Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

13.03.2007
wtorek

Wołodia i Wienedykt

13 marca 2007, wtorek,

Putin nie zaprosił Benedykta do Rosji. Na tym skupiły się nasze media. Ciągle uwiera nas wspomnienie, że Jana Pawła Rosja nie wpuściła. Ale dla Benedykta to nie musi być już takie ważne. Wizytę prezydenta Rosji poprzedziła watykańska sugestia, że Benedykt nie uważa podróży do Rosji za priorytet. Co nie znaczy, że Watykan chce się układać z Kremlem niczym Ribbentrop z Mołotowem. Spotkania z byłym agentem radzieckiego wywiadu nie odmawiał – dwukrotnie – Jan Paweł II, czemu miałby odmówić Benedykt?

Wizyta prezydenta Rosji w Watykanie miała cel polityczny – wynika z oficjalnego komunikatu. Prezydent i papież mogli sobie pogwarzyć po niemiecku, ale nie wyciągałbym z tego wniosków niczym z polityczej randki Putina z Schroederem. Putinowi zależy na poprawie wizerunku swej prezydentury i państwa rosyjskiego i pół godziny w Watykanie to na pewno dla niego korzyść propagandowa. Nie do konsumpcji w kraju, gdzie katolicy to mniejszość, ale w świecie, choć w mediach globalnych takich jak BBC spotkanie nie przebiło się na czołówki. Dla BBC i Agancji Reutera ważniejsze były wydarzenia w Zimbabwe.

Pewna zbieżność poglądów Watykanu i Kremla nie jest wyssana z palca. Putin gra ostatnio kartą antyamerykańską i w Europie, i na Bliskim Wschodzie. Jan Paweł II i Benedykt byli przeciwko interwencji zbrojnej w Iraku, Watykan sprzyja raczej stronie arabskiej w konfliktach bliskowschodnich, z Izraelem nie może wciąż się dogadać w kwestiach majątku kościelnego w Ziemi Swiętej – słowem, bliżej watykańskiej dyplomacji do obecnego kursu Kremla niż Waszyngtonu czy Tel Awiwu.

Są prawosławni duchowni lansujący tezę, że prawosławie powinno zawrzeć antyliberalny sojusz z katolicyzmem. Faktycznie, konserwatyści katoliccy, prawosławni, protestanccy, żydowscy i islamscy dogadaliby się bez trudu przeciwko gejom, lesbijkom, zwolennikom prawa do aborcji i eutanazji czy przeciwko obyczajowej swobodzie jednostki i wolnemu rynkowi idei.
   
Ale znów nie wynika z tego, że Kościół Rzymski dobije politycznego targu z antyamerykańskimi antyglobalistami czy antyamerykańskimi zwolennikami tak zwanego wielobiegunowego świata. Watykan jest na to zbyt ostrożny i zbyt doświadczony. Tak jak nie zmienią się naczelne zasady kościelnej polityki wschodniej wypracowane i wypróbowane w latach zimnej wojny, tak nie zmieni się generalna zasada oficjalnej watykańskiej neutralności w sporach międzynarodowych. Dziś Benedykt przyjął Putina, latem przyjmie Busha i będą mogli pogwarzyć sobie po angielsku. Papież Niemiec jest przede wszystkim Łacinnikiem, cyrylicę i inne alfabety szanuje, ale nie używa.          

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Redaktor pisze:

    „słowem, bliżej watykańskiej dyplomacji do obecnego kursu Kremla niż Waszyngtonu czy Tel Awiwu.”

    Jak to właściwie jest, z tą „dyplomacją Watykanu”, jednocześnie widomym znakiem na ziemi Królestwa Niebieskiego (jak, wyobrażam sobie, traktować Watykan mogą wierni). Głowa państwa, podległa zasadom zupełnie ziemskiej polityki, jest jednocześnie reprezentantem tego, w co wierni wierzą, i jako szafarz (nienegocjowalnych) sakramentów, i jako depozytariusz nieomylności w kwestii doktryny wiary. Jak to wszystko jest pogodzone? I czy rzeczywiście jest?
    Pamiętam, co boskie – Bogu, co cesarskie – Cesarzowi. Ale ekwilibrystyki trochę w tym jest, szczególnie, gdy spotykają się lojalności na „różnych” poziomach.

    Redaktor pisze:

    „Faktycznie, konserwatyści katoliccy, prawosławni, protestanccy, żydowscy i islamscy dogadaliby się bez trudu przeciwko gejom, lesbijkom, zwolennikom prawa do aborcji i eutanazji czy przeciwko obyczajowej swobodzie jednostki i wolnemu rynkowi idei.”

