Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

22.09.2016
czwartek

Pożytki z turystyki nostalgii

22 września 2016, czwartek,

Jeździmy po okolicach Lwowa przedwojennymi tropami rodzinnymi. Zbieramy okruchy pamięci zapośredniczonej, bo nikogo z rodziny tu nie ma od 1939 r. Są ludzie, którzy byli wtedy dziećmi lub młodzieżą, i zostali na miejscu. Polska rodzina musiała uciekać spod Lwowa przez zieloną granicę przed Armią Czerwoną. Nigdy nie wróciła, ale przeżyła i Niemców, i Rosjan.

Czy to takie ważne, jak wiarygodne są wspomnienia sprzed 70 lat? Ważne – i wędrujący po rodzinnych tropach mają swoje metody weryfikacji. Pokazuje się zdjęcia. Uważnie wyławia w usłyszanych opowieściach imiona i nazwiska czy fakty, o których się wiedziało. Każde usłyszane słowo w tym sensie się liczy.

Polacy (i może Żydzi?) przybywający do Ukrainy w poszukiwaniu korzeni rodzinnych albo aby odwiedzić rodzinne miejsca (nie wszyscy mają szczęście odwiedzić groby lub domy, bo zniszczone lub spalone nie dotrwały do upadku ZSRR) mimo wszystko są zwykle w lepszej sytuacji niż Niemcy przybywający w podobnym celu na ich ziemie rodzinne włączone do Polski. Tam nie ma nikogo, kto by pamiętał ich przodków, bo tam wszyscy są potomkami polskich przesiedleńców ze Wschodu.

Po powrocie do obecnego domu, do obecnej ojczyzny, następuje żmudne przebudowywanie rodzinnej pamięci tak, by ją wzbogacić o wiedzę zdobytą podczas sentymentalnej wyprawy.

To piękna praca, w zasadzie całkowicie bezinteresowna, bo jakie można tu załatwić interesy na zgliszczach, ruinach czy na utraconej bezpowrotnie własności? Praca niepoddana żadnym nierodzinnym interesom. Praca nad pamięcią rodzinną tym może się różni od pracy nad pamięcią zbiorową. A przecież to te rodzinne pamięci, polskie, ukraińskie, żydowskie, rosyjskie, składają się na pełną pamięć zbiorową takich miast jak Lwów. Może kiedyś powstanie taka księga.

Bóg i Ukraina nade wszystko! Szczątki pocisków z frontu wojny z separatystami na wschodzie. Po lewej czerwonoczarna flaga banderowców (ukraińskich żołnierzy wyklętych - partyzantki antysowieckiej, ale i antypolskiej).

Bóg i Ukraina nade wszystko! Szczątki pocisków z frontu wojny z separatystami na wschodzie. Po lewej czerwonoczarna flaga banderowców (ukraińskich żołnierzy wyklętych – partyzantki antysowieckiej, ale i antypolskiej).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Dlaczego nie chcecie przyjac do wiadomosci dziennikarze polscy( nie wszyscy ) ze ideologia bandery jest nie do przyjecia dla cywilizowanych ludzi ? I w Noworosji nie walcza zadni najemnicy Putina tylko ludzie z tych ziem ktorzy nie chca tam bandery nauczeni doswiadczeniem Rzezi Odeskiej z 2 go maja 2014 ? czy trzeba ogladnac kilkadziesiat filmow na YT aby sie przekonac co robili banderowcy od 2014 ? Czy na prawde o przewrocie na ukrainie bedziemy tyle lat czekac co na prawde o Polskim Sasiedzkim Holocauscie , 70 ? lat ?

  2. Przeciwko turystyce nostalgii nic nie mam, ale jako urodzony Szczecinianin wolę Polską ze Szczecinem w garści niż z Wilnem i Lwowem na dachu.

    Polska ma w tej chwili najlepsze granice w swojej całej historii. I trzeba ten stan uszanować.

  3. Mimo, że jestem z obojga rodzicoów Lwowiaków, to nie mam żadnego sentymentu do tego miasta. Ojciec żył Lwowem, ale z umiarem. W domu są publikacje o mieście, albumy, filmy – żadnego sentymentu. Moja mama była ostatnio na wycieczce we Lwowie i po okolicach – bez większych sentymentów, raczej sentyment, że szkoda miasta, bo zaniedbane. A te wszystkie „bat’iary”… babcia mówiła z silnym akcentem, rodzice już nie, choć ojciec jak chciał, to potrafił.

