Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

30.10.2009
piątek

Co nam da Tusk za prezydenturę?

30 października 2009, piątek,

I znów w sondażach Tusk na prezydenta. Z Tuskiem jak z Obamą. Póki nie ma realnej alternatywy, może nie chcieć (a chyba chce), ale musi. Obama nie może nie startować do reelekcji (i wygra, chyba że stanie się cud i republikanie wyłonią jakiegoś prawdziwego rywala – i nie będzie nim Sarah Palin). Tusk – na dziś – nie może nie startować do pierwszej prezydenckiej kadencji.

To nie jest logika sondaży – choć też – to jest logika procesu politycznego. PiS nie ma żywej amunicji. Lech Kaczyński musi przegrać, przegrać z właśnie Tuskiem, by klęska PiS była bardziej dotkliwa. Przegrać z Tuskiem to anatema gorsza niż z Cimoszewiczem czy Szmajdzinskim. Przecież teraz cały ostrzał idzie na lidera PO. Zwycięstwo Tuska znegliżuje polityczną impotencję resztek obozu IV RP. Prezes Kaczyński de facto zejdzie wraz z bratem ze sceny. Kto go ewentualnie zastąpi czy usunie, nie będzie maiło istotnego znaczenia.

Mnie by się może kto inny widział w Pałacu Prezydenckim niż obecny pan premier, ale to są prywatne fantazje polityczne.

Jednak myślę, że Tusk za zwycięstwo powinien coś Polsce ofiarować. Powinien zainicjować reformę konstytucyjną. Niech wykorzysta do tego kadencję. Chodzi mi oczywiście o redukcję systemowego znaczenia prezydentury i przemodelowanie ustrojowe w kierunku ,,kanclerskim”. Tak by raz na zawsze usunąć źródło niszczących państwo konfliktów rządu z prezydentem.

Do takiego ustrojowego pakietu dorzuciłbym wybory prezydenta przez zgromadzenie parlamentarne (lub sejm, gdyby okazało się, że jest konsens w sprawie likwidacji senatu). Oczekuję więc, że prezydent Tusk poświęciłby znaczną część swych prerogatyw dla modernizacji ustroju. Taka samo-ograniczająca się prezydentura Tuska miałaby szansę zapisać się w naszej historii politycznej.

Każdą prezydenturę w USA, Francji czy Polsce pamięta się po latach zwykle z jakiejś jednej rzeczy (albo wcale). U nas Wałęsy z tego, że, hm, sprawiedliwości historycznej stało się zadość, Kwaśniewskiego z wejścia do UE, Kaczyńskiego – hm, niestety ja dotąd z niczego, poza sypaniem piasku w tryby rządu PO. Niechby z prezydentury Tuska zapamiętano, że dała Polsce lepszy ustrój centralny. 
 
XXXX
sm – ale z tego nic nie wynika dla idei federalnej, ani dla obsady nowych stanowisk w UE;Sebastian – te przesłanki to obserwacja polityki bieżącej w kontekście ekonomii i historii. Czy w Europie, czy globalnie jesteśmy skazani na więcej kontaktów i współdziałania. Tendencje odśrodkowe są, nawet się nasilają, ale ustąpią przed, nazwijmy to, dynamiką konstruktywną. yyc – patrz wpis piotra z sąsiedztwa;              

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Wypada zgodzić się z Autorem. Pora, by zostawić obecny model ustrojowy ukształtowany przez konstytucję z 1997 r, który najwięcej czerpie z rozwiązań systemu francuskiego, choć wcale nie jest jego kopią.
    My mamy takie „cuś” pośredniego pomiędzy silna prezydenturą a ustrojem kanclerskim jak w Niemczech. I wychodzi to raczej źle, a od 2005 r. nawet gorzej. Dlatego lepiej by prezydent reprezentował państwo, uśmiechał się do delegacji międzynarodowych, a premier rządził i ponosił pełną odpowiedzialność za swoje działania. To bardziej klarowny sposób na uprawianie polityki od ciągłych konfliktów o ilość stołków przy międzynarodowych spotkaniach i o środki transportu na te imprezy. Nie mówiąc o uprawianiu różnych polityk przez różne ośrodki władzy.

  2. Panie Adamie
    Pana wyborcze prognozy personalne nie uwzględniają istnienia wielomilionowej grupy autorytarnie i zamordystycznie nastawionych wyborców. Premier natomiast ją zauważa. Moja niechęć do Donalda Tuska bieże się z kompleksu który Premier najwyraźniej odczuwa wobec tej właśnie grupy. Tyle tylko, że dmuchanie w radykalny balonik ( kastrowanie, Czuma na ministra sprawiedliwości, likwidacja hazardu itp) i tak tych ludzi Tuskowi nie zjedna. Nawet jeśli Lech Kaczyński w najbliższych miesiącach zużyje się do cna narodowo – socjalistyczny elektorat ma go kim zastąpić. Myślę o Zbigniewie Ziobrze, który moim zdaniem ma duże szanse na wygranie wyborów prezydenckich. „Zwykli ludzie” pamiętają to co chcą pamiętać – sopel, dyktafon, „złodziejkę Blidę, która ze strachu strzelała sobie w pierś”(przepraszam – to cytat z zasłyszanej niedawno rozmowy ulicznej) itp. Jednym słowem za wcześnie na rozważania o „reformie konstytucyjnej Tuska”. Może warto też pomyśleć np o reformie konstytucyjnej Ziobry – przepraszam za ten myślowy horror.
    Pozdrawiam

  3. Szanowny panie Redaktorze,

    Ja jednak jeste przywiazany do podzialu wladzy.
    Wybor prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe czy tez sam Sejm (a dlaczego likwidowac Senat? – wzmocnic / dac mu wiecej uprawnien, a nie likwidowac!) przy odebraniu tej funkcji resztek wladzy zdegraduje role prezydenta do wreczania orderow.