    Czy rzeczywiście tylko konserwatyści religijni dogadaliby się przeciwko?
    To, co nazywamy konfliktem między islamem a Zachodem, a czego najbardziej malowniczym wyrazem była chyba sprawa karykatur Proroka, jest raczej konfliktem kultur: religijnej i laickiej. Jeszcze 250 lat temu „dyskurs” cywilizacyjny prowadzony był całkowicie i wyłącznie jako religijny. Laickie rozumienie rzeczywistości rozwija się dopiero ostatnio. Wywiera też coraz większy nacisk na „kulturowe” status quo (religijne).

    Podstawą konfliktu jest rozumienie wartości: czy są one absolutne, dane, czy stanowione – jako wytwor kultury (jak wszystko inne). To spór, który nie może być zakończony kompromisem, z powodow . . zasadniczych właśnie. I nie ma to nic wspólnego z konserwatyzmem. Oczywiście, w kulturze religijnej są postawy bardziej skłonne do pragmatycznego obchodzenia istoty sporu. Ale kierunek został wyznaczony ćwierć tysiąclecia temu i jedna z tych kultur, religijna albo laicka, będzie musiała ustąpić z politycznej agory publicznej i zadowolić się miejscem w prywatnym sercu (albo rozumie). Fides et ratio czy polityczna poprawność są tylko, wielkiego uznania godnymi, próbami połączenia wody z ogniem.

  2. Czyżby blogowicze „nie chwycili” tytułu? Pusto ciągle. A może przeciwnie, admin. nie może dać sobie rady z nawałem postów?

  3. mw
    Spoko.Bedzie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. MW, bardzo cię cenie za niektóre uwagi, inne niestety wydają się naciągane; tak jak Sarmat wczoraj (nie można będzie nigdy zjednoczyć Europy – podczas kiedy przez znakomitą większość swojej historii Europa była jedna: feudalna i zależna do Watykanu), ty dzisiaj piszesz nietrafnie, że fides i ratio nie dają się pogodzić. Oczywiście że się godzą, konkretne przykłady patrz wiele krajów zachodnich. Ale dają się pogodzić dopiero kiedy obie strony są w stanie zauważyć tę podstawową prawdę, że wierzący nigdy nie zrozumie niewierzącego (bo kiedy zrozumie, natychmiast przestanie wierzyć) i vice versa.
    Trzeba by było sprawdzić ile razy termin „wartość” występuje w tekstach polskich i zachodnich. Okazałoby się że na zachodzie występuje on nieczęściej niż np „obróbka skrawaniem”, podczas kiedy w Polsce wartościami żongluje się ciągle. Dlaczego? Bo jest to jedna z gwarancji jakimi dysponuje prozelityzm katolicki, że wszystko co się w okół nas dzieje będzie odczytywane przez pryzmat interpretacji kościelnej (bo jakie są wartości? Chrześcijańskie!).
    Niestety często w Polsce niewiedza ubiera się w pawie pióra. Nie wiem, jak wygląda tygrys. No i co? To dowod, że tygrysów nie ma!

    Ładna wzmianka gospodarza o możliwości sojuszy antyliberalnego. Bez konkluzji. No bo i co to może dać, jeżeli ważniejsze od spalenia czarownicy będzie zawsze żeby spłonęła na NASZYM stosie…

    Z poważaniem
    Grzes

  6. grzes 14:30

    To prawda: najtrudniejsze jest zaakceptowanie dwóch rzeczy – że nie da się na tym samym poziomie uznać wiary i rozumu (tzn. że nie można obu zastosować do wyjaśnienia tego samego) oraz, że wartości mogą w istocie być wytworem kulturowym, zmiennym i zależnym od kontekstu społecznego, a nie bytem absolutnym, danym raz na zawsze.
    Ponieważ jest to tak trudne do zaakceptowania i przy pobieżnym oglądzie wydaje się nie mieć związku z życiem zwykłego człowieka, więc też i zwykły człowiek nad tym się nie zastanawia albo akceptuje trywialne interpretacje (jak piszesz, albo o tym w ogóle się nie mowi, albo bredzi).
    Tymczasem, sprawa ma znaczenie zasadnicze. Unia Europejska rekomenduje rozumienie wartości w ramach prawa stanowionego, a min. Orzechowski rekomenduje 3 lata dla przeciwników wartości prawa naturalnego (cokolwiek by to nie miało znaczyć). Oraz: papież pisze „Fides et ratio”, a zwolennicy i przeciwnicy ewolucji wieszają to na gwoździu. Coś w tym widać musi być.
    Dzięki za uwagi.

