Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

8.12.2008
poniedziałek

Prawdziwy koniec epoki Aleksego

8 grudnia 2008, poniedziałek,

Po śmierci patriarchy Aleksego godzinami oglądałem rosyjskie telewizje informacyjne. Wszędzie żałoba i pochwały zmarłego. Kolejki do katafalku. Ludzie w każdym wieku. Mężczyzna tłumaczy do kamery: Nie trzeba być wierzącym, by go żegnać. Epoka radziecka, 70 lat prześladowań Cerkwi, przegrała z niespełna 20-letnią epoką Aleksego. Co myśli człowiek radziecki, bo przecież chyba jeszcze całkiem nie wyginął. Co myśli, słuchając Putina i Miedwiediewa, wynoszących pod niebiosa patriarchę, który przeżył epokę Chruszczowa, który zwalczał praowsławie z bolszewicką determinacją.       

Prawosławie miało zemrzeć w Rosji śmiercią niby naturalną, a w istocie z ,,małą” pomocą aparatu państwowego i partyjnego. Nic z tego. Po demontażu ZSRR wróciło z głębokich kulis na proscenium. Może bez triumfalizmu, ale pewnie. I to jest zasługa epoki Aleksego, powtarzają prezenterzy i komentatorzy, z których część nie pamięta już wojującego ateizmu ZSRR, a do cerkwi też chyba na codzień nie chodzi. Jelcyn i Putin uważali, że naród musi w coś wierzyć. Skoro nie w komunizm, to niech będzie prawosławie. Taki był i pozostał model państwa rosyjskiego – musi być jakaś ideologia państwowa wokół której mają się jednoczyć masy.

Nie jest to podejście zachodnie. Na Zachodzie państwo oddziela się od ideologii na ile to możliwe. Ma być politycznie i religijnie neutralne, pilnować przestrzegania prawa, w tym swobód obywatelskich, i stwarzać warunki rozwoju wszelkich niesprzecznych z prawem inicjatyw. Aleksy nie tego oczekiwał od nowej Rosji. Nalegał na Kreml, by tylko cztery religie – prawosławie, islam, judaizm i buddyzm – uznać oficjalnie za tradycyjnie rosyjskie. Czy można sobie wyobrazić państwo typu zachodniego, które by w ten sposób wyróżniało tę czy inną religię kosztem innych? W Rosji na szarą listę miały trafić Kościół łaciński, wspólnoty protestanckie typu baptystów i wszelkie sekty.

Aleksy był propaństwowcem, ale był też rosyjskim nacjonalistą niechętnym Zachodowi, a za ,,piątą kolumnę” Zachodu w Rosji uważał właśnie katolicyzm i protestantyzm. Jaki Rosja może mieć pożytek z kontaktu z zachodnim podejściem do życia? – Niewielki – zdają się odpowiadać ci, którzy w tych dniach tak ciepło mówią o zasługach Aleksego. I zapewne tak to wygląda z perspektywy zarówno liderów, jak i zwykłych obywateli obecnej Rosji. Nie mówią za to o tym, jaką cenę płaci Rosja za te sukcesy Aleksego.

Sądzę, że tą ceną jest przede wszystkim arcykonserwatyzm kleru i wiernych, zamknięcie się Cerkwi w sobie w przeświadczeniu, że tak jest dobrze, że tego oczekują od prawosławia i przywódcy, i przysłowiowe ,,babuszki”, które skądinąd dzielnie przechowały wiarę w epoce radzieckiej, i młode pokolenie, które takiego prawosławia ma się teraz obowiązkowo uczyć w szkołach. Bardzo za tym lobbował na Kremlu sam Aleksy, powtarzając, że taki krótki kurs wiary prawosławnej nie zaszkodzi uczniom należącym do rosyjskich mniejszości religijnych.To jest właśnie ta drobna różnica między Zachodem a Rosją.

Nie znam szczegółów tej planowanej (przy słabych i mało skutecznych, bo post-komunistycznych protestach) przymusowej edukacji. Rosyjskie prawosławie wydało wybitnych pisarzy i artystów, a także wielkich teologów i filozofów, wydało też tak odważnych i otwartych na inne niż idee i środowiska ludzi, jak ojciec Mień. Gdyby o tym wszystkim mówiono podczas lekcji, to nie byłoby najgorzej. Ale to oznaczałoby, że epoka Aleksego naprawdę się skończyła.                 

