z ZUS pochodzić.
    To czy zatem słusznie rząd robi, że tak robi?
    No właśnie.
    Tak i nie jednocześnie.
    To co powinien zrobić.
    Oprócz reformy OFE zredukować zadłużenie.

  91. Spin Doctor
    Dziękuję za radę ale będę czytał krytycznie to co chcę czytać. Dyskusja o tak poważnej sprawie jak finasowanie pokoleń starych ludzi pt „KTO STOI ZA OFE? Obroncy istniejącego systemu emerytalnego nie walczą w obronie przyszłych emerytur Polaków. To walka o to, by ściągnąć jak najwięcej pieniędzy do własnych kieszeni!” mi nie odpowiada. Przegląd jest dobrą lewicową gazetą ale akurat z OFE dostal jakiegoś amoku. To magiel a nie argumenty.
    Pozdrawiam

  92. Cynamon29 godz. 22:03

    Cynamonie, żarty żartami, ale sprawa jest o wiele poważniejsza niż piszesz!

    W całej tej OFE-dyskusji (i to nie tylko na naszym blogu) wcale nie chodzi o OFE, ani o 7.3 czy tez 2.3 procent, ani nie o „zapaść demograficzną”, ani nawet nie o PAYG!

    Cały konflikt jest o RACJĘ ISTNIENIA PAŃSTWA.
    O to, czy państwo, w formie jaką znamy, ma istnieć, czy ma zniknąć.

    Jedni chcą państwa, które bierze na siebie obowiązek ubezpieczania obywateli w ramach umowy społecznej, w tym ubezpieczania emerytalnego, ale też bierze obowiązek budowy dróg, szpitali, szkół, organizowania bezpłatnego szkolnictwa do 18 roku życia, zapewnienia powszechnej i równo dostępnej opieki zdrowotnej, nadzoru nad tymi, którym pożyczamy nasze pieniadze i od których, za nasze pieniądze kupujemy dobra i usługi (nadzoru nad zgodnością tych transakcji z prawem) – wszystko to poprzez re- i dystrybucję części wypracowanego prze obywateli produktu narodowego.

    Ci drudzy chcą tylko jednego: żeby państwo skarlało do wymiaru siły policyjnej (broniącej ich przed tymi, którzy mieliby zakusy na ich dobra) oraz czegoś na kształt gwardii narodowej, która zajęłaby się powodzianami, zdejmując z przeciwników państwa przykry obowiązek zajmowania się tym samemu. Poza tym: czysty darwinizm społeczny, wolna amerykanka i wygrywa silniejszy.

    Tak to widzę. OFE to tylko pretekst. Rozgorzała bowiem wojna między zwolennikami a przeciwnikami państwa. I to już wcale nie jest śmieszne. To jest sprawa poważna i dziejąca się nie tylko w Polsce. To jest poważny spór na świecie, choć ostatnio, w efekcie kryzysu, przeciwnicy państwa trochę ucichli. W Polsce, ponieważ wszystkim się wydaje, że nas kryzys ominął i nie dotyczy, przeciwnicy państwa są bardzo głośni.

    Ale niedoczekanie ich….

  93. @Mw (21:42)

    Czytałem Twoje rachuby, pozwól, że powiem, iż aczkolwiek liczyłeś niektóre liczby na palcach, to i tak są zaledwie obok tematu: zgoda, ale co z tego? Nb, nie widzę powodu, aby trzymać obligacje na 10 lat przed emeryturą, ale takie jest Twoje finansowe doradztwo i już. Istotniejsza jest Twoja uwaga o warzywniaku. Czyżby projekcja?

    Do mojego tekstu z 22:08 (k! już tak późno?!) zapomniałem dołączyć głównej (hipo)tezy, że Ty traktujesz ZUS/PAYG jako centrum wszelkich dociekań. Oto państwo opodatkowuje, ma prawo i obowiązek, i z tego uzyskuje środki na emerytury, których wypłacanie jest jego obowiązkiem socjalnym, a wszystkie inne rozwiązania są aberracją, zachcianką towarzyszy monetarystów i cwaniaków żerujących na ciało, nade wszystko na skórę biednego ludu.

    Po pierwsze, demografia na tę bezpłatną jazdę (free ride) już nie pozwala.

    Po drugie, skoro powyższe – to państwo może (powinno) starać się zabezpieczyć najbiedniejszych emerytów, ale przeważająca reszta winna w tej sferze obsłużyć się sama indywidualizując swoje oszczędzanie na emeryturę w większym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej w erze państwa opiekuńczego, czyli jakichś 60, czy nawet 122 lat (od Bismarcka). Tylko proszę, nie wracajmy już do tego, że w Polsce wszyscy emeryci są i długo jeszcze będą najbiedniejsi, bo mi czaszka pęknie.

