Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

4.02.2011
piątek

Schetyna, Grabarczyk, Tusk: kto rządzi PO?

4 lutego 2011, piątek,

Na fali zmęczenia Platformą mnożą się spekulacje o podziałach w przywództwie tej partii. To normalne pod koniec kadencji i w roku wyborów parlamentarnych. Ale chyba w tych plotkach więcej pobożnych (częściej raczej niepobożnych) życzeń niż substancji. Możemy różne rzeczy zarzucać partii Tuska, tylko nie brak instynktu samozachowawczego.

Innej Platformy nie będzie niż ta z Tuskiem na czele. Tym bardziej jeśli wygra wybory, a myślę, że wygra. Schetyna jest graczem zakulisowym, nie ma charyzmy Tuska. Został przez premiera upokorzony w związku ze sprawą ustawy hazardowej, ale to mu zostało osłodzone fotelem marszałka Sejmu. Skrytykował premiera – moim zdaniem pochopnie – za zwłokę w publicznej reakcji na raport MAK, ale wycofał się rakiem z tej przygany, zacisnął zęby i wrócił na swoje miejsce w szeregu. Ma większy potencjał polityczny niż minister Grabarczyk, wie o tym i sądzę, że do wyborów już się od linii Tuska odcinał nie będzie.

Grabarczyk jako następca Tuska to dziś jeszcze mniej realne niż premier Schetyna.
Dopiero po wynikach wyboru sprawa walki o sukcesję po Tusku może nabrać kolorów. Ale znów: jeśli Platforma uzyska powyżej 40 procent, Tusk jest niezagrożony i tylko od niego będzie zależało, czy i kiedy ustąpi (a zdeklarował, o ile dobrze pamiętam, że ustąpi po ewentualnej drugiej kadencji).

Tusk należy do polityków dostrzegających tendencję europejską: że podziały na lewicę i prawicę w głównym nurcie polityki demokratycznej są coraz mniej czytelne społecznie i coraz mniej pasują do realiów XXI w. Na czoło wysuwa się inny podział: na populistów i technokratów, a do władzy dochodzą ci, którzy umiejętnie potrafią połączyć jedno z drugim. Tak żeby nie przechylić się w żadną stronę, a kontrolować centrum i podbierać ze skrzydeł sceny polityczno-wyborczej.

Populizmu nie lubię i Tusk populista mnie drażni. Ale technokratyczny pragmatyzm cenię – i nie mówcie o wizjach i wartościach, pragmatyzm to też wartość, w polityce kluczowa – i dlatego Tuskowi te jego populistyczne wyskoki wybaczam. Trudno, jest jak jest, Tusk rules the waves.

Do znudzenia powtarza się dziś, że PO to tylko partia władzy, której nic więcej niż władza nie interesuje i że poparcie zawdzięcza tylko strachowi przed powrotem Kaczyńskiego do władzy. Myślę, że to nonsensy. Mamy taką scenę polityczną, jaką mamy. Póki nie pojawi się nowe pokolenie polityków, nowe wyborcze rozdanie kart, naprawdę zmieniające układ sił i preferencji, jest dobrze dla spraw publicznych w Polsce, by Platforma utrzymywała się u władzy. Nawet jeśli nie zmienia kraju tak szybko i głęboko, jak powinna.

Polityka jest przecież sztuką robienia tego, co możliwe. A obawa przed PiSem jest nadal uzasadniona, o czym szybko byśmy się przekonali pod rządami PiS-SLD-PSL. To ja wolę drugą kadencję premiera Tuska.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 153

Dodaj komentarz »
  1. Panie Adamie
    Napisał Pan – „…Do znudzenia powtarza się dziś, że PO to tylko partia władzy, której nic więcej niż władza nie interesuje i że poparcie zawdzięcza tylko strachowi przed powrotem Kaczyńskiego do władzy. Myślę, że to nonsensy.” Ale Pan nie uzasadnił dlaczego to są nosensy. A nawet wbrew wlasnej ocenie („nonsensy”) Pan się z tym zgodził pisząc dalej – ” Mamy taką scenę polityczną, jaką mamy. Póki nie pojawi się nowe pokolenie polityków, nowe wyborcze rozdanie kart, naprawdę zmieniające układ sił i preferencji, jest dobrze dla spraw publicznych w Polsce, by Platforma utrzymywała się u władzy. Nawet jeśli nie zmienia kraju tak szybko i głęboko, jak powinna.” Tak więc potwierdził Pan wbrew wcześniejszej ocenie, że to tylko partia wladzy istniejąca z tzw braku laku. To coś na kształt wybieranej okresowo przez powodowaną strachem wyborczą mniejszość tymczasowej administracji tego rozgorączkowanego chorobowo kraju. I z taką oceną się po częsci zgadzam. Z wyjątkiem fragmentu, że to „jest dobre dla spraw publicznych w Polsce”. Moim zdaniem owa leniwa czy trwożna inercja Platformy, ktorą pan też zauważa, po prostu szkodzi Polsce. Tyle, że mniej niż w przypadku pis-u.
    Nie ma co dorabiać do Platformy jakiś ideologicznych uzasadnień. Ludzie głosując na nią – często ze wstrętem – wybierają po prostu mniej dotkliwy przebieg choroby. Co zresztą dla ludzi z Platformy nie ma najmniejszego znaczenia, bo to przecież partia wladzy, ktorej celem jest władza sama w sobie a nie jakieś reformy i zmiany. Co oni mają zmieniać? Przecież jest im dobrze. Dzielą się przecież z nami co dzień swoim dobrym samopoczuciem. I takich dobrych humorow im zyczę w najbliższych miesiącach. Niech się nimi z ludźmi dzielą jak dotąd – powodzenia!
    Pozdrawiam

  2. A czy jest jakaś alternatywa ? NIE MA ! Wobec tego trzeba jeszcze raz zagłosować na PO ! ….żeby przypadkiem nie obudzić się ponownie w koszmarnej IV ,a może V RP !

  3. Rzadzi wyborca a Tusk jest dobrym politykiem ktory umiejetnie lawiruje miedzy slupkami popularnosci i technokratyczna maszyna.Tylko co z tego maja Polacy:malo reform,konformizm i swiety spokoj.Czas na zmiany i to w kazdej dziedzinie,zapyziala Polska niech zmieni swoja buzie na happy face.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. felieton z Dziennika Związkowego /Chicago/

    Pogoda i polityka w 2011 roku
    Pogoda i polityka zdecydowanie dominują w mediach. Dziwactwa pogodowe zaczynają przewyższać ekscesy polityczne w różnych częściach naszego globu. O ile łatwo wskazać, na użytek mediów, inspiratora wybryków politycznych, to wskazanie winnego anomalii pogodowych jest coraz trudniejsze, a może wręcz niemożliwe.
    Z perspektywy ostatniej burzy śnieżnej w Chicago, trudno za to winić globalne ocieplenie, które dawniej było tematem politycznym, bo lokalnie możemy obserwować tylko lokalne ochłodzenie. Polityka i pogoda rywalizują ze sobą w okresach kryzysów ekonomicznych. Pogoda pozornie jest tematem bezpiecznym. Jednak na psikusach pogodowych przewiózł się niejeden polityk, a nagłe załamanie pogody i występujące przy okazji niewygody, wyniosły do władzy wiele ekip politycznych z obozu opozycji. Pogoda w rozpoczynającym się roku 2011 zaczyna budzić niepokój pod każdą szerokością geograficzną. Ogromna Australia istniejąca bezpiecznie na antypodach doświadczana jest w tym roku szczególnie dotkliwie. Po katastrofalnych powodziach szaleje tam teraz cyklon.
    W Polsce, dalej polityka jest „prymusem” w peletonie spraw dyskutowanych w mediach. Sprawa smoleńska pozostaje tematem numer jeden i jest odmieniana we wszystkich możliwych konfiguracjach. Słabnie liczba wyznawców teorii zamachu, ale zbliża się rocznica tego tragicznego wypadku i wraca jak bumerang sprawa nadzoru nad tymi uroczystościami. Kto ma te uroczystości organizować i które z tych uroczystości będą bliskie sercu opozycji, a które będą rządowe, czyli podejrzane ?
    Na tle tego co się dzieje w Egipcie i na całym bliskim wschodzie, to polskie spory wydają się dyskusją literacką między romantykami a pragmatykami. Jednak wydarzeniem politycznym jest wywiad jaki udzielił Jarosław Kaczyński dla Onet.pl. Z prezesem PiS rozmawia Jacek Nizinkiewicz. Wywiad ten jest obszerny i dotyczy wielu spraw, które wydarzyły się po katastrofie smoleńskiej. Na pytanie,czy „zakłada pan, że mogło dojść do zamachu ?”. Jarosław Kaczyński odpowiada: – „Nie zakładam, ale wiem, że prokuratura wśród badanych wersji przyjmuje i tą. Nie widzę powodu, dla których z góry miałbym wykluczyć wersję zamachu, ale nie mam też dowodów, że do zamachu doszło”. W tym wywiadzie sprawa smoleńska stanowi poważną część rozmowy prezesa PiS z dziennikarzem Onet.pl. W dalszej części wywiadu dziennikarz zadaje prezesowi PiS pytanie wyrażone w formie sugestii : „Ziobro jest nr 2 w PiS ? Ma szansę zostać pańskim następcą ? ” Jarosław Kaczyński odpowiada: „Nie przepadam za takim numerowaniem w którym lubują się media. Powiem tylko, że gdy nie mogę przewodniczyć obradom Komitetu Politycznego to zastępuje mnie wiceprezes Adam Lipiński . To Adam Lipiński jest nr 2 w PiS”. Na pytanie :”Czy mógłby pan zawrzeć koalicję z PO ?” Jarosław Kaczyński odpowiada : „Nigdy nie mów nigdy. Wykluczam tylko SLD”. Zachęcam do przeczytania tego wywiadu, który dostępny jest na stronie internetowej Onet.pl.
    Mnie zasmuciły inne informacje o których możemy się dowiedzieć w internecie. W wyborach jesiennych nie zamierząją startować prominentni politycy PiS, którzy są obecnie europosłami. Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro chcą dotrwać do końca tej kadencji jako europosłowie, co wiążę się ze wspaniałą emeryturą. Utrzymanie się na pozycji europosła przez dwie kadencje to prawdziwe emerytalne Eldorado. Ciekawe jakie decyzje podejmą europosłowie z innych partii mających swych przedstawicieli w Brukseli. W tej dyskusji wewnętrznej między romantyzmem a pragmatyzmem polskich posłów, wygrywa przeważnie pragmatyzm. Można udawać, że Unia Europejska jest „be”, ale emerytura europosła jest prawdziwa. Jak politycy nie potrafią stworzyć warunków aby emerytury polskie były przyzwoite, to przynajmniej dla siebe potrafią zadbać o „godną” ich emeryturę. Tak to wygląda polityka od podszewki.
    Ani pogoda , ani też polityka nie zapowiada się w tym roku pogodnie. Pogoda jest jednak tylko dla bogaczy.

    3 lutego 2011
    http://www.wojciechborkowski.com

  6. Uff, następny redaktor biegający wokół swego ogródka.
    Nie macie już co państwo pisać (patrz Passent, Paradowska), to krążycie wokół własnych teorii lepiej lub gorzej, broniąc ich do opadłego, byle bronic.

    I razem z całym chórem Wyborczych, Wprost, Polityki radiem i telewizja popieracie to, co popierać się rozsądnie nie da, ale według was, trzeba. Byle bron boże PiS nie doszedł do władzy, byle nie stracić pozycji, którą się przecież ma w bieżącej rzeczywistości

    Pisanie i to wprost, ze PO to partia tylko władzy i nic więcej, to czego chcieć więcej, by dowalać jej ile tylko można, bo taki rzad, to po prostu nierząd jest.

    Juz teraz nawet w Afryce ludzie czuja i wiedza to, co my wiemy już od dawna, ale teraz oni są awangarda w dopominaniu się swego.

    Czy Polska to naprawdę będzie Afryka?
    My pokazalismu już przeszło 30 lat temu Światu, jak wygląda pokojowy protest wobec zniewolenia rządem dla siebie samego. Inni po latach idą naszym śladem.

    A co my? Patrzymy na efekty naszej solidarnościowej rewolucji i bronimy jej do upadłego.

    A to z tamta rewolucja nie ma nic wspólnego. Ale to już inny temat

    http://afrykaweuropie.net/2011/01/23/afryka-w-europie/

  7. Nie Kartko, to nie chodzi tylko o to, że ludzie wybierają łagodniejszy przebieg choroby. Polska scena polityczna jest po prostu uboga w indywidualności, ja nie widzę nikogo, kto mógłby zostać premierem, z Komorowskim włącznie.

  8. O tak, Tuska ma wpadki, jak kazdy, ale pokazal, ze jest politykiem odpowiedzialym, twardym i skutecznym. Samo przeciwienstwo bolszewicko-nacjonal-socjalizmu Kaczynskiego. Kaczynski kojarzy mi sie z Hitlerem i Stalinem razem wzietymi. PiS jest najgorsza z mozliwych partii dla Polski. Wole PO. Chocby nie robila nic, a jej ludzie zaplatali sie w kolejne afery hazardowe. Afera hazardowa to pikus przy aferze braci Kaczynskich.

  9. Mówiono, że to partia cyników. Niechby cyników ale inteligentnych. Ale i tego nie widać. Bardziej partia niechlujów, a czyn Schetyny wycofujący z Trybunału Konstytucyjnego skargę wobec bezprawiu komisji ubogacającej kościół to jest czyste draństwo i wyrachowanie. Sam fakt upartyjnienia tego Trybunału dyskwalifikuje tę partię. Platforma jest na trwale związania z PiSem, a nierozerwalnym węzłem partie te łączący jest IPN, wspólne ich dzieło i służalczość wobec kościoła. Wszystko należy robić aby obie zniknęły i ślad po nich zaginął..

  10. Dla mnie najgorsze jest to, że Tusk rzadzi pod dyktando Kaczyńskiego.
    Nie zrobi nic co mogłoby wkurzyć Kaczora – wręcz się podlizuje (Święto Żołnierzy Wyklętych) Ludzi tych łączy przedziwna zależność. I to ciagłe licytowanie się z Kaczyńskim, na patriotyzm, czy kto skuteczniej ustawi ruska w szeregu – żenujące! Dlatego odpuszczę sobie wybory, bo głosujac na PO, to prawie to samo jak głosowanie na PIS. Partie te, chociaż walczą na śmierć i życie, to walka ta, napewno nie toczy się o idee, tylko o władzę. Ażeby dojść do takich, a nie innych wniosków, wystarczy przypomnieć sobie jak te partie głosowały w przeszłości. I porównać oszołomionych członków PIS, z oszołomami z PO – których, wbrew pozorom w PO pod dostatkiem. I niestety to oni dyktują warunki.

  11. Szanowny Panie Redaktorze:

    Myślę, że nie dał się Pan zwieść „literackim” manipulacjom Kartki (22:18 wczoraj), który zarzuca Panu wypisywanie „nonsensów”.

    Pana ubolewanie, że twierdzenie iż Tusk „poparcie zawdzięcza tylko strachowi przed powrotem Kaczyńskiego do władzy to nonsens” wcale nie staje się samo (jak twierdzi Kartka) nonsensem w świetle Pańskiego wyjaśnienia, że „dobrze dla spraw publicznych w Polsce, by Platforma utrzymywała się u władzy. Nawet jeśli nie zmienia kraju tak szybko i głęboko, jak powinna.”

    Zrozumienie, że mimo nawet „nie tak szybkich i głębokich, jak powinny być, zmian kraju”, w obecnej chwili uzasadnione jest trwanie rządów PO nie musi wcale byc równoważne z lękiem przed powrotem Kaczyńskiego do władzy. To byłby tylko „marker”, znacznik czegoś znacznie poważniejszego: znaczących niepokojów społecznych, cofnięcia nas w tej sytuacji na drodze ku europeizacji, powiększenia nierówności społecznych (w wypadku forsowania przez Tuska „reform” proponowanych przez radykałów) albo komunalistycznego egalitaryzmu (w wypadku przejęcia władzy przez „koalicję” słabszych partii, walczących populistycznymi metodami o przychylnośc mas), obostrzenia w sferze praw i wolności obywatelskich, ujawnienia się podskórnie żywych resentymentów społecznych z towarzysząca im agresją i kryminalizacją itd, itp.

    Sądzę, że właśnie te niebezpieczeństwa ma Pan na myśli, decydując się poprzeć Tuska i Platformę „taką, jaką ona jest” i rozumiejąc, że „póki nie pojawi się nowe pokolenie polityków” (a więc, jak – mam nadzieję – sądzi Pan – nowe pokolenie w społeczeństwie, bo to z niego przecież wywodzą się politycy; nowe pokolenie o innych potrzebach, o innym rozumieniu sytuacji i motywacji, o innym statusie i wykształceniu, o innych możliwościach) – w tym społeczeństwie, „takim, jakie ono jest” – polityka Tuska i PO jest najbliższa optymalnej.

    Dlaczego Kartka, czlowiek przecież inteligentny i (jak zauważają komentatorki) wrażliwy – zdaje się tego nie rozumieć? Odrzucam kąśliwość z pierwszego zdania, gdzie napisałem, że Kartka manipuluje. Nie, on rzeczywiście nie rozumie.
    Dowód?
    Kartka pisze: „MOIM zdaniem owa leniwa czy trwożna inercja Platformy, (…), po prostu szkodzi Polsce.” (podkr. moje). Kartka utożsamia SWÓJ pogląd na rzeczywistość społeczną z tym właściwym, co więcej, z tym, jaki ma większość. Egocentryzm i megalomania. Kolejne wybory w Polsce, kolejne wyniki sondaży i ankiet, dane na temat majętności (a raczej jej braku) i wykształcenia (miernego) Polaków, świadomość niezwykłego oporu Polaków wobec reformistycznych zapędów, oporu wynikającego z ich sytuacji materialnej, przyzwyczajeń kulturowych i doświadczeń historycznych, wreszcie twarde dowody wskazujące na dysproporcje miedzy stanem posiadania państwa a zakresem jego obowiązków socjalnych i publicznych – dowodzą wyraźnie, że każdy gwałtowniejszy ruch byłby niezwykle niebezpieczny. Nie dlatego, że Kaczyński (jak nie on, to znajdą się tysiące takich samych, już przebierają niecierpliwie nogami). Ale dlatego, że wytrzymałość społeczna w kraju od ponad 20 lat nieprzerwanie burzącego to, co zna, i budującego od podstaw, jest struną bardzo już napiętą.

  12. Kartko,

    nie z braku laku, tylko to młode pokolenie jest chyba jeszcze w szkole. Nigdzie na świecie nie ma aż tak dużego wyboru partii politycznych, żeby było dla każdego coś miłego. A nawet gdyby – nie prowadziłoby to do nikąd, czyli rozproszenie głosów prowadzi do impasu. Kraj musi być rządzony. Platforma robi to nieźle, tylko niestety ma fatalną politykę informowania mediów i wyborców o swoich poczynaniach.

    Wydaje mi się, że media powinny sobie zadać więcej trudu i przedstawiać dokładnie, co rząd robi, a nie tylko krytykować, co uznają niestety za swoje pierwotne zadanie. Tylko że czytelnik odbiera to jako krytykę totalną i zaczyna nienawidzić swojego rządu i swojego państwa.

    Może warto by zdać sobie z tego sprawę, że w Polsce sympatia do własnego państwa musi dopiero zostać wypracowana. Jak ludzie od 200 lat przyzwyczajeni do obcych rządów mieliby nagle, w ciągu 20 lat pokochać swoje państwo? Kiedy honorem zawsze było działanie na szkodę państwa?

    To wszystko należy już do zakresu psychologii i psychologii społecznej, jest jednak niemniej ważne. Niebezpiecznie jest w roku wyborczym o tym nie pamiętać

    Zwłaszcza, że PIS ujeżdża konia patriotyzmu i polskości, na co Polaków zawsze można wziąć. Polacy prędzej pokochają patriotów niż technokratów.

    Wielkie zadanie mediów w Polsce polega więc na wniesienie wkładu w wychowanie społeczeństwa nowoczesnego, co zawiera w sobie także nowoczesny patriotyzm.

  13. Szanowny Panie Redaktorze, ładnie to tak ludzi straszyć? Chyba Pan sam nie wierzy w to co napisał? Koalicja PiS-SLD-PSL? Wolne żarty.
    Ja wiem że w tym pięknym kraju politycy mają baaardzo krótką pamięć, ale samobójcami nie są. Jaki charakter ma Największy Prezes Wszystkich Czasów to zdążył się już przekonać każdy. Mały mściwy………. 😉 Gdyby teraz dorwał się do władzy to więcej jak pewne, że każdy kto mu się naraził (czyli kto nie jest z PiS) wylądowałby za kratkami. A Antek Policmajster i minister Prawa i Sprawiedliwości ksywa „Zero” dowody by znaleźli 🙂
    A SLD? Przypuszcza Pan że już zapomnieli o ś.p. Barbarze Blidzie? PSL? Są cwani, ale nie są głupi.
    Jeżeli chce Pan zapewnić wzrost poparcia dla PO, to powinien Pan wymyślić bardziej przekonującą bajkę 🙂 Bo samo straszenie powrotem PiS do władzy to już trochę za mało.

  14. Kartce, polecam znakomity artykuł w ostatniej Polityce „Rozważni i romantyczni” pióra J. Baczyńskiego.
    Będzie miał odpowiedź na wszystkie pytania.
    Chyba, że posiadł wszystkie rozumy, a to już co innego.

  15. Wczoraj wieczorem w tv widzialam Merkel calujaca Tuska ,
    ona go nie powitala ,ona go po prostu obcalowala .
    Czy ktos cos wie na ten temat ?
    / byly to wyrazy wspolczucia z powodu Kaczynskiego ,czy jednak interes gospodarczy? niemcom brak ludzi;niemiecka dokladnosc z polska fantazja ?/
    Albo Sargozy sie ostatnio nie spisuje ,to musi miec Jakies porzadnego ;Zapatero nie moze calowac ,Cameron sie nie da..
    Czy ktos cos wie na ten temat ?

  16. Byc moze nie trzeba w jednym artykule mieszac tego, co dzieje sie wewnatrz
    Platformy z szerokim kontekstem politycznym, w jakim dziala w tej chwili PO. Tytul sugeruje, ze spory wewnatrz Platformy stanowia temat zasadniczy, i tego sie trzymajmy. To temat bardziej ciekway niz epicki pojedynek PO kontra reszta swiata. Czyli klincz z jego wszystkimi ramifikacjami, w tym z rozterkami zdesperowanej (oraz wystraszonej) czesci elektoratu.

    Wydaje mi sie, ze w sytuacji, gdy linie podzialow w lonie danej partii zaczynaja byc wyrazne i grube, jedynym wyjsciem jest kongres nadzwyczajny partii oraz poddanie sie szefa glosowaniu delegatow na kongres, celem oceny stopnia poparcia dla szefa partii. Wielu kierujacych partia wyznacza sobie prog procentowy, ponizej ktorego ustepuja, co otwiera drzwi do wyborow wewnatrz partyjnych. Widzialem szefa pewnej partii, ktory ustapil przy poparciu ponad 75%, co bylo raczej gestem przesadzonym, nie mniej uzasadnionym przez przerosnietym – jak sie okazalo – i niedokarmionym ego szefa.