 

 

     
 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 25

Dodaj komentarz »
  1. Pewnie bardzo szkoda gościa, choć osobiście nie znałem.

    Ja a propos religii, otóż dzisiaj o 21 w TVN24 ma być program promocyjny, reklamujący cymbała z deathmetalowej (czy coś takiego) grupy Behemot, który podarł ostatnio na koncercie Biblię… Numer stary jak świat, pierwotnie wykonany wiele, wiele lat temu przez Ozzy’iego Ossbourna, nawalonego wtedy jak sztucer, tak, że nie wiedział biedny co robi. Powszechnie wiadomo że Ozzy, człowiek zatroskany o współczesny świat, od niemal 20 lat wegetarianin i abstynent, nic wspólnego z satanizmem nie miał ani w Black Sabbath, ani występując pod własnym szyldem, natomiast gnojkami typu Behemot po prostu pogardza – warto sięgnąć do książki „Mówi Ozzy”. Drugim był Marlin Manson, ale kto go widział, ten się nie niczemu zdziwi (choć słyszałem z nim kiedyś wywiad na temat broni w USA, inności, gdzie mówił całkiem z sensem). Ozzy ze swej strony plagiat wyszydził i powiedział, że Manson powinien sobie kupić nowe rajstopy.

    Odważnemu, szukającemu wyzwań Behemotowi, gotowemu publicznie drzeć Biblię, pewnie także Bhagavad Gitę i Ramajanę, polecam publiczne podarcie Koranu na koncercie w Arabii Saudyjskiej, albo Tory w Izraelu (tu musiałby się trochę napracować, ale czego nie robi się dla odpowiednigo image?u). Miałby chłop emocje jak sto bandytów.

  2. Panie Redaktorze,

    poza tym, że był Aleksy uosobieniem tego, co jest mi najbardziej niemiłe – sojuszu tronu i ołtarza – ma on na sumieniu i inne przewiny, spośród których najważniejszą wydaje mi się być utrudnianie dekomunizacji rosyjskiego życia umysłowego.

    Dla jasności dodam że jestem zdeklarowanym przeciwnikiem dekomunizacji tout court, a już zwłaszcza dekomunizacji w polskim wydaniu; u nas byłaby ona zresztą wręcz szkodliwa. W Rosji natomiast – kraju, w którym komunizm wystąpił w wersji prawdziwie zbrodniczej i wytworzył homo sovieticusa w klasycznym wydaniu – potrzebna była ona bardziej niż gdziekolwiek indziej. Tymczasem Cerkiew, choć wykonała kilka ostentacyjnych aktów zerwania z komunizmem (najjaskrawszym a kontrowersyjnych przykładem była tu beatyfikacja ostatniego cara), przymykała równocześnie oko na specyficzny państwowy quasi-kult, owocujący takimi absurdami jak KPR-owskie żądania beatyfikacji Stalina (!) czy antynatowskie demonstracje na Krymie, połączone z peregrynacją portretów Lenina w towarzystwie prawosławnych ikon ulicami Sewastopola. Jeśli nawet takie umysłowe aberracje wielu mieszkańców b. ZSRR nie były przez Cerkiew wprost pochwalane, to w każdym razie wyraźnie przymykała ona na nie oko.

    Kolejny problem – konserwatyzm rosyjskiej cerkwi. Jedynym prawdziwie liberalnym, znaczącym myślicielem z kręgu rosyjskiego prawosławia jaki przychodzi mi na myśl, jest Nikołaj Bierdiajew (który miał nieszczęście działać głównie na emigracji). Lwa Szestowa do tej kategorii nie wliczam, gdyż traktowany był przez Cerkiew podobnie jak współczesny mu Bergson przez Watykan (tzn. na zasadzie „nie będzie nam żaden Żyd reformował naszej wspaniałej religii”). Pozostali – nawet tak wybitni jak Dostojewski czy jego współczesne wcielenie, Sołżenicyn – prędzej czy później popadli w panslawizm i prawosławny fanatyzm.