    Mnie sie to nei podoba. Nie mozna przez pryzmat fatalnej prezydentury Kaczynskiego oceniac calego urzedu i tak go modyfikowac, zeby sie Kaczynski nie powtorzyl.

    Prezydent z woli narodu ma sporoa legitymacje demokratyczna. nie musi miec wladzy, ale stoi za nim realna sila – poparcie wiekszosci Polakow – i juz samo to daje mu mozliwosc wpywania na polityke. Prezydent z woli narodu moglby byc autorytetem.

    Model kanclerski mi sie nie podoba, zwlaszcza bez figury prezydenta.
    Rozumiem argument, ze wtedy pelniacy wladze nie maja pretekstow, zeby nic nie robic (jak czesto PO – nie robimy, bo prezydent i tak nie podpisze), ale jak porownam sobie dwa mozliwe scenariusze:
    1. obecny – prezydent przeszkaza w rzadzeniu
    2. potencjalny – wzmocniony premier z pelnia wladzy (np. Jaroslaw Kaczynski) bez bezpiecznika w postaci prezydenta (to co przerabialismy – gdy prezydent i premier byli blizniakami – czyli prezydent funkcji bezpiecznika nei pelnil)
    to wole wariant nr 1.

    Samoograniczenie juz bylo.
    Kwasniewski jak zostal prezydentem to patronowal powstawaniu Konstytucji ograniczajacej prezydenckie uprawnienia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czy aby Tusk jest jedyna alternatywa prezydencka? Osmielam sie twierdzic, ze absolutnie nie.Mierny Premier bedzie beznadziejnym Prezydentem, ale mierny Premier przy bardziej sprzyjajacym Prezydencie moze zmienic sie w dobrego i liczacego sie w osiagnieciach Premiera.
    Sadze, , ze przy pewnosci przegranej Lecha Kaczynskiego uzasadnionym bylby inny manewr kandydacki, ktory umocnilby pozycje Tuska jako Premiera a Platforma mialaby okazje przemodelowac swoje szeregi spogladajac nieco w lewo w strone innych mozliwych koalicjantow.
    Co do Obamy i pewnosci co do kolejnej reelekcji uwazam za kiepski hallowenowy zart. Chyba Pan Panie Adamie jednak do konca nie wierzy w ” wielka misje ” Baracka Obamy, ktora poki co wyniszcza resztki ekonomicznych podwalin wielkiej ameryki.Sadze, ze wyniki przyszlorocznych wyborow do Kongresu i Wyzszej Izby Reprezentantow dadza probe tego, co nas w rzeczywostosci tutaj nad Potomakiem czeka.
    Fakt, ze republikanie nie maja lidera, ktory godnie i pewnie kontrkandydaowalby z BArackiem Obama, ale to w moim odczuciu jest tylko wkestia czasu..
    Wracajac na polskie podworko, sadze, ze Tusk nie jest zobowiazany cos oferowac czy obiecywac. Przy sprzyjajacych okolicznosciach, bez podkladania klod pod nogi przez Palac Prezydencki, jest on w stanie przeprowadzic smiale i niezbedne dla POlski reformy. Troche czystki kadrowej odswiezy pluca jego macierzystej partii i bedzie wszytsko znacznie lepiej. Oby tak sie stalo?
    Polske Ziobry czy Kaczynskich widze w czarnych kolorach p[od kazdym wzgledem i to raczej bedzie koniec pomyslnej i perspektywicznej Polski.

  6. Dlaczego w 1990r. środowiska późniejszej Unii Demokratycznej nie chciały wyboru prezydenta przez parlament ? Ówczesny obóz Wałęsy proponował takie rozwiązanie, ale politycy ROAD i FPD, nie chcąc prezydentury Wałęsy, doprowadzili do wyborów powszechnych. Wałęsa i tak został prezydentem po tzw. wojnie na górze, której można było uniknąć.

  7. Poniewaz prawo Izraela do istnienia lezy Panu bardzo na sercu, prosze o komentarz nt. raportu AI o odcinaniu Paestynczykow od wody. Moze widzi Pan w jaki sposob napici woda Palestynczycy zagrazaja Izraelowi? Moze spragnieni Palestynczycy nie beda mieli sily wysadzac sie w powietrze? Z cala pewwnoscia brak wody zniecheci ich do Hamasu …

  8. Wprowadzenie okregow jednomandatowy; na kandydata ktory przeprowadzi to przed, lub mocno bedzie artykulowal w kampanii wyborczej z przyjemnoscia zaglosuje.

  9. Szanowny Panie Redaktorze!

    Obawiam się, że p. Tusk nie jest człowiekiem na tyle dużego formatu, aby postawił sobie za cel samoograniczanie się po ew. zwycięstwie w wyborach prezydenckich. Wręcz przeciwnie; uważam, że wtedy zacznie twierdzić, że Polsce potrzebny jest silny prezydent.