    Tusk byc moze powinien postapic podobnie. To wymaga odwagi, ale tez nie wydaje mi sie, zeby Tusk nie byl w stanie otrzymac solidnego poparcia ze strony swej partii, a otrzymawszy je, dopiero wtedy rozprawiac sie z dysydentami, ktorzy byc moze marza o wykopaniu Tuska i o przejeciu steru w PO, ale tez powinni oni poddac swe marzenia konfrontacji z rzeczywistoscia partyjna (mam na mysli glosowanie nad votum zaufania dla szefa), co czesto dziala jak zimny prysznic, ustawia w szeregu, a jednoczesnie pozwala zapobiec bolesnym, arbitralnie narzuconym odejsciom z partii, i zasilaniu szeregow innych partii dysydentami. Nawet jesli wielu z nas nie bedzie plakac za strata Gowina, to jednak z punktu widzenia PO lepiej trzymac te bestie polityczna (i zwiazanych z nia ludzi) na wlasnym lancuchu niz miec jako przeciwnika na uslugach konkurentow politycznych z zewnatrz.

    Partie demokratyczne (a taka jest PO) nigdy nie beda stanowic monolitu. Cala sztuka kierowania nimi zasadza sie w zdolnosciach do rozladowywania napiec, rozbrajania potencjalnych min, a do tego trzeba odwagi, zeby zdecydowac sie na krok, ktory spowodowalby utrate impetu przez frakcje aspirujaca do przywodztwa w lonie partii. Wydaje mi sie, ze Tusk otrzymalby swoje solidne poparcie ze strony delegatow, i w ten elegancki i demokratyczny sposob zalatwilby swoich oponentow. Daleko bardziej elegancki i demokratyczny niz zakulisowe czystki partyjne w wykonaniu plutonow egzekucyjnych ora podjazdowe podszczypywanki.

    Pozdrawiam

  17. „Innej Platformy nie będzie niż ta z Tuskiem na czele.” Niby tak, ale i nie. Platforma obywatelska jest ciekawą propozycją partii „bezideowej”. Ostatni wyraz wziąłem w cudzysłów, bo dla mnie piękną ideą jest realizowanie projektów zmierzających do nowoczesności i normalności. Jak historia pokazała, nie ma nic gorszego od forsowania „jedynie słusznych” idei, zwłaszcza czerwonych i czarnych (lub brunatnych). Przyszłość polityczna powinna należeć właśnie do platform obywatelskich z różnymi programami i liderami o cechach bardziej menedżerów aniżeli politruków. Jeśli chodzi o „platformę Tuska”, to zupełnie dobrze mogłaby być platformą np. Nitrasa; czy byłaby inną platformą? Na pewno tak, bo Nitrasa, ale też jej członków i sympatyków, a najważniejsze, że bez ideologii komunistycznej czy nacjonalistycznej.

    @Kartka z podróży pisze: „ludzie głosując na PO – często ze wstrętem – wybierają po prostu mniej dotkliwy przebieg choroby”. Czy pan(i) Kartka aby nie przesadza? Jaki wstręt? Jaka choroba? Trzeba było żyć młoda (jak sądzę) osobo w PRL-u, jak wstrętu do reżimu nie można było okazywać, za ignorowanie głosowań traciło się pracę, a żyło się rzeczywiście szaro i bez możliwości emigrowania. Dziś można nie głosować i rozglądać się za swoim miejscem na Ziemi po niej całej. A jeśli jest się leniem (także umysłowym), to lepiej się nie wymądrzać.

  18. Zgadzam się z oceną sceny politycznej przez redaktora Szostkiewicza.
    Martwi mnie, prawdopodobne niewyraźne zwycięstwo PO w jesiennych wyborach.
    Konieczność dokooptowania do władzy Czarzastych i innych towarzyszy Szmaciaków, którzy pod populistyczną przykrywką chcą wrócić na popas na państwowym, dobrze nie wróży modernizacji kraju.
    Obawiam się, że i po wyborach będziemy dreptać w miejscu.
    Tuskowi mam za złe, niezałatwienie przez cztery lata niekontrowersyjnego przecież politycznie odbiurokratyzowania gospodarki i strach przed prywatyzacją.
    I do tego podejrzewam, że ten strach, to nie przed polityczną konkurencją tylko przed własnym zapleczem politycznym, zainteresowanym tak samo jak w innych partiach w utrzymaniu lukratywnych wpływów w gospodarce.
    Bo w pozbawieniu władzy synekur politycznych w gospodarce widzę klucz do poprawy jakości naszej polityki.
    Można było więcej zrobić moim zdaniem dla poprawy warunków gospodarowania, dla zwiększenia konkurencyjności polskich przedsiębiorców i w dodatku nie ponosząc politycznych kosztów.

  19. mt7 13:33

    mt7, a propos artykułu „Rozważni i romantyczni” Baczyńskiego, przypominam sobie słowa Steed – Asprey’a, mitycznego szefa brytyjskiego wywiadu zaraz po wojnie, z sensacyjnych powieści Johna Le Carre (który pracował w MI5 i MI6, coś o tym wie…)

    Steed – Asprey powtarzał:

    „Walczymy o przetrwanie Człowieka Rozsądnego”.

    Czyż nie tacy ludzie są obecnie u nas gatunkiem zagrożonym wymarciem? Rej wodza utopijni idealiści, fantaści o anarchistycznym skrzywieniu, słowem ludzie, których, dla zachowania pozorów, nazywamy ‚romantykami”.

  20. Mw
    Z zainteresowaniem przeczytałem Twoją egzegezę felietonu redaktora Szostkiewicza. Jestem wdzięczny za głeboką analizę tego tekstu i przybliżenie mi tego co redaktor mial na myśli a czego nie napisal. Tym niemnie to co w mozole wywiodłeś z felietonu niczym mnie nie zaskoczyło, bo polemizuję z Tobą od wielu miesięcy i znam te argumenty na pamięć.
    Zaskoczyła mnie natomiast Twoja interpretacja zwrotu „Moim zdaniem”. „Moim zdaniem” oznacza jasno, że piszę w swoim imieniu – komentarz jest wyrazem moich pogladow. Nie wiem jak wpadło Ci do głowy, że „Moim zdaniem” oznacza poglądy większości czy ogółu. Gdybym się poczuwal do posiadania jakiś prawd objawionych ogółowi to bym pisał „naszym zdaniem”. Tak więc chyba w tym przypadku poniósł Cię zapał polemiczny.
    Dyskusja, która toczy się na blogu sprowadza się w gruncie rzeczy do jednego – Czy traktować ze zniechęceniem Platformę jako mniejsze zło czy dodawać jej jakiś zalet albo atrakcyjności. Inaczej mowiąc – czy głosować na nią ze wstrętem czy wzbudzać w sobie przed tym wyborczym aktem strzelistym poczucie entuzjazmu. MOIM zdaniem Platformie jest wszystko jedno co czują ludzie głosując na nią. Dlatego nie wiem czemu tak Ci zależy na dobrym samopoczuciu wyborcow tej partii? Może mi to wyjaśnisz.
    Pozdrawiam

  21. Mt7
    Przeczytałem artykuł Baczynskiego. Nie dowiedziałem sie nic nowego ponieważ uważnie sledzę „konflikt ekonomistów”. Zaskoczylo mnie w tym artykule jedno. Baczynski pisze – „…wpływowe agencje ratingowe (Fith) i banki inwestycyjne (Barclays) podchwyciły argumentację Leszka Balcerowicza i domagają się od rządu ambitniejszych cięć budżetowych…” Innymi słowy Baczyńskizarzuca Balcerowiczowi inspirowanie międzynarodowych instytucji finansowych do dzialań przeciwko rządowi. Nie wiem skąd się wzięła tak dobra opinia Baczyńskiego o stanie finansow państwa, którym może tylko Balcerowicz zaszkodzić. Nie wiem też czemu Baczynski nie zauważał wcześniejszych ostrzeżeń instytucji finansowych i politycznych adresowanych do rządu polskiego. Ostrzegano rząd jeszcze zanim Balcerowicz zaczął go krytykować. Czy ostrzeżenia rządu polskiego przed krachem finansowym wiążą sie tylko z osobą Leszka Balcerowicza?
    Czy nie ma do nich merytorycznych podstaw?
    Pozdrawiam

  22. Therese Kosowski
    Pełna zgoda co do mediów. Ale brak wplywu na media publiczne jest wynikiem zaniechań PO – partii rządzącej juz ponad trzy lata krajem. Rządzenie krajem bez wpływu na panstwowe media jest ewenement politycznym. A już dwa lata temu PO mogla te media przejąć – na spółkę z SLD. Tak jak w tej chwili to robi.
    Pozdrawiam

  23. Prawie wszyscy dziennikarze, w tym i pan Adam solidarnie obrabiają taką kliszę: „Schetyna z toporem na Tuska”. Jest sensacja, jest sprzedaż. I jak się zrobi medialny pożar, to staje się tak, jak z powtarzanym klamstwem. Po prostu staje się prawdą. Nie ważne że być może marszalek bez zastanowienia niechcący chlapnąl. Jaki jest spoleczny wydźwięk, widać w walących na leb na szyję sondażach . Dokladając jeszcze perturbacje z odwolywanymi ministrami, ciągiem z komisją smoleńską, komisją min. Millera. Nie dziw, że robi się pieklo. TROCHĘ REALIZMU PRZYJACIELE DZIENNIKARZE!!!
    Co musi zrobić Premier Tusk? Czy nie musi powstrzymać glupio gadające papugi z wlasnej partii?, których aż nadto. Czy prawdą jest, że chce się pozbyć Schetyny i Gowina? czy chce ich tylko utemperować?
    Jaki jest komentarz dziennikarzy, gdy PO Traci 1%poparcia? Chórem przywolują spadek notowań z przed kilku miesięcy (19%). Czy jest chwytliwe haslo: „Tusk wyrzuca konkurentów” dobrze się sprzeda? Oczywiście!!!
    Mój apel: Panie i Panowie dziennikarze, pomóżcie prostować te lgarstwa. Kwota uzyskana poprzez dobre wybory parlamentarne, jest znacznie cenniejsza w wymiarze spolecznym, niż wierszówka czy „setka” w tv.

  24. Adamjer
    Wstręt do PRL okazywałem, nie głosowałem i nikt mnie nie wyrzucał z pracy. Gdybym się uparł to bym wyemigrowal jak setki tysięcy moich rodakow. Z jednym tylko zgoda – było szaro.
    Dość rozpaczliwa jest obrona PO za pomocą porownań do PRL. Jednym słowem – „jeśli jest się leniem (także umysłowym), to lepiej się nie wymądrzać”
    Pozdrawiam

  25. Pani Tereso ,
    /przepraszam ,ze nie pisze Thereso lub Kosowski ,to tylko kwestia przyzwyczajenia ,bo jak ktos sie tak przyzwyczai ,to ma taki sam stosunek do Zydow w Polsce ,Niemczech i Izraelu i mysli ze Theresa to…
    Czasem trudno przyzwyczaic innych do naszych „dziwnych” przyzwyczajen ,patrza „glupio „……,ale kto glupio mysli ?/
    Oczywiscie chcialo sie napisac ,ze popieram! , naprawde POPIERAM co Pani
    napisala Pani TERESO .
    Ps.
    A jednak pozostal mi „zgryz” ,to moja nowoczesnosc czy staroswieckosc ?

  26. Kartka 16:15

    Już spieszę wyjaśniać. Oczywiście nie to, dlaczego „tak (mi) zależy na dobrym samopoczuciu wyborców tej partii (PO)” – bo wcale mi nie zależy. To znaczy, nie zależy mi w tym sensie, żebym poprawiał ich samopoczucie wynikające z już podjętej albo podjętej w przyszłości decyzji wyborczej.

    Zależy mi jedynie na tym, aby wyborcy tej partii głosowali na nią, wiedząc „dlaczego głosują na PO”, a nie „dlaczego nie głosują na PiS, SLD, PSL, PJN czy SDKPiL” (możesz wstawić kolejne partie, na które nie chciałbyś głosować, bo rozumiem, że (za)głosujesz na PO, tyle że „ze wstrętem”).

    Otóż zależy mi na tym, aby Człowiek Rozsądny (napisałem o nim powyżej, w odp. na komentarz mt7) głosował rozumiejąc, dlaczego to robi (a nie z jakim uczuciem głosuje – to już jego sprawa: czy to robi ze wstrętem, czy z entuzjazmem – dla MNIE wsio ryba).
    Bowiem najgorszą rzeczą (no, prawie) jaką widzę teraz w kraju, są konsekwencje tego, że na PO głosowali, planują głosować, czy będą głosowali „ze wstrętem” albo „z entuzjazmem”, a nie z racjonalnego przekonania (wstręt nie jest racjonalnym przekonaniem, bo to emocja, uczucie.)

    PO nie może liczyć na wyborców, którzy głosowali na nią (czy zamierzają głosować) „ze wstrętem” lub „z entuzjazmem” jak długo ich wybór nie był oparty na racjonalnym, rozsądnym zrozumieniu dlaczego właśnie PO. Jeśli myśleli, myślą, czy będą myśleć (to ich „racjonalne przekonanie”), że dlatego, aby nie Kaczyński, to wystarczy Kaczyński-bis, i PO tych wyborców straci. Natomiast ci wyborcy, którzy rozumieją, że w OBECNEJ SYTUACJI Platforma jest najbliższa OPTYMALNEMU rozwiązaniu, pomogą tej partii i temu rządowi zapobiec ewtl. cywilizacyjnemu cofnięciu a potem pomogą w reformowaniu kraju.

    Oczywiście, ceniłbym sobie jeszcze bardziej tych, którzy w OBECNYCH warunkach społecznych, kulturowych, politycznych wyszliby z racjonalną propozycją jeszcze bliższą OPTYMALNEMU rozwiązaniu. Ale, jak napisałem, obecnie ich nie ma i nie może być w znaczącym wymiarze (konieczna zmiana pokoleniowa itd, itp – patrz wpis red. Szostkiewicza).

  27. Oh, Kartko (pierwszy wpis)

    co za świetna anliza mentalnośći PO. Sam zbieram się od dłuższego czasu żeby o tej partii dobrobytu (własnego) napisać coś więciej. Do tego trzeba jednak miec większy ciąg do klawiatury.
    Póki co chodzi za mną fenomen Platformy jaką jest jej lider.
    Jestem zaskoczony jego świetnymi ocenami sodażowymi, bo znam gościa z poczynań lokalnych (jego poczynania, profile i an face :).
    Parę razy wspominałem o tym na blogu (ostatnio gdy utrącił konkurenta do fotela prezydenckiego swojego kolegi, którego zresztą wyrzucił za korupcję z PO).
    Jest to polityk asertywny jedynie gdy dąży do zagarniania nowych przestrzemi władzy we własne ręce. Nieładnie o tym mówić, ale ten polityk tak naprawdę na niczym się nie zna, i stąd zapewne ostatnia wpadka ze smoleńskim raportem MAK-u (tak zwykle będzie kiedy spotęgują się problemy kraju).
    Przed laty zmarł z przepracowania japoński premier Ochyra, który pracował od 18 – 20 godzin na dobę. Tusk w trudnej sytuacji gospodarczej i momencie przkształceń ustrojowych w kraju, wybiera raczej piłkę kopaną niż frasunek sprawami krajowymi.
    Przed sobą mam fragment notatki prasowej o konflikcie komendanta sopockiej policji z Prezydentem przyjacielem premiera, ktory ma sześć zarzutów prokuratorskich, ale przy wsparciu wodza komformistów z PO, wysłał go na emeryturę w wieku 40 lat.
    Nie dogadali się. Sam podejrzany mówił o Komendancie Policji, że jest dobry, tyle, że za mało wysyła patroli na miasto.
    Skąd je jednak wziąć?
    Dwa fakultety. Znajomość dwóch języków oraz kosztowne szkolenia zagranicą, to bez znaczenia, dla kumpli z z boiska piłkarskego.

  28. Wczoraj przywódcy państw unijnych zdecydowali o głębszej integracji strefy euro.Powstaje Europa dwóch prędkości.Komisarz Lewandowski w rozmowie z red Żakowskim w tok.fm radzi Polsce „trzymac nogę w drzwiach ” by zapobiec ich zatrzaśnięciu.Pozycja wysoce niewygodna i długo wytrzymac w niej niepodobna.Nie bardzo też widac ochotnych do takich działań.Chyba jednak te drzwi się zatrzasną.Nie zakłócając dyskusji na temat zwyrodnienia PiS’u i wewnętrznych podziałów w PO.

  29. Kartka z podróży pisze:

    „Pełna zgoda co do mediów. Ale brak wplywu na media publiczne jest wynikiem zaniechań PO – partii rządzącej juz ponad trzy lata krajem. Rządzenie krajem bez wpływu na panstwowe media jest ewenement politycznym. A już dwa lata temu PO mogla te media przejąć – na spółkę z SLD. Tak jak w tej chwili to robi.”

    Ale ja wcale nie miałam na myśli przejęcia mediów! Wcale nie jestem za tym, żeby istniało coś takiego jak media państwowe czy rządowe! Publiczne to nie państwowe!

    Chodzi mi o to, że rzecznik prasowy rządu musi w raczej nieformalnych rozmowach z dziennikarzami (wszelakich mediów) informować ich i tłumaczyć im konkretne poczynania rządu. Skąd dziennikarze mają mieć tę wiedzę, że się wyrażę po nowopolsku? Im to trzeba wyklarować i to w taki sposób, by zechcieli o tym pisać. Nie mam na myśli manipulacji, ale przedstawienie działań rządu we właściwym świetle.

    W świecie tak to się dzieje. Wiem coś o tym.

  30. Czy ktoś w Niemczech mógłby powiedzieć, że CDU jest partią Merkel? Jeśli nie, a myślę że jednak nie, to warto się zastanowić, co jest nie tak z partiami politycznymi w Polsce. Dlaczego bez mrugnięcia okiem nazywamy PO partią Tuska, a PiS partią Kaczyńskiego? O ile w PO dostrzegamy kilka, a może nawet więcej postaci, które łatwo sobie wyobrazić w roli lidera i przyszłego premiera, to w PiS nikt taki nie przychodzi (przynajmniej mi)do głowy. Pomińmy PiS i zwróćmy uwagę na tych kilka politycznych postaci z PO, które odgrywają poważną rolę w regionach z których się wywodzą. Od razu przychodzą nam do głowy dwaj panowie: Schetyna i Grabarczyk, którzy jak wieść niesie posiadają liczne zastępy płatnych zauszników w swoich matecznikach. Napisałem płatnych, ponieważ zawdzięczają swoją pozycję (w tym materialną) swoim pryncypałom. Nie jest to jakaś mała harcerska drużyna lecz pułk, używając nomenklatury wojskowej. Jeśli doliczymy rodziny i krewnych owych z pułku, a następnie dodamy szczęśliwych, którym ludzie z pułku coś załatwili, to mamy już armię, zdolną wgrać na głosy z każdą opozycją. To jest tylko cząstka tego, co ujawniają nam dziennikarze traktujący PO jak każdą inną partię i nie mdleją na myśl o przejęciu przez PiS władzy. Obawiam się, że jeśli następne wybory wygra PO i będzie mogła rządzić samodzielnie lub z dodatkiem PSL, obudzimy się w kraju monopartii. Będzie to kraj nepotyzmu i korupcji politycznej na skalę dotąd nieznaną.

  31. Pomimo wielu spraw które można by było wykonać lepiej, uważam że też wolę ten stan obecny, od wielkiej niewiadomej PIs + SLD. Nie sądzę by PSL dał się skusić na awanturniczą koalicję.
    Jeśli powstanie powyborcza koalicja PIs + SLD będzie wybuchowa i krótkotrwała i w szybciutko będziemy zmuszeni powtórnie iść do urn.

  32. „Więc mów, że milczę tak oto.”
    C.K.Norwid

    Kartko,
    rzadko czytuję komentarze polityczne, bo mam wystarczająco dużo innych powodów do zdenerwowania. Lubię dobrze myśleć o bliźnich. 🙂
    Z tych skromnych wizytacji wyciągnęłam wniosek, że do rządów Platformy zniechęca Cię głównie brak reform i ambitnych planów.
    Trochę mnie ten Twój ostry ton dziwił, bo wydaje mi się, że trzeba realnie patrzeć na realne możliwości.
    W tym artykule przedstawiono pewne racje obu stron i to wydaje mi się cenne.
    Szkoda tylko, że bardzo poważany przeze mnie Pan Leszek Balcerowicz nie upominał się wcześniej u kolejnych ekip rządzących o kontynuację reform i nie przedstawiał czarnych scenariuszy z równą determinacją.

    A poza tym, masz jakieś dobre pomysły na przyszłość?
    Jakieś poważne grupy, na które można głosować?

  33. Mw
    Nie wiem na kogo zagłosuję, nie wiem nawet czy będę głosował. Myślę, że miesiące dzielące od wyborow dostarczą wielu inspiracji do przemyśleń jak się zachować w wybory. Na pewno nie chcę już głosować ze wstrętem dlatego nie poddam się politycznemu szantażowi – jak mialo to miejsce przy wyborach prezydenckich.
    Cały Twój wywod sprowadza się do tego, by nienormalną sytuację Polski uznać za normalną. By się zaadaptować i uwierzyć w te teksty, ktorymi nas raczą. Mało wierzyć w słowa – widzieć to czego nie ma. Na przykład jakąś misję reformatorską, propanstwową czy jakąkolwiek inną Platformy. To społecznie jest możliwe. Historia uczy, że ludzie się adaptowali do bardziej nonsensownych sytuacji uznając je za normalne. Ale to trwa tylko do pewnych granic. Później życie boleśnie weryfikuje te fikcje. Mozolnie ukladane konstrukcje myślowe uzasadniające ten stan rzeczy rozsypują się i ludzie zostaja ze tylko złudzeniami.
    Ostatni spadek popularności PO media uslużnie wiążą z raportem MAK-u. To jest politycznie wygodne dla Platformy, ale prawda jest inna. Ten spadek popularności wynika z tego, że tu jest coraz trudniej żyć i co najgorsze nadziei nie widać. I tej nadziei na pewno nie da ludziom Donald Tusk – już jest na to za późno, on się politycznie wypstrykał. Jest po prostu niewiarygodny. Myslę, że się przeczołga przez wybory tylko z powodu społecznego strachu przed Kaczyńskim. I Donald Tusk o tym dobrze wie – będzie ten strach posycał.
    Kilka dni przed wyborami prezydenckimi Tusk wyrzucił na ulice swój aktyw by agitowali na rzecz Komorowskiego. Na jednym z placów patrzyłem na tę akcję znad kufla piwa. Prezydent miasta, poseł rozdawali ulotki. Ludzie nie chcieli ich brać. Albo brali a potem rzucali pod nogi. Jakąs kobieta zaczęła się śmiać. „Na kogo mam glosować?” – pytała posła. „Na zlodziei czy na faszystow?”. Szybko się zniechęcili i poszli do magistratu rozdawać ulotki zależnym od siebie. A to było kilka miesięcy temu. Teraz jest dla nich jeszcze trudniej. Wiem, że zdają sobie z tego sprawę.
    Gdy czytam Twoje komentarze przypomina mi się opowiadanie Hemigwaya „Motyl i czolg”. Wojna domowa w Hiszpanii, oblężony Madryt, zrezygnowani ludzie w barach. W pewnym momencie jakiś lekko wcięty gość w dobrym humorze zaczyna rozpryskiwać w knajpie perfumy. No ale nie ma na takie zabawy nastroju. Perfumowanie rzeczywistości czasem tragicznie się konczy. W niektorych momentach trzeba być ostrożnym ze swym optymizmem. To bardziej do ludzi dociera aniżeli wmawianie im, że to przeklęty kraj i tu nigdy nie będzie lepiej.
    Pozdrawiam

  34. W tym kraju nikt z nikim się nie zgadza, każdy wie lepiej. Nikogo nawet racjonalnymi argumentami nie da się przekonać bo wie swoje i już. („nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne” :)) Jak ktoś ma inne poglądy niż ja to jest głupi, idiota itd. Nie dziw więc, że mamy partie centralnie sterowane, bo gdyby rzeczywiście były demokratyczne i każdy forsowałby swoje stanowisko, to już w ogóle nic nie dałoby się ustalić. A ta cała władza, to ludzie spośród nas wybrani (w sposób demokratyczny co do tego nie ma jeszcze wątpliwości) i za każdym razem narzekamy, że jest źle, więc o czym to świadczy.