    Wreszcie ostatnia kwestia – stosunki z katolicyzmem. Różnie można oceniać decyzję o ustanowieniu łacińskich struktur kościelnych w Rosji przez Watykan, ale była ona – bądź co bądź – uprawniona, choćby na zasadzie wzajemności (nikt w końcu nie zabrania prawosławnym praktykować ich wiary na Zachodzie). Reakcja Cerkwi na ten akt była wręcz histeryczna, świadcząca o wyjątkowo niskiej samoocenie (bo niby dlaczego Rosjanie mieliby masowo przechodzić na katolicyzm?) tudzież pójściu ręka w rękę z władzą.

    Pozdrawiam

    Geograf

  3. …mnie się Gospodarzu ‚uwidziało’ kiedyś, że warto by na moim osiedlu zrobić klub dla dzieciaków. Dostałem rekomendacje dyrektorów dwóch znajdujących się na osiedlu szkół, dyrektora miejskiego ośrodka kultury, szefowej ośrodka społeczno – wychowawczego, szefa powiatowej policji… Na sam koniec poszedłem do ks. dziekana. Pierwsze, co zrobił dziekan, to zaczął grzebać po parafialnej kartotece, a ponieważ mnie tam nie znalazł – mamrotać coś zaczął na ten temat.
    To mu dla świętego spokoju – nie uważałem tego za ważne – powiedziałem, że żona jest z rodziny związanej z buddyzmem. Co nb. jest prawdą. I wie Pan Gospodarzu, co usłyszałem???
    (Cytat będzie trochę dosadny)
    ‚A pierdol pan żonę’ – powiedział mi ks. dziekan, a były to czasy, kiedy się to jeszcze przydarzało… Ale po takim ‚dictum’ mnie pozostało tylko powiedzieć ‚do widzenia’.
    A klub powstał, jeno kilkanaście lat później.
    Pozdrawiam, Grzegorz

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przykład rosyjskiego prawosławia obrazuje, jak idee jednoczenia mogą skutkować faktycznym odłączaniem się i izolacją i jak z tego gruntu wyrastają korzenie kultywowania wyróżniającej lepszej (gorszej) inności kulturowej (religijnej) jako spoiwa narodowego trwania. Innym przejawem pożegnania Aleksego II jest wielka i ciągle dająca o sobie znać tęsknota zdysocjowanych zbiorowisk za wspólnym duchowym przywództwem.

  6. Zmarły Patriarcha poszedł po prostu drogą w Cerkwi Moskiewskiej doskonale przetartą, Historia jest dawna i doskonale opisana. Od czasu Wielkiej Smuty, kiedy to terytorialna organizacja Cerkwi stała się ostoją jednoczenia się, stabilizacji i umacniania państwa, zaczął się jednocześnie okres „oblężonej twierdzy” – z jednej strony islam, z drugiej Zachód, a pośrodku mit „trzeciego Rzymu” i spadkobiercy Bizancjum , razem z jego tradycją religii państwowej. M<a Cerkiew swoje zasługi w budowaniou państwa i narodu i ma swoje ciemne karty (np stanowczy zakaz importu kiążek i druków zachodnich, obowiązujący aż do schyłku XVII w, co odcięło Ruś od wszystkich niemal prądów umysłowych Europy, albo forsowanioe „obszcziny”, swoistej wspólnej własności rolnej dla chłopów znakomicie torującej w 200 lat potem drogę kołchozom i sowchozom). Władze państwowe potrafiły wykorzystać (niwe za darmo) tę ksenofobię cerkiewną. Choćby z historii W.I.Lenina (Ulianowa) wynika , że można było pochodzić z jakiegokolwiek narodu i nie być w carskliej Rosji dyskryminowanym, wszakże pod warunkiem, że petent był prawosławny. Była dyskryminacja religijna, nie narodowa (np dziad Lenina ze strony Matki został przyjęty do Wosjkowego Instytutu Medycznego dopiero, KIEDY SIę PRTZECHRZCIł I DOSłużył się nawet stopnia generalskiego. W niczym też nie zaszkodziło rodzinie małżeństwo dziadka ze strony Ojca z Kałmuczką – Anną Smirnow – stąd lekko orientalne rysy WIL. Kałmuczka, nie Kałmuczka – prawosławna) Aleksiej powtórzył tajką właśnie drogę i myśl polityczną Cerkwi.