    Pytanie zasadnicze jest natomiast takie: czy Tusk zasłużył sobie na prezydenturę? Jego ocena jako szefa rządu nie wypada bowiem zbyt dobrze (mówiąc kolokwialnie). Czy zasłużył sobie od wyborców na kolejny kredyt zaufania? Strach przed powrotem IV RP i Kaczyńskich do władzy to za mało, żeby wygrać kolejne wybory.

    Zgadzam się z Panem, że jedynym sposobem na uniknięcie gorszących starć na linii prezydent-premier jest ograniczenie roli prezydenta (inna sprawa, kto zainicjuje takie zmiany). Rozwiązanie to ma niemal same korzyści:
    1. Odpowiedzialność spada na 1 ośrodek władzy (rząd), dość zasłaniania się niemożnością wprowadzania swoich pomysłów w życie.
    2. Polska uniknie przynajmniej jednej wyniszczającej kampanii (prezydentura straci na znaczeniu i przestanie wzbudzać takie niezdrowe emocje), a także np. sporów o przywództwo na szczytach unijnych.
    3. Brak weta. Nie może być tak, że jeden człowiek (Lech Kaczyński) blokuje ważne ustawy lub Traktat Konstytucyjny, kiedy parlament (sejm i senat), który jest przecież reprezentantem Narodu, wyraził na to zgodę. To przecież jakaś paranoja.
    4. Argument, że prezydent ma prawo blokować ustawy, jest pozbawiony logiki. Dlaczego? Ludzie po to wybierają rządzących, by rządzili. Jeśli opozycja jest na tyle silne, to niech blokuje ustawy. Jeśli nie, niech rząd rządzi. Prezydent nie może być opozycją-bis.

    Przecież argument, że prezydent może utrudniać rządzenie, bo wybrał go naród, można odwrócić. Rząd ma prawo rządzić, bo parlament, który powierzył mu władzę, wybrany został także przez ogół obywateli.

    Na koniec jeszcze jedna uwaga: Tusk podporządkowuje wszystko swoim ambicjom politycznym (tj. walce o prezydenturę): nie podejmuje trudnych decyzji, aby nie narazić się wyborcom, odsuwa swoich dawnych kolegów (abstrahuję od tego, czy na to zasłużyli, czy nie, ale z pewnością nie wszyscy) po to, żeby na ich tle wypaść jako polityk nieskalany aferami itd. Załóżmy, że przyniesie mu to prezydenturę. Co wtedy stanie się z PO, kiedy Tusk pozbędzie się liderów, kto pokieruje i udźwignie kampanię, kiedy PO już robi się partią nijaką, bez prawdziwego oblicza i przywództwa? Czy wtedy wynik następnych wyborów parlamentarnych można uznać za przesądzony i czy prezydentura Tuska nie będzie zbyt dużo nas kosztować? Jest to scenariusz tym bardziej prawdopodobny, że sytuacja gospodarcza, rosnące zadłużenie państwa, niezrównoważony budżet będą działać na niekorzyść tego rządu.

  10. Co nam da Tusk? Jak wróble w Warszawce ćwierkają da nam – i to już! – gowinową ustawę in vitro.

  11. Szanowny Gospodarzu,

    trzy kwestie:

    * pisze Pan, że prezydentura Wałęsy zostanie zapamiętana „z tego, że, hm, sprawiedliwości historycznej stało się zadość,” – jak Pan to rozumie? Bo przyznam się, że dla mnie jest to całkowicie niezrozumiałe

    * z uznaniem przyjmuję to, że stawia Pan już dzisiaj kwestię wymagań społeczeństwa pod adresem przyszłego prezydenta, ktokolwiek by nim nie był. Myślę, że warto zapoczątkować debatę społeczną w tej materii. Sadzę, że mogłaby ona spełnić dwa cele. Po pierwsze bardziej upodmiotowić społeczeństwo. Po drugie jasno wyartykułowane oczekiwania społeczne mogłyby dodać siły przyszłemu prezydentowi w realizacji tychże oczekiwań.
    Osobiście bardzo cieszyłabym się gdyby taka debata została zapoczątkowana na łamach prasy

    * mam świadomość tego, że blog rządzi się swoimi prawami, że to Gospodarz decyduje o formie i języku, jakich używa. Nikt nie jest zmuszany do odwiedzin. Równocześnie zakładam, że dla każdego twórcy ważna jest tak zwana informacja zwrotna. W ramach tejże chcę powiedzieć, że „nie po drodze” mi z tytułem „co nam da Tusk za prezydenturę”. W moim osobistym odczuciu nadaje to dyskusji ton, w jakim jednak nie chciałabym jej prowadzić. Być może jest to tylko kwestia mojego purystycznego przewrażliwienia. Niemniej odbieram tutuł jako zbyt „luzacki”, niespójny z treścią wpisu. Tusk nie ma nam nic do dawania. To my powinniśmy formułować swoje oczekiwania i wymagania względem przyszłego przezydenta.

    Z wyrazami szacunku

    Jotka

  12. @Robson

    bardzo ciekawe spostrzeznia, co do przyszłości PO a tym samym sceny politycznej, po ewentualnym zwycięstwie Tuska. Nigdy nie popatrzyłam na tę kwestie z tej strony.