  35. Therese Kosowski
    Ale one de facto nie były ani publiczne ani panstwowe tylko pis-owskie. Tego zachowania nie mogę zrozumieć. Utrzymywanie tego stanu dla mnie delikatnie mówiąc krotkowzrocznością.
    Co do konferencji prasowych też się z Toba zgadzam. Nie rozumiem czemu ta partia a zarazem rząd ma tak głupią politykę informacyjną.
    Pozdrawiam

  36. Mt7
    Baczynski po częsci pisze czemu Balcerowicz akurat teraz naciska na reformy. Nie pisze o tym, że sytuacja finansowa panstwa jest katastrofalna. Ale to ci sugerowalem w poprzednim komentarzu. Lecz pisze, że Balcerowicz ma prawo oczekiwać reform bo przecież PO je obiecywało a od śmierci prezydenta Kaczynskiego ma wolną rękę.
    Myslę, że ludzie oczekują silnego przywodcy. Część pis-owska społeczeństwa ma Kaczyńskiego. Część liberalna i lewicowa szuka. To się składa na tak zaskakująco wysoki poziom zaufania do Balcerowicza. No ale za wcześnie jest by mówić o konkretnych wyborach.
    Pozdrawiam

  37. @Ryba pisze godz. 17:24

    Przed laty zmarł z przepracowania japoński premier Ochyra, który pracował od 18 – 20 godzin na dobę. Tusk w trudnej sytuacji gospodarczej i momencie przkształceń ustrojowych w kraju, wybiera raczej piłkę kopaną niż frasunek sprawami krajowymi.

    Jest to ciekawe kryterium dobrego polityka, ktory jesli nie zacharowuje sie na smierc, lecz potrafi sie zrelaksowac, to jest to taki niefrasobliwy len.
    Cesarz Jozef (pokazany w „Amadeuszu” ) byl bardzo pracowitym wladca, spod jego reki wyszlo tysiace edyktow, rozporzadzen, uchwal, ustaw i diabli wiedza co tam jeszcze ,prawie nie wychodzil ze swojego gabinetu. W kazdym razie cesarska biurokracja stala sie monstrualna dlawiac wszelka inicjatywe. W tym samym czasie Wlk Brytania ktora do dzis nie posiada konstytucji, redukujac do minimum biurokratyczna produkcje, a opierajac sie glownie na tradycji, rozwijala sie niesamowicie.
    Pisze to, zeby pokazac, ze argument pana Ryby jest demagogiczny i zawsze na takie argumenty mozna znalezc kontrargumenty

  38. Martwi mnie ta dyskusja bo w tle widzę kaczy bałagan ,obłęd i katastrofę państwa ,które jakie jest prawie każdy widzi , rozbudowana pseudonowoczesna biurokracja , olbrzymie środki z unii idą na przykład na urzędy zatrudnienia , tylko bezrobotni tam są dodatkiem , tak jest w wielu przypadkach z pieniędzmi publicznymi – wiele wydano na nowoczesny sprzęt medyczny a w konsekwencji okazuje się ze wszystko zależy od ludzi – ich kompetencji ale także etyki i sprawności organizacyjnej a nawet zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości , nie da się tych cech wymusić , nauczyć z dnia na dzień .Tusk jest niszczony dla idei trzymania władzy przez Pana Kaczyńskiego , to człowiek chory na władzę dla władzy i zrobi wszystko żeby zniszczyć przeciwnika , i jesteśmy o włos od takiej sytuacji , być może skoro Pis jako nie zdolny do tworzenia koalicji z nikim , bo jak wyżej , po wyborach wyjdzie nam kuriozalna układanka w rządzie która jeszcze bardziej sparaliżuje i zdewastuje kulejace w każdej dziedzinie państwo polskie.

  39. Kartko,

    ta sytuacja z mediami pisowskimi była dla mnie też absolutnie niezrozumiała. Tak, to krótkowzroczność ale i brak rutyny. Bo i skąd ją miałby brać?

    Od początku ten rząd nie zdawał sobie sprawy z wagi dobrego rzecznika prasowego.

    Piszesz też: „Co do konferencji prasowych też się z Toba zgadzam. Nie rozumiem czemu ta partia a zarazem rząd ma tak głupią politykę informacyjną.”

    Nie chodziło mi o konferencje prasowe, chociaż te są też bardzo ważne. Ja miałam na myśli nieformalne kontakty rzecznika z dziennikarzami. Takich jest cały wachlarz, do wyboru do koloru. Tu ważna jest osoba rzecznika, bo to on organizuje przekazywanie informacji dla mediów wyjaśnianie, o co chodzi w poczynaniach rządu i jakie są jego dalekosiężne zamiary w jakimś temacie.

    Nie ma co na rząd teraz za te uchybienia wieszać psów. Dziennikarze powinni dotrzeć do informacji, skoro lepiej widzą i rozumieją. Chyba im zależy na tym, żeby nie było impasu w rządzeniu krajem.

    Cóż mogę więcej powiedzieć? Czas nagli, wybory w jesieni. Wy jesteście w kraju, macie dostęp do źródeł, więc róbcie coś pro publico bono. Kartko, widziałam kiedyś Twoje pisanie na alfaomega. Wykorzystaj Twoje możliwości dla dobra sprawy.

    Pozdrawiam.

  40. Kartko o 19:17

    Piszesz, jakby o jakimś stanie wojennym, czy może okupacji, pod rządami znienawidzonej, głupiej, niekompetentnej ekipy najeźdźców. A wystarczyłoby tylko, gdyby przyszedł ktoś mądry, sprawny, z dobrym pomysłem, a ludzie zaczęliby brać od niego te ulotki, czytać je i chwalić sobie…. I już nie trzeba by „wyrzucać na ulice aktywu”, bo wszystko by się tak jakoś samo zrobiło… wszyscy by zrozumieli, i byłoby inaczej. No bo wystarczy tylko chcieć, co? Mierz siły na zamiary….

    Kartko, idealisto i romantyku polski…. Anarchisto i pięknoduchu naszej blogosfery…

  41. @mw uważa ,że wybór PO jest rozwiązaniem optymalnym lub prawie optymalnym.Przyjmując,że w obecnej sytuacji kryterium optymalności obejmuje zapobieżenie cofnięciu cywilizacyjnemu i następnie (po zapobieżeniu) przejście do reform.Obecna sytuacja jest określona rozkładem sił i ograniczeń społecznych,politycznych i ekonomicznych.Warunki brzegowe są też dobrze definiowane.Szkolny model.
    Jeżeli uwierzyc ,że relacje opisujące zamierzenia cywilizacyjne i reformatorskie PO są prawdziwe.Zamierzenia cywilizacyjne po trzech latach rządów nie zostały zrealizowane.Wręcz przeciwnie.Postępuje degrengolada s.zdrowia,oświaty,…długo by wyliczac. Zamierzenia reformatorskie są wciąż zapowiadane.Ale wiara w ich realizację jest już kiepska.Model się rozsypuje.Macierz relacji jest niewiarygodna.Relacje dla pozostałych sił politycznych także okazują się kamuflażem.Mówienie o optymalności w tej sytuacji traci sens.Narasta obrzydzenie.Głosujący z tym uczuciem nie są gorszymi obywatelami.Są lepiej poinformowani.

  42. Therese Kosowski
    Myślę, że nie można tłumaczyć politycznych błedów brakiem doświadczenia jesli lider partii 20 lat wygrzewał lawy poselskie. Wiesz, gdyby dwa lata temu zrobiono – zgodnie z zapowiedzią wyborczą – porządek z „pis-owsko, lpr-owso samoobronną” telewizją nie mielibyśmy długich miesięcy histerii żałobnych, krzyży na Krakowskim i innych niszczących wydarzeń. Inaczej by w tej chwili sytuacja wyglądała. To nie jest rok 1989 – dla polityków powinno być jasne to o czym piszesz.
    Ze smutkiem przeczytałem komentarz Micjura o Europie dwoch predkości i trzymani nogi w niedomkniętych drzwiach. To wyjaśnia ostatnie wizyty Premiera Tuska w Brukseli o ktorych tutejsze media niewiele mówiły. I to są realne straty wynikające z zaniechań tej ekipy.
    Nie mam serca do takiej polityki.
    Pozdrawiam

  43. No właśnie!! – jak tu nie przyznac racji @Kacajowi (9.38 dnia 5.02). Niech powrócą w chwale Drzewieccy, Chlebowscy, byle nie Kamińscy (wszystkie), prezes i inna „czystopagonnaja” swołocz brudzińsko- podobna.!

  44. sredniowiecznym porzadkiem sa listy krajowe w wyborach i obstawianie jedynki. wyborca polski jest szara mascia do naciskania pokazanych guzikow. w wyniku list wyborczych mamy nie wyedukowanych pseudo politykow w tysiacah w kazdej parti. tusk mial to zmienic ale nie zrobi reformy bo na nie osobiscie straci. jest malo odwaznym politykiem, patrzy na jutro, a zasadniczo na wczoraj. polske czeka kryzys ekonomiczny w powodu reform. to kwestia czasu, prawdopodobnie w 2012, ale juz po wyborach. PO jest napedzana PISowskim paliwem strachu. opinie swoja osobista nakreslam z punktu widzenia i obserwacji z zewntatrz. nie mieszkam w polsce od 25 lat i wybieram prezydentow i premierow innego kraju, bez krajowej jedynki na liscie. i zyje sie tutaj lepiej, szkoly wyzsze
    ucza political science. wynik jest prosty. w parlamencie nie ma takich jak
    antoni macierewicz, dorn, kempa oraz innych pseudo politykow. ich percepcja konczy sie na 5 klasie szkoly podstawowej. zaden posel nie organizuje kompani wyborczej, jest wskazny przez gore. polska zostanie
    na dlugo w kryzysie elit politycznych.

    janusz (glos z emigracji)

  45. W sejmie histeria, że nam chcą związki partnerskie tylnymi drzwiami wprowadzić.
    Też bym nie chciał żeby tylnymi tylko frontowymi, ale się nie zanosi.
    „Liberalna” PO się zarzeka, ustami rozemocjonowanego i przemawiającego jak na wiecu ministra sprawiedliwości, że mowy o tym być nie może.
    Bo co by się stało, jakby pary homoseksualne mogły rejestrować swoje związki i korzystać z praw przysługujących małżeństwom?
    Do jasnej cholery, czemu to budzi taki sprzeciw?
    Komu i czego by przez to ubyło?
    Przecież te „normalne” pary nie mogą zabronić życia razem w związkach gejom i lesbijkom.
    Posłanka Kępa, jak się jej do bloku para homoseksualna wprowadzi, to żeby jej się gęba nie zamykała i tak nic nie będzie mogła zrobić i odziedziczyć mieszkania po jednym lub jednej z nich.
    O rejestracji takiego związku nawet by nie wiedziała, bo nikt by jej na uroczystość przecież nie zaprosił.
    Nie dotyczy jej to, to co ją k? to obchodzi.

  46. joanna kopytowska, 20.14. Pamiętasz jak krzyczano, że będzie inaczej. Że we własnym domu. Wtedy była nadzieja i szansa, że rzeczywiście będzie. A jest tak jak piszesz i jak wszyscy widzą. Tak jak kiedyś już także było, tylko smutno się skończyło.

  47. micjur 20:50

    Micjurze, odpowiedź na Twój komentarz znajdziesz w moim wpisie u Passenta (15:21).
    Nie „wierzysz”, że relacje opisujące zamierzenia cywilizacyjne i reformatorskie PO są prawdziwe. Wierzę Ci, że nie wierzysz. Piszę dlaczego tak może być u Passenta.
    Słusznie zauważasz fakt, że te „zamierzenia” nie zostały jeszcze zrealizowane w wyniku tego, że „obecna sytuacja jest określona rozkładem sił i ograniczeń społecznych,politycznych i ekonomicznych”.

    Jednak na podstawie braku realizacji zamierzeń, ograniczonych przecież „obecną sytuacją”, budujesz swą „wiarę” w to, że te zamierzenia nie są prawdziwe.
    I Ty to nazywasz byciem „lepiej poinformowanym”???

    Micjurze, przecież to logika z deszczem, jak mówiła moja babcia….

  48. ” Innej Platformy nie będzie niż ta z Tuskiem na czele. ” . No to jeszcze 4 lata i spokój . Trzymam Autora za słowo .
    Wyrazy szacunku dla Kartki z podróży .

  49. Media kłamią.

    „Tam się nic nie dzieje”, „Jest bezpiecznie”, „Samoloty powinny zawozić i przywozić turystów” – mówia do kamery polscy turyści powracający z Egiptu.

    Naoczni świadkowie, jakby nie było.

    Media kłamią. Nie po raz pierwszy zresztą.

  50. parker pisze: 2011-02-05 o godz. 21:41
    No właśnie, co komu szkodzi związek dwóch mężczyzn lub kobiet? Czy pani Kempie albo panu Gowinowi czegoś ubędzie z kieszeni lub z głowy? Nie wydaje się żeby tak było (choć z kieszeni może i tak), tym niemniej wzmiankowani obywatele twierdzą, że czegoś im zabraknie w ich zbożnym żywocie. Są przekonani o nieomylności i prawdziwości artykułu polskiej konstytucji, który czarno na białym definiuje co to jest małżeństwo. No i dobrze, tylko ja się już od ustanowienia tego aktu prawnego państwa zastanawiam, po kiego było definiować związek kobiety i mężczyzny. Równie dobrze można było tam pomieścić definicję dziecka lub parowozu.
    Konstytucja Polski jest równie idiotyczna jak owo państwo dla którego ją zredagowano. Zwariowałem? Być może, tylko niech mi ktoś uzasadni pomieszczenie tam artykułów dotyczących zasad funkcjonowania telewizji. A dlaczego nie prasy, teatrów, kin, cyrków itp. instytucji kultury.
    Co tam telewizja, a równość płci? Okazuje się, że według posłów zasiadających w parlamencie równość to 3=7. Ale co tam konstytucja, poczytajcie inne akty prawne wydalone przez to szacowne gremium z Wiejskiej, w których roi się od sformułowań: powinno, może, należy oczekiwać i tym podobnych mocnych sformułowań.

  51. No niech mnie kule biją…. To, co tutaj ludziska wypisują, to jakiś owczy pęd. Stadne zwyczaje, czy co? Moda, żeby bez najmniejszego zastanowienia walić w Tuska, bo tak się teraz robi?

    Jak na stadionie: jeden się podnosi i zaraz leci „fala”…. Pocieszam się tylko myślą, że jednak nie wystarczy tego bezhołowia, żeby „na złość mamie odmrozić sobie uszy”.

  52. Konstytucja może być idiotyczna, ale z reguły dla tych, którzy jej nie rozumieją. Być może w przyszłości trzeba będzie napisać wersję konstytucji dla myślących inaczej. Lub czytających inaczej.

    Konstytucja RP nie reguluje zasad funkcjonowania telewizji, ale Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jako jednego z konstytucyjnych organów nadzoru państwowego, w dziale pt „ORGANY KONTROLI PAŃSTWOWEJ I OCHRONY PRAWA”. W rodziale tym można znależć postawnienia dotyczące Rady jako takiej, ale nie telewizji.

    ———
    RAJOWA RADA RADIOFONII I TELEWIZJI

    Art. 213.

    Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.
    Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydaje rozporządzenia, a w sprawach indywidualnych podejmuje uchwały.

    Art. 214.

    Członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji są powoływani przez Sejm, Senat i Prezydenta Rzeczypospolitej.
    Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z godnością pełnionej funkcji.

    Art. 215.

    Zasady i tryb działania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jej organizację oraz szczegółowe zasady powoływania jej członków określa ustawa.

    ——–
    To wszystko. Konia z rzędem temu, kto znajdzie w tych artykułach postanowienia na temat zasad funkcjonowania telewizji.

    Ustawodawca przyjął, że KRRiT jest organem konstytucyjnym (do czego miał prawo), a więc jego usadowienie w konstytucji jest jak najbardziej normalne, zaś zasadność takiego usadowienia może odzwierciedlać wagę, jaką ustawodawca przykładał do charakteru mediów publicznych. Zaznaczam, że nawet jeśli praktyka wykonywania prawa w zakresie KRRiT może budzić zastrzeżenia, to nie koniecznie muszą one wynikać z treści konstutycji jako takiej. Zastrzeżenia te moga wynikać z wadliwości stanowionych ustaw wykonawczych, ale to już osobna historia.

    Jest jeszcze jeden artykuł, który odnosi się do telewizji, ale chodzi tylko o wyłącznie o przyznawanie koncesji:

    Art. 54.

    Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

    Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.
    ———

    Tu nie ma czego uzasadniać. Trzeba po prostu czytać tekst konstytucji i wstrzymać się z wyzywaniem od idiotów kiedy samemu ma się kłopoty z czytaniem w sumie dość prosto napisanego tekstu.

  53. Trumwirat ; premier Tusk,prezydent Komorowski,marszalek Sejmu Schetyna – to dobry uklad dla Polski na najblizszy czas.Dlatego kadencja calej trojki powinna byc powtorzona bo to nam sluzy,daje stabilizacje,spokoj.Wszystko to co sie miedzy panami rozgrywa lub nie rozgrywa to wlasnie polityka czystej wody. I od tego jakimi sa rzemieslnika politycznymi i jak pelnia trzy najwazniejsze funkcje w panstwie zalezec bedzie wynik wyborow i kiedy raczkujacy zaczna rozumiec polityke. Jescze 4 lata spkoju nam sie nalezy tragedie powodzi trzeba naprawic,odbudowac,pomoc w powrocie do normaslnosci – tragedii katastrofy samolotowej zajrzec do konca w oczy…Panta rej…

  54. Duzo emocji,malo konkretow,ja sie zastanawiam co ludzie pisza,to jest k..a p…..bane,tu nie chodzi o emocje babek ktore starcily cnote 100 lat temu.Tu chodzi o terazniejszosc

  55. Bez przesady, no gdzie SLD pójdzie z PiS do koalicji… jedyne co grozi to odebranie za dużo głosów PO przez PJN tak by PiS z PJN miały więcej niż PO. Po to chyba zdaje się powstał ten PJN. Wtedy biorą jeszcze PSL i mogą mieć większość. SLD to raczej rezerwowy koalicjant dla PO w razie gdyby razem z PSL nie mieli większości, a PO+SLD by miały. Choć wymagałoby to sporej odwagi, zapewne wielu z Platformy poczułoby się komuchami, oni czasem z zadziwiająca łatwością potrafią myśleć o sobie tak jak dyktuje im PiS. Poseł Gowin to nie wiem, jakieś publiczne sepuku by popełnił…

  56. Kartko,
    w Europie, to znaczy w UE zmienia się aktualnie bardzo dużo. A to w wyniku krysysu grecko-irlandzko-portugalsko-włoskiego. Będzie wspólna gospodarka w Europie. W oryginale nazywa się to EU-Wirtschaftsregierung. Uważam, że to najwyższy czas, ale obawiam się, że Polacy raczej nie będą zainteresowani, musieliby wszak oddać trochę swej suwerenności. Cóż by to było za zaprzaństwo oddać sprawy gospodarki narodowej w obce ręce! Więc chyba nie musisz się męczyć z tą nogą w drzwiach. 😉

    P.S. Nie wiem, czy istnieje na świecie polityka, która by mogła przypaść do serca. Chyba to nawet nie jej zadanie. Polityka ma być racjonalna i pragmatyczna. A że są niedociągnięcia – mnie to nie dziwi. W końcu politycy to nie nadludzie.

  57. Zagłosuję na PO, bez obrzydzenia. Uważam, że jestem dobrze poinformowany – z nudów codziennie przeglądam wszystko – od Wyborczej do Naszego Dziennika. W tworzeniu prawa nie chodzi o uchwalanie setek ustaw, tysięcy stron których nikt nie przeczyta i nikt nie jest w stanie ogarnąć.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Inflacja_prawa
    Jeżeli nie można uchwalić tego co jest potrzebne, lepiej nie przykrywać tego uchwalaniem rzeczy niepotrzebnych. Nie nazywam tego „nic nie robieniem”. Cztery lata względnego spokoju, bez rozpadających się koalicji, ogólnopolskich strajków, kryzysów rządowych. Platforma jest pierwszą której się to udało. Po 20 latach dorabiamy się normalności, choć na razie faktycznie suboptymalnej.
    Paradoksem wydaje się to, że PO traci poparcie głównie ze względu na brak śmiałych reform, których nie przeprowadza z obawy o utratę poparcia.
    Wyjaśnienie tego paradoksu jest jednak proste: w Polsce frekwencja wynosi około 40%, a na wybory mobilizują się tylko zagrożeni lub poszkodowani. Reszta siedzi w domach i znudzona ogląda wieczór wyborczy w Wiadomościach.
    Idźmy na wybory.

  58. @mw,
    tylko dwa zdania.”Wiara” to zaufanie napędzające życie społeczne i politykę.Stosowanie pojęcia „optymalnie” ma sens tylko w odniesieniu do układów mierzalnych.
    Pozdrawiam

  59. @Cashlack
    Idźmy na wybory! Popieram to hasło. Ci, którzy są zniesmaczeni polityką lub politykami i deklarują, że nie będą głosować, zapominają (bo chyba nie są nieświadomi), że w ten sposób też na kogoś zagłosują. A na kogo – mogą łatwo obliczyć.

    Nie chce mi się szukać, kto wyżej wspominał, co się dzieje w Afryce. Takie głosy podpowiadaczy pojawiają się tu i tam. Czyżby wobec pewności przegranej ukochanej Partii pozostawało liczenie na „kryterium uliczne”? Ci sami coraz głośniej wskazują na „słabość demokracji”. Pod tym się kryje pragnienie jej zdemontowania – w imię „silnej ręki”. Brrr.

  60. Platforma to taki ciut lepszy, łagodniejszy wariant PiS. Ot, zamiast furiata jako szefa mają w tej partii sprawniejszego, wygadanego, lawirującego, ale nie mniej despotycznego wodza. Na tym różnice się kończą.

    Jakościowo to jest to samo co zawsze, czyli kolesiostwo, populizm, brak wizji i pomysłów, wiernopoddańczy stosunek do tzw. hierarchów, systematyczne degradowanie znaczenia Konstytucji oraz zasad państwa i prawa, nieudolność, zadłużanie państwa, nieustanne bazowanie na społecznym strachu przed reformowaniem kraju. Gdyby tylko w PO zechcieli, zmieniliby system wyborczy w ten sposób, by zmarginalizować te wszystkie patologie polityczne, z pisowską na czele.

    Jednak już za kilka lat kraj utknie w takim dole gospodarczym, że będziemy mieli drugi Egipt. Zobaczycie, bo sytuacja jaką mamy obecnie, to żarcie się pod hasłem Smoleńska, stanowi dobry wstęp do potężnego kryzysu państwa.

  61. Lewy Polak (17.24),

    należysz chyba do najtrudnieszych polemistów blogowych. Twój krytyczny wpis na moją negatywną charakterystkę Premiera jest przykładem, że obyczaj polegający na pisaniu tekstu (i to polemicznego), a później zastanawianu się jaki on ma związek z przedmiotem sporu, rozpowszechniony u najgorszych blogowiczów potwierdzasz w całej rozciągłości.
    Na moje przykłady, że Premier zachowuje się nieetycznie, co należy rozumieć jako działanie obniżający standardy, nie tylko wśród polityków, ale hipokryzją swoją demoralizuje także spoleczeństwo. (Wszak Premier dezawouje zarzuty korupcyjne Prokuratury Apelacyjnej wobec swojego b. kolegi partyjnego, ktorego zresztą z powodu korupcji usnął z partii), Ty prześlizgujesz się i przewrotnie starasz się wykazać, że lenistwo i nieuctwo (w tym nieznajomość języków) to prawie korzystna cecha tego polityka, bo Anglicy są cacy, a pewien cesarz za dużo pracował, więc urodził biurokrację. I takie, ple ple … Czyżby częśc mózgu odpowiedzialna za analizę była uszkodzona?