  94. Mw
    To pieniądze panstwowe? System jest „znacjonalizowany” od zarania? To po co te gorączkowe zabiegi, konsultacje, przepyhanie na gwałt prawa w sejmie? To może Ci to opiszę na innym przykładzie. To dopiero przed nami
    „W środę późnym wieczorem rząd premiera Viktora Orbána podjął decyzję o przeniesieniu oszczędności 3 mln przyszłych emerytów z prywatnych funduszy emerytalnych z powrotem do państwowego systemu. Dzięki temu do państwowej kasy trafi 14,6 mld dol., które Węgrzy odłożyli tam przez 12 lat.
    Pieniądze pójdą na wypłatę bieżących emerytur. To, co zostanie, zasypie dziurę budżetową, która w przyszłym roku – według planów rządu – sięgnie 4,4 mld dol. Pozwoli to rządowi na zmniejszenie deficytu do 3 proc. PKB. A tego domaga się Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska, które dwa lata temu ratowały Węgry przed bankructwem 27 mld dol. pożyczki. „Nie mamy wyboru, w kasie państwa jest ogromna dziura” – tłumaczył minister gospodarki Gyoergy Matolcsy po posiedzeniu rządu.”
    Pozdrawiam

  95. Zajrzałem tu,i a jakże, znowu poniosło mustanga OFE. Rycerz jednego tematu OFE, doskonale przygotowany teoretycznie @TO nie potrafi rozstać się ze swoją teorią na temat doskonałości tego systemu w Polsce i nie przyjmuje do wiadomości, że my nie Kanada.
    Przypominam (mogę się powtarzać za sobą lub za kimś, ale nie mogę czytać tych bzdur) wszystkim zwolennikom tego pomysłu z OFE, że fundusze nie były celem ówczesnej reformy, a jedynie stanowił zasłonę dymną dla istoty tej operacji. Podstawowym celem reformy było zmniejszenie tzw. stopy zastąpienia ( dzisiaj ok. 60%, a po reformie ok35% zarobku) tj. procentowym obniżeniem emerytury w stosunku do zarobków, a OFE miała wedle zapewnień reformatorów złagodzić tą różnicę ( oczywisty chwyt marketingowy). Cały cwancig tej operacji został przeprowadzony bezboleśnie, bo wmówiono gawiedzi, że będzie wypoczywać na emeryturze pod palmami ( tymi chyba ze Wszystkich Świętych).
    Mam osobistą satysfakcję, że tą ropuchę ( więcej niż żaba) musi zeżreć formacja polityczna, która ówczesne kłamstwo rozpowszechniała. Dobrze im tak! Balcerowicz jest najzwyklejszym szkodnikiem teraz i wtedy, ponieważ on nie liczy się z nikim i z niczym dla udowodnienia swoich teorii ( dzisiaj wypłowiałych i skompromitowanych na całym świcie).
    Leper już odszedł, czas na tego geniusza ekonomii.
    Pozdrawiam wszystkich racjonalnie myślących.

  96. bacha (21:44)

    Znam ten ból, ale zawsze winię siebie, cholerka – takim mam trudny charakterek – po co ja połasiłem się w złym momencie, przecież wiadomo, że filantropów nie ma na świecie. Przynajmniej dla kogoś, kto ma 100,000 PLN, to nie jest banalna kwota. Po prostu był to błąd, ew. niefart, bad timing. Łatwo udowodnić na wykresie, w jakim to funduszu było i kiedy? Pani Bacha, tylko proszę nie przenosić spowrotem do banku, nawet teraz gdy wszystko leci w dół … zacisnąć zęby i przeczekać. Zresztą to jest darmowa porada, hehe.

    Ogólnie, tak oto lud pracujący uczy się kapitalizmu. Zresztą większe wygi większe błędy popełniły w bardziej zaawansowanych społeczeństwach.

  97. parker (22:39)

    Zupełnie nie rozumiem, gorzej totalnie nie zgadzam się.
    Jakie doktrynerstwo, jakie realpolityk, jaka zmiana poglądów. Co najwyżej ich rozszerzenie, bo lekcja trwa nadal.

    Oczywiście reszta jest w porzadku, pełna zgoda, co najwyżej pewne dodałbym komentarze, jakieś drobne uzupełnienia, wycieniowania, popraweczki. Ale po co? O tej porze dnia?