  13. Wydaje mi się, że Premier ma wysokie ambicje.
    Już bardzo dużo osiągnął.
    Kierowanie krajem w warunkach kryzysu,przy nieprzychylnym a momentami wrogim prezydencie,uniemożliwiającym rządzenie przy pomocy ustaw,jest nie lada wyczynem, patrząc na sytuację kraju i poparcie dla premiera.
    Nie sądzę zatem, żeby w dalszych działaniach, nie kierował się interesem kraju,tylko własnym.
    On już nie ma własnego interesu.
    Jego interesem, jest interes Polski.
    Niezależnie od tego, czy Tusk zostanie prezydentem, czy ktoś inny, za aprobatą premiera,to reforma konstytucyjna, podobnie jak wiele innych, jest nam potrzebna.
    Sądzę że po wyborach, będziemy ją mieli.
    Warto, żeby Platforma zaczęła już teraz, budować współpracę z częścią opozycji.
    Powinna zrozumieć, że dalsze poszerzanie elektoratu, zacznie jej zagrażać.
    Część opozycji powinna zrozumieć, że na współpracy z PO więcej można zyskać dla swoich elektoratów, niż na kontestowaniu wszystkiego co zaproponuje rząd.

    Podobnie jak autor, w Tuska wierzę.
    Jeśli zostanie prezydentem, to mam nadzieję, że premier Bielecki wróci do polityki.

  14. To, co według Pana, miałby nam dać Tusk ?za prezydenturę?, to niestety także są fantazje polityczne. Coś zrobić w tej materii mógłby jako premier, a nie widać ani żeby miał zamiary, ani jakieś konkretne propozycje.
    PO i Tusk uzasadniają start po prezydenturę tym, że nie mogą swobodnie rządzić, bo prezydent ich blokuje. Marne to wytłumaczenie. Jest wiele spraw które znalazłyby poparcie i u koalicjanta i u SLD, ale jakoś nie słychać żeby PO cokolwiek tu proponowała; będę wdzięczny jeśli ktoś mi wymieni ważne ustawy, które PO zamierzała wprowadzić i jej się to nie udało, bo inne partie (poza PiS) nie chciały się na nie zgodzić. Ale proszę o konkrety, nie o ogólnikowe zapowiedzi.
    PO chce wziąć wszystko. A ja się bardzo boję partii która zyskałaby pełnię władzy; nic dotychczas nie wskazuje na to że zrobi z niej właściwy użytek.
    Uważam PO za PiS w wersji soft. Podobny światopogląd, podobna małostkowość, forowanie miernot, tyle że własnych (choć nie tak agresywnie jak PiS), na szczęście nie wykazuje agresji poprzedników i zacietrzewienia ideologicznego, co doceniam.
    Na pewno Tusk jest lepszym kandydatem niż Kaczyński. Trochę to wybór jak między dżumą i grypą, ale czy koniecznie musimy chorować, nawet jeśli to tylko grypa?

  15. Czy aby Pan sie nie pospieszyl z taka prognoza wynikow wyborow prezydenckich w Polsce. Sam zreszta nie wyobrazam sobie, zeby obecny prezydent mogl wygrac reelekcje , a juz przerazeniem mnie ogarnia to, jak tos tu napisal ze lepszym kandydatem jest p.Ziobro, przeciez ten niedouczony prawnik nie dosc ze przegrywa proces za procesem ze swojej zpartaczonej sprawy dr G. to jeszcze powinien poniesc kare za rozmijanie sie z litera prawa w czasie sprawowania funkcji ministra sprawiedliwosci (jak orzekanie o winie przed sprawa sadowa) i ten czlowiek mialby kandydowac na prezydenta to nie dosc ze tragiczne ale i jeszcze smieszne. Nie umniejszam tu szans p.Premiera Tuska ale pasuje tu zasada ze na bezrybiu i rak ryba, no bo jeszcze kogo mozna uznac z dobrego kandydata, no przynajmniej ja nie widze nikogo (przynajmniej wsrod tych wymienianych w gazetech) i w tym widze bardzo niedobra okolicznosc dla Polski i tyle.
    Z powazaniem

  16. Panie Jerzy
    Ja napisałem o p Ziobrze. Ale nie napisałem, że „ze lepszym kandydatem jest p.Ziobro”.
    Niech Pan uważnie czyta – bardzo proszę.
    Pozdrawiam

  17. tusk-prezydent….to spokoj

  18. Jedyna refleksja jaka sie nasuwa to mysl skad red. Szostkiewicz bierze swoje rewelacyjne przemyslenia… to jakas nowa politologia.I historia tez.

    Prezydenture Lecha Walesy ludzie zapamietaja za wojne na gorze, Miecia podawanie nogi i zenujace wystepy w kampanii 1995. Aleksandra Kwasniewskiego za Jolke, afere Rywina i podpitego grubasa w Charkowie bo pomimo iz rzadzil dwie kadencje i wygral w pierwszej turze drugich wyborow nie mial nic do zaoferowania. Kaczynski utkwi w pamieci mlaskaniem i nie sieganiem do drzwi.Sypania piasku w „tryby” tej zbieraniny nieudacznikow i kombinatorow ktora jest rzad PO nikt mu wypominac nie bedzie bo to ZAWSZE robil prezydent z przeciwnej opcji. Malo osob pamieta jak Walesa niszczyl kolejne rzady Olechowskiego czy Suchockiej. Malo osob chce pamietac ze kilka pozytecznych zmian za swiezosci AWS usadzil Kwasniewski podpisujacy kazda glupote ktora podsuwal mu Miller…. Kaczynski na tle tamtych ludzi nie jest paradoksalnie ani lepszym ani gorszym prezydentem, bez wzgledu na to co red.Szostkiewicz napisze.