  62. Monteskiusz pisze:
    2011-02-05 o godz. 22:45

    W czasach słusznie minionych w samolocie z Nowego Yorku lądującym w Warszawie stewardesa poinformowała pasażerów.
    -lądujemy na lotnisku w Warszawie
    -temperatura wynosi dwadzieścia stopni Celsjusza i niebo jest bezchmurne
    -prosimy cofnąć zegarki o trzydzieści lat.

    Wydaje mi się, że ten dowcip jest w sferze obyczajowej nadal aktualny.

    Co do konstytucji to odpowiem @Jacobsky.
    Nie uważam naszej ustawy zasadniczej za idiotyczną.
    Ale wiele zapisów wydaje się zbędnych.
    Od zapisywania czym jest małżeństwo jest Wikipedia a nie konstytucja.
    Ten zapis jest dyskryminujący a konstytucja nie powinna uprzywilejowywać jednych obywateli względem innych ze względu na orientację seksualną.
    Równie dobrze można by zapisać, że prezydentem może zostać tylko etniczny Polak-katolik.
    A mocowanie w konstytucji organu regulującego rynek medialny jest idiotyczne.
    Konstytucja powinna być w pewnym sensie ponadczasowa.
    Powstają nowe media a znikają inne.

    „Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.”

    Przecież to mowa trawa.
    Z karabinem stoi ta straż?
    Nie wystarczy w konstytucji zapisać wolności słowa i prawa do informacji?
    Strażnik jakiś musi być zapisany?
    A jak straż nie stoi na straży, tylko reprezentuje partykularne interesy jednej partii, to łamie konstytucję?
    A kto jej może to zarzucić jak to organ konstytucyjny jest i jak to udowodnić?
    Czy takiego zarzutu nie można uznać za godzący w konstytucję, bo to atak na konstytucyjny organ?
    Jakby tego zapisu nie było, toby telewizja „publiczna” zniknęła?
    A może w jakąś polityczną zależność popadła, nie daj boże 🙂

  63. Na wszelki wypadek zostawiłbym w Ustawie Zasadniczej artykuł z definicją małżeństwa – do czasu rozwiązania „drobnego” problemu technicznego – seryjna produkcja dzieci w fabryce bez radosnego udziału kobiet i mężczyzn. Potem zawsze można zmienić konstytucję. Rozstrzygniecie pytania – kto może zostać prezydentem (np. Prawdziwy Polak-Patriota) jest i w konstytucji, na którą przysięga każdy „świeży” obywatel USA i stąd konieczność ukrywania, w której chacie murzyńskiej Czarnego Lądu stała kołyska z małym Barackem.

  64. @Parker, dzięki za wyrękę, a co do użytego przeze mnie przymiotnika na „i” w stosunku do naszej konstytucji, będę obstawał mimo wszystko przy swoim. Jak będzie okazja, to może wyśmieję jeszcze kilka artykułów tego dzieła, które już są nieformalnie pozbawione aktualności, a czas zdeaktualizuje następne. Kraj który ukształtował obecnie funkcjonujący świat z powodzeniem obywa się bez konstytucji i nikt nie może stawiać zarzutów, że tam się nie przestrzega prawa. Nikt się tam nie trudzi objaśnianiem kilkuset artykułów prawa, z których w naszym systemie można wywodzić dowolne bzdury, w zależności o składu ideologicznego TK. Skoro te artykuły są tak zawiłe i skomplikowane, oraz posiadają treści ukryte dla w miarę rozgarniętego obywatela, należy nazwać to po imieniu, a nie ganić kogoś i nazywać idiotą niezdolnym do zrozumienia tej poezji (to do @Jacobskyego).

  65. Monteskiusz,

    proponuję zacząć (w Twoim przypadku) od czytania ze zrozumieniem. KRRiT to nie telewizja…

  66. Na kanwie tych wszystkich przepychanek w polskiej pseudo-polityce (raczej- „polityczce”) widać jak aktualny jest nadal schlagwort papieża Aleksandra VII (1665-67) uzasadniającego istnienie inkwizycji czy potępień odstępców od jedynej, prawdziwej wiary: „Zły katolik jest zawsze lepszym od dobrego heretyka”. Prawda płynąca z tego papieskiego powiedzenia jest tyle uniwersalną – w polskiej rzeczywistości: religijnej, społecznej, politycznej, historycznej – w każdej – co omnipotentnie utylitarną.
    I to wyjaśnia wszystko, także to abym kolejne wybory (obojętnie jakiej rangi i czego by one nie dotyczyły) potraktował tak jak politycy (czy np. duchowni) traktują społeczeństwo: czyli w moim, wrocławskim wymiarze pojechać sobie w ten dzień np. do Czech, w Jesioniki, do Skalnego Miasta lub do Brna (niedaleko, samochodem obróci się w jeden dzień).
    Pozdrawiam.
    WODNIK53

  67. parker,

    fakt, że dla Ciebie wiele zapisów w konstytucji wydaje się zbędnymi nie oznacza bynajmniej. że tak jest z punktu widzenia prawa.

    To, co według Ciebie jest mową trawą, nie koniecznie nią jest z prawnego punktu widzenia. Są to szeroko ujęte zadania organu (w tym wypadku KRRiT), które to uprawnienia precyzują ustawy wynikające z konstytucji. Przypominam, że z punktu wiedzenia proceduralnego oraz politycznego dużo łatwiej jest zmieniać ustawy niż konstytucję, a więc dlatego uprawnienia konstytucyjne ujmowane są za pomocą określeń ogólnych, precyzowanych później przez ustawodawcę w toku normalnej działalności legislacyjnej, która to działalność – jak każda inna – podlega kontroli z punktu widzenia zgodności z konstytucją, co zresztą ma miejsce. Tak to działa i możesz burzyć się przeciw temu, ale równie dobrze możesz zacząć dmuchać na słońce kiedy jest Ci za gorąco. Ujmujący widok, dający okazję do poczynienia wielu cennych obserwacji na temat dmuchającego, w tym na temat zrozumienia pewnych zjawisk związanych tak z działaniem słońca, jak i z funkcjonowaniem systemu prawa w nowoczesnym państwie. Wielu rzeczom można się dziwować, a potem, jak się ich do końca nie rozumie – wyśmiewać.

    Pytania, które znajdują odpowiedź już w samej konstytucji (np. co do sytuacji, kiedy członkowie KRRiT łamią konstytucję). Polecam lekturę ustawy zasadniczej oraz wykładni. Pozwoli to oszczędzić niepotrzebnego wydatkowania energii na dmuchanie.

    Przy czym nie zamierzam udowadniać, że konstytucja RP napisana jest bezbłędnie. Sam mam zastrzeżenia do kilku rozwiązań (np. do określenia prerogatyw prezydenckich, również dyskusja o definicji małżeństwa jest moim zdaniem uzasadniona). Nie należy zapominać, że konstytucja pisana jest przez ludzi dla ludzi, z całym dobrodziejstwem inwentarza wynikającym z tego podstawowego faktu, pisana jest jako odzwierciedlenie pewnego stanu rozwoju społeczeństwa, ale też konstytucja w praworządnym państwie (którym jest RP) napisana jest w taki sposób, żeby móc ją unowocześniać jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, wyrażona przez naród w przewidzianej do tego formie. Jednak fakt, że konstytucję piszą ludzie dla ludzi nie oznacza, że jest ona napisana przez idiotów dla idiotów, jak tego chce Monteskiusz.

    Duch praw łatwo ulatnia się pozostawiając pustkę prowadzącą do niezrozumienia prawa. Parafrazując znany wszystkim slogan reklamowy pewnej sieci sklepów z elektroniką w odniesieniu do formułowania opinii o zasadności postanowień konstytucyjnych można powiedzieć:

    Konstytucja – nie dla…

    No właśnie.

    Pozdrawiam

  68. Ciekawe są rozważania Jacobsky’ego, Monteskiusza, Parkera i innych na temat konstytucji. Posiadanie konstytucji nobilituje każdy naród, można się tym chwalić (3.maja), ale niektóre artykuły aktualnej konstytucji nie są warte papieru, na którym je wydrukowano, no…chyba, iż znajdują się na nim podpisy twórców pokoju wojny polsko-polskiej. Taki dziwoląg ma dużą wartość dla zbieraczy.

    Moje wątpliwości do sensu umieszczania w Ustawie Zasadniczej zbyt szczegółowych sformułowań przestały mnie dręczyć, gdy prezydent „tysiąclecia” wykłócał się z nielubianym premierem o krzesełka i samoloty. Obie kancelarie, które należałoby wysłać w kosmos, wzajemnie się oskarżały o złe zrozumienie zapisów konstytucji. Znaczy to, że sformułowano artykuły o kompetencjach rządu i prezydenta niezbyt dokładnie (nie są „idiotensicher”). Należało przewidzieć kłopoty i zapobiec nieporozumieniom na temat kabiny w samolocie, krzesła w Brukseli i kto ma się wygłupiać za granicą jako szef państwa. Wtedy u nas byłoby spokojniej, a zagranica niech sobie pęka ze śmiechu i lekceważy prezydenta bez własnego zdania i poprowadzi rozmowy z osoba kompetentną w kraju. To już wszystko przerabialiśmy, jedno nas jeszcze czeka przed wyrzuceniem ministra Obrony. Według konstytucji tenże minister odpowiada za stan wojska, ale nie ma głosu decydującego. Głównodowodzącym jest prezydent, który nie odpowiada praktycznie za nic a ma możliwość torpedowania ruchów kadrowych, proponowanych przez ministra. Nie jest nawet bezpośrednim przełożonym ministra, bo szefem każdego ministra jest premier. Paranoja do potęgi! Gdzieś już wyraziłem swoje zadowolenie z faktu, że ministrem jest psychiatra, bo jedynie takowy może profesjonalnie podejść do takiej schizofrenii władzy nad wojskiem. Z zapisów konstytucyjnych wywiódł genialnie pewne wnioski jeden z największych kłamców n-tej Rzplitej, Waszczykowski, gdy całkowicie zwalił odpowiedzialność za skład delegacji i organizację wycieczki do Smoleńska na premiera, bo „prezydent nie dysponuje żadnym samolotem, ani helikopterem, więc nie mógł nikogo zaprosić na pokład samolotu, którego dysponentem jest premier” i jego pomocnik Klich. Nie ma znaczenia fakt, że generałowie zostali zaproszeni przez prezydenta, „któremu się nie odmawia”, jak mówią rodziny ofiar. Czy prokuratura wojskowa śledzi ten wątek? Żyje dużo osób odpowiedzialnych za ten dziwny koktajl wojskowy w jednym niebezpiecznym miejscu – z byłej kancelarii prezydenta, niektórzy przypisują główną rolę w doborze świty pewnemu prezesowi.
    Zmiana konstytucji mogłaby uzdrowić tę paranoję zgodnie z porzekadłem: „Albo rybka, albo akwarium” – jednoznaczna odpowiedzialność! Taki drobiazg: Człowiekiem odpowiedzialnym za katastrofę Casy był pewien generał. Świeżo mianowany minister chce go wyrzucić, a prezydent go awansował. Jak właściwa i dalekowzroczna była to decyzja przekonał się sam, gdy ów generał „przypadkiem” przemaszerował (po małpeczce) przez jego kabinę, aby pomóc kolegom przy lądowaniu. Podobno chciał sobie zaliczyć ten lot jako inspekcyjny – dla następnej gwiazdki, więc był zobowiązany do pobytu w kokpicie, co niektórzy krytykują mówiąc, że przecież nie ma pojęcia o TU 154M. To jest potwarz i głupota, bo on nie chciał mierzyć wysokości samolotu (moje hobby!), tylko ocenić harmonijną współpracę załogi i oczywiście żelazną konsekwencję w przestrzeganiu obowiązujących procedur (niestety niezbyt znanych ani jemu ani załodze).

    Myślę, że dopracowanie konstytucji w tej części jest ważniejsze niż problem „nazwania” małżeństwami gejów i lesbijki, łączących się w pary nie prokreacyjne, dla korzyści majątkowych, bo przecież o ich łóżkach nie ma mowy w konstytucji, ani w prawie karnym. Pod tym względem jesteśmy na innym etapie niż przodująca (wnet) w świecie religia i prawo muzułmańskie.

  69. @Ryba godz.11:41

    Szanowny panie Ryba, naleze do tej kategorii blogowiczow, ktorzy oceniaja pozytywnie Donalda Tuska (mw,marit,absolwent i wielu innych).
    Pan nalezy do frakcji Kartki,mentora, jasnego gwinta, ktorzy nie zostawiaja suchej nitki na Donaldzie Tusku. Wyluskalem z pana wywodu demagogiczny fragment, w ktorym potepia pan Tuska za to, ze niefrasobliwie grywa sobie w pilke nie przejmujac sie losami kraju. Ja uwazam, ze on przejmuje sie, udalo mu sie stawic czola tym wszystkim kleska , ktore spadly na nasz kraj. Ale nie bede o tym pisal, bo i tak pana nie przekonam.Gdyby pan poprzestal na rzeczowej argumentacji, dajmy na to tylko dyskwalifikujac moj przyklad z nieefektywnym pracusiem, to moze bym jeszcze z panem dyskutowal, ale poniewaz zastosowal pan argument ad personam ironizjac na temat uszkodzenia mojego mozgu, wiec oczywiscie koncze znajomosc. Czlowiek ryzykuje kiedy nieopatrznie zblizy sie do skunksa.
    Zalaczam wyrazy szacunku
    LP

  70. Odnosząc się do niektórych komentarzy na tym blogu, odnoszę wrażenie, że ludzie jakoś nie bardzo chcą „wychodzić na ulice” , mimo że ten rząd jakoby nic nie robi (z wszelkimi plagami, jakie nas spadły w minionym roku, poradził sobie całkiem nieźle). Wniosek – robi akurat tyle, by ludzie czuli sie w miarę bezpiecznie i konsumowali owoce 20 lat III RP.
    Ilekroć odwiedzają mnie przyjaciele, czy ktoś z rodziny od lat mieszkający na tzw. dawnym Zachodzie, podziwiają tempo zmian cywilizacyjnych – coraz ładniejsze, czyściejsze miasta i wsie w całym kraju, nawet drogi – nie bądźmy obłudni z tym nieustannym narzekaniem – coraz lepsze, wyjazdy za granicę, autentycznie turystyczne, a nie tylko za lepszym chlebem. Zresztą przemieszczaja się w tym celu nie tylko obywatele z Europy środkowowschodniej. Otwarta Europa te szanse stwarza wzsystkim. Młodzi Polacy studiuja, gdzie chcą, jesli – oczywiście – im się chce. Inni zawsze będą narzekać, bo wynieśli ten nawyk z domu. Dla wielu szklanka zawsze będzie w połowie pusta, ale tej mentalności nikt i nic nie zmieni za życia obecnie współegzystujacych pokoleń.
    Nadzieja JK na węgierski scenariusz wydarzen, które wyniosły Orbana jest, mam nadzieję, płonna. Nie sadzę, by marsze po Krakowskim Przedmiesciu przyciągnęły tłumy, na jakich zależy Prezesowi Wszechczasów. Powtórka z IV RP -brrr…
    Scena polityczna w koncu się „ucukruje” (potrzeba wiecej czasu, dopływu świeżej krwi), tworzywo polityczne „wymaceruje”, ale rewolucja w stylu PIS (wspartej klonem PJN) – never!!!

  71. „Tak krawiec kraje, jak mu materii staje” – mówi przysłowie.
    Bardzo mądre przysłowie.Podzielając Pański pogląd Redaktorze, że co
    prawda Rząd PO wziął na swoje barki zbyt wiele zadań, zbyt ambitnych,
    ale i tak się z nich, w stosunku do obietnic, bardzo dobrze spisuje.
    Wystarczy przypomnieć poprzedników – „szkoda gadać!”, a przecież do
    końca kadencji, czasu mnóstwo.
    Takie „kłody” pod nogi jak: kryzys światowych finansów, powodzie w
    Polsce czy ta „nieszczęsna” katastrofa, nie były Przez Premiera Tuska i
    jego Ekipę brane w ogóle pod uwagę.
    A były to „sprawdziany” najwyższej rangi.
    Dlatego podpisuję się oboma rękami, pod tym stwierdzeniem:
    „Polityka jest przecież sztuką robienia tego, co możliwe. A obawa przed PiSem jest nadal uzasadniona, o czym szybko byśmy się przekonali pod rządami PiS-SLD-PSL. To ja wolę drugą kadencję premiera Tuska. ”

    Pozdrowionka.

  72. A ja ci @Jacobsky proponuję otworzyć okno i wykonać serię fizycznych ćwiczeń, aż do pojawienia się wyraźnych objawów ukrwienia i dotleniania procesora.

  73. Witaj Cynamonie!
    Już chciałam Cię wywołać – hu,hu, huuu, hej,heeej! Myślałam nawet, że może baca Cię nawiedził z odpowiednim gościńcem, co mogło skutkować Twoim chwilowym wymiksowaniem się z blogowania.
    Podpisuję się również wszystkimi kończynami pod pana redaktora i Twoim wnioskiem: ja również „wolę drugą kadencję premiera Tuska”. Uzasadniłam to m.in. we wpisie z g. 16.16 (6.02) na tym blogu.Pozdr.

  74. antonius 15:41

    Antoniuszu, „doprecyzowana” konstytucja może być tak samo niebezpieczna jak ta niedoprecyzowana. W istocie, przy przeciętnym stopniu „doprecyzowania” konstytucji, jaki spotykamy w większości krajów mających konstytucję (albo akty prawne jej równoważne), w tym i w Polsce, problemem jest tylko interpretacja zapisów konstytucji,a więc kontekst społeczny, polityczny, historyczny, no i ludzie, dokonujący tej interpretacji albo się na nią godzący (czy też nie).
    Tak jest chyba wszędzie. Konstytucja nie jest aktem wykonawczym, a więc pewna niejasność co do podziału uprawnień i odpowiedzialności między instytucjami, o których wypowiada się konstytucja, zabezpiecza podział władzy i chroni demokrację.
    Nie da się, w żadnej mierze, zapisać w konstytucji dokładnie uprawnień i odpowiedzialności, oraz ich podziału i wzajemnego stosunku, poszczególnych osób, funkcji, agencji, urzędów czy instytucji. Musiałaby ta konstytucja mieć postać tysięcy woluminów, czasami mających ponad sto lat (jak w krajach anglosaskich). A i interpretacja wcale nie rozwiązuje sprawy: przypominam sobie spory (pewnie ciągle jeszcze trwają) w Kanadzie nad prawem Sądu Najwyższego do „aktywistycznego” interpretowania zapisów konstytucji (a więc „domyślania się”, co prawodawca chciał powiedzieć, a więc co powiedziałby dziś, w zmienionych warunkach) a interpretacji pozytywnej, formalnej, opartej na stosowaniu litery prawa, a nie jego ducha (cokolwiek by to miało znaczyć).
    Myślę, że zrozumiała jest frustracja, wynikająca z doświadczania problemów, mających swe źródło w nie dość precyzyjnym zapisie konstytucyjnym. Ale wyobraź sobie, Antoniuszu, że byłby to zapis precyzyjny: czy starczy wolej skóry z wszystkich wołów na świecie, aby zapisać ewentualności wszystkich wydarzeń, jakie mogą nas spotkać?

    W przypadku, który podajesz, zależność szefa sztabu, najwyższego wojskowego, od jednej tylko osoby, w jeden tylko sposób, jest chyba mniej optymalna niż jego zależność od dwóch głównych ośrodków decydenckich. W normalnych warunkach nie powinno by to mieć specjalnych negatywnych skutków, jeśli te ośrodki mają na względzie dobro kraju a nie tylko wygranie kolejnych wyborów (tu oskarżam wyraźnie tylko obóz b. prezydenta). W warunkach wojny – sytuacja jest „doprecyzowana”. Natomiast taka „niejasna” sytuacja zabezpiecza na wypadek…no, choćby zamachu stanu, realizowanego przez jeden z tych ośrodków władzy.
    W każdym razie, siłą demokracji jest jej „słabość”, tak jak słabością systemu autorytarnego jest jego „siła”.

  75. antonius pisze:
    2011-02-06 o godz. 15:41

    Dlatego że zgadzam się z Twoim komentarzem, antoniusie, zabronił bym
    organizowania jakichkolwiek oficjalnych (wiadomo kto poniesie koszty
    tych wszystkich „capstrzyków”, przelotów, przejazdów!) uroczystości.
    Ten dzień, 10 kwietnia, ogłosiłbym Dniem Rozpaczy nad Rozumem w
    Polsce.
    Niedorosły uczuciowo i toczący do spółki ze swoim bratem, prezydent
    „tysiąclecia”, walki z resztą Narodu, zagania na pokład samolotu jak
    posłuszne baranki ,96 osób ze ścisłej Elity Narodu i nikt nie protestuje!
    Czym on ich omamił?
    Jakie „prochy” musieli zbiorowo zażyć aby nie protestować przed
    odlotem (pogoda w Warszawie, spóżnienie wylotu, komunikat Rosjan
    o „stanie” lotniska i pogodzie w Smoleńsku)?
    Zaćmiło wszystkich, omamiło, szalejem oblało, że nikt nie zadał sobie i
    innym pytania: „Samoloty, zwłaszcza w złą pogodę, się rozbijają. Czy
    my musimy tak się spieszyć? A jak już – to po co?”
    Wszyscy, nawet kształceni na tą okoliczność piloci, nagle dostali
    „kaczego rozumu”?
    I właśnie dla upamiętnienia tego „kaczego rozumu” zarządziłbym Dzień
    Rozpaczy nad Rozumem w Polsce. Dzień 10 kwietnia.
    A jak ktoś chce „świętować” – to za własne!

    Pozdrowionka.

  76. mag, cynamon29
    podzielam pogląd
    Monteskiusz
    doskonały komentarz, serdecznie się uśmiałam

  77. Po długim spacerze przeczytalem dyskusję nad moją polemiką z Mw. To satysfakcjonujące, że część dyskutantów widzi podobnie jak ja sytuację kraju rządzonego przez PO.
    W wszystkich komentarzach akceptujących politykę PO w mniejszym lub większym stopniu daje się wyczuć lęk przed rządami pis-u czy wdzięczność dla PO, że tych rządów piszący nie muszą znosić. Czyli tak jak pisałem wczoraj główną zaletą PO dla wyborcow jest to, że nie jest pis-em. To jest też głównym deklarowanym przez Blogowiczów powodem glosowania na tę partię. Tak więc pozostaje mi tylko z satysfakcją powtórzyć, że nie ma co do PO dorabiać filozoficznych czy ideologicznych uzasadnień, zalet, wizji itp. Jak pisałem polemizując z redaktorem Szostkiewiczem – „PO to tylko partia władzy, której nic więcej niż władza nie interesuje i że poparcie zawdzięcza tylko strachowi przed powrotem Kaczyńskiego do władzy”. I indywidualną sprawą jest czy po oddaniu na tę partię głosu czuje się wstręt do siebie czy satysfakcji z siebie. Ludzie zwykle – również z pośród uczuć – wybierają bowiem to co im jest wygodne, z czym się lepiej czują.
    Pozdrawiam

  78. antonius.

    wydaje mi się, że posiadanie konstytucji to jedno, zaś sposób robienia użytku z istniejących praw to drugie. W związku z tym nie trzeba rozpatrywać faktu posiadania czy nie posiadania konstytucji w kategoriach nobilitacji. Anglia dla przykładu nie ma konstytucji jako spisanego, nadrzędnego aktu prawnego, ale mimo to panujący tam porządek prawny trudno uznać za przejaw wstecznictwa. Magna Carta istnieje od XIII-go wieku, Habeas Corpus Act – od XVII-go, i zawierają one rozwiązania w sumie wciąż aktualne. Z drugiej strony peerel, Związek Sowiecki oraz wiele innych krajów niedemokratycznych miały konstytucje – a jakże ! – ale co z tego ? I w przypadku krajów tego typu trudno mówić o ich nobilitacji tylko i wyłącznie z uwagi na posiadanie konstytucji.