    Nie wybieram sie do Lwowa, choć kamienica przy Łyczakowskiej stoi nadal. Prawdę mówiąc jest tyle innych miejsc na Ziemi, które bardziej mnie interesują, niż moje zaszłości rodzinne zostawione tam, za wschodnią granicą.

    Nie mniej rozumiem bardzo dobrze Pana Redaktora. To raczej ja jestem nienormalny jeśli chodzi o uczucia nostalgii.

    Może nawet nie tylko w kwestii nostalgii, ale to już inna sprawa.

    Żiwu welikaja Ukrainu ! – tak się kończy cotygodniowa audycja mojego miejscowego radia etnicznego. Biedni ludzie, Historia również ich nie nauczyła tego, co trzeba.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Szostkiewicz! Dzisja w Polsce skonczyla sie Cywilizacja a Pan o Lwowie!

  6. snakeinweb
    22 września o godz. 21:53
    „Polska ma w tej chwili najlepsze granice w swojej całej historii. I trzeba ten stan uszanować.”

    To sie powinno klasc ludziom lopata do glowa kazdego dnia. I jeszcze to, ze ten stan
    nalezy nie tylko szanowac, ale dolozyc wszelkich staran, zeby go zabezpieczyc na przyszlosc.

  7. Jacobsky
    Trafiasz w sedno. Ja, w Londynie, na wlasne oczy widzialem jak tysiacom ludzi-polakow osiadlych tam po wojnie, zycie plynelo jakby obok bo oni ciagle o Lwowie, o Wolyniu, o Wilnie. I ich dzieci tez tak samo z uwielbieniem mowily o miejscach, ktorych nigdy nie widzieli i do ktorych tak naprawde zadnego nie mieli sentymentu bo i miec nie mogli. To se nevrati Pane Havranek.

    Tak nawiasem to w Polsce ciagle jakies wspominki i podroze w przeszlosc itd itd. Powstanie W, chrzest, 1920, bitwa pod Koziolkiem matolkiem itd. Mdlosci biora czlowieka.

  8. @levar
    No proszę, to Niemcy i ukryta opcja niemiecka już nam nie grożą?

  9. @snakeinweb 22 września o godz. 21:53
    „jako urodzony Szczecinianin wolę Polską ze Szczecinem w garści niż z Wilnem i Lwowem na dachu.”
    @Adam Szostkiewicz 23 września o godz. 17:09
    „No proszę, to Niemcy i ukryta opcja niemiecka już nam nie grożą?”

    ****************************************************

    Dzięki PiSowi doczekamy czasów, gdy chińczycy znowu będą w stoczniach Szczecina zamawiać nieosiągalnie nowoczesne w Azji okręty.
    I tej wersji będę się trzymał! 😉

  10. pawel markiewicz,

    w moich stronach stara Polonia też tak ma: 5 minut rozmowy, i już jesteśmy w Gródku Jagiellońskim lub gdzieś pod Stanisławowem, gdzie miód, mleko i sielanka płynęły przez ozłocone zbożem pagórki. A jeśli nie daj materio trafić na herbowego, to jeszcze bryczka, ciasteczka w dworskim ogrodzie i inne ogólne przyjemności, tak przecież powszechne wśród kresowego ludu, dołączają. Myślę, źe to wszystko wynika stąd, że oni nigdy po wojnie nie mogli odwiedzić swoich rodzinnych stron, a przez to skonfrontować swojego bajkowego świata nostalgicznych wspomnień z realem tamtych stron.

    Za to tylko raz czy dwa razy natknąłem się na równie zaczadzonego potomka powojennej emigracji, urodzonego już tutaj, ale który z namiętnością równą rodzicielskiej perorował o stronach, które znał tylko z opowiadań rodziców i z pożółkłych obrazków. Nawiasem mówiąc jest o osoba bardzo bogobojna, patriotyczna i w ogóle. O stosunku do Smoleńska nie wspomnę. Na ogół jednak pokolenie tutaj urodzone żyje innymi sprawami i nie obnosi się z kresowszczyzną tak, jak to potrafią ich rodzice. Chyba w ogóle mają gdzieś te kresy.

    Podobnie, jak ja.

    Pozdrawiam.

  11. jacobsky

    no widze ze nam po drodze wzgledem tych „kresow” itd!

  12. Z wyjazdów na dawne polskie ziemie wschodnie wracałem z pesymizmem i goryczą. Właściwie, to nie mam ochoty więcej tam jeździć, bo to średnia przyjemność oglądać ruiny i zgliszcza dawnej kultury.

css.php