    Tusk na prezydenta przy wygranej platformy w nastepnych wyborach to zero szans na konstruktywne zmiany – bedzie status quo bo PO nei jest partia reform – jest partia chciwych kombinatorow ktorzy osiada na laurach i beda mieli wszystko gdzies. PO ma dosc poparcia zeby w tej chwili dokonywac zmian – zmian potrzebnych. Nie bzdurnych , idiotycznych, popmpatycznych przetasowan systemu ktore sa wazne tylko do tymczasowego rozkladu sil ale autentycznych – tych ktore krepuja obywateli w codziennym zyciu przez co kryzys jest glebszy, rozwoj wolniejszy, kraj biedniejszy a ludzie mniej szczesliwi materialnie.
    Wystarczy zmienic rozporzadzenia ministrow!!!!!! Nie trzeba nawet wielu ustaw zmieniac! I co? I nic…. Kreowanie Tuska czy kogokolwiek w PO na wizjonera politycznego w sytuacji kiedy to banda kombinatorow i politycznych przecietniakow to kiepski zart.

    A co do Obamy to do 2012 wiele czasu. Pamiec wyborcow w USA to okolo 1.5 roku a do tego czasu wiele moze sie zdarzyc. Obama juz w tej chwili szczyci sie gwaltowniejszym spadkiem popularnosci w USA niz jakikolwiek inny prezydent. Kryzys sie przeciagnie, w 2011 dojdzie druga faza z dalszym osunieciem sie dolara, bedzie tzw drugi dolek, afganistan i irak dalej beda kolcem w boku, deficyt zacznie peczniec jak balon, zadna sensowna reforma nie przejdzie…. I okaze sie ze Obama bedzie musial siegnac po orez kazdego prezydenta w tej sytuacji – nowa wojne.

    Jak to sie zakonczy panie Adamie?

    ——————————————————————————-
    Z drugiej strony przy calym zachwycie do systemu kanclerskiego chcialbym zobaczyc mine red.Szostkiewicza kiedy jakims cudem Tusk gromadzi wiekszosc potrzebna do zmiany konstytucji i po przegrywa wybory. Kanclerz Jaroslaw…. jakkolwiek przerazajaco to brzmi… gospodarz bloga wydaje sie zaslugiwac na taki scenariusz skoro tak krotkowzrocznie ocenia polityczna przyszlosc 😀

  19. Pawel Krzywulski pisze:

    2009-10-31 o godz. 11:53

    Pytam z całą powagą i szacunkiem: kto jest tym własciwym kandydatem na prezydenta RP? Nie mam dobrego zdania o Tusku, ale jeszcze gorsze o LK. Nie widzę na kogo mogłabym głosować.

  20. Pan redaktor wylicza co byli i obecny prezydent zrobili w trakcie pełnienia swojego urzędu, a jak na to patrzę to mam przeświadczenie, że i bez nich wszystkie te zdarzenia miałyby miejsce, a szczególnie chodzi mi o fakt przystąpienia Polski do NATO i Unii Europejskiej. Pana Wałęsę bardzo szanuję, chociaż nie zgadzam się z nim w prawie żadnej sprawie, ale bez niego trudno mi sobie wyobrazić takie poparcie i zaangażowanie ówczesnej klasy robotniczej w przewrót ustrojowy, jaki nastąpił po 1989 roku. W przypadku jego prezydentury chyba nie chodziło o spełnienie się sprawiedliwości dziejowej, a raczej o ostateczną potyczkę pozwalającą stwierdzić, że król jest nagi i raz na zawsze odsunąć przywódcę rewolucji od władzy. Nie twierdzę, że ktoś to zaplanował z rozmysłem, bo to nie spisek kieruje historią, ale moje ówczesne odczucia po wybraniu go na prezydenta były mieszanką rozczarowania i ulgi. Jeśli chodzi o prezydenta Kaczyńskiego, to jak dotąt jest to katastrofa, ale nie przesądzałbym o ostatecznym bilansie do czasu końca kadencji, może jednak coś zrobi godnego pamięci.
    Co nam da Tusk za pezydenturę?
    Chciałbym żeby sobie przypomniał o idei przekazywania władzy społeczeństwu, bo jak dotąt stojąc na czele rządu jako premier nic w tej sprawie nie zrobił, a nawet nie zabrał głosu w tej kwestii. Nie jest ważne czy w Polsce będzie system kanclerski czy prezydencki, ważne jest ażeby jeden z tych rodzajów władzy nie koncentrował jej nadmiernie. Nie chodzi mi tutaj o czysto techniczne przekazani władzy w teren, a w ślad za tym jkiejś tam kwoty z centralnego budżetu, bo ten sposób niczego nie zmieni, nie wyzwoli energii obywatelskiej. Zmianie musi ulec w pierwszej kolejności system podatkowy, pozwalający samorządom na autentyczne tworzenie własnego budżetu. Jak i z czego wójt w gminie ma wybudować drogi i chodniki skoro podatek gruntowy jest śmiesznie niski, a na gruncie o takiej samej powierzchni stoi jeden dom za 300 tys., a drugi obok za 3 mln. Czy władze w gminie będą gorzej wiedziały jak zagospodarować grunty leżące w jej obrębie od Agencji Nieruchomości Rolnych? To tylko dwa drobne przykłady, a mógłbym wymienić więcej tego typu problemów i to one decydują o sprawności państwa, właśnie takie szczegóły, a nie to czy będziemy mieli rządy prezydenckie lub kanclerskie.