  7. Och, Gospodarzu, jak dobrze ze ten list solidarnosci z Niesiolowskim powstal i ze Ty tez jestes wsrod sygnatariuszy. Wlasnie tak nalezy natychmiast reagowac.
    Dzieki, bo czuje, ze to w imieniu wielu z nas, ktorzy byli wstrzasnieci podla napascia na tego niemilego mi polityka.

  8. Jaruta:
    Forsowanie wspolnot (obszcin) w Rosji przez Cerkiew zapisalabym jednak do pozytywnych kart historii. Chocby z tego powodu, ze wspoolnoty te ratowaly od glodu wielu ludzi w tym ogromnym kraju. Zamozniejsi musieli dzielic sie z biednymni i bylo to bardzo surowo przestrzegane, opieka nad niepelnosprawnymi, chorymi i osieroconymi byla obowiazkiem wspolnoty. Opowiadala mi o tym szeroko szwedzka przxyjaciolka piszaca na ten temat doktorat z historii ekonomii politycznej. Przebadala ona wiele pierwotnych zrodel (kronik sadowych, listow, reportazy dzienniakrskich) i uwazala, ze gdyby pozniejsze kolchozy choc odrobine przypominaly te stare wspolnoty, Rosja bylaby zgola innym krajem niz ZSRR.

  9. to Geograf

    „poza tym, że był Aleksy uosobieniem tego, co jest mi najbardziej niemiłe – sojuszu tronu i ołtarza – ma on na sumieniu i inne przewiny, spośród których najważniejszą wydaje mi się być utrudnianie dekomunizacji rosyjskiego życia umysłowego.”

    Oryginalna myśl!
    To tak jakby zarzucać IPN-owi utrudnianie dekomunizacji;-))

    Do gospodarza:

    „Nie znam szczegółów tej planowanej (przy słabych i mało skutecznych, bo post-komunistycznych protestach) przymusowej edukacji.”

    Ja tez nie jestem w tej sprawie na bieżąco, ale ostatni projekt, o jakim czytałem, to nie wprowadzenie do szkół po prostu nauczania religii jako takiej, ale nauki o głównych religiach światowych.

  10. Pani Heleno,

    Achhhh, ojjjjjjjj, achhhh, od razu lepiej.
    O jak juz zupelnie dobrze.

    To pani cos powiem. Czas na pisanie listow solidarnosci z Niesiolowskim byl 3O lat temu. Pisala pani? Pisal Szostkiewicz? (Nie wiem, moze i pisal, wiec pytam).

    15 lat temu twierdzono, ze Niesiolowskiemu brzydko z buzi pachnie. Taka przemila plotka sejmowa. To juz nie byl czas pisania listow.
    W kazdym razie przykry zapach nie przeszkodzil sp. Jackowi Kuroniowi klinczowac z Niesiolowskim i zarzucac mu kropka w kropka, to co Kaczynski. Gdzie pani byla wtedy? W lazience? Kuchni? Moze lecial glosno kabaret Olgi Lipinskiej i nie bylo slychac?

    Aaaa, pisze pani, ze nie lubi Niesiolowskiego. Coz, ja nie lubie zadnego z nich od Kwasniewskiego po Kaczynskiego, ale to nie ma znaczenia, droga pani.

    Ja bywam wsztrzasniety napasciami na prezydenta i nazywania go „sku…..”, nie dlatego, ze nazywa sie Kaczynski, ale dlatego, ze jest glowa panstwa.

    Ps.

    Och gospodarzu, jak dobrze, ze pan podpisal ten list, jak juz pan skonczy podpisywac listy niech pan znajdzie czas na podpisanie oswiadczenia i niech pan namowi kolegow w redakcji.

  11. Heleno
    ja się nieprecyzyjnie wyraziłam w sprawie ” obszczin” – z pewnością były cenne na pewnym etapie rozwoju, W wieku jednak XIX kiedy cały świat pędził ku nowoczesności, konserwatyzm Cerkwi był niezłą barykadą; Cerkiew uznawała tylko dwa typy własności ziemi – fowark pańszczyźniany i obszczinę. Była zdecydowaną przeciwniczką uwłaszczenia chłopów, powszechnej edukacji, a w miastach likwidacji gildii i cechów. Lud nie miał kiedy wypracować sobie zalet samodzielnego prowadzenia warsztatu czy gospodarstwa, polska, chłopska, pazerna miłość do ziemi nie miała kiedy się ukształtować (podobnie, jak miejska przedsiębiorczość drobnych posiadaczy). Właśnie dlatego m.in. tak stosunkowo łatwo było zorganizować zwycięską rewolucję (oczywiście rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana, ale ja o Cerkwi, nie o polityce).