    Stasieku rzecz jasna zrógałby mnie, więc dodam, że dług widoczny teraz ma nieco inną wagę niż dług ukryty i odroczony na 30-40 lat. Mówił o tym B. Grabowski, rozwinął min. Rostowski w słynnym zestawieniu długu, jego oceny przez rynki i wysokości kosztu obsługi (stopy procentowe) między Polską i Czechami, ale po pierwszym zachwycie (techniczną stroną) wydaje mi się, że to jest hipotetyczna zależność i wiele innych czynników składa się na niższe koszty o ponad 2 pkt procent czeskiego długu. Niektóre są zupełnie poza naszym zasięgiem (i nie chodzi mi tu o polski antysemityzm, hehehe). Dobranoc wszystkim! Dzięki za dyskusję.

  98. Parker
    O to chodzi własnie w tej dyskusji – żeby rząd redukował zadłużenie państwa a nie ograniczał się do łatania jakiś dziur przez kilka miesięcy składkami z OFE.
    Tylko przeczytaj Mw z 22.57, ktory reprezentuje „linię” polityczną PO. Dla niego reformy budżetu to antypanstwowa dzialalność. Mw nie wyobraża sobie życia bez finansowania jakiejś prowincji afganskiej, wysylania korwety do obrony Libii przed Libijczykami, utrzymywania 100 tysięcy więźniów, prowadzenia tzw polityki prorodzinnej, finansowania beatyfikacji JPII i innych kosztownych wydatków budżetowych. Mw uważa, że mu się te atrakcje kosztowne należą jak psu micha. Mw się uparł, zresztą podobnie jak większość obywateli tej krainy, że źródłem problemów finansowych jest tylko i wyłącznie OFE. I nie przyjmuje do wiadomości, że to państwo po prostu jest za drogie a tak zwane reformy OFE czyli skok na składki to tylko przedśmiertny makijaż tej bankrutującej ruiny.
    Pozdrawiam

  99. Ach, Monteskiusz (23:16)

    Wreszcie ktoś odważył się skontrować absolwenta (gdzie on i jego wszystkie wcielanie, czy nie Kaźmirz na tym blogu). Otóż on twierdził, że T.O. zna się na wszystkim.

    Fenomenu niskiej „stopy zastąpienia” nie należy wiązać z żadną teorią o hodowli świń na wieprzowinę, czyli spiskową. Po prostu z wyliczęń wyniknąć może, że jak zarobki realnie rosną w czasie zarobkowania jednej osoby, np. 4 procent rocznie (po odjęciu inflacji) to po 40 latach jego pensja z 2000 miesięcznie wzroście do 9600 w cenach stałych. Wtedy składki włożone na dobry nawet procent będąc niskimi w pierwszej a nawet drugiej dekadzie niewielki dadzą zarobek w stosunku do pensji w ostatnich latach. Na tej zależności: zarobki w ostatnich 5 latach i wysokość emerytury zaraz potem, opiera się cała psychologia i ważność „stopy zastąpienia”. Ale z tego strumienia rosnących, ale początkowo niskich składek nie da się wyrobić niczego więcej niż powiedzmy 3500-4000 miesięcznie, czyli poniżej 50% s.z.

    Więc mamy problem!

  100. @telegraphic observer pisze:
    2011-03-10 o godz. 19:13
    Moja próba spolszczenia angielskiej nazwy: derivative(s) na ?derywatyw? jest tak samo niepoprawna, jak i Twoje tłumaczenie: ?derywat, derywatów?. Ale tak to jest ze spolszczeniami. Myślę, że nawet profesor Miodek miałby z tym mały kłopot. (Chociaż moja wersja przynajmniej fonetycznie jest bardziej zbliżona do oryginału aniżeli Twoja)

    OFE nie wolno tego dotykać – więc po co o tym bla-blać. , wspomniałam o derivatives, ponieważ Kartka z podroży denerwowała się, ze Rząd ?wtryniał? obligacje dla OFE, w ten sposób utrudniając ich ?potencjał? na giełdzie, co w efekcie w opinii Kartki , uniemożliwiało im (OFE) wypracowanie lepszych zysków. Napisałam o tym, ze Rząd jest zobligowany (lepiej żeby był) do pilnowania, żeby środki przeznaczone na zabezpieczenie emerytur nie trafiały na rynki spekulacyjne, stąd są restrykcje w jakich obszarach OFE może się obracać. W Ameryce rożne Mutual funds straciły pieniądze emerytów, inwestując w ?zaśmiecone? pakiety.