  21. Jotko
    ja tylko przelotem i choć purystka nie jestem ,słowa :Jednak myślę, że Tusk za zwycięstwo powinien coś Polsce ofiarować te mnie drażnią .Wyglada na to ,że Tusk juz z nami SPOŁECZENSTWEM podpisał /podpisze jakiś pakt w myśl , którego coś nam ma dać a my oddamy na niego swoj głos. Nie wiadomo co nam da !Podpisujemy glejt tylko po to by PIS bolesniej odczuł swoją porażkę !! Jestem ciekawa czy dozyję takich czasów gdy będziemy wybierać prezydenta nie dlatego by innemu”dokopać ” tylko swiadomie wybierać człowieka godnego zaufania , takiego ,który dołozy staran by po zakończeniu swojego urzedowania móc z podniesiona przyłbicą każdemu , a sobie w szczególnosci spojrzeć w oczy .Tak jak niektórzy prezydenci Niemiec .Marzenia ??!!
    jak zwykle serdecznie nietoperzyca

  22. Paanie Redaktorze,

    Pańskie tytułowe pytanie-„Co nam da Tusk za prezydenturę?”, nna mnie zadziałało, jak zgadywanka do podobnego wątku w jakiejś „mydlanej operze”.
    Oglądamy te same postaci , które od zawsze zajmują naszą scenę polityczną, jesteśmy nimi przesyceni do granic wytrzymałości, „scenarzysta” z „reżyserem” stają na głowach, żeby z tych totalnie poznanych, zgranych i zużytych „bohaterów” wycisnąć jeszcze ,choć jedną, jako tako sensowną „zagadkę dramaturgiczną.
    „Twórcy” tego tasiemca wyczerpali już wszystkie możliwości logicznie uzasadnionych niespodzianek. Wiadomo kto będzie prezydentem, jaka partia wygra przyszłe wybory, wiadomo, że przy tych „ohaterach już nic sensownego w „serialu” się nie wydarzy, bo nie może. Dawno byśmy zapomnieli, że coś takiego się toczy, gdyby nie atawistyczne poczucie, że ten „serial” może mieć jakiś wpływ na nasze życie. Coprawda, łatwo dalibyśmy się przekonać, że z wyłączeniem telewizorów nic w naszych sprawach się nie zmienia, ale jakoś tak zupełnie bez popatrzenia na kolejne przewidywalne do bólu „inscenizacje ” serialowe- żyć byśmy nie potrafili.
    Jeśli więc w marazmie tego „serialu” , odkrył Pan lukę na małe odświeżenie dramaturgiczne, i twórczo zapytał Pan „Co nam da Tusk za prezydenturę?”- to już należy się Panu chwała od nas „widzów” tego „martwego serialu.
    Wiemy wszyscy, że przyszły serialowy prezydent Tusk nic nam dać nie może, bo złamałoby, to „twórcom” sylwetkę psychologiczną tego bohatera, ale Pańskie pytanie, mimo to otwiera pewne możliwości do świeżych dylematów okołoserialowych.
    Jest jedna szansa na odświerzenie serialowego dziania się- budżet.
    We wszystkich tego typu serialach, sprawy budżetowe dawały „scenarzystom”wolną rękę, i nawet najbardziej niemrawi bohaterowie seriali ożywiali się w zupełnie nie swoich rolach i kwestiach . Dla naszego życia, byłaby to żadna pociecha, a dramaturgiczne atrakcje mogłyby nas nie cieszyć. Jeśli chodzo o mnie, to wolę podociekać na temat -„Co nam da Tusk za prezydenturę”. Możliwości datku są dowolne, kanclerski system , odbieram, jako Pańską , indywidualną kocepcję. Prezydent Francji- Sarkozy, dał np. dwóm rocznikom nastolatków sfinansowaną przez państwo roczną prenumeratę jednego, dowolnie wybranego dziennika/gazety/.
    Prezydent Obama z amerykańskiego serialu, daje ciągle siebie.
    Nasz przyszły prezydent Tusk, mógłby wykonać ograniczenia prezydentury, ale na taką komedię nasz naród/”widzowie”/ nie jest chyba jeszcze gotowy.

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S.
    Napisał Pan :”Czy w Europie, czy globalnie jesteśmy skazani na więcej kontaktów i współdziałania. Tendencje odśrodkowe są, nawet się nasilają, ale ustąpią przed, nazwijmy to, dynamiką konstruktywną.”
    Oczywiście, nie sposób przyznać słuszności Pańskiemu myśleniu.
    Niestety, moje ciemne ja, od razu zaczyna bredzić, o zapewnieniu takiemu scenariuszowi idyllicznych warunków, wręcz rajskich, gdzie dzieje się samo DOBRO, a walki konkurencyjne z ciągłym tworzeniem nowych „osi interesów”, nawet w poprzek najbardziej zbratanych państw- to wszystko już dawno wymarło w otmętach dziejów…