  12. Poniewaz nie znam sie na prawoslawiu, to wypowiem sie na temat lokalnych osiagniec religijnych. Oto interesujaca wypowiedz ksiedza biskupa Tadeusza Pieronka, zdaje sie koscielnego intelektualisty i liberala: Dlaczego robicie wokół tego szum? 50 lat temu Kościołowi zrabowano mienie, teraz widzi się coś złego w tym, że odzyskuje swe mienie. Właściciel ma prawo zrobić ze swoją własnością, co chce! Dlaczego wszyscy inni mogą, a Kościół nie?
    http://wyborcza.pl/1,76842,6040785,Kosciol_sprzedal_dzialke_z_ludzmi.html
    .
    No wlasnie, dlaczego Kosciol nie moze robic interesow? Na pewno moze? Dlaczego Kosciol nie ma byc jak wszyscy inni? Na pewno moze? Takie rozumowanie prosta droga prowadzi do nastepujacych pytan: Dlaczego Kosciol, tak jak wszyscy inni, nie powienien podlegac nadzorowi majatkowemu? Dlaczego ksieza nie powinni stawac przed sadem jak wszyscy inni, jesli dopuszcza sie szwindlu? (Przypomina sie slawna zbiorka pieniedzy na stocznie.) Dlaczego Kosciol nie moglby zbankrutowac i pojsc z torbami w razie niegospodarnosci? Dlaczego panstwo traktuje Kosciol inaczej, niz wszystkich innych, na przyklad przekazujac mu majatki, ktore Kosciol sprzedaje na wolnym rynku?
    .
    Wielkie dzieki biskupowi, ze wreszcie powiedzial A: Kosciol moze postepowac tak, jak wszyscy inni. Teraz oczekujemy na B: Kosciol powinien byc traktowany, nadzorowany, i rozliczany tak samo, jak wszyscy inni. Pytam publicznie biskupa Pieronka, kiedy biskup przyzna, ze Urzad Skarbowy ma pelne prawo do kontroli i rozliczenia Kosciola tak, jak rozlicza wszystkie inne przedsiebiorstwa? (Czy Polityka moglaby wydrukowac moje pytanie?)

  13. Czytając trzeci paragraf z wpisu Szanownego Gospodarza przeszły mnie ciarki po plecach i ogarnęło zwątpienie, czy Polska aby należy do cywilizacji zachodniej (oczywiście w świetle standardu neutralności światopoglądowej państwa). Gdyż raczej trudno twierdzić, że Polska jest krajem, w którym żadne wyznanie nie jest na uprzywilejowanej pozycji.
    Nawiązując do sytuacji Cerkwi w czasach ZSRR, zastanawiam się jak wyglądała sytuacja duchowieństwa prawosławnego w tamtych realiach. Choćby w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Biorąc pod uwagę w jakim stopniu komunistyczna bezpieka inwigilowała kler katolicki w Polsce, to aż trudno sobie wyobrazić rozmiary tego zjawiska w ZSRR, przy tamtejszym aparacie represji.
    @Marek
    Nim zaczniesz snuć własne teorie i wyzywać innych od głupków, to sprawdź lineup Ozzfestu w 2007r. Dlaczego Nergal miałby drzeć Koran? Ziemie dzisiejszej Polski zostały na siłę schrystianizowane a nie zislamizowane. Skoro darcie Biblii tak Cię zabolało, to dobrze, punkt dla Nergala.
    Tak przy okazji, Behemoth jest jednym z najbardziej znanych zespołów muzycznych poza granicami Polski, gdzie wydawane są również jego płyty i recenzowane w najbardziej poczytnych czasopismach poświęconych muzyce metalowej. Gdy Behemoth gra trasę promocyjną (związaną z premierą własnego albumu) po USA, nie ma problemu ze sprzedażą biletów i nie musi chałturzyć do kotleta po klubach polonijnych, jak ‚tuzy’ krajowej sceny ‚mainstreamowej’. Nergal międzynarodowy status swojego zespołu wypracował sam, chwała mu za to, w normalnym kraju dostrzegłoby ten fakt np. ministerstwo kultury odznaczając muzyków. A w Polsce jest, jak jest.
    P.S.
    W kwestii informacyjnej, nie jestem fanem zespołu Behemoth.