  7. Antyliberalne podłoże to za mało dla jakiegokolwiek sojuszu. Gdyby to była wystarczająca podstawa to ludzie typu Habermasa (wczesnego), Adorno, czy Horkheimera już dawno wpadliby na pomysł z brataniem się taktycznym z rydzykami. W ogóle mam wrażenie, że sojusze „przeciw” są tradycyjnie kruche – doskonały przykład mamy w naszym rządzie. I słusznie AS zauważa, że Watykan jest zbyt mądry, by się w coś takiego wikłać. 2000 lat tradycji robi swoje.

  8. Sojusz antyliberalny ortodoksyjnych duchownych – no, to jest dość przewrotna myśl Autora blogu, ale nie nowatorska. Tak na zasadzie antyliberałowie wszystkich religii (i krajów) łączcie się. Ale to już jest – sojusz skrajnie prawicowych, purytańskich w wymiarze światopoglądowym, neoliberalnym w materii gospodarczej (czyli fundamentalizm rynkowy jak określa taką postawę G.Soros) i skrajnie tradycjonalistycznych w sferze kultury: protestantow, katolikow i wyznawcow religii Mojżeszowej (ortodoksyjnych Żydów) ma miejsce w USA. To „pas biblijny” (tam od kilkudziesięciu lat te skrajnie konserwatywne ruchy współpracują politycznie ze sobą), Moralna Większość J.Falwella itd. Skrajności bowiem się zawsze przyciągają. Zresztą wspólnota fundamentalizmów – katolickiego, prawosławnego, protestanckiego, żydowskiego, islamskiego, sikhijskiego etc – ma jednakowe korzenie – niechęć do modernizmu i wolności osobistych pojedyńczego człowieka. Jak pisze w ostatnim DZIŚ (z marca br) we wspaniałym eseju prof. A.Walicki w Polsce pojęcia liberał i liberalizm po 1989 roku sprowadzono (a w zasadzie sprofanowano) do ekonomii i zagadnień utylitarno-merkantylnych. To nie tradycja Milla, Rawlsa, Rorty’ego czy Russela jest tą która eksponuje tę tradycję, ale wulgarna i woluntarystyczna projekcja a’la Hayek, Ricardo czy szkoły chicagowskiej. I dlatego dano do ręki wszelkim fanatykom i przeciwnikom wolności, demokracji i swobód dodatkową broń do ręki. I nie tylko w Polsce, świat też zachłystnął się po upadku komunizmu światowego tą nową, totalną (w wymiarze i oglądzie) projekcją urządzenia ładu globalnego.
    I jeszcze jedno – religia, każda, jest raczej ze swej natury(to immnentna jej cecha bez względu na szerokość geograficzną czy pochodzenie) niechętna nowinkarstwu, wolności, poszerzaniu zakresu swobody jednostki itd. To jak mówił sławny rabin z Presburga (dziś. Bratysława) Ch.Sofer (1762-1838): „Wszystko co nowe jest przez Torę zakazane”. W miejsce Tory wstawić możemy dobrze Biblię, Wedy, Koran czy Panią Księgę. Wydźwięk i kontekst są te same. Więc takie, polityczne zbliżenia i dywagacje w ogóle mnie nie zaskakują. Co najwyżej można zdziwić się nad naiwnością zdumionych i zaskoczonych tą sytuacją. Pozdrawiam serdecznie.

  9. komerski 21:36

    To nie kwestia wyboru Watykanu. To nie jego aktywne działanie. Struktura Kościoła z natury rzeczy stawia go w ariergardzie wszelkich zmian, więc z natury rzeczy to doń lgną siły zachowawcze, a nie on do nich. Gdzie natomiast 2000 lat tradycji Watykanowi się przydaje, to działania separujące od tych sił zachowawczych, wtedy, gdy oceniane są jako społecznie niepopularne. Zawsze jednak za późno i po czasie (ale nie z watykańskiego punktu widzenia, oczywiście).
    Watykan jest raczej pasywny niż aktywny. Aktywność wiąże się ze zmianą. Nie ma większego zagrożenia dla status quo niż . . . zmiana.