    Pozdrawiam

  79. mag, 16:16
    Choć nic odkrywczego Pani nie pisze – na pewno sama Pani zdaje sobie z tego sprawę – to przyjemnie się czyta takie teksty.
    Obejrzałem dzisiaj „Jak zostać królem”, wzruszający film, który gorąco polecam. Zastanawiam się, czy pojawi się w Polsce polityk, który przemówi do serca, ba, będzie czuł potrzebę przemówienia do serca społeczeństwu.
    Nie wymieniam celowo tematów, chodzi jedynie o tę potrzebę.
    Tak posłuchać, uwierzyć i się wzruszyć?
    Serdecznie pozdrawiam

  80. Jacobsky

    To prawda.
    Z mojego punktu widzenia wiele zapisów prawa, nie tylko konstytucji, wydaje się zbędnymi.
    Odnoszę wrażenie, że wiele z nich powstało z nudów legislatorów.
    Prawnicy i politycy, a to oni tworzą przepisy, mają generalnie tendencje do ujmowania w ramy prawne wszystkiego co się da.
    Chyba tylko po to, żeby uzasadnić sens swojego istnienia.
    To jest miedzy innymi przyczyną tego, że w Polsce w sądach się nie sądzi, tylko stosuje przepisy.
    Konsekwencją jest zapaść systemu sądowniczego i ciągnące się latami a czasem dziesiątkami lat procesy.
    Jak Cię kiedyś zapytałem, po co nam Prezydent to w odpowiedzi usłyszałem, że jest nam potrzebny, bo tak jest w naszej konstytucji zapisane 🙂
    Senat jest nam po to samo potrzebny i tysiące bzdurnych przepisów bo wynikają z innych równie bzdurnych.
    I tak się to wszystko kreci ku udręce obywateli.
    Za rzadko sobie zadajemy fundamentalne pytanie „PO CO?”
    To nie to samo pytanie co „DLACZEGO?” wbrew pozorom, choć odnoszę wrażenie, że nie widzisz między nimi różnicy.

  81. Wniosek Cynamona29,na zasadzie lużnych skojarzeń (niestety robią się co raz lużniejsze),przywołał na pamięc święto „czterdziestu menczennikuf” stanowiące mit założycielski satrapii antylskiej wykreowanej przez Kurta Vonneguta w „Kociej Kołysce”.Coś jest na rzeczy.
    Pokrewieństwo dusz ?.
    Dziesiąty Kwiecień nie jest odpowiedni.Jednak to trauma.
    Plącze mi się po głowie (lużnośc asocjacji) drugi Maja bez przydziału.

  82. Kurt Vonnegut był geniuszem.Lód 9 opisany w „Kociej Kołysce” przed laty znajduje swoje potwierdzenia w istnieniu materii barionowej zwanej „dziwadełkami”.Które mogą zachowac się jak lód 9 .Zmieniając swojską materię w dziwadełka.Na amen.To jeden ze strachów LHC.

  83. Zgadzam się z opinię Kartki z Podróży. Zresztą jak przyznaje marszałek Schetyna „sam strach przed PiS już nie wystarczy”. Owszem jest lepiej niż za rządów i prezydentury braci Kaczyńskich. Ale trzeba iść naprzód. Faktem jest, że opozycja jakby nie chciała przejąć władzy, nie formułuje (zwłaszcza lewica), żadnych sensownych alternatyw. Po prostu nie ma wybory, choć ludzie coraz bardziej mają w pamięci obecne rządy, niż rządy poprzedników sprzed 4 lat. To się zaciera w świadomości społecznej.
    Poza tym PO to partia władzy. Ostatnia ustawa o „racjonalizacji” zatrudnienia w administracji jest tego ewidentnym przykładem. Czystej wody zagranie pod publiczkę. Inny przykład to podnoszenie podatków i całkowita inercja w ograniczaniu wydatków państwa. To na łamach polityki pisano niedawno, że w Polsce mamy jednocześnie 6 różnych systemów emerytalnych. Słowem PO nie robi już nawet tego co może, ale nadal straszy nas widmem PiS. To coraz bardziej wytarty argument. Coś jak wystąpienie prezydenta Mubaraka. Ustąpię, ale jeszcze nie teraz, bo nie ma komu oddać władzy, bo może być chaos.

  84. Rozumiem wszystkie uwagi na temat moich dywagacji „konstytucyjnych” i jako człowiek z natury uprzejmy i skłonny do kompromisów jestem skłonny wszystkie zaakceptować. Chwała Bogu nie było dokładnie przeciwstawnych opinii, bo musiałbym dokonać wyboru i byłoby mi przykro. Gdy pisałem o „nobilitacji” narodu to miałem gdzieś w „rozumie” zakotwiczone w dzieciństwie wspaniałe tyrady na temat przodownictwa na świecie polskich polityków, którzy opracowali konstytucję 3. maja, ewenement na skalę światową. Niezbyt pamiętam konstytucji PRL, choć byłem przy narodzinach tej formacji, obiła mi się o uszy tylko „przewodnia rola partii i tej „roli” się boję w wykonaniu PiS’u po najbliższych wyborach. Aktualnej konstytucji też nie znam na pamięć, ale ściągnąłem z internetu i trzymam na dysku. Tylko dorywczo (po Smoleńsku) studiowałem tę zabawną historię o 3 osobach pełniących kolejno funkcję prezydenta w ciągu jednego dnia. Tu precyzja była wystarczająca i kancelaria mogła wypłacić odprawy trzem osobom (to rzecz jasna „wężykiem”…, a może nie?). Obstaję jednak przy tym, aby nie zmienić tradycyjnej definicji małżeństwa i nie dbam o to czy jest w konstytucji czy nie.
    Nieprzestrzeganie konstytucji nawet w tych miejscach, gdzie nawet analfabeci nie mają problemów ze zrozumieniem tekstu nie jest zastrzeżone dla Polaków, wszyscy gwałcą te biedaczki i tłumaczą korzystnie dla siebie.

    Przypominam sobie zabawną historię a propos z czasów przed PRL, tzn. w Polsce Ludowej pod koniec lat czterdziestych. Na lekcji przysposobienia obywatelskiego zjawił się inspektor z ministerstwa. Przerażony nauczyciel chciał się popisać i zapytał pewnego półidiotę (marnie skończył jako ginekolog) o czym to rozmawialiśmy na poprzedniej lekcji. Tak naprawdę ten sam nauczyciel – oficer bez matury „ale z chęcią szczerą” miał też przysposobienie sportowe i tłumaczył nam jak się poruszać na nartach (na sucho). Udawał, że mówiliśmy o drugiej wojnie światowej. Kolega zaczął poprawnie: „Niemcy napadli na Polskę…” i się zawiesił. „I co”, pyta niecierpliwie Pan profesor. Po chwili wahania padła genialna odpowiedź: „I zgwałcili konstytucję”.
    Może i miał rację, ale ja tamtej też nie znałem i nie wiem czy bardzo ucierpiała tym gwałtem, czy była zdolna się otrząsnąć bez prochów z takiej traumy. Przysięgam, że to prawda, a nie dowcip.

    Na koniec trochę prywaty. Niepisane akty prawne, obowiązujące w minispołeczeństwach też są bardzo istotne i ich przestrzeganie umożliwia współistnienie. Jestem Ślązakiem z Opolszczyzny, moja żona pochodzi z okolic Tarnopola (babićka nie z Chrzanowa!). Ustaliliśmy po pierwszych nieporozumieniach reguły współżycia i trzymaliśmy się ich z większą determinacją niż piloci procedur – mieliśmy dwa tematy tabu, nie powiem jakie. To była nasza konstytucja i dzięki jej przestrzeganiu dobrnęliśmy w okolice miedzy złotym a diamentowym weselem. W sprawach ekonomii ustalenia były jeszcze prostsze: Zrezygnowałem z parytetu, powierzając decyzje ekonomiczne żonie i nigdy nie wydawaliśmy więcej pieniędzy niż zarabialiśmy. Dlatego niestraszny byłby nam lokalny zegar Balcerowicza.

  85. Monteskiusz,

    Tobie nawet upgrade do i7 nie pomoze.

    Jak zwykle w takich przypadkach: uprzejmosc za uprzejmosc.

    Do milego…

  86. parker,

    piszesz:

    „Jak Cię kiedyś zapytałem, po co nam Prezydent to w odpowiedzi usłyszałem, że jest nam potrzebny, bo tak jest w naszej konstytucji zapisane”

    Chyba nie tak odpowiedziałem, bo o ile sobie przypominam, to w dawanych Tobie odpowiedziach posługiwałem się konceptem fundamentalnym w prawie konstytucyjnym, abstrakcyjny dla kogoś patrzącego z zewnątrz, ale zrozumiały dla prawników, a wynikający z filozofii prawa zbudowanej na wielowiekowej tradycji, koncept, jakim jest wymóg zachowania ciągłości władzy państwowej. Dopiero potem prawdopodobnie dodałem, że w polskiej konstytucji tym gwarantem jest prezydent, gdyż tak postanowili twórcy ustawy zasadniczej, i tak zostało w niej zapisane. Pamiętam, że atakowałeś zaciekle zasadność istnienia funkcji prezydenta, i masz do tego święte prawo, ale to nie znaczy, że – patrząc obiektywnie – istnienie urzędu prezydenta jako jednego z podstawowych elementów systemu sprawowania władzy w państwie jest złe. Owszem, może nie być prezydenta, ale na jego miejsce trzeba będzie powołać instytucję mającą dokładnie tę samą rolę: zagwarantować ciągłość władzy w państwie.

    parlament jedno- czy dwuizbowy ? – spór wciąż otwarty. Osobiście nie mam zdania w tym temacie. DLACZEGO nie mam ? Bo nie mam…

    Pozdrawiam

  87. mw pisze:
    2011-02-06 o godz. 17:27
    antonius 15:41
    Jacobsky pisze:
    2011-02-06 o godz. 18:59

    Wszystko to ładnie i pięknie, co piszecie, ale …
    Konstytucja i wszelkie prawa z niej wynikające, pięknie wydrukowane,
    pięknie oprawione, mają się nijak w naszym społeczeństwie.
    Już tłumaczę: do pojmowania podstaw konstytucyjnych, prawa w ogóle
    potrzebne jest jeszcze społeczeństwo, które te prawa i konstytucję
    w ogóle rozumie, a jeszcze lepiej jest gdy poczynając od siebie, te prawa
    realizuje (najlepiej od małego i na co dzień).
    Tymczasem co my tu mamy w tzw. „tyglu polskim”?
    Lekceważenie prawa na każdym kroku, prosty przykład pijani kierowcy.
    „Załatwianie” (czytaj: kradzież, przekręt, łapówka) po dziś dzień
    nagminne i „społecznie przyzwolone”. Totumfactwo i przymykanie oka,
    intrygi i listy anonimowe do urzędów skarbowych (bo sąsiad kupił …,
    a za co kupił? – na pewno ukradł!).
    Takie są cech (nadrzędne) polskiego społeczeństwa na początku
    XXI wieku.
    A skąd to się wzięło? Ano wzięło się „toto” z poprzedniego systemu jaki
    obowiązywał w Polsce. Przecież „wtedy” jak ktoś nie podprowadził,
    przyniósł z pracy, nie zachachmęcił, zakombinował to był tzw. Cienkim
    Bolkiem. Rekordy bili bonzowie partyjni, urzędnicy państwowi,lekarze
    (przepraszam jeśli kogoś ze służby zdrowia bezpodstawnie posądzam –
    gwoli sprawiedliwości – byli też uczciwi), adwokaci, komornicy i tak
    by jeszcze długo wymieniać.
    W końcu „elity narodu” dawał przykład tym maluczkim: i tak jeżeli
    jakiś sekretarz, wiadomej partii budował z lewych materiałów daczę za
    miastem, to zwykły budowlaniec (u sekretarza na jego daczy) dobrze
    wiedział że to są lewe materiały. No to budowlaniec „podprowadzał”
    sekretarzowi jeden, dwa a może trzy worki cementu (np.).
    Zauważcie proszę jaka perwersja – złodziej okrada złodzieja!
    No dobra, ale jakiś Iksiński takiej fuchy nie miał, a też chciał usilnie
    zarobić na lewo. Ponieważ pracował w Ursusie albo jakim innym ZUMie,
    miał dostęp do metalu, żadnego tam szlachetnego (chociaż niektórzy
    mieli) miał dostęp do blach, kątowników, rur i rurek wszelkiego rodzaju.
    Taki ZUMowski Iksiński tak długo z zakładu wynosił materiał, że aż
    wyszła mu z tego (kradzionego) taczka. Tą taczkę handlował murarzowi
    (temu od daczy sekretarza) za przykładowo 5 worków cementu.
    Teraz „metalowiec” miał skradzione 5 worków cementu, „budowlaniec”
    skradzioną taczkę, żeby jeszcze więcej cementu ukraść sekretarzowi,
    który nota bene ten cement na lewo „załatwił” (czyt. ukradł).
    To jeszcze nic.
    Ci trzej (przykładowi) spece od kombinacji, machlojek i przekrętów,
    wracali po „ciężkiej” pracy w domowe pielesze i opowiadali swoim
    żonkom, przyjaciółkom i kochankom, jacy to oni dzisiaj sprytni byli –
    innymi słowy: ile to nakradli.
    Nie muszę dodawać że takim rozmowom z ciekawością, przysłuchiwały
    się dzieci (one zawsze mają gumowe ucho).

    I teraz to „spiritus movens” naszej sprawy, wypływa na światło dzienne.
    Wielu z tych o których wspomniałem powyżej, jeszcze żyje i głośno
    krzyczy o swoje prawa, o emerytury. Ich prawo. Ich morale.
    W najlepsze żyje się dzieciom, tych już emerytowanych.
    Oni także już mają dzieci, wychowane w podobnym duchu jak tatuś,
    dziadek, wujek, ciotka …
    O jakim poszanowania i konstytucji my tu mówimy?!
    „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.”
    Znane, prawda?
    Tu trzeba kilku pokoleń, aby naszych kombinatorów i kanciarzy
    wytrzebić! Tą pokomunistyczną zarazę, która w dalszym ciągu dyktuje
    prawa „społecznie przyzwalane”.
    Lata całe „treningu” komuny, tak wypaczyły słowa solidność, uczciwość,
    rzetelność jak słońce szyny tramwajowe w upalny dzień!
    Kraje zachodniej Europy już dawno uporały się z tym problemem.
    Dotąd dopuki nie zmienimy mentalności ludzkiej w Polsce, zapomnijmy
    raczej o nowych, poprawionych, ulepszonych konstytucjach.
    Szkoda papieru, szkoda farby drukarskiej.
    Prawdziwą konstytucję wynosi się z domu rodzinnego.
    Resztę można doczytać póżniej.
    I spokojnie, na co dzień realizować!

    Pozdrowionka.

  88. parker 19:16

    Zwróciłem uwagę na Twoje pytanie: „po co nam prezydent”.
    Sam sie nad tym nie raz zastanawiałem (i ciągle zastanawiam) i myślę, że jego potrzeba wynika (znowu, mnie się wszystko kojarzy, jak temu sierżantowi…) z warunków i doświadczeń ekonomicznych, historycznych, politycznych, edukacyjnych i co tam jeszcze, naszego społeczeństa.

    Jest ono znacznie mniej „oblatane” i świadome swej roli, miejsca, praw i obowiązków, a szczegolnie jest w nim dość silna potrzeba „twardej ręki”, „porządku”, tego, „żeby ktoś coś z tym wreszcie zrobił” i „wyrzucił te nikomu niepotrzebne przepisy”. Oczywiście to jest gwóźdź do trumny demokracji i wolności, jak ją dziś tutaj rozumiem (właśnie obok, na blogu Bendyka „Matrix”, w komentarzu zastanawiam się – ciągle się zastanawiam – czy te pojęcia są normatywne czy deskryptywne – rozumiesz mnie, co?)

    Dlatego jestem takim przeciwnikiem (na razie) JOW i likwidacji stanowiska (i funkcji) prezydenta. Wybory proporcjonalne, w tak anarchistycznie i jednocześnie (paradoks!) autorytarnie zorientowanym społeczeństwie, gwarantują reprezentacje wszelkich (większości przynajmniej) poglądów, nurtów. To konieczne dla względnego spokoju społecznego. W przypadku JOW, absolutną większość może zdobyć (i często zdobywa, np. w Kanadzie) partia z 39% głosów. Nie musi zawiązywac żadnej koalicji. Rządzi sama. Wyobrażasz sobie to u nas? Rewolucja na ulicy! A jak nie – to co, gdyby np. PiS miał absolutną wiekszośc? Gorsze niż Orban (choć, jak mówiłem, wielu u nas to by się spodobało…)
    Dlatego ciągle jeszcze potrzebny jest prezydent z prawem weta, aby zapobiec absurdom. Wyobraź sobie, że PO, w wyborach wiekszościowych, zdobyłaby w 2007 r. absolutna większość parlamentarną. I że nie byłoby prezydenta z prawem weta. I, załóżmy (samobójstwa polityczne się zdarzają) przeforsowałaby regulacje i ustawy (w latach 2008 – 2010), jakie proponuje dziś prof. Balcerowicz i podobnie myślący ekonomiści. … Nikt nie mógłby ich zawetować, a TK zająłby się nimi po 6, 9 albo 12 miesiącach, zresztą nie wiadomo jak by zawyrokował.

    Masywna prywatyzacja molochów spółek SP z masowymi redukcjami i obniżeniem zarobków. Drastyczne obniżki płac i redukcje w budżetówce. Wszystko to, co miałoby obniżyć deficyt i dług już teraz, wg sugestii ekonomistów, patrzących wyłącznie na wskaźniki i niemających zielonego pojęcia o tym, jak żyją ludzie.

    Oczywiście, w społeczeństwie zamożnym, świadomym siebie, polityki i uwarunkowań ekonomicznych to się da zrobić. W drugiej połowie lat 90 w Kanadzie wstrzymano podwyżki płac z funduszów publicznych, obniżono pułapy najlepiej zarabiającym grupom i w ciągu paru miesięcy zredukowano zatrudnienie w sektorze publicznym o 400 tys. osób. Sektor prywatny na gwałt się odchudził i zmodernizował. Nie mają tam prezydenta, mają rządy często większościowe jednej partii. Dziś jest tam OK. Ale to inny świat. U nas może za 25 lat?
    Hiszpanie zdaje się coś tam robią wspólnie na swą skale (proporcjonalnie do swego stanu posiadania i mentalności), no ale oni mieli zawsze kapitalizm (kiedyś państwowy, ale jednak to była gospodarka rynkowa, niczego innego nie znali nigdy), a poza tym my jesteśmy na takim etapie, jak oni byli pod koniec lat 70.

  89. Upilnujcie i obejrzyjcie koniecznie reklamę „Off plus Camera”
    Jest dość często na TVN24.
    Po słowach lektora „… i wygraj piękny weekend w Krakowie…”
    jest pokazany na ekranie „komórki” piękny… wybuch bomby atomowej!
    Polak potrafi, zwłaszcza w reklamie.

    Pozdrowionka.

  90. Przeczytałem właśnie ten skrót wywiadu Schetyny. Może istotnie lud to kupi i da się przekonać, że radykalne reformy są konieczne. Skoro wszyscy to mówią: politycy, media, blogosfera, ulica…. Albo chociaż da sobie powiedzieć, że „reformują”. Skoro wszyscy mówia, że radykalne reformy są niezbędne, no to na pewno „coś w tym kierunku robią”.
    Nie takie wolty masowe już widzieliśmy. W końcu Balcerowicz nie zmienił poglądów ani na jotę w porównaniu z początkiem jesieni, a lud nagle przestał go odsądzać od czci i wiary i widzi w nim zbawcę, pokładając w nim rzekomo (nie widziałem tych sondaży) wielkie zaufanie.
    Może tak to wymyślili…. Gdy lud da się przekonać, że mniej jest więcej, to nie zauważy, że ma mniej. Psychologia. Może to i pomysł.

  91. Nie chce mi się z ciebie śmiać @Jacobsky. Mimo wszystko otwórz okno i przewietrz głowę, a organowi daj spokój.

  92. Ja też wolę platformę chociażby z tego powodu, że potrafi oszczędzać pieniądze nie tylko państwowe bo racjonalizuje wydatki ale i własne partyjne chyba nikt nie chce pracować u szefa, który wiecznie zadłużony nie na wypłaty dla pracowników.

  93. Mag! dot. 16.16!
    Miód polałaś na moje serce. Masz całkowitą rację. Polska się strasznie zmienia. I jednocześnie ta wielka szansa dla każdego z nas indywidualnie, aby być kimś. Nikt w niczym nas nie ogranicza, te bariery są w naszych głowach.
    Przykład – dziewczyna ze wsi żywieckiej, przyjazd do Warszawy, praca najpierw jako sprzedawczyni, później kelnerka, jednocześnie studia, przejście na studia dzienne, praca wieczorami. Ukończenie z wyróżnieniem, dobra praca, a teraz wylot do Szwecji, gdzie czeka helikopter, aby można było poszusować na desce po dziewiczym stoku w pustce polanej. Tak się kaszle – narzekający.

  94. Jeżeli chodzi o Konstytucję, to zgadzam się z głosami, że potrzebna jest nam ustawa zasadnicza wielkości strony jednej stronicy A4, a może i to za dużo. Moim zdaniem Konstytucja nasza jest zbyt szczegółowa, ta nowa powinna zawierać tylko I i II rozdział (no i wiadomo – XII), a i to w szczątkowej wersji.

  95. Kartko z podróży – nie mam już co pisać, bo wszystko co napisałeś pasuje jak ulał do moich własnych odczuć. Mogę tylko dodać, że w moim przypadku to już koniec głosowania na leniwe i samozadowolone platformerskie ciepełko. Myślę, że stać nas na coś wiecej niż PO (i nie mam tu na myśli oczywiście PiSuaru ;). Pozdrawiam

  96. @cynamon29 pisze:
    2011-02-06 o godz. 22:20

    Jak zwykle ob. Cynamon ma rację i w pięknym stylu pokazał bolączki polskiej mentalności. Nie przekonuje mnie tylko głęboka wiara w to, że dwa pokolenia wystarczą, aby cokolwiek zmienić w stosunku Polaków do własności narodowej (tzn. niczyjej). Przypominam, że szlachta w którymś tam wieku rozkradła fundusze Komisji Edukacji Narodowej, tego wspaniałego (teoretycznego niestety) osiągnięcia społecznego.

    Przykład z kradzieżą metali niezbyt szlachetnych przypomniał mi historyjkę z mojego miasta. Dyrektorzy pewnego potężnego zakładu kazali sobie pokryć anteny telewizyjne platyną, aby lepiej działały . Platyna w zasadzie powinna była służyć narodowi polskiemu jako katalizator procesów chemicznych na drodze do dobrobytu w państwie socjalistycznym, a służyła do szerzenia kłamstw w telewizji publicznej (zresztą innej nie było).

  97. Monteskiusz,

    smiech to zdrowie. No i terapia. Tak mowia psychiatrzy, a wiec smiej sie do woli.

  98. Torlin,

    niestety, ale czasy, kiedy 10 przykazan wszystko zalatwialy juz dawno przeminely.

    Powiedz mi dlaczego ta, czy wiele innych konstytucji podobnych w objetosci i w tresci, jest zbyt obszerna. Ciebie jako obywatela dotyczy bezposrednio raptem kilka rozdzialow, kilkanascie artykulow (moze wiecej, ale z pewnoscia nie calosc). Reszta to podstawy funkcjonowania organow panstwa i panstwa jako takiego, panstwa, ktore jest skomplikowanym aparatem. To trzeba gdzies skodyfikowac jako zrodlo zasadnicze prawa w panstwie.