  14. http://www.economist.com/world/europe/displaystory.cfm?story_id=12725391

    Witam,
    z uporem maniaka zapytowuję co nowego w The Economist? (linkuję jakby umkneło;)

    I oczekuje równie inteligentnej i rzeczowej riposty jak w Pana wpisie z lutego 2007 „Hańba w The Economist”.

    Media jakoś nie podejmują tematu, miłej lektury zyczę 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  15. Ralf, nie pisalam listow w obronie akurat Niesiolowskiego, ale pisalam w obronie wielu innych osob przesladowanych w Polsce za komuny, w tym nawet Switonia i Macierewicza. Raz nawet aresztowala mnie za to i zakula w kajdanki amerykanska policja, choc wypuscila po dwoch godzinach przepraszajac najpokorniej i proszac abym nie skladala na nich donosu.s.

    Od czterdziestu lat mieszkam w krajach. w ktorych kazdego polityka moge nazwac sk..synem jesli zawiodl moje zaufanie lub robi cos co wzbudza moja wscieklosc i gniew. Kiedys nadejda takie czasy, ze i w Polsce mozna bedzie nazwac prezydenta sk..synem, a prezydent predzej sie ugryzie w jezyk nim zacznie krzyczec do dziennikarki.: ja cie zniszcze! ty mnie popamietasz. A ugryzie sie w jezyk dlatego, ze bedzie wiedzial, ze nazajutrz po takim wystepie wszyscy jednym wielkim glosem beda go nazywac sk..synem i straci swoje stanowisko. A juz z pewnoscia beda go wysmiewac.
    Bo to prezydent powienien sie bac i szanowac obywatela, a nie obywatel prezydenta. Obywatel doskonale sie obejdzie bez prezydenta, ale prezydent bez obywatela prezydentem nie bedzie. Wyobraz sobie, ze sa takie kraje, gdzie wie o tym kazde osmioletnie dziecko. Chcialabym dozyc czasow kiedy i w Polsce tak bedzie.

  16. W opowieści Grzegorza coś się nie zgadza. Rzecz miała się dziać co najmniej kilkanaście lat temu, a w opowieści mowa o powiatowej policji. Powiaty wprowadził rząd Buzka, kilkanaście lat temu ich nie było.