  10. Z tym Adorno to nie jestem pewien… Ale Rydzyk z Żylinowskim mógłby się rzeczywiście zbratać – tyle że na tej samej zasadzie, na jakiej Ribbentrop bratał się z Mołotowem (dokładniej rzecz biorąc, Hitler ze Stalinem). W dłuższej perspektywie nie o bratanie się przecież im chodziło – a wręcz przeciwnie. Więc ja w to bratanie się przeciwko liberalizmowi nie bardzo wierzę. Zwłaszcza że system ten (liberalizm) jest po prostu skuteczny, więc w ideologicznej walce o przetrwanie powinien sobie poradzić – nawet mimo sprzeciwiających mu się „sojuszy”.
    A Benedyktowi prowadzić grę z Putinem na pewno będzie znacznie łatwiej niż papieżowi z Polski… A nuż dogadają się nad głową Rydzyka…

  11. Oj, coś mi się wydaje, panie Adamie, że temat nie zainteresował za bardzo naszych wpisowiczów. Może za mało wiemy, a może nie czujemy bluesa.

  12. Nie widze ostrej granicy pomiedzy ratio i fides, sa to raczej dwa bieguny pola w ktorym egzystujemy. Z gory zaznaczam ze jestem po stronie ratio,
    ale w takim sensie, w jakim kapiac sie przy polnocnym brzegu stawu, wiem ze Zuzie pluskajaca sie naprzeciw, omywa ta sama woda.
    Wiara i rozum usiluja objasnic i uporzadkowac nieznane. Ratio czyni to wedle scislych regul i procedur, fides uklada swiat wedle pomyslow charyzmatykow, tradycji i autorytetow itp.
    Ratio ma wpisany w siebie mechanizm odnowy, stala weryfikacie ustalen, ktore zawsze sa tymczasowe. Fides ,ale uwaga tylko ten konkretny Fides, jest kazda odnowa zagrozony, tym bardzie jesli jest systemem spojnym.
    Odbudowac religie, te i tylko te wlasnie, skorodowana przez ratio jest rownie trudno jak odtworzyc z zupy rybe (nomen omen).
    Niemniej fides w ogolnosci, ma ogromne mozliwosci regeneracyjne. z resztek zupy, ze zdekonstruowanych starych mitow, z wyrwanych z kontekstu elementow ratio, ze „snow” buduje nowy system ktory spelnia oczekiwania i wyjasnia. To jest jak perpetum mobile.
    Ratio i fides walcza w nas samych. Wielu „zolnierzy” ratio kieruje sie w swej walce fides. „Kaplani” fides odwoluja sie do ratio.
    Ci ktorzy w imie wiary chca ubezwlasnowolnic ratio, i na odwrot ,sa jak ci co „znosza pole”, likwiduja bieguny. Bez tych biegunow nie dziala zadna busola, nikna „wartosci”. Bez napiecia miedzy wiara i rozumem ustaje wszystko czym zyjemy: nie dziala gospodarka, ginie sztuka, gry milosne zastepuje permanetny orgazm czyli banal.
    ————————————————
    Wybaczcie widoczna zadyszke i wynikajacy z niej „wysoki ton” wypowiedzi.
    Niech usprawiedliwieniem bedzie ze na spacerze do Obserwatorium Astronomicznego UJ przez Salwotor i Lasek Wolski gonil mnie Smok Wawelski, a na nim siedzial Giertych z Orzechowskim.Musialem szukac schronienia u Kamedulow.

    pozdro

  13. dana 1 o 13:49

    to już tak jest: najtrudniej mają głęboko wierzący, którzy są „po stronie ratio”.

  14. Do dany1,
    Ciekawe.
    Pytanie- czy widzisz płaszczyznę porozumienia między wiarą i rozumem?
    Pozdrawiam-BM

  15. MW, zgadzam się, oczywiście.
    Ale…
    Ale Watykan nie ma 2000 lat. Od kiedy można mówić o jego polityce zagranicznej pewnie powiedzą nam specjaliści. Natomiast przed 8 wiekiem na pewno nie.
    Ta drobna uwaga jest jak najbardziej na temat. Niestety różnica między fides i ratio, choć w teorii możemy o niej porozmawiać, w praktyce oznacza, że wszyscy (bo wszyscy są mniej lub bardziej katolikami) przełkną jako rzecz naturalną te 2000 lat.
    I o tym mówiłem. Nie mam nic przeciwko katolikom i kościołowi jeżeli, tak jak w Europie, dotyczy to wiary dużej części społeczeństwa. Niestety w Polsce mamy konsensus absolutnej tolerancji wobec wszystkiego co mówią wierzący. Nie wolno tego krytykować, jest to jakoś „nieeleganckie”.
    Moim zdaniem państwem powinno rządzić prawo. Prawo uwzględniające wolność wszystkich obywateli, czyli stojące powyżej religii. Prawo to powinno zagwarantować wolność wyznania i stanowić w granicznych przypadkach dotyczących ochrony życia (np świadkowie jehowy przeciwstawiają się transfuzjom krwi).
    Z poważaniem
    Grzes