    To troche przypomina narzekania na dzisiejsze samochody ze strony panow w pewnym wieku, zajmujacych sie weekendowa mechanika samochodowa przy domu: „Kiedys, to mozna bylo, Panie, wejsc pod maske i jeszcze miejsca starczylo, zeby sie obrocic, a dzis reki nie da rady wsadzic, tak wszystko zabudowane”, ale zaraz potem „Moj malo pali, idzie do przodu jak burza, ma klime i w ogole full wypas, dobra bryka”.

    Jak sie chce miec nowoczesne panstwo z trzema wladzami, precyzyjnie rozdzielonymi jedna od drugiej, a dodatkowo jeszcze instytucje, zasady prawne oraz mechanizmy regulujace stosunki miedzy obywatelami oraz ustalajace ich prawa, to gdzies trzeba to zapisac. Konstytucja to mizerny objetosciowo dokument. Miales w reku kodeks cywilny ? A kodeks procedury cywilnej ?

    Pozdrawiam
    mechanizmy, to trzeba to zapisac

  99. @Jacobsky pisze:
    2011-02-07 o godz. 12:46

    Jestem za, a nawet przeciw. Walczyłem z kk (nie mylić z kościołem), kpk, kw i KW (nie Komitet Wojewódzki tylko Komenda Wojewódzka) ale nic nie przebije kodeksu postępowania cywilnego z elementami administracyjnego. Jaką miałem frajdę, gdy jako laik „pouczałem” fachowców w/w kodeksów, wykazując im ignorancję „zawodową”.

  100. antonius pisze:
    2011-02-07 o godz. 10:43

    Ależ masz całkowitą rację Antoniusie! Żeby „tę zarazę” wyplenić, trzeba
    nam 10 -15 pokoleń!
    A i to nie ma pewności – Einstein powiedział: „wszystko jest względne”.
    Jest nadzieja w grudniu 2012. Kończy się słynny Kalendarz Majów.
    Ma nastąpić taki „drobiazg kosmiczny”, jak przebiegunowanie obecnych
    biegunów Ziemi. Jako fizykowi, nie muszę Tobie tłumaczyć, że jak to wszystko srujnie, to będzie „po ptokach”!
    Może wtedy „matuszka” Ziemia, trochę odpocznie.

    Pozdrowionka.

    P.S. Do ewentualnych badaczy krwi na tym blogu i innych genetyków
    mam nieco niezręczne pytania:
    – czy głupotę ludzką można „krwiście” dziedziczyć?
    – czy chachmęcenie, kombinowanie, przekręt rodaka przez rodaka,
    jest w ogóle uleczalny? Człowieka przez człowieka też? (tu ukłon w
    stronę ET, bo on to lubi).
    i coś specjalnego dla paleontologów:
    – czy dinozaur mógł przetrwać do dzisiejszych czasów w formie Jarkacza,
    Klępy, tfuj oczywiście że Kempy, Płaszczaka, tfuj już drugie z rzędu
    (ale się naplułem!) oczywiście że Błaszczaka, no i Rycholca tego z tych
    Czarnieckich?

    Ostatnie pytanie interesuje mnie szczególnie, ponieważ 2012 chciałbym
    przetrwać (mimo wszystko – ot, z ciekawości), ale też mieć i gwarancje,
    że „takowych” nie spotkam.
    Z kury dziękuję! Tfuj, z góry oczywiście.
    (przepraszam za tyle plucia)

  101. Antoniusie (ale i innym też),
    na pewno Ciebie to zaciekawi – NASA pokazuje „całe Słońce”:

    http://www.gmx.net/themen/wissen/weltraum/4877lk8-nasa-zeigt-komplette-sonne?cc=000010608500121118481Xe2zM#.A1000019

    Niestety to Słońce jest „poniemieckie”!

    Pozdrowionka.

  102. antonius,

    wykonywanie nowoczesnej praktyki prawniczej to troche jak szamaństwo w prymitywnych społeczeństwach: wiedza tajemna, niedostępna niewtajemniczonym współplemieńcom. Żyjemy w świecie skomplikowanym, stosunki międzyludzkie są wielopłaszczyznowe, i takie jest praw, które ma ten świat odzwierciedlać. Dziś każdy gest ma znaczenie prawne. Wchodzisz rano do autobusu – zawierasz umowę przewozu, która to umowa rodzi odpowiednie prawa i obowiązki po obydwu stronach. Kupujesz rano gazetę – zawierasz umowę kupna-sprzedaży. Zwykły człowiek nie zastanawia się nad codziennym znaczeniem swych gestów z punktu widzenia prawa, ale jeśli otworzyć np. kodeks cywilny i popatrzeć na to, co w nim jest napisane w dziale zobowiązań, to zwykłemu śmiertelnikowi włos zjeży się na głowie: to wszystko mnie dotyczy ??? To wszystko stanowi opis moich czynów i ich znaczenia ? Ano. A teraz jeśli na to nałożyć reguły rozpatrywania sporów prawnych przed sądami, od określenia właściwości sądu, definicji stron począwszy, poprzez tryby, pisma procesowe, terminy, a skończywszy na samy postępowaniu, orzekaniu, odwołaniach i egzekucji, to robi się całkiem sporo prawnej papki.

    Ale konstytucja jest prosta jak konstrukcja cepa, taka powinna pozostać, napisaną w większości w sposób jasny. Jeśli przepisy wykonawcze komplikują zapisy konstytucyjne, to nie jest to wina samej konstytucji, ale raczej złożoności nowoczesnego obrotu prawnego oraz, choć nie zawsze, nieudolności stanowiących prawa wykonawcze, nieudolności, która z reguły okazuje się „w praniu”.

    Nie wypowiem się na temat tego, czym zawinili opisani przez Ciebie fachowcy, których konsultowałeś, ani nie wydaje mi się, żeby to było takie ważne. Wielokroć, kiedy idziemy do lekarza, to wiemy lepiej jak nas trzeba leczyć, kiedy samochód ląduje u mechanika, to wiemy lepiej jak go naprawić. Zawsze pozostaje pytanie po co chodzimy do specjalistów w danej dziedzinie, skoro wiemy lepiej.

    Chyba nie tylko po to, żeby ich pouczyć lub uświadomić im ich ignorancję. Często np. po to, żeby się czegoś dowiedzieć z dziedziny, która do tej pory nas nie interesowała, a która nagle nabrała dla nas znaczenia. Edukacja prawnicza obywateli jest tak samo ważna jak edukacja ekonomiczna czy propagowanie zdrowego stylu życia (np. właściwe odżywianie się).

    Pozdrawiam

  103. Częściowo zgadzam się ,że tezami Gospodarza – owszem w naszej obecnej sytuacji rządy D. Tuska to ,,mniejsze zło” Bo jaką mamy alternatywę? PiS – czysta patologia. Aż boję się pomyśleć co by oznaczał powrót Jarka do władzy – skoro uważa ,że przegrał bo hołocie za nadto folgował,był zbyt miękki, za bardzo szedł zgodnie z procedurami i prawem. SLD ? ekipa ufundowana na fundamencie PZPRowskim- dla kariery ,stanowisk i lepszego życia są gotowi na wszystko. Przypomnę ,że skrajnie ..antypostkomunistyczny” PiS i SLD (lewica?) zgrabnie krajały media publiczne. Żadnych zgrzytów a obie ekipy przdstawiały sie jako absolutni wrogowie. PSL – chętnie pożywi się jakkolwiek i z kimkolwiek. PJN czyli PiS – Prezes. To lepszy orginał już. Rząd ulega degeneracji bo warunek konieczny każdej demokracji – czyli opozycja w Polsce ma patologiczną postać. Nie krytykuje posunięć rządu oferując swoje rozwiązania tylko atakuje rząd ad personam, jej programem jest spełnienie potrzeb ego prezesa (PiS) albo pospolity żłób(SLD,PSL).
    Czmu zawdzięczamy ten stan? Braku alternatywy? Zapisanej aż w konstytucji ordynacji większościowej. Dzięki temu ta ekipa (niezależnie od reprezentowanej koterii) rozmiana jako pewne pokolenie,która weszła do polityki 1989 roku zabezpieczyła się przed ,,nowymi twarzami”.
    PO miała wypisane Jednomandatowe Okręgi Wyborcze na sztandarach ,wymówką żeby tej sprawy nie ruszać jest brak konstytucyjnej większości. Sposobem na przełamanie tego ,,impasu” mogło by być referendum ale kto by obywateli o zdanie pytał…600 000 podpisów obywateli pod wnioskiem by przeprowadzić referendum w tej sprawie zostało zniszczone. Za kadencji B. Komorowskiego! A antysystemowy PiS akurat w tej sprawie nawet nie pisnął , w końcu to właśnie ta ordynacja jest ,,cementem ” tego systemu patologizacji naszej demokracji, ciągle tych samych ,,mord moich” tasujących się tylko pod różnymi szyldami. Póki nie pozbędziemy się tego zwornika ,,naszej patologii powszedniej” tak długo będziemy skazani na ciągle te same mordy, te same działania pozorowane, tą samą papkę. Obecnie alternatywą jest głosowanie na mniejsze zło (mam na myśli tzw. szarych obywateli) albo grill ze znajomymi i de facto rezygnacje ze swoich uprawnień . Ok 80 % Polaków twierdzi ,że ŻADNA z partii zasiadających w sejmie nie reprezentuje ich i ich poglądów. Niezły wynik jak na 20 lat demokracji

  104. Cynamonie!
    Chcesz zostać z samymi karaluchami? Toż to porównywalne z „wyplutymi” pisowcami!

  105. Szanowny Panie „Kartka z Podróży” ! Weźże Pan coś na wstrzymanie (może węgiel?) i niechżesz przestanie Pan masowo wypisywać nonsensy czyli dyrdymały na tych blogach. Piszesz Pan o jakowymś „chorobowo (sic!) rozgorączkowanym kraju”. Gdzie jest ten kraj? Chyba w Pańskiej głowie. Jeśli już, to Pańskie teksty są „chorobowo rozgorączkowane”, np: ” wielu głosuje na PO ze wstrętem”. Juz sobie wyobrażam, jak Pan wrzuca głos na PO do urny srodze przy tym womitując wielką fontanną na szanowną komisję wyborczą.
    Niech Pan zrozumie: na ma obowiązku pisywania po blogach. Jeśli nie ma Pan nic rozsądnego do przekazania, to może Pan to sobie śmiało odpuścić. Żadnych represji za to nie będzie, nawet emeryturki Panu za to nie obniżą ! Mało tego, zasłuży Pan na wdzięczność powszechną, bo ograniczenie Pańskiej pisarskiej aktywności (ze względu na dużą ilość i b. niską jakość tych wpisów) podniosłoby nieco jakość tego blogu.
    No, niestety, straciłem w końcu cierpliwość, bo tylko w tym „numerze” doliczyłem się nie mniej niż 10 (słownie: dziesięciu !) Pańskich utforów.

  106. Jacobsky

    Tak, uzasadniałeś konieczność istnienia funkcji prezydenta potrzebą zachowania ciągłości władzy państwowej.
    I jako argumentów używałeś prerogatyw prezydenta w tym zachowaniu ciągłości władzy zapisanych w konstytucji.
    Tyle, że nie prawdą jest to, że:
    „Owszem, może nie być prezydenta, ale na jego miejsce trzeba będzie powołać instytucję mającą dokładnie tę samą rolę: zagwarantować ciągłość władzy w państwie.”

    Można taki ustrój uchwalić, że i ciągłość władzy byłaby zachowana i urząd prezydenta można by odesłać do lamusa.
    Potrzebujesz przykładów?

    Do Torlina piszesz:
    „Jak sie chce miec nowoczesne panstwo z trzema wladzami, precyzyjnie rozdzielonymi jedna od drugiej..”

    No właśnie.
    Z trzema a nie czterema.

    Mnie się wydaje, że instytucję prezydenta powołano w specyficznej sytuacji politycznej rodzącego się państwa a nie jak piszesz: „..wynikający z filozofii prawa zbudowanej na wielowiekowej tradycji”
    Gdzie ta wielowiekowa tradycja?
    Dzisiaj to nikomu nie potrzebny balast podobnie jak senat.

    Jakbyś sobie zadał pytanie, PO CO senat? to może byś wyrobił sobie zdanie w temacie 🙂

  107. antonius pisze:
    2011-02-07 o godz. 16:49

    A kto Tobie powiedział że karaluchy przeżyją?
    Są tacy teoretycy, którzy twierdzą, że nie przeżyje nic – no może nasiona.
    Poza tym karaluchy (jeśli już mają przeżyć) nie mają głosu, i prawa głosu.
    Gdybym przeżył, to prosiłbym o dużo cukru, on (tenże cukier) przyciąga
    karaluchy, póżniej się je kandyzuje na gorąco i pychotka!
    Identyczny przepis ze skorpionami – i jedno, i drugie konsumowałem
    w Maroku – pychotki, zaprawdę powiadam Ci !!!
    Zresztą, jak bida zajrzy w oczy, to i odraza zaraz odskoczy.
    Może by tak z solą morską? Tej będzie dostatek – w przeciwieństwie do cukru.
    Ten zjedzą wcześniej politycy wszelkich nacji, w celu „osłodzenia języka
    dialogu ze społeczeństwem”.

    Pozdrowionka.

    P.S. A jakby tak zjedli (no, ci politycy wszelkich nacji ) sól, zamiast
    cukru- czy nie byliby solą tej ziemi, perłą w koronie, kiblem dla mas?
    No w najgorszym wypadku (sic!) – dupą Maryny?
    Tyż cikowo wyrsjo – jak mawia mój BACA, co to donosi półprodukt
    „wysokooktanowy”, do moich landrynek!

  108. @Jacobsky

    Tytułem uzupełnienia.

    Można taki ustrój uchwalić, że i ciągłość władzy byłaby zachowana i urząd prezydenta można by odesłać do lamusa.

    Nie powołując przy tym w jego miejsce żadnego organu, bo organów mamy dość.

  109. No ma Pan rację, Panie Redaktorze. Wystarczy, że ktoś na kogoś burknie w PO i natychmiast publikatory wyją: „Katastrofa!, W końcu rozłam!, Walka na noże! Dintojra! Walka buldogów pod dywanem! Koniec PO!”. (pomijam działaczy i sympatyków PiS i SLD, bo to u nich zrozumiałe). Przecież to śmieszne. To chyba jakieś resztki sowieckiej mentalności: tam, jak padło publicznie jakieś twardsze słowo, to znaczyło, że zaraz będą rozstrzeliwać a przynajmniej na Sybir wywozić.
    No i Smoleńsk jako temat powoli się kończy, więc chłopcy rozpaczliwie szukają sensacyjnych tematów. I te dyrdymały o „zabetonowanym układzie politycznym” i „monopolu władzy”. W normalnych, cywilizowanych krajach wyborcy dają porządzić wybranej ekipie dobre parę lat, 6, 7, 8 albo i dłużej. A u nas 3 lata i już lament: znudziło się, to za długo, trza by coś zmienić…

  110. Relatywizm spoleczny nie ma nic wpsolnego z teoria Einsteina.
    ET

  111. Czy mowe z rynsztoku wynosi sie rowniez z domu rodzinnego? sadzac jednak, ze autor skonczyl przynajmniej osiem klas szkoly podstawowej, nauczy sie jej moze na Trzepaku?
    ET

  112. Tekst uzupełniający tematykę węgierską – kiedys o tym rozmawialiśmy. Tym bardziej ważny, bo pis patrzy w Orbana jak w obraz. Mam wrażenie, że Orban jesy silna inspiracją dla Prezesa Kaczyńskiego, ktory po wyborach może w podobny sposob sprawować wladzę.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9069173,Wegry_zmienia_kontrowersyjna_ustawe_medialna.html

  113. Zyks
    Znowu masz emisję? Odetchnij głęboko, odpręż się … .
    Pozdrawiam

  114. @Jacobsky pisze:
    2011-02-07 o godz. 16:29

    Przyjmij do wiadomości, ze bardzo mi się podoba ten tekst, mimo starań nie potrafiłbym to tak klarownie napisać. Odniosę się dlatego tylko do kilku uwag, wynikających z nieporozumienia, a właściwie braku pełnej informacji z mojej strony. Nie konsultowałem się z żadnym prawnikiem, prowadziłem sam sprawę żony, najpierw oskarżonej o wykroczenie, którego nie popełniła, a potem wszelkie jej kroki prawne przeciw Komendzie Policji, od lokalnej do Wojewódzkiej łącznie. Studiowałem odnośne kodeksy i kolejno wykazywałem wszystkim, ze nie znają kodeksu drogowego i wykroczeń, począwszy od policjanta z drogówki, po Komisję Kontroli KW (wszystkie etapy pośrednie też), potem prokurator i obrońca nie znający ani kodeksu drogowego ani kpk i kk. Jedno światełko w tunelu, choć i tak ze zbrudzoną szybką latarki – młoda pani sędzia, która jako jedyna rozumiała moje pisma procesowe (około 800 stron czcionką 12) i wykorzystała je w uzasadnieniu wyroku na pirata drogowego, który rozjechał żonę, jadącą poprawnie na rowerze. Sprawa jest tak złożona, że angażowano wszystkie możliwe instancje do sądu apelacyjnego włącznie. Na każdym kroku brak profesjonalizmu komendantów policji i ich podwładnych, a co gorsze przełożonych KW (żenująco niski poziom wykształcenia prawniczego). Dali takie plamy, że głowa boli, same pomyłki w powoływaniu się na przepisy prawne itd. Dopiero po moim ostrym zażaleniu do KW komendant dostał OPR, stulił uszy i chcąc się ratować zmienił „wykroczenie” żony na przestępstwo pirata (ponad 7 dni zdrowie szwankowało, a właściwie kilka lat). Stałem się w ciągu dwóch lat specem od wymienionych kodeksów. Młoda sędzina też złamała prawo i to w dwóch sprawach. Jedna wpadka nie była istotna bo dotyczyła umorzenia sprawy o wykroczenie żony, a druga nieuwzględnienie wniosku pokrzywdzonej o zasądzenie środków karnych i zadośćuczynienia, choć była ewidentnie zobowiązana – jednoznacznie! Machnęliśmy ręką, ja bym walczył, ale żona mi zabroniła. Wystarczyło jej, że pirat został skazany prawomocnym wyrokiem.
    Nie studiowałem prawa, choć bardzo mi się taka myśl podobała. Nie mogłem z dwóch powodów: 1) brak wsparcia finansowego – ojciec na rencie inwalidzkiej (minimalnej), 2) ustrój był totalitarny i prawnik miał tylko dwie drogi: albo się zeszmacić, albo zostać wyautowanym. Miałem zbyt sztywny kark. Zostałem więc prawnikiem – amatorem, opracowywałem statuty lub regulaminy wyborcze i nie przepuszczałem swoim władzom żadnego przekrętu. Byłem przez to nielubiany przez dziekanów i rektorów, ale to miałem w nosie. Moje zdanie na temat profesjonalizmu polskich prawników było już ugruntowane przed tym procesem. Nie zapomnę pewnej rozmowy z profesorem prawa uniwersytetu, który nagminnie mylił numery paragrafów we wspólnie opracowywanym statucie. Gdy mu w kuluarach o tym wspomniałem, wtedy mi powiedział tak: „Panie kolego, mnie cyfry nie interesują, no.. chyba, że chodzi o moje honorarium”. Bez komentarza!
    W moich kontaktach z aparatem sprawiedliwości musiałem na każdym kroku wykazywać błędy proceduralne „fachowcom”, bo uparli się ukarać żonę, która była niewinna, natomiast wina pirata ewidentna, ale teść pirata jest lokalnym VIP’em i bardzo dobrym znajomym prokuratora. Nie miałem z założenia zaufania do lokalnej palestry, bo i obrońca należał do grona znajomych, a był głupi, że aż strach. Zniszczyłem i ośmieszyłem doszczętnie jego apelację, punkt po punkcie, wykazując jego żenujący brak znajomości prawa drogowego. Rozprawa apelacyjna trwała kilka minut i po sprawie. Tylko sędzia była w miarę obiektywna, choć wzbraniała się przed adekwatnym ukaraniem przestępcy. Pewnie też nie chciała podpaść kolegom z podwórka. Niestety musiałem im wykazać, że znam się lepiej na tym wycinku prawa. Mógłbym napisać podręcznik o poprawnym korzystaniu z roweru na drogach publicznych. Nawet się dowiedziałem przy okazji, że z wózkiem inwalidzkim jestem na prawach pieszego.

  115. parker,

    prezydent należy do władzy wykonawczej, podobnie jak premier, choć każdy z nich pełni inna rolę konstytucyjną. Pozostają zatem trzy władze. Nie ma pomyłki.

    Gdzie ta tradycja – pytasz ? Wszędzie tam, gdzie istnieje głowa państwa umocowana konstytucyjnie w systemie władz. Nazwij to monarchą konstytucyjnym, prezydentem, gubernatorem – wszędzie rola i ważność jest ta sama.

    Być może można wymyśleć czy stworzyć system taki, jak postulujesz lub każdy inny. Ale nie tworzy się, bo wymyślanie koła nie jest akurat głównym zadaniem zajmujących się sprawami konstytucjonalnymi. Istnieje jednak różnica w roli konstytucyjnej, jaką sprawuje głowa państwa i izba wyższa parlamentu. Bez tej ostatniej można się obejść. co raczej jest trudne bez głowy państwa w demokracji konstytucyjnej.

    Pozdrawiam.

  116. Wybory są po to by wybrać oczywiście tych którzy wg nas będą lepiej Polską rządzili. Pisanie więc o mniejszym złu jest po prostu głupie. Tak samo głupie jest stwierdzenie nie będę głosować bo mnie się żadna partia nie podoba. Przecież nigdy tak nie jest że wszystkie są takie same rządy ich będą miały identyczny skutek. Mimo ze nasi dziennikarze robią wszystko byśmy nie wiedzieli o istotnych sprawach i na dodatek sami mącą i kłamią w dużej swej większości to jednak można jak się trochę czasu poświęci zorientować o prawdziwych faktach i dokonaniach już będących przy władzy bądź rządzących obecnie i o warunkach w jakich przyszło im rządzić bo to też bardzo istotne.
    Dlatego dziwię się ludziom piszącym na tak poważnych forach jak to że jest żadna lub niewielka różnica między partiami startującymi do wyborów.
    Powinniśmy tez wiedzieć, że partia rządząca zawsze jest w gorszej sytuacji od opozycyjnych bowiem musi podejmować często niepopularne decyzje które opozycja wykorzystuje jak im tylko się da, a dziennikarze skutecznie pomagają . Dlatego rządzący zwykle tracą szybko na popularności i sondaże im lecą w dół. Dlatego nie powinniśmy się nabierać na narastającą krytykę rządzących szczególnie przed nowymi wyborami , bowiem niewiele jest tu konstruktywnej krytyki , a zwykle najwięcej nazwał bym to ciągnięcia za koszulkę.
    Ponieważ dziennikarze nie robią tego co powinni i nie informują nas o istotnych działaniach rządzących, a powinni bo mają na to czas i możliwości by czytelnikom podawać w skrócie wszystkie ważniejsze zdarzenia, musimy sami sobie to wyszukać i zestawić.
    Nie można tez krytykować na przykład Gilowskiej z PiS za zmiany w podatku PiT i rentach , bo to że obecnie z powodu kryzysu stało się to niekorzystne , nie znaczy że było niekorzystne w chwili wprowadzenia w życie. Wówczas te zmiany napędzały – rozgrzewały gospodarkę , obecnie są problemem , bo napędzają dług.
    Gdy rozsądnie wszystko przeanalizujemy to zobaczymy jasno która partia jest najlepsza, ponieważ różnice są bardzo duże.
    Ja dla przykładu uważam, że najlepsza jest PO potem długo nic i SLD, tuż za nimi PSL której to partii wystarcza do szczęścia podczepić się do rządzących i zająć parę rządowych stanowisk. Celowo nie wymienia partii PiS bowiem uważam to ugrupowanie, za nadzwyczaj szkodliwe i niebezpieczne. Jeśli chodzi o PJN to niedaleko odstaje od PiS i odeszli dlatego bo prezes Kaczyński przestał im się podobać bo brak mu sukcesów i notuje same porażki. Partia Palikota na razie nie ma żadnego znaczenia politycznego,

  117. Tusk to tylko natariusz porozumienia pomiędzy Siłami Wyższymi.

  118. Lewy Polak ,2011-02-05 o godz. 19:44
    ( http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=760#comment-150323 )
    oraz
    2011-02-06 o godz. 16:06 , @mag 2011-02-06 o godz. 16:16
    (http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=760#comment-150375)

    parker , 2011-02-06 o godz. 11:44
    http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=760#comment-150362

    – popieram !
    Załączam wyrazy szacunku

    @Monteskiuszu, pozwól mi na drobną uwagę- chciałoby się, żeby przytyki były dowcipne a szpileczki nie były gwoździami. Nie tu przynajmniej.