  17. Byłem przedwczoraj na dyskusji poświęconej książce feministki ponoć neutralnie obserwującej polską politykę (wiele więcej niestety nie wiedziałem), prowadzącym wg ogłoszenia w GW ów panel miał być Adam Michnik. Przybyłem tam w połowie rozmowy poza publicznością. Była mowa o współczesnej sytuacji feminizmu (czy kobiet) w Polsce. Zahaczało o politykę ogólną, a Michnik mówił o potworach z telewizora i szczęściu jakie daje nieoglądanie polskiej telewizji nie pozbawiając swych emocjonalnych wypowiedzi bez wdzięku humoru. Michnik jako jedyny nieformalny panelista z publiczności nie zdominował jednak w pełni tematyki. Potem była też część poświęcona na pytania z sali. Zdecydowałem się zabrać głos mimo, że konwencja mikrofon+przedstawienie się była dla mnie pierwszyzną. Marek Beylin, który okazał się być prawdziwym prowadzącym (przysposobionym na osobę stanowczą, superpoważną i mającą pilnować rozpoznawalność ról) wśród osób na podeście podchodził i pożyczał mikrofonu (nie żeby ludzie sobie podawali, ale wysoka kultura.
    Przedstawiłem się słowami, że moim przedstawieniem się chcę by było to, że nie mam chęci się przedstawiać i zapytałem czy mogę pytać? Beylin rozdrażniony podsukrnie dał mi odczuć bym się pospieszał. No więc po kilku zdaniach wiedziałem już, że będzie naciskał przy jakiejś przerwie. Udało mi się wypowiedzieć zaledwie, że uważam problemy feminizmu rozstrząsane w swej specjalistycznej formalistyce i docieranie z nimi do społeczeństwa w oderwaniu od wspólnej części tematyki równouprawnienia – nierównouprawnienia jest skazane na porażkę – przez swój kostyczny egoizm. Powiedziałem też, że szokuje mnie podejście jak Michnik zwyczajnie mówił o stopniowalności przedmiotu głosowania w demokracji. Chciałem jeszcze co najmniej zaapelować o szczerą dyskusję społeczną nad realnym nierównouprawnieniem ze względów bardziej ideologicznych. O tym by nie robić miejsca na dyskusje wokół równości jeśli wyznaje sie słusznie czy nie – filozofię mędrców. Chciałem też zapytać Michnika czy w swoim rozumieniu nieabsolutności demokracji przyznałby prawo w sensie praktycznym piastowania ważnych stanowisk publicznych ludziom z poważnymi deficytami emocjonalnymi, skrajnie niedowartościowanym, choćby impotentom – słowem bardziej centralnie dotkniętym niepełnosprawnością świadomościowo-tożsamościową niż wiele kalek. Niestety do wyartykuowania trudnych formalnie pytań osoba mająca fobię publiczną powinna mieć spokój. Michnik wyszedł jak tylko wypowiedziałem pierwsze zdanie mijając mnie ze złością. Nie miałem już po co kontynuować tematu, którego nie miałbym szans skończyć gdyż Michnik nie wracał więc nie opierałem się aż tak chcącemu dać mi jedno zdanie na zakończenie Beylinowi. Ogólnie gdyby nie przebijające niewielkie, ale później trochę wyraźniejsze pierwiastki humoru z zachowania Michnika na sali czułbym się zażenowany. A tak Beylin czujący na sobie ciężar ogólnej sytuacji Michnika musiał nie dać najmniejszej plamy (by w przyszłości Adam nie miał mu za złe) może czuć się usprawiedliwiony.
    Widziałem tą Ewę Wieczorek co to jest szefem WO i właśnie dwa dni wcześniej pojawiła się z tekstem na jubileusz. Nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, że może być ktoś szefem tego dodatku gdyż jeśli – to byłby administratorem czystym. W słowach po najdłuższym skosie sali AM mówił ? – to ty Ewa – cośtam – zajmiesz się tym? na co było jakieś ?tak, tak naturalnie? zatem nie musiał zajmować się czymś co nie jest w jego kompetencji. A przecież zawsze każdy wie, że on odpowiada tylko za ogólną Gazetę. Gazetę Wyborczą.