  16. Cigle chyba gnebi nas czkawka po dlugich latach pontyfikatu JPII i nam, Polakom wydaje sie, ze Watykan jest politycznie znaczacym osrodkiem, a papiez, choc juz nie Polak, ciagle jest liczacym sie uczestnikiem gry miedzynarodowej, ktory, poprzez audiencje i zwiazna z nimi nasza polsko-papieska aure, rozdaje splendory (zeby nie powiedziec: blogoslawienstwa), bez ktorych zaden polityk w dzisiejszym swiecie obyc sie nie moze.

    Rzeczywistosc jest chyba troche inna, i dlatego nie dziwi mnie, ze wizyta Putina w Watykanie miala tylko i wylacznie wydzwiek protokolarny i medialny, ale pozostala ona bez zadnych znaczacych reperkusji politycznych.

    Bardzo ostroznie podchodze do analiz wyolbrzymiajacych role Watykanu w dzisiejszych stosunkach miedzynarodowych, szczegolnie w odniesieniu do krajow typu Rosja czy USA.

    Zastanowmy sie co tak naprawde moze papiez wobec rzeczywistych interesow, jakie scieraja sie dzis w stosunkach miedzynarodowych. Moim zdaniem niewiele, nie zaleznie czy to JP II czy B16.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  17. Oczywiscie. Uroszczenia wierzacych by religia byla traktowana przez innych jako cos wyjatkowego, a nie jak jedza z postaw, pogladow czy ideologii, uwazam za niesluszne.
    BM
    Tak widze. Porozumienie nie moze byc totalne, bo wtedy przestaje byc porozumieniem.

  18. grzes 19:57

    Oczywiście, to, co napisałem należy rozumieć: ” 2000 lat tradycji [KOŚCIOŁA] Watykanowi sie przydaje”. Wiem, że to nie Watykan ma 2 tys. lat, a Kościół. Ale przy szybkim „blogowym” pisaniu nie zawsze to, co w głowie, pojawia się na ekranie.

  19. Grzes
    „podczas kiedy przez znakomitą większość swojej historii Europa była jedna: feudalna i zależna do Watykanu”

    Tak w pewnym momencie sredniowiecza byla „jedna Europa”.
    Byla to Europa elit ktore laczyl jezyk i kultura. Ale zaleznosc (polityczna) od Watykanu?
    Mysle ze u podstaw Europy, jej specyfiki i oryginalnosci, obok innych czynnikow, nalezy uwypuklic starcie Papiestwa
    z Cesarstwem.
    Rozciagniety na wieki spor, ktory zaowocowal tym ze wladza polityczna nie zostala w Europie (lacinskiej) utozsamiona z wladza religijna.
    Reformacja i wynikajace z niej upanstwowienie kosciola przyszlo zbyt pozno i zbyt szybko zostalo „uniewaznione” przez Oswiecenie.
    Oczywiscie byl Innocenty i inni, ale to byly tylko proby.
    Nie stalismy sie tacy jak Bizancjum, jak III Rzym, jak Kalifat, czy Chiny.
    Nie pisze ze lepsi, pisze inni.