    Dyskusja z @Kartką z podróży – na temat arbitralnego dymisjonowania przez Kartkę ministra Klicha (przy jednoczesnym braku znajomości faktów oraz chęci do takiej znajomości) – jest kontynuowana pod poprzednim wpisem
    pozdrawiam wszystkich

  119. najchętniej przepisałabym cały wpis joanny kopytowskiej
    2011-02-05 o godz. 20:14
    ( http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=760#comment-150325 )

    – bo jest on odpowiedzią na wywołany temat i zarazem wołaniem na alarm – oby nie na puszczy !

    Pytanie : czy w tej chorej „posmoleńskiej” rzeczywistości, jaką zgotował nam chory człowiek , przy pomocy zaślepionych i /lub cynicznych popleczników jest czas i miejsce na dąsy, obrażanie, kapryszenie, wybrzydzanie na premiera i deprecjonowanie rządu ?
    Czy potępiający w czambuł mają wyczucie proporcji ? Nie widać.
    czy mają poczucie mairy ?
    Nie. Oni mają tylko poczucie swojej nieomylności.
    (przemądrzałości bardziej, jak widzę…)

    A tymczasem społeczeństwo pęknięte na pół ,
    a wskutek wybrzydzania, potępiania , wyszydzania (nawet tak absurdalnego jak na narty premiera!), radosnej nagonki „obiektywnych” mediów -ROŚNIE poparcie dla chorego nurtu (także przez zaniechanie) !

  120. Sprawa proszę rozmarudzonego państwa jest poważna- właśnie czytam, co pisze o tym w sąsiednim blogu Janina Paradowska:

    „…Uważam […], że może jest właśnie czas przesilenia i do władzy jednak wróci PiS.

    Nie widać w PO pomysłu na przejście do ofensywy i umiejętności pokazywania tego, co rzeczywiście robi. Najlepszym przykładem sprawa ministra Klicha, gdy już w samej partii słychać o jego odwołaniu, a tymczasem w Sejmie pokazał się z jak najlepszej strony, był merytoryczny i konkretny, nawet byłam zaskoczona jak dużo zrobił, ale jakoś nie potrafi tego wcześniej pokazać, oddał całe pole krytykom (…). Odkryłam zupełnie innego ministra i nawet, jeśli zrobił połowę tego, o czym mówił, to jednak zasadniczo wojsko zmienia, czego nie da się powiedzieć o jego poprzednikach mających opinię świetnych ministrów.
    Uważam, wbrew dość powszechnej opinii, że premier nie powinien Klicha odwoływać po polskim raporcie. To bez sensu, bo to faktyczne spełnienie żądań PiS. ”

    Co na to @Kartka i inni szanowni krytykamci? M
    Może jednak Katko, zapoznasz się chociaż z przemówieniem ministra skoro nie chciało ci się zapoznać wczesniej z faktami – co ci jednakowoż nie przeszkadza w arbitralnym wypowiadaniu się na jego temat ?

    I dalej :

    ” Czy PO zasłużyła na spadające notowania? Uważam, że w dużej mierze tak, nie dlatego, że nie reformowała, bo akurat zmieniła więcej niż inni (ostatnio choćby zasadnicza i ważna reforma nauki i szkolnictwa wyższego), ale dlatego, że nie umie o tym opowiadać, że premier sam bierze wszystko na siebie , a to za mało, bo nie widać drużyny, że pozwalają sobie na wewnętrzne konflikty i lekceważyli PiS uważając, że na Smoleńsku nikt już kariery nie zrobi.”
    Najzupełniej się z tym zgadzam.
    A że jak to u Pani Janiny – nic dodać nic ująć – to pozwalam sobie zacytować.

  121. Polecam zapoznać się z interesującymi faktami
    (o których napotykałam wzmianki dotąd tylko na forach lotników):

    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=266#comment-80032

  122. Jacobsky

    „Być może można wymyśleć czy stworzyć system taki, jak postulujesz lub każdy inny.”

    Nie trzeba nic wymyślać.
    Takie systemy istnieją w państwach które nie maja prezydenta ani króla.
    A jakbyśmy nie chcieli małpować, toby wystarczyło kompetencje w zakresie ciągłości władzy tego reliktu przeszłości, przekazać w ręce innych organów.
    Pozostańmy przy swoich zdaniach, bo ani ja Ciebie, ani Ty mnie w tej materii nie przekonasz.Uważam, że jak coś nie jest niezbędne a kosztuje to należy się tego pozbyć, bo są potrzebniejsze wydatki.
    I nie ma znaczenia czy to w skali budżetu dużo czy mało.
    Z budżetu kancelarii prezydenta, jakby go rozdać na pożyteczniejsze cele wiele placówek naukowych by się ucieszyło na przykład.

  123. Aqa
    Nieporozumienie między nami polega na tym, że dla mnie katatrofa smoleńska jest efektem walk partyjnych prowadzonych za pomocą służb państwowych. W tym przypadku nie stanę się stronnikiem partii i nie będę przyjmował jej argumentów. Dla mnie za katastrofe smoleńską odpowiada państwo i jego organy – Kancelaria Prezydenta, MON, MSZ i Kancelaria Premiera, bo one uczestniczyły w organizacji tej wizyty. Pułk jest w kompetencji MON – „…zgodnie z konstytucją podstawowe wykonawcze kompetencje związane z kierowaniem strukturami obronności znajdują się w gestii Rady Ministrów i ministra obrony narodowej. Jest on politykiem cywilnym i wraz z całym rządem ponosi odpowiedzialność przed parlamentem.” Znam argument Ministra Klicha o tym, że nie miał wpływu na obsadę Dowodcy Sił Powietrznych. Ale brak wpływu na podległe sobie służby jest klasycznym powodem do złożenia dymisji. Nie można ponosić odpowiedzialności za coś na co nie ma się wpływu, więc się składa dymisje. Jeszcze raz powtarzam – gdyby w odpowiednim czasie urzędnicy państwowi i żołnierze podejmowali logiczne, rozsądne decyzje tej katastrofy by nie było. Zapewne zaraz przeczytam argument – „Co to by się działo, gdyby przed planowaną wizytą w Smoleńsku zaczęto odmawiać zgodnie powołując się na procedury i rozsądek!!!” Pewnie, że by się działo ale katastrofy by nie było. Tak rozumiem potrzebę dymisji Klicha. Powinna być uzasadniona jednym zdaniem – „Kierowałem resortem na ktory nie mialem wpływu co doprowadziło do nieszczęścia” I tyle.

  124. @ Antonius
    To co opisałes jest absolutnie typowe dla naszych organów pościgowych. Dla funkcjonariusza rowerzysta ZAWSZE jest winnym bo to jest ,,k……wo” przeszkadzające im na drodze gdy jadą swoimi furkami. Ostatnio mój znajomy miał symptomatyczny przypadek : jadąc rowerm był uczestnikiem kolizji. Otóż wyjechał z ulicy podporządkowanej,był już za osią jezdni gdy zza zakrętu wyskoczyło auto.Ze względu na ten zakręt w tym miejscu znajduje się ograniczenie prędkości do 40km. Auto owo zahamowało tak gwałtownie ,że je zarzuciło i wyrżnęło w stojące na tym skrzyżowaniu inne auto oczekujące na możliwość skrętu w lewo. Kolega zatrzymał się by sprawdzić co się stało. Kierowca auta wysiadł z mordą do niego ,że to przez niego uderzył w tamto auto. Wezwano policję :przybyły funkcjonariusz od razu z mordą(MORDĄ!!) do kolegi ,że to jego wina etc. Okazało się ,że kolega znał procedury bo pracuje w ,,służbach”. Dopiero gdy policjant kapnął się ,że nie ma do czynienia ze zwykłym szarakiem zmienił ton,wezwał techników itp. Mój kolega nigdy nie mógł zrozumieć mojej awersji do podgatunku człowieka zwanego ,,policjantem polskim” .Dopiero ta sytuacja mu uświadomiła jak jest traktowany zwykły obywatel przez owych amatorów ,,emerytury po 15 latach”. Wyrok zapadł nim w ogóle sytuacja została przez pana funkcjonariusza rozpoznana.
    Tu dotykamy głownego problemu:pojmowania władzy i sfery publicznej w ogólności w Polsce:u nas władza jest typowa dla wschodnich satrapii. Źródłem przywilejów,okazji,możliwości.Przechowalnią leni i nieudaczników rodzinnych.Czymś co przekazuje się z pokolenia na pokolenie,bez kryterium kompetencji (byle sprofilowane wymogi formalne spełnić),bez rozliczania z efektywności.
    Myślę ,że wynika to z naszej historii ale bynajmniej nie komuny – wymówka o kumunie jest zbyt wygodna tutaj. W końcu nasza komuna także była pokraką tego co chcieli widzieć twórcy systemu bolszewicko-komunistycznego. Myśłę ,że wynika to z czasów znacznie dawniejszych. Na Zachodzie kasta urzędnicza wywodzi się z mieszczaństwa – ludzi nawykłych do ciężkiej pracy,oszczędności i SŁUŻBY. Takimi cnotami zdobywano królewskie fawory i awans społeczny pomiędzy grupy pasożytnicze. A w Polsce ,zasadzie tylko szlachta mogła cokolwiek: czczy tytuł+ niewiele do roboty (bo rząd niewiele rządził) a potem? W innych krajach szlachta w wyniku rozwoju kapitalizmu straciła swą rację bytu i albo musiała dołączyć do kapitalistycznej elity bądź zostać urzędnikami.Czyli de facto ,,zmieszczanieć”. A u nas te wszystkie pasożyty uciekły do urzędów (to w Galicji i Kongresówce) , przenosząc swoje pasożytnicze nawyki i wzbogacajęc je o typowo wschodnie podejście do petenta (to w Kongresówce) i unikając jakiejkolwiek presji efektywności (to Galicja). Jako ,że w Wielkopolsce większość urzędników była Niemcami po odzyskaniu niepodległości to Galicja i Kongresówka dały kręgosłup polskiej kadrze urzędniczej.Owocami czego do dziś możemy się radować i napawać załatwiając cokolwiek i widząc działania naszego rządu.
    Moja znajoma miała krótki epizod pracy GDiA .Przed tem pracowała w biurze irlandzkiego odpowiednika naszego NFZ.Ma więc materiał porównawczy.Była przerażona: praca jednej osoby jest podzielona między pięć osób. Czynność którą mogłaby wykonać jedna osoba w tym systemie organizacji pracy trwa cały dzień bo ,,ktoś wyszedł do sklepiku” a to ,,ktoś poszedł na papieroska” itd. Główną czynnością owych ,,urobionych” urzędników było picie kawy,palenie papierosów,dysputy o problemach zdrowotnych potomstwa. Praca sprawiała wrażenie zajęcia ubocznego i wręcz niepożądanego.. Próbowała wykazać sie pewną aktywnością co zostało potraktowane jako akt wrogi więc niepożądany. Obie strony pożegnały się ze sobą z ulgą.
    W kontekście wyżej opisanych wypadków nie dziwią mnie słowa premiera Tuska dziękującego Polakom po wyborach za ten ,,wielki dar”. Jak z niego korzystać pokazali nam ,,Miro” ,,Zbycho”. I w każdej miejscowości nasi samorządowcy,wszelkiek maści funkcjonariusze korzytają z tego ,,wielkiego daru” Jak ma byc inaczej skoro nikt z nich nie słyszał o czymś takim jak SŁUŻBA OBYWATELOWI

  125. aqa pisze:

    najchętniej przepisałabym cały wpis joanny kopytowskiej
    2011-02-05 o godz. 20:14
    ( http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=760#comment-150325 )

    – bo jest on odpowiedzią na wywołany temat i zarazem wołaniem na alarm – oby nie na puszczy !
    ________

    Tytul wpisu jasno sugeruje temat: KTO RZADZI W PO,
    a nie JAK RZADZI PO. Oczywiscie mozna przyjac, ze to Kaczynski rzadzi w PO, jesli tylko takie zalozenie Komus pasuje i jest potrzebne do szczescia.

    Pozdrawiam

  126. Kartka z podróży, 11.40 Wydaje się, że całą tą aferę Smoleńską skutecznie przykrywa wypadek Kubicy. Przynajmniej tak wo wygląda w mediach, które całą tę ponurą histerię podgrzewają.

  127. Kartka z podróży , dymisja jeśli sie ją zarządza ma służyć poprawie , a nie widzę żadnego faktu który wskazywałby że dymisją Klicha coś poprawi, ba widzę, że tylko pogorszy bowiem od robi na tym stanowisku więcej i lepiej niż jego poprzednicy. Żądają dymisji Klicha politycy którzy na tym chcą ugrać punkty i wojskowi którym przeszkadza.

  128. @Kartka 11:14 odpowiada Aqa

    Cos mnie uwiera w twoim rozumowaniu. Nie tylko Klich, ale rowniez Tusk i caly rzad powinni byli twardo postawic sie malostkowemu Lechowi i podac sie do dymisji, a malostkowy Lech i tak by polecial i tak bylaby katastrofa.
    Masz pretensje do Tuska, ze ten idzie na kompromisy, uwazasz, ze czyni tak tylko dlatego zeby rzadzic dla rzadzenia. Nie przyjmujesz takiej mozliwosci, ze robi to dlatego, zeby jednak cos zrobic dla kraju. Dla ciebie jest on zwyklym oportunista. Ja tez uwazam, ze jest oportunista, ale dobry polityk nie moze nim nie byc.
    Tusk operuje na takim materiale, jakim dysponuje. Swietnie to ujal slawczan (godz.11:56).
    Jesli ma sie pod reka tylko gline albo drewno jako materia, nie mozna zadac, aby z tego skonstruowac samolot, ktory by latal. Ty masz o to pretensje do Tuska, ze nie realizuje tego samolotu i innych przedwyborczych obietnic.
    Polityk ma dwa cele:
    1)Uzyskac wladze a w demokracji uzyskuje sie ja tylko poprzez obietnice
    2)Realizowac taka polityke, ktora da sie zrealizowac(przepraszam za pleonazm) i Tusk taka powoli , mimo wszystkich katastrof, ktore sie ostatnio na Polske zwalily, realizuje.
    Idealy sa w swiecie Platona, a rzeczywistosc skrzeczy.
    I jeszcze jedno, kilka slow na temat funkcjonowania demokracji.
    Z demokracja jest jak z kamera obskura; im bardziej bedziemy zmniejszac w niej otwor, tym obraz rzucony na jej tylna sciane stanie sie wyrazniejszy, ale coraz ciemniejszy, az do calkowitego zaniku, jesli otwor powiekszymy to obraz staje sie jasniejszy, ale coraz bardziej rozmazany.
    Prawdziwa demokracja powinna prtzestrzegac w wyborach zasade proporcjonalmnosci, wtedy nasz parlament odzwierciedlalby prawdziwy obraz wszelkich politycznych opcji spoleczenstwa, ale w Sejmie zasiadaloby kilkanascie, albo kilkadziesiat partii i nastapilby polityczny paraliz(co tak rozloscilo Pilsudskiego), wiec zeby obraz nie byl rozmazany, zmniejsza sie ilosc opcji i ty samym maleje ilosc partii w parlamencie. Demokracja zaaczyna funkcjonowac, ale jest to dla purystow demokracja falszywa(dlatego mentor ubliza Tuskowi od dyktatorow). Jezeli zatkalibysmy kompletnie otwor, wowczas nie ma juz demokracji, tylko jakas dyktatura, jesli go rozszerzymy, pojawia sie anarchia.
    Z toba Kartko da sie dyskutowac i dzieki za to
    Pozdrawiam LP

  129. Panie Adamie
    zgadzam się z pana ostatnimi słowami w powyższym wpisie, aczkolwiek wydaje mi się, że nadzochdzące wybory parlamentarne to Platforma Obywatelska może bardziej przegrać z samą sobą niż jakolwiek inna partia wygrać. Sądze tak dlatego iż cześć elektoratu PO rozczarowana dotychczasowymi rządami kolalicji PO-PSL może po prostu zostać w domu na znak swojej dezabrobaty, a przecież każdy wie że partie polityczne walczą o zmobilizowanie swojego elektoratu jednocześnie demobilizując elektorat przeciwników i przeciągnięcie jak najwiekszej ilości osób niezdecydowanych, bo chyba nikt nie łudzi się, że możliwe jest przekonanie do siebie tzw. tawrdego elektoratu poszczególnych partii, więc według mojej opinii chodzi tylko o to aby Platforma Obywatelska zdołała przekonać ludzii do pójścia na wybory, a wtedy oddanie głosu na nią jest bardziej prawdopodobne niż na Prawo i Sprawiedliwość, (które utkneło na dobre w temacie Smoleńskim) Sojusz Lewicy Demokratyczniej (na czele z niespełnionym marzeniami o premierostwie przewodniczącego Napiseralskiego) czy inne mniej znaczące partie polityczne. Chodź to tylko moja skromna opinia na ten temat wynikająca z obserwacji sceny politycznej jaki zarówno opinii publicznej w naszym kraju.

  130. antonius,

    dziękuję za interesujący opis. Gratuluję stanowczości oraz determinacji, pozazdrościć zaangażowania w sprawy społeczne. Szkoła życia bywa bardziej pożyteczna niż uniwersytet, choć nie należy umniejszać rangi temu drugiemu. Prawo to jeden z najbardziej codziennych aspektów działalności ludzkiej. Ubolewam nad jego mierną znajomością wśród powołanych do jego ochrony i egzekwowania. Z drugiej strony należy się cieszyć, że – w przeciwieństwie do poprzedniego systemu – obywatel może skutecznie dochodzić swego i wygrywać z organami państwowymi, jeśli prawo stoi po jego stronie.

    Pozdrawiam serdecznie.

  131. parker,

    skoro TAKIE systemu istnieją, to podaj mi choć jeden przykład, gdzie państwo jako system prawny obywa się bez organu, o którym dyskutujemy. To bardzo łatwo napisać na blogu „Nie trzeba nic wymyślać.
    Takie systemy istnieją w państwach które nie maja prezydenta ani króla.” Rzeczywistość jest bardziej złożona.

    Przy czym niczego nie wymyślano w konstytucji polskiej. Polska tradycha konstytucyjna od czasów pierwszych statutów i przywilejów szlacheckich zakładała istnienie suwerena oraz parlamentu. Dalekie to było od współczesnej demokracji w sensie dzisiejszym ale też nie odbiegało w niczym od rozwiązań w wielu krajach europejskich. Nawet KOnstytucja 3-go maja nie odeszła od tego schematu,a wręcz przeciwnie, wprowadzała nowoczesne rozwiązania ustrojowe, oparte na oświeceniowej filozofii oraz wynikającej z niej teorii państwa i prawa. I owszem, tam znajdziesz trzy władze, w tym suwerena (król), była wzorowana pod wieloma względami na amerykańskiej, ale tez odwoływała się w swych rozwiązaniach do tego, do czego prawo konstytucyjne zawsze się odwołuje: do tradycji konstytucyjnej danego kraju.

    Konstytucje uchwalone w okresie międzywojennym wprowadziły instytucję suwerena jako prezydenta, skoro Polska stała się republiką, i konstytucja z 1997 odwołuje się do tej tradycji konstytucyjnej, a więc niczego nie skopiowano z zewnątrz.

    Będę wdzięczny za przykład systemu bez suwerena, który miałby spełniać rolę organu utrzymującego ciągłość prawną państwa i stanowił mechanizm regulacyjny w systemie trójpodziału władz.

    Bo wymyśleć wszystko można. Trzeba tylko wiedzieć po co.

    Pozdrawiam.

  132. MaciegG
    Dymisję się zarówno zarzadza jak i sklada. Dymisjonuje się człowieka gdy nie panuje nad powierzoną mu organizacją. Z tego powodu np (samobójstwo więźnia) premier zdymisjonował ministra Ćwiąkalskiego zastępując go legendarnym prawnikiem Czumą. Natomist dymisję powinien składać człowiek, ktory zdaje sobie sprawę, że zapanować na organizacją nie może. Minister Klich tłumacżąc się, że nie mógł zapanować nad powierzonym mu resortem uzasadnił sam dymisję, którą powinien złożyć. Powinien ją złożyć na biurku premiera przed katastrofą, gdy zdał sobie sprawę, że dowodcy nie wykonują jego poleceń albo tuż po katastrofie – w kwietniu. Obie formy dymisji – złożenie i zdymisjonowanie – można by wtedy tłumaczyć dobrem organizacji. Niestety teraz – po obronie Klicha – odum tolerowanego przez niego balaganu w MON-ie obciąża już Premiera. Moim zdaniem jakiekolwiek spekulowanie „co by bylo gdyby..” nie ma najmniejszego sensu ponieważ zasadą jest, że powinien odchodzić człowiek, ktory nie jest wstanie wykonywać swej roboty. Powtarzam, gdyby przestrzegano tej zasady nie byłoby tragedii smolenskiej.
    Zdaję sobie również sprawę, że prymityw polskiej demokracji polega również na tym, że nie ma zwyczaju skladania dymisji nawet gdy nie panuje się nad powierzonym resortem. Politycy najczęściej „trwają” na gruzach ministerstw i trzeba ich mozolnie wywalać. Jedynym facetem z charakterem, który złożył dymisje gdy wykrył szwindle po porzednikach był minister finansow Bautz. Po prostu nie chcial odpowiadać za cudzy bajzel – nie na to się umawiał.
    Pozdrawiam

  133. Lewy Polak
    We wstępie swego komentarza napisaleś dokładnie to co myśle. Cały rząd powinien twardo i bezkompromisowo przeciwstawiać się malostkowości Lecha Kaczyńskiego bez względu na okoliczności. Lepszy byłby paraliż MON-u bez ministra niż anarchia wojny prezydencko rządowej w tym resorcie. Program wyborczy (liberalny!)powinien być przygotowywany do realizacji mimo blokady prezydenckiej. A jego wizyta w Smoleńsku powinna byc organizowana tylko przez Kancelarię. Służby państwowe powinny się od tej improwizacji odciąć. Rząd powinien robić swoje i myśleć o interesach elektoratu, ktory go wybral. Rząd poddał się obstrukcji stosowanej przez Prezydenta wybierając rywalizację i tanczył jak mu Kaczynski zagrał. Ba, zaczął nawet ku zdumieniu części swojego elektoratu rownać do Kaczyńskiego. I to jest źródło obecnych problemów PO.
    Pozdrawiam

  134. Kartka (11.14),

    Tak trzymaj. Inaczej nie da się wyjść z tego bałaganu. Kiedyś zajmowałem się inwestycjami i też spotykalem się z ludźmi na kierowniczych stanowiskach, o mentalości urzędnika gminnego B. Klicha, że czegoś nie zrobili, ale napisali pismo i mają podkładkę ….do dobrego samopoczucia.
    Dostrzegam w świadomości spolecznej jakąś degradację odpowiedzialności za to co się robi. Komfort zbiorowości się nie liczy, waże jest to, że mnie udało się coś uszczknąć kosztem innych.
    Idzie to od samej góry.
    Za to, że skrtykowałem Premiera m.in. z brak ochoty do pracy i nadmierne zinteresowanie się piłką kopaną (sam byłem świetnym żeglarzem, tenisistą i tylko nieco gorszym piłkarzem niż ON:)) zostałem skrytykowany przez świetnego publicystę blogowego za demagogię, a gdy podałem dalsze kompromitujące przykłady, z obelgą na końcu, że jestem skuksem. Boleję nad tym, bo w dobroci serca wcześniej, dodatkowo, wrzuciłem blogowiczowi diagnozę lekarską, której teśći tu (kompletnie już zniechęcony) nie będę przytaczał.
    Drogi Kartko,
    swoim wpisem rozgrzałeś blogowiczów do białości (gratuluję).
    Gdyby czasu i miejsca na blogu było pod dostatkiem, to przyczyny upadku wartości nie należało by szukać tylko i wyłącznie w mentalności facetów, którzy zdają się szczerzyć zęby w uśmiechu, mówiąc że w Polsce nawet bez profesjonalizmu rządzić może każdy.
    To co powinienem właśnie teraz napsać wzdraga mną, więc z obawy o wiarołomstwo odłożę temat na pewniejszą godzinę.