  23. Szanowy Panie Redaktorze!
    Po przeczytaniu Pańskiego wpisu nasuwają mi się 3 refleksje.
    Po pierwsze. Czy Premier Tusk, będąc prezydentem, będzie do czegokolwiek zobowiązany wobec obywateli lub wyborców, których głosami zostanie wybrany?
    Po drugie. Czy obecne zaplecze polityczne Premiera Tuska tzn. osoby podobne do Drzewieckich, Chlebowskich, Szejnfeldów, mają chęć i pomysły niezbędne do grzebania przy Ustawie Zasadniczej? Przecież część z nich tworzyła zapisy obecnej Konsytuacji.
    Po trzecie. Zgadzam się z Panem, że nowy prezydent powinien zainicjować proces zmian Ustawy Zasadniczej.
    W moim prywatnym przekonaniu, ze względu na niski poziom rozwoju polskiej klasy politycznej, nadal powinien istnieć model mieszany. Jeżeli przyjmiemy założenie, że do konstytucji zostanie wpisany model kanclerski, a premierem zostanie jakiś narodowy – socjalista ziejący nienawiścią do wszystkiego, co np. nie słowiańskie, to może się okazać, że nie będzie siły, by go powstrzymać od dokonania agresji na Grenadę przez aneksję Malediwów.
    Gdyby doszło do prac nad nową konstytucją, polski parlament powinien być jednoizbowy, ale nie sądzę, by zaplecze polityczne jakiejkolwiek partii działającej w obecnym parlamencie wyraziłoby na tą zmianę zgodę, ponieważ likwidacja Senatu (tzn. 100 lukratywnych posad) nie jest zgodna z partykularnymi interesami żadnej z nich.
    Uważam również, że zmiany powinny pójść w kierunku maksymalnego dookreślenia roli i funkcji organów centralnych oraz precyzyjnego określenia zależności pomiędzy nimi, tak by konstytucja była de facto maksymalnie precyzyjnym przepisem kulinarnym, pozwalającym na tworzenie wykwintnego i wyśmienitego w smaku dania.
    Należałoby się także zastanowić nad zapisaniem w nowej konstytucji mechanizmów umożliwiających tworzenie i egzekwowanie bardziej konstruktywnego i skutecznego prawa oraz wprowadzeniem zapisów dotyczących rygorystycznie przestrzeganego samoograniczenia klasy politycznej w stosunku do: mediów publicznych, gospodarki czy immunitetów.
    Mam nadzieję, że kiedyś Polska i jej obywatele doczekają się takich zapisów w swojej ustawie zasadniczej.

    Więcej tekstów na: http://piotrbernacki.blog.onet.pl

  24. Narazie to są marzenia a jaka będzie rzeczywistość-zobaczymy.

  25. >… PiS nie ma żywej amunicji. Lech Kaczyński musi przegrać, …

    Ile ‚dziadków z Wermachtu’ ma już przygotowanych PiS?

  26. Jedynym kandydatem na prezydenta może być Jacek Majchrowski. Człowiek wysokiej kultury, zasad, wiedzy i doświadczenia. Inni to pajace.

  27. Nietoperzyco,
    pozdrawiam bardzo serdecznie 🙂 🙂 🙂

  28. spin doctor pisze:

    2009-11-01 o godz. 10:03
    Jedynym kandydatem na prezydenta może być Jacek Majchrowski. Człowiek wysokiej kultury, zasad, wiedzy i doświadczenia. Inni to pajace.

    Być może jest tak, jak piszesz, że JM jest właściwym kandydatem na prezydenta. Kiedy jednak rekomenduje go człowiek wyrażający się pogardliwie o kimkolwiek, to ta rekomendacja natychmiast traci w moich oczach wiarygodność. 🙁

  29. Wobo, solidny zapasik suszonych dziadkow z Wermachtu pozwolil przertrwac niejedna polityczna Kolyme. 😆

  30. Ustawiłbym problem nieco inaczej………
    Wałęsa dał nam „Falandyzację” prawa. Kwaśniewski miał na tyle przyzwoitości i kultury, by nie przeginać.
    Kaczyński – pomimo wykształcenia prawniczego- usiłował zamiast prawa forsować jakąś swoiście rozumianą „Polską Rację Stanu”………..

    A może powinniśmy wrócić do normalności? Do wykładni przepisów prawnych, ich interpretacji przez prawników a nie polityków?
    Drzymała wygrał z państwem pruskim jedynie dlatego, że było to
    PAŃSTWO PRAWA!!!……….

    W „Wyborczej” z piątku natknąłem się na artykuł Erwina Kruka opisujący sytuację Mazurów w polsce. Agnes Trawny nie jest niemką, jest mazurem właśnie……..
    Piękna jest sentencja wyroku w jej sprawie wydanego w imieniu RP przez sędziego Juliusza Ciejka:
    „Sąd nie kierował się w wydawaniu wyroku poczuciem patriotyzmu, bo byłoby to w jego mniemaniu obelżywe. Patriotyzm w rozumieniu sądu, to wydawanie wyroków zgodnie z prawem”……….

  31. Panie wiesiek59, Mazurzy to nie jakaś poczciwa, niewinna grupa etniczna, lecz ludzie, którzy w 1933r. masowo poparli partię Hitlera, 90 procent Mazurów głosowało na NSDAP (taką informację można było kiedyś przeczytać w G. Wyborczej).

  32. Szanowny panie Redaktorze,
    jesli panskie poparcie dla pana Tuska bedzie rownie skuteczne
    jak panskie poparcie dla pana Mazowieckiego to mysle,
    ze Polacy moga spac spokojnie.