    Uśmiechnęłam się na wiadomość, ze ?Klara lobbuje za pokerem, kasynem…?. Osoby, które nie czytały mojego postu informuję, ze jest to albo zamierzony sarkazm TO, albo źle mnie zrozumiał. Jest jeszcze możliwość, ze ja nie wyraziłam się wystarczająco wyraźnie. Gwoli ścisłości w tym temacie, jestem zdecydowaną przeciwniczką w/w aktywności. Z gier, lubię szachy, ale grając rzadko, nie jestem w nich za dobra.
    Do pozostałych uwag się nie odniosę, ponieważ wierzę, że jest to sprawa indywidualnego odbioru.
    Pozdrawiam serdecznie

  101. mw pisze:
    2011-03-10 o godz. 22:57

    „Cały konflikt jest o RACJĘ ISTNIENIA PAŃSTWA.
    O to, czy państwo, w formie jaką znamy, ma istnieć, czy ma zniknąć.”

    Ależ oczywiście masz stuprocentową rację!
    O to mi właśnie chodziło w moim, nieco sarkastycznym wpisie wczorajszego wieczoru.
    Wszyscy tu obecni kalkulują, liczą, porównują i ogólnie rzecz biorąc
    oczekują że za 20, 30, 40 lat, świat będzie jakim dzisiaj jest.
    Nikt z dyskutantów, nie bierze pod uwagę czynników nieprzewidywalnych.
    Ziemia, nasza „matuszka”, nieustannie się zmienia – to nie podlega
    żadnej dyskusji. Zmienia się fizycznie, też politycznie (przez nas, robali
    na jej powierzchni). Zmienia się też obyczajowość i socjologia tychże
    robali.
    Jakoś, w gronie tak wybitnych interlokutorów, nikt na te fakty nie
    zwraca uwagi. To właśnie mnie trwoży!
    Telegraphic observer, chłopiszcze bardzo rzeczowe, z dużą dozą wiedzy
    na tematy ekonomiczne ( o zgodności, lub całkowitej niezgodności moich poglądów z poglądami TO, umówmy się, nie będziemy teraz dyskutować), pojmuje świat jako pewien aksjomat, pewnik, który na dzień dzisiejszy winien być odnośnią, szablonem na daleką przyszłość. OK! Ma prawo i może to robić.
    Prawo wolnomyśliciela, jest prawem niezbywalnym! Punkt, kropka.
    Ja jestem zwolennikiem innej „szkoły poglądów” i to też moje
    niezbywalne prawo, podobnie jak Twoje @mw, i wielu, wielu innych.
    Sądzę że wiele dzisiejszych wyliczeń (nie tylko w Polsce, ale i na całym
    świecie), weżmie „w łeb”, ponieważ nikt, ale to dosłownie nikt, nie jest
    w stanie przewidzieć dalszego rozwoju ludzkości, a co za tym idzie,
    również społeczeństw skupionych w dniu dzisiejszym pod szczytnym
    hasłem „Państwo”.
    Nie chcę tu „robić” za rewolucjonistę, jakiegoś drugiego Darwina –
    uwierz mi na słowo @mw – uwielbiam stabilizację, Sicherheit i
    błogostan wstawania rankiem, do rzeczywistości, którą „pożegnałem”
    poprzedniego wieczoru.
    Ale, właśnie to małe „ale” zaprząta mój tok myślenia – co będzie z
    moim porannym „błogostanem”, słoneczkiem na niebie, ptaszkami
    które świergocą, drzewami które się zielenią i powietrzem którym tak
    chętnie oddycham – gdy zmienią się te podstawowe uwarunkowania
    mojego dobrego samopoczucia?
    Czy wyciągnę z annałów programowe założenia cyfrowe naszych i
    innych ekonomistów, i ugotuję sobie emerycką zupę z tychże?
    Czy raczej, jako niedołężny staruch, pójdę po prostu do lasu „uciupać”
    coś mięsnego, bo takie będą uwarunkowania realnej rzeczywistości?
    Brutalne? Prawda? Ale też jak najbardziej możliwe.
    I tu, drogi @mw były moje obawy zawarte w moim wczorajszym wpisie
    u Red. Szostkiewicza.
    „Śpiewać każdy może, jeden lepiej lub gorzej …”, znane słowa,
    znanej piosenki, znanego wykonawcy…
    Jaki będzie ten nasz „śpiew przyszłości”?
    Tego naprawdę nie wie nikt.
    I tego najbardziej się obawiam, mimo zapewnień A.Merkel, D.Tuska i
    wielu, bardzo wielu „macherów” obecnej polityki socjalnej w Europie i
    na świecie.
    Serdeczności przesyłam i …

    Pozdrowionka.
    P.S. Ale Premiera Tuska, na czasy obecne, jak najbardziej popieram!
    „Czarodziejski ptak ułudy”(oryginał: Guido Clemente – pisarz), zdaje
    chyba najlepszy ze swych egzaminów w życiu Polaków.

css.php