    Ślę gorące uściski

  135. Kartko,
    Tusk nie mogl ignorowac Lecha, co to by byl dopiero za wrzask, ze nie szanuje wybranego w wolnych wyborach prezydenta profesora. Z zacisnietymi zebami musial znosic kaprysy suwerena(slawne, protekcjonalne poklepywanie Tuska przez Kaczora w Brukseli), a fakt, ze co mu pozostalo to prowadzic wojne podjazdowa z tym szkodnikiem. Tamten wpychal sie wszedzie, gdzie go nie chcieli i Tusk nic nie mogl zrobic, a wiec rowniez nic nie mogl zrobic Klich. Ale czy od razu mieli sie poddawac, ze skoro nic nie mozemy poradzic na infantylna wojne toczona przez blizniakow, to wg ciebie powinien wziac lopatke i wiaderko i oddalic sie z piaskownicy ? Ty tak to widzisz, bo z gory zakladasz zlo wole, albo jej brak u Tuska. I potem to wszystko juz ci sie uklada w logiczna calosc.
    Klich zrobil duzo i wcale nie musi sie wstydzic za cos, za co nie jest odpowiedzialny. Gdyby dajmy na to Lech K mial taka fanaberie, zeby zajac sie uprawa kartofli i doprowadzil do jej unicestwienia, to czy minister rolnictwa, ktory w zakresie innych upraw ma jakies osiagniecia, mialby sie poczuc odpowiedzialny za kleske kartoflana ? Wiem, wiem jestem troche demagogiem, ale twoje zarzuty tylko tak chyba mozana odpierac.
    Mam cie za madrego czlowieka, o czym swiadczy wiele twoich wpisow, ale twoja idiosynkrazja na punkcie Tuska jakos dziwnie pokrywa sie z tym co glosza pisowcy: „Gdyby mial honor, to by sie zdymisjonowal”. I wlasnie dlatego, ze tego pisowcy oczekuja, Klich nie powinoien odejsc.
    Pozdrawiam
    LP

  136. Nie wracam z długiego spaceru (jak ktoś z Blogowiczów niedawno), ale z kurowania się (złapała mnie grypa, mimo szczepienia!).
    Niemniej z przyjemnością czytam, że coraz większa liczba osób tu komentujących zaczyna dostrzegać fundamentalistyczne (nie mówiąc już o fundamentalnych) błędy Kartki. Nie wymieniam właśnie Kartki dlatego, że jest jedynym, piszącym takie rzeczy (są tu inni, powtarzający za telewizorem, że PO może przegrać bardziej ze sobą niż jakakolwiek inna partia wygrać, albo że nie ma żadnej różnicy miedzy partiami w Polsce, albo że nie ma sensu brać udziału w wyborach, albo że konstytucja powinna się zmieścić na stronie formatu A-4, a jeszcze lepiej na mniejszej – i temu podobne populistyczne frazesy) – ale dlatego, że jest on najelokwentniejszym przykładem tej większości. Malejącej (na tym blogu), ale ciągle jeszcze, niestety, większości (dokładnie nie liczyłem, ostatni przegląd daje mi podstawy do ostrożnego optymizmu).
    Oto kwiatki z łączki Kartki:

    1.”Cały rząd powinien twardo i bezkompromisowo przeciwstawiać się malostkowości Lecha Kaczyńskiego bez względu na okoliczności.”

    Na kilka- kilkanaście miesięcy przed wyborami prezydenckimi, przy takim poziomie zrozumienia tych spraw przez elektorat?

    2. „Lepszy byłby paraliż MON-u bez ministra niż anarchia wojny prezydencko rządowej w tym resorcie”

    Rzeczywiście? A do jakiej anarchii mógłby doprowadzić paraliż MON bez ministra? Może do takiej, o której marzą anarchiści…

    3. „Program wyborczy (liberalny!)powinien być przygotowywany do realizacji mimo blokady prezydenckiej.”

    Program był tak przygotowywany do momentu, gdy szef partii ten program przygotowującej (a my jednocześnie z nim) dowiedział się od prezydenta, że będzie sobie mógł rządzić tylko rozporządzeniami. Ale rozporządzeniami (a więc nie ustawami parlamentarnymi) rządzą partie autorytarne, a nie liberalne. A może taka się marzy Kartce?

    4. „A jego [L. Kaczyńskiego] wizyta w Smoleńsku powinna byc organizowana tylko przez Kancelarię.”

    Z ODMOWĄ współorganizacji przez kancelarię rządu? Przed „rocznicą” katyńską?? W tym społeczeństwie??? Przed wyborami prezydenckim i samorządowymi???? Bój się Boga, Kartko! Nie wszyscy w tym kraju są już tak „wyemancypowani” jak Ty. Widziałeś, co się działo? I to przy pełnej współpracy.

    5. „Rząd powinien robić swoje i myśleć o interesach elektoratu, ktory go wybral.”

    Przypominam Ci, Kartko, że PO wybrał elektorat 45 procentowy (mniejszość). Rządząca partia nie może zapominać o pozostałych 55 procentach (czyli o WIĘKSZOŚCI), chyba że chce przegrać kolejne wybory. Tego im chyba nie życzysz, co…. W końcu każda alternatywa jest gorsza….

    6. „I to [równanie do Kaczyńskiego] jest źródło obecnych problemów PO.”

    Nie. Źródłem jest obecny stan społeczny, wymuszający takie a nie inne postępowanie rządzących. Jestem pewien, że robią to „ze wstrętem” (tak jak Ty głosujesz). Prawdziwi mężczyźni nie płaczą.

  137. maciek.g pisze: ( 23:00 )
    „Wybory są po to by wybrać oczywiście tych którzy wg nas będą lepiej Polską rządzili. Pisanie więc o mniejszym złu jest po prostu głupie. Tak samo głupie jest stwierdzenie nie będę głosować bo mnie się żadna partia nie podoba.”

    To jest również moje zdanie, chociaż oczywiście wolałbym aby nie było w PO Gowina i jemu podobnych. Głosowałoby się przyjemniej.

    aqa (03:58):
    „Pytanie : czy w tej chorej ?posmoleńskiej? rzeczywistości, jaką zgotował nam chory człowiek , przy pomocy zaślepionych i /lub cynicznych popleczników jest czas i miejsce na dąsy, obrażanie, kapryszenie, wybrzydzanie na premiera i deprecjonowanie rządu ?
    Czy potępiający w czambuł mają wyczucie proporcji ? Nie widać.”

    Działanie „tego człowieka” nie byłoby takie groźne, gdyby nie media, które te wszystkie idiotyzmy uznały za wspaniały materiał na podniesienie oglądalności.

  138. Lewy Polak, Mw
    Przykro mi Panowie ale moim zdaniem Donald Tusk mogł i powinien zrobić to o czym pisalem. To jest podstawowy wniosek, który wynika z analizy okoliczności, które doprowadziły do katastrofy smoleńskiej i pożałowania godnej sytuacji naszego kraju
    Pozdrawiam

  139. Mw
    Mam trochę czasu więc Ci odpiszę szerzej.
    1. Za swój elektorat odpowiada partia – to ona się z nim porozumiewa. Zwykle partie mają zdyscyplinowane elektoraty. Po chyba o tym zapomniała.
    2. Minister, jak sam twierdzi, nie mial wpływu na dowodców. To po co komu taki minister? Ta sytuacja jest równoznaczna z brakiem ministra. Klich był de facto nieistniejącym ministrem.
    3. Coś Ci się poplatało. Dekretami rządzą wladze utorytarne – z braku parlamentu. Rozporządzenia są aktami wykonawczym leżącym w kompetencjach każdego demokratycznie wybranego rządu.
    4. Sposób przygotowania wizyty był z powodu konfliktu partyjnego pełen błędów, wymuszeń, pomyłek i niechlujstwa. Katastrofa jest ceną tej „pełnej współpracy”. Oceń koszt polityczny tej współpracy.
    5. Rządząca partia myślała o 55 precentach elektoratu, który na nią nie głosował. O 45 procentach w wiekszości zapomniała licząc na pis-owski sznataż wyborczy. „Można ich olać, bo oni i tak na nas zagłosują ze strachu” – myśleli stratedzy Platformy.
    6. Taki się ma stan spoleczny jaki się stworzyło. Wart Pac palaca.
    Pozdrawiam

  140. Jacobsky pisze:
    2011-02-08 o godz. 15:43
    „skoro TAKIE systemu istnieją, to podaj mi choć jeden przykład, gdzie państwo jako system prawny obywa się bez organu, o którym dyskutujemy.”

    Proszę bardzo.
    Taki system istnieje choćby w Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieje co prawda instytucją prezydenta, ale pełni on funkcje premiera bo jest szefem rządu.
    W Argentynie jest tak samo, w Brazylii i praktycznie w całej Ameryce Południowej.
    W Europie są tradycje monarchistyczne ale tam gdzie mamy do czynienia z monarchią, to król zazwyczaj pełni funkcje honorowe i nie jest wybierany w powszechnych wyborach.
    Traktowany jest jako relikt czasów minionych i atrakcja turystyczna.
    Zazwyczaj otrzymuje się sam ze swojego majątku zgromadzonego przez wieki.
    U nas żadnej tradycji instytucji prezydenta nie ma.
    Jeśli się mamy odwoływać do tradycji, to proszę bardzo.
    Zwołajmy wolna elekcje i wybierzmy sobie króla.
    Tylko niech szlachta która go wybierze łoży na jego utrzymanie albo sobie wybierze magnata który sam na swój dwór będzie łożył.
    Proponuje Stokłosę.

  141. Zapomniałem o bliskiej Ci Kanadzie.
    Tam co prawda władzę ma królowa brytyjska ale czy jesteś pewny że w celu utrzymania ciągłości władzy tam panuję?

  142. Kartko, odnośnie ministra, to nie orientujesz się pewnie, że on ma praktycznie dwóch zwierzchników premiera i Prezydenta. Klich nie miał łatwo, chciał dla przykładu ukarać Błasika, ale Prezydent Kaczyński zdecydowanie się temu sprzeciwił i zamiast ukarać zaczął szybko awansować tego człowieka. Klich oczywiście mógłby się podać do dymisji , ale pewnie i tak by jej z tego powodu nie przyjął Tusk, bo wg niego dobrze wywiązuje się ze swej funkcji i lepszego człowieka na te stanowisko nie ma. Puszczenie do mediów, że chciał się zwolnić , ale Tusk się nie zgodził byłoby niekorzystne dla PO nic dziwnego, że coś takiego nie miało miejsca. Dlaczego tak trudno rządzi się na tym stanowisku , ano dlatego, że cywil musi być na tym stanowisku, a wojskowi tego bardzo nie lubią i jak mogą to go kiwają , a on stara się nie dawać. Prezydent Kaczyński zamiast mu pomagać utrudnia dramatycznie rządzenie, bo jego polityka jest szczególnego typu, on lubi mieć haki na podwładnych bo wtedy jest ich pewien.
    Na dodatek nawet udana dymisja Klicha przed katastrofą nic by w sprawie Smoleńska nie zmieniła , bowiem w tej sprawie pupil Kaczyńskiego Błasik szczególnie się wykazał – poczytaj artykuł z NIE może ci to coś wyjaśni.

  143. Kartka 20:24

    ad.3. O właśnie! L. Kaczyński mówił o dekretach, nie o rozporządzeniach. To już chyba ten mój Alzheimer…

  144. nie spodziewalam sie tyle nielojalnosci po czlonkach Po ,wszak to nie tylko zdrajca schetyna ,ale jego poplecznicy .czy nie widza ,ze lamia galaz ,na ktorej siedza i te drobne interesy moga zakonczyc sie zle?nikt nie zastapi tuska w Po -nikt nie ma jego wdzieku ,milosci w europie i zdolnosci do zawiazywania koalicji malych panstw wobec interesow duzych panstw .kto by umial nakrzyczec na najwieksza przyjaciolke merkel za tworzenie z francuzami europy dwoch predkosci ?tego sie merkel nie spodziewala i moze nawet na tuska obrazila ,ale tusk walczy o polskie interesy jak lew.czy polacy to doceniaja? niestety -sadzac po komentarzach -w wiekszosci podlych -polacy to taki narod ,ktorzy nienawidza siebie bardziej niz innych narodow /milosz/.nie bedzie lepszego premiera niz tusk ,jezeli polak raz nie bedzie przed szkoda madry to bardzo tego pozaluje ,a kraj pograzy sie w nieustannych awanturach ,z ktorych nic dobrego dla polski nie wyniknie .

  145. MaciekG
    Orientuję sie, że minister obrony ma dwóch zwierzchnikow i może dzialać tylko w sytuacji współpracy rządu i prezydenta. Dlatego piszę, że gdy tej współpracy nie ma powinien ustąpić. W tym przypadku nie powinien ponosic odpowiedzialności za nielojalnego mu Błasika. Inne kombinacje nie miały sensu. Dymisja uchroniłaby Klicha i Premiera przed odpowiedzialnością.
    Pozdrawiam

  146. Mw pisze z godz. 22:14
    Ale co ma naszej dyskusji Kaczyński i dekrety. Piszemy o polityce Tuska. Legendarne, programowe „jedno okienko” dla biznesmenow można zorganizować nawet bez rozporządzenia
    Pozdrawiam

  147. parker,

    wszystkie te przykłady są jak kulą w płot. A już najbardziej rozbawił mnie przykład z Kanadą. Zachęcam do poczytania zasad konstytucjonalizmu, w tym amerykańskiego, i jak tam rozwiązana jest sprawa zachowania ciągłości prawnej władzy państwowej.

    Miłej lektury.

  148. aga , 23:04
    szanowna ago – już cię kiedyś prosiłam : czy mogłabyś łaskawie zmienić nick na inny ?
    aga” myli się z moim nickiem „aqa
    A dlaczego miałłabyś to zrobić ty a nie ja ? – Bo ja tu jestem dłużej i bywam częściej .

    Poza tym zwracałam ci tez uwagę na to, że niepotrzebnie wpisałaś znak „-” do rubryki „strona www”. Ta rubryka jest po to, zeby wpisać SWOJĄ , o ile ktoś ma , stronę internetową np. adres swojego blogu. Tu tak to działa, że wtedy nick uaktywnia się, tzn. staje się linkiem. Jeśli tam wpiszesz COKOLWIEK , nawet tylko jakiś znaczek (tak jak w Twoim przypadku – minus) to twój nick już się ukazuje na czerwono . I myli – że po kliknięciu w niego wysyła na „ślepo” – czyli kulą w płot.
    Sprawdź sama o co chodzi -tam, gdzie to prawidłowo działa , kliknij np. w nick „Kartka z podróży” – to zobaczysz- co ci się otworzy …(i może nie pożałujesz?)

    Więc skasuj ten ninus z rubryki „ Strona WWW” przy wpisie komentarzy i -proszę- zmień swój nick . Przypuszczam, że nick „aga patrz poniżej ” – to też twój ? A może bądź np „agatą „?

  149. hmm, a ja za namową znajomych, zrobiłem sobie dzisiaj kwerendę w temacie: „Co udało się zrobić w trakcie 3 lat rządów PO?”.

    Nie jestem „patriotą genetycznym” tylko normalnym, głosowałem na PO w 2007.

    Tak więc długo dzisiaj siedziałem i szukałem realnych osiągnięć rządów Donalda Tuska. I wiecie co?

    Znalazłem bardzo mało jak na 3 lata. Żenująco mało.

    Długo na innym forum tłumaczyłem „patriotom genetycznym” że kryzys, że weta, że nie jest źle, że zielona wyspa w 2009, że to „za PiS” obniżono składkę rentową itd.

    Aż w końcu zrobiłem kwerendę, co udało się zmienić przez 3 lata rządów PO. Znalazłem same bzdury i PR typu „wzrosło znaczenie Polski na arenie międzynarodowej” – akurat to po rządach Kaczyńskiego udało by się nawet małemu Kaziowi z 3B.

    Kompletna inercja i bierne przyglądanie się narastaniu długu publicznego. Przecież „reguła wydatkowa” to też tylko plany, których realizacja przypada już PO wyborach.

    Boże, naprawdę nie ma na kogo głosować.

  150. a @Kartka – jak zwykle – w zaparte…

    Kartka z podróży, 16:24 pisze: … bez urazy, Kartko, ale… pisze bzdury .

    Argumentujesz tak wiele i tak często .Szkoda że ty sam tak jesteś oporny na argumenty innych (klarowne, oparte na faktach, nawet ujęte w punktach)

    cytat : „Czy potępiający w czambuł mają wyczucie proporcji ?
    Nie widać.
    Czy mają poczucie miary ?
    Nie. Oni mają tylko poczucie swojej nieomylności.
    (przemądrzałości bardziej, jak widzę?) ”

    To o tobie, Kartko – o tobie.

  151. Jacobsky,

    Może byś uzasadnił czemu kulą w płot?
    Co to za argument, żebym sobie poczytał?
    Jak się z kimś dyskutuje to się takich argumentów nie używa.
    Nie jestem specjalistą od prawa konstytucyjnego ale wydaje mi się, że gubernator Kanady nie ma realnej władzy i nie jest wybierany w wyborach powszechnych.
    Zresztą uzasadnianie istnienia instytucji prezydenta tradycją innych państw jest właśnie strzelaniem kulą w płot.
    Kompetencje prezydenta w zakresie utrzymania ciągłości władzy można przekazać lub podzielić pomiędzy premiera, sąd najwyższy czy parlament.
    Wydaje ci się to niemożliwe?
    Po co dzielić władzę wykonawczą pomiędzy premiera a prezydenta?
    Uważam, że jak rządzi premier to nie prezydent i odwrotnie.
    Doświadczenie ostatnich dwudziestu lat pokazuje, że więcej prezydent szkodził niż pomagał.
    Daj jeden przykład kiedy okazał się potrzebny.
    Tylko nie pisz, że nie miałby kto ogłosić wyborów czy innych proceduralnych powodów bo to nie są rzeczowe argumenty.
    To preteksty dla uzasadnienia istnienia instytucji.
    Jak się powołuje instytucję to się jej jakieś uprawnienia nadaje ale to jest stawianie wozu przed koniem.
    Politycy zawsze znajdą preteksty zeny nową instytucje powołać bo to leży w ich interesie.
    Mamy premiera ale jeszcze prezydenta.
    Policje kryminalną ale jeszcze CBA,CBŚ i czort tam jeszcze.
    Policje drogową ale jeszcze Inspekcję Transportu Drogowego.
    Można tak wymieniać.
    Po co?
    Żeby wszędzie stanowiska „dowodzenia” tworzyć.

  152. W systemie prezydenckim (USA, Argentyna), parlament jest czynny premanentnie. Nie ma kadencji, na ktore trzeba zwolywac nieistniejacycy jeszcze parlament, powolany z wyborow. Bo wybrany kandydat, dokad nie zlozy przysiegi, nie jest poslem, zas mandaty poprzednich poslow wygasaja. Ktos musi ten parlament zwolac na pierwsze posiedzienie, i od tego jest glowa panstwa w takim systemie jak polski, niemiecki, angkielski czy… kanadyjski. Glowa panstwa kanadyjskiego jest monarcha brytyjski, reprezentowany w kanadzie przez urzad gubernatora generalnego (http://www.gg.ca/). Co wiecej, kazda prowincja ma ten sam system, z wice-gunernatorem spelniajacycm te sama funkcje co gubernator generalny na szczeblu federalnym. To on zachowuje ciaglosc prawna panstwa w okresie miedzy kadencjami parlamentu i spelnia zwoluje sesje. Argumenty proceduralne sa jak najbardiej rzeczowe. Panstwo dziala wedlug pewnych regul prawnych, i tego aspekty nie trzeba mieszac z patologiami rzeczywistosci politycznej. Byc moze dla Ciebie to jedno, ale z punktu widzenia prawa konstytucyjnego – nie. Na Twoje nieszczescie to wlasnie punkt widzenia teoretyczno-prawny ma znaczenie, a nie temperamenty politykow i ich sympatykow/przeciwnikow.

    W systemach typu amerykanskiego parlament obraduje bez przerwy, nie ma kadencji. Dlatego co dwa lata wymienia sie 1/3 skladu obu izb, ale bez rozwiazywania parlamentu jako takiego. Z uwagi na to rozwiazanie prezydent pelni role taka, jaka pelni w systemie prezydenckim: jedynego sprawujacego wladze wykonawcza. Dodatkwo urzad wice-prezydenta ma pewne umocowanie konstytucyjne, ktore stanowi pewne echo rozwiazan konstytucyjnych europejskich w tym sensie, ze stoi on na czele Senatu, i z tej racji wplywa jako wladza wykonawcza na funkcjonowanie wladzy ustawodawczej.

    Teraz: nie bardzo rozumie dlaczego wyzej pisales, ze gotowe rozwiazania istnieja, wystarczy z nich korzystac, zarzucajac jednoczesnie, ze w Polsce przeszczepiono istniejaca rozwiazania. W Polsce oparto sie na polskiej tradycji o praktyce konctytucyjnej, bo nie zawsze to, co gdzies wprowadzono, musi dzialac w innym kraju.

    Polska konstytucja wymaga gruntownej reformy jesli chodzi o urzad prezydenta. Jeste zwolennikiem systemu kanclerskiego, gdzie role sa jasno okreslone. Dlaczego w Polsce wybrano rozwiazanie posrednie ? Nie wiem, i dobrze bedzie w przyszlopsci zdecydowac sie jeden z systemow. Moze byc na wzor amerykanski. Wyobraz sobie co dwa lata wybory uzupelniajace 1/3 skladu poselskiego w kraju, gdzie nie da sie ludzi zapedzic do urn raz na 4 lata.

    Pozdrawiam.

  153. nad tym wszystkim mozna debatowac w nieskonczonosc i co z tego;
    oglupiale spoleczenstwo jest ciagle straszone gorszym zlem – PISem,
    rzadzacy – PO wcale nie musza sie wysilac zeby cos zrobic i nie robia nic co mogloby poprawic ekonomie kraju, wrecz przeciwnie doprowadzaja do jeszcze wiekszej ruiny, az dziw bierze ze ta banda cwaniakow jest popierana na tym forum, chyba ze wiekszosc tu piszacych asocjuje sie z rzadzacymi,
    prawda ze nie ma nic lepszego w zimowe wieczory jak w cieple swego domu i bic piane i pogdybac co by bylo;

    nic sie nie zmienilo komuchy czuwaja, 🙂

css.php