  33. Tak, to najwazniejsza rzecz, ktora powinien zrobic prezydent Tusk.

  34. Jesli kwestia jest czysto ideologiczna mozna nie glosowac – demokracja to takze prawo do wypiecia sie na zmanipulowany system polityczny. Tragedia obecnej tzw „demokracji” jest to ze ludzie dostaja mocno ograniczony i zmanipulowany wybor. Metody wyboru sa zle, metody ustalania kandydatow sa zle i kontrola nad nimi potem tez jest zla.
    Patologiczny system musi dawac patologiczne rezultaty wiec nie widze nic zlego w stwierdzeniu ze nie glosuje sie na zadnego z kandydatow jesli zaden nie pasuje.

    Jesli podchodzimy racjonalnie – najlepiej glosowac na kogos kto bedzie przeszkadzal rzadowi. Regula prosta do udowodnienia jest ze rzadza zlodzieje i idioci ktorzy beda nabijac sobie kieszen i psuc bo na to zeby naprawic nie maja dosc szarych komorek i uczciwosci wiec im bardziej bedzie ktos im rzucal klody pod nogi – tym lepiej. PiS mial mozliwosc przeprowadzenia reform – zaczal reformowac wszystko co jest potrzebne do utrzymania sie przy wladzy i wycieciu niewygodnych. PO robi dokladnie to samo… po co komus w tym pomagac?

    No chyba ze sie ma interes ale wtedy przeciez to oczywiste jak glosowac.

  35. trgd pisze:

    2009-11-01 o godz. 17:59

    Monteskiusz odpowiada:

    Masz rację, Mazurów należało wysiedlić z Polski zaraz po wojnie, a nie czekać z tym do późnych lat siedemdziesątych z wydaniem im zgody na wyjazd. Teraz tylko same kłopoty z jakimś głupim prawem własności, na podstawie którego pani Agnes Trawny odzyskała swoją własność, a prawdziwi Polacy nic nie mogą zrobić. Głupotą też było zostawiać Ślązaków na Górnym Śląsku i Opolszczyźnie, bo teraz tylko smrodzą i domagają się niektórzy jakiejś autonomii, a tak byłby święty spokój. Dobrze się też stało, że w odpowiednim czasie rozgoniono po całej Polsce Ukraińców, bo ci by dopiero teraz zatruli nam spokojne życie, a tak wymieszało się to towarzystwo z prawdziwymi Polakami i siedzą cicho. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o Kaszubach i nie pokazał im gdzie ich miejsce, tych potomków żoładaków Wermahtu i jak jedziesz rodaku Polaku na Kaszuby, to tak jakbyś był w obcym kraju, po polsku się nie dogadasz. Mógłbym to jeszcze kawałek pociągnąć, ale nie o to mi przecież chodzi, a kto nie wie o co, ten kiep.

    Pozdrowienia dla wszystkich od Hanysa z Górnego Śląska.

  36. Tak, Monteskiuszku, tak. Popieranie Hitlera, uczestnictwo w zbrodniach Hitlera to nic takiego. Niy mo o czym godać.

  37. Zakładając, że kanclerzem zostanie Jarosław Kaczyński: mógłby Pan bliżej posiać jakie prerogatywy miałaby mieć osoba piastująca ten urząd?

  38. trgd pisze:

    2009-11-02 o godz. 10:24

    Monteskiusz odpowiada:
    Jeśli mowa o zwykłych ludziach wkręconych w tryby wydarzeń historycznych, to rzeczywiście, nie mamy o czym gadać, brak wspólnego mianownika. Nie chcę nikogo pouczać, ani nakłaniać do czytania takich, a nie innych książek, ale jeśli chodzi o Mazurów, to warto by przeczytać „Na tropach smętka” M. Wańkowicza, „Zgoda na wyjazd” – autora zapomniałem, a o Ślązakach „Czarny ogród” M. Szejnert, bo to pozwala wyrobić sobie zdanie na ten temat i niekoniecznie „Gazeta Wyborcza” musi tu być ostateczną wyrocznią.
    Mój poprzedni tekst był może przesadnie sarkastyczną odpowiedzią, ale jako Ślązak dość często musiałem udowadniać, że nie jestem przysłowiowym wielbłądem i dlatego tak reaguję na tego typu krzywdzące opinie dotyczące tych nacji etnicznych o których wpomniałem.
    Przeciętnemu Polakowi nie mieści się w głowie, że Ślązak mógł służyć w dwóch armiach, przebywać w trzech obozach jenieckich, mieć w swoim gospodarstwie przymusowego robotnika rolnego Polaka, a na koniec wojny wrócić do domu i po długich latach życia umrzeć spokojnie w swoim łóżku. Nie wie ten przeciętny Polak, że 17 letni syn zamęczonego w Mathausen ojca, został ubrany w mundur Wermahtu z zamiarem wysłania go na front w obronie 1000 letniej Rzeszy. Więc pytam się, czy wspomniane tu postacie miały klęczeć do końca życia na grochu i posypywać głowę popiołem, bo urodziły się i żyły w tym a nie innym miejscu.

  39. @spin doctor –

    Powtarzam że Jacek Majchrowski jest fatalnym prezydentem Krakowa. Wbrew temu, co pisze Gospodarz pod koniec następnej notki, Majchrowski nie ma żadnych szczególnych osiągnięć w administrowaniu metropolią – prezydentem Krakowa jest tylko dlatego, że PO i PiS wystawiały kandydatów niewybieralnych.

  40. Tusk na prezydenta, ale tylko w parze z Cimoszewiczem. Dlaczego? Cimoszewicz robi bardzo dobry piar premierowi. Dlaczego? Nie wiem.

css.php