  20. Do dany1. i chcących się przyłączyć do dyskusji.
    Cieszę się, że odpowiedziałaś. Jeżeli dobrze zrozumiałem masz na myśli rozsądny kompromis. Ale mnie chodzi o coś więcej. Z Twojej inspiracji zajrzałem na stronę Wikipedii i przeczytałem (oddaję myśl własnymi słowami), że papież Jan Paweł II napisał w jednej z encyklik odnosząc się do wiary i rozumu. Nie ma żadnej sprzeczności. Wira pochodzi od Boga i Rozum pochodzi od Boga i są zjednoczone w człowieku też pochodzącym od Boga, wzajemnie się wspierając. To powiedziął AUTORYTET w odniesieniu do niepojętej transcendencji. Nie śmiem tego podważać i wchodzić w to co widzialne czy niewidzialne. Moim punktem odniesienia jest Ziemia, Polska, telewizja i ziemskie autorytety.Załóżmy, że jestem ochrzczony, komunia, bierzmowanie i jestem leniwym członkiem parafii. Rozpaczliwie szukam punktu odniesienia z mojego miejsca obserwacji i w odniesieniu do mojego rozumku przeciętniaka. Patrzę- jest pan Bartoszewski. Naprawdę wspaniała postać i naprawdę go szanuję i lubię, nie śmiem powiedzieć kocham bo jestem mężczyzną i mogę być posądzony o niewłaściwą orientację. Obaj jesteśmy wystarczająco starzy aby taką optykę wykluczyć. Słyszę ocenę- stan wojenny- niepodważalna zbrodnia na narodzie.
    Dotąd miałem wątpliwości. Nie jestem zwolennikiem stanów wojennych. Z tym każdy ma własne doświadczenia. Ale uwierzyłem mu. Była zbrodnia są zbrodniarze a szefem tych wszyskich zbrodniarzy jest Jaruzelski. Nie lubiłem o. Rydzyka. Teraz zaczynam go lubić to on ma rację. No bo jak inaczej śmiałby mieszać Prezydenta z błotem. (Nie wchodzę w szczegóły z czym go zmieszał). Biskupi też jakby niepewni. Tak- o. Rydzyk ma rację!! Trzeba go poprzeć, organizuję manifestację. Wspiera mnie cała drużyna. Tysiące drużyn. Niepewni dołączają do nas, ze strachu, z euforii. Jaruzelski już raz dostał kamieniem, ale czy to jest zadośćuczynienie. Prezydent i premier są za karą śmierci, nie mają wątpliwości, Unia? A co nam unia. My mamy wsparcie Wielkiego Brata z Bombą, którego ochronimy tarczą. Kryzys, zbiera się rada biskupów z rządem. Nie mają pewności. Posiadający MOC Wiary wiedzą. Jest rozwiązanie. Referendum. Zapytajmy tłumu. Z nimi jest MOC> TEŻ wrzeszczę- zabić…….zabić. Wątpiący umywają ręce. Tłum wybrał. Jak to zrobić. Proste- kamienie. Do dołu z nim, rozebrać, niech go boli, pirwszeństwo mają ci autentycznie skrzywdzeni, za nimi najbardziej zajadli. niektórzy nie chcą. Przystawić im po cichu pistolet, zobaczymy czy tacy twardziele. Niech odpowiedzialność się rozleje. Drażni tłum, milczy, zaciska zęby, jest żołnierzem, Koktail mołotowa- wreszcie wyje. Hymn- polska, polska ponad wszystko.
    Odpowiednie werble i muzykę sobie dobierzemy. Co tam jakieś sentymentalne rubiki.
    Wreszcie koniec. My przeciętniacy możemy pójść na piwo z kiełbaskami a oficjele pójdą na zakrapianą kolację
    Podchmieleni pójdą do łóżek i wspomną jedną nirządnicę jakby to miło ją przytulić. (wulgarność i knoty ortograficzne zamierzone).
    Mnie piwo i kiełbaski nie smakowały. Usprawiedliwiam się swoją przeciętnością. Nie znam tak dobrze historii sprzed 2000 lat. Raz w życiu uwierzyłem wspaniałemu człowiekowi, który być może raz w życiu zachłysnął się swoją wielkością.
    A teraz pytanie do Ciebie Dano i do Pana Adama. Czy można bezgranicznie ufać człowiekowi? Czy możliwy jest kompromis między Wiarą i Rozumem na poziomie transcendencji? Pan Adam ma ogromną wiedzę i niezliczone kontakty wśród osób duchownych. Przywołajcie do stolika ludzi szeroko pojętej nauki. Nie wołajcie tylko Wierzejskiego. Ten już wie wszystko. Przepraszam Panów Jaruzelskiego i Bartoszewskiego. Do obu Panów żywię głęboki szacunek za Ich drogę życiową. Nie szukajcie podtekstów. Mam dwie skrzynki. Jedną na neostradzie, ale tam przychodzi tyle spamu, że nie nadążam odbierać. Drugą na wp znacie. Login tajagent to mieszanina przekory i przypadku. Nie chcę błysków reflektorów, kamer itp itd.
    I tak nie wiem czy mi uwierzyliście, ale to już Wasze zmartwienie. Pozdrawiam-BM

css.php