    Po zakończeniu dyskusji był poczęstunek i rozmowy w holu. Wtedy to Michnik zaczął zachowywać się rozmownie, wykazywał wiele chęci wykazania, że nie speszył się swoimi groteskowymi wypowiedziami (to wariat, ale z defektem duszy – człowiek zły) i zagadywał z jaknajwiększą ilością sympatyków. Wyglądał też jakby był zły na to, że nie zaatakowałem go, ale spokojnie obserwowałem ze stolika. Po jakimś czasie pomyślałem by zamienić z nim choćby kilka zdań. Wcześniej jeszcze widziałem jak Ewa Milewicz podała mi fizycznie rękę mówiąc cześć jak znajomemu mimo, że była już jadąca i wymineła dawno mnie wózkiem. Choć widziałem ją tylko z tyłu – jednak naprawdę podała mi dłoń. Szedłem za nią chwilę mówiąc że trochę ten wózek wygląda lumpersko (bo wyglądał na zespawane dwa stare wózki na niemowlęta schetane przez kloszardów), ale wycięła długą bo być może się gdzieś spieszyła. Zagadywała mnie pani jakaś w sprawie zabranego stanowiska i gratulował mi sędziwy starszy pan – co było zaskoczeniem dla mnie totalnie. Ale potem posiedziałem obserwując ten nadmiar energii i coraz bardziej ogarniało mnie rozbawienie prześladowcą. Pierwszy raz gdy podszedłem do niego na dwa metry – po dwu minutach zapytał czy czegoś chcę od niego. Na co zapytałem go czy jego pytanie to ? (powtórzyłem). Na co on, że tak. Więc ja, że tak chciałem coś pana zapytać. A on, że nie ma zamiaru ze mną rozmawiać. Czy pamięta mnie pan (co było ciekawe gdyż zapuściłem brodę)? Tak, oczywiście i nie mam ochoty z panem rozmawiać. Ma pan bardzo negatywny stosunek do mnie. Myli się pan, przeciwnie – bardzo dobry. He, doprawdy?, pan się czegoś obawia? Ależ niczego się nie obawiam. W tym czasie już wzięła go za rękę sanitariuszka i odciągnęła szybko na drugą część sali. Ponieważ przebyłem pół tego dystansu i nadal patrzyłem na ikonę polskiej transformacji, a chwilę potem do gadającego z emfazą o Dostojewskim, bo akurat powiedział głośniej, zrobiłem dwa kroki i zabroniłem mu serdecznie i z nutą współczucia mówienia o Dostojewskim nie mówiąc o Frommie – nie mając odpowiedzi podeszedł on do dziadziunia przy bramce zamiast do stojącego dwa metry dalej ochroniaża i prosił go o wyproszenie mnie gdyż zaczepiam ludzi.
    Kilka chwil potem jak już odszedłem od niego przyszedł kolega z którym za chwilę wyszedł. Wychodząc wskazał dziaduniowi na mnie palcem (a byłem daleko) – podszedłem zapytać czy AM, który właśnie wyszedł nie mówił przypadkiem o wyproszeniu mnie z powodu zaczepiania – i otrzymałem odpowiedź twierdzącą od niego i ochroniarza. To ciekawe jak człowiek potrafi domagać się wyproszenia tak by zostać zignorowanym. Wydaje się on używać jakiegoś dodatkowego systemu komunikacji rozwiniętemu tylko przez niego. W ten sposób może on z daleka sterować zachowaniami ludzi. Jedyny raz kiedy zachował się minimalnie spontanicznie to gdy zrobił minę na kwestię z Frommem mówiącą ?nie zamęczać żenująco? mimo rozdrażnienia. Tak, był to kontakt z ikoną. Od początku Michnik miał coś w rodzaju pejdźera lub sygnału SMS. Podczas plenum feministycznego miałem wrażenie, że chciałby sam dawać coraz więcej wolności i równouprawnienia demokracji w nieskończoność. A ile wcześniej już dał. Byłoby to jeszcze można śmieszniej ująć gdyby nie to, że parodia jaką wytwarzał swym zachowaniem na poważnie nie miała równocześnie funkcji obcykanej. Gdybym starał się nakłonić go do głośno wypowiedzianej ?rozmowy z hivowcem? czy podobnie na pewno zostałoby to natychmiast obrócone w moją agresję na produkcje i byłbym nieźle okładany, a na imprezie wianuszek nie pozwoliłby na żadną treść ponad nagły stan wyjątkowy i ?skandal!?.
    Michnik odzywał się w formie intonującej jakbym go niewiadomo jak napastował. Odegrał zachowanie osaczonej ofiary. Czy przyglądaniem się częstym i gęstym oraz grzecznym czekaniem aż ktoś skończy rozmowę by móc się z czymkolwiek zwrócić człowiek napastuje bliźniego? Abstrahując od tego czym dowodzi Michnik zatracił on się w roli reakcji na nieznanego intruza lekką histerią i złym nastawieniem.
    To jest śmieszne (nawet jako jego prowadzenie własnego śledztwa przez agresywno-lękliwe pogranicze pajacowania), ale w Ubekistanie jest też zwyczajnie straszne.

  18. Dobre pytanie, narciarzu. Niestety, chyba się [i]nie doczekasz…[/i]

  19. Soulgarden, gratuluje! Zdolales osiagnac cos, czego nawet policji poltycznej PRL sie nie udalo: doprowadzic Michnika, ze poczul sie , jak piszesz, w sytuacji „osaczonej ofiary”.
    Wcale mu sie nie dziwie. Niemal na kazdym spotkaniu publicznym znajdzie sie wsrod zgromadzonej publicznosci jakas upiorna zanuda, ktora zechce rozwlekle i malo koherentnie podzielic sie z cala sala swoimi przemysleniami. Wtedy wszyscy obecni czuja sie jak osaczone ofiary i chcieliby takiemu mowcy przylozyc. 😆 😆 😆

  20. To niezwykłe jak żywą i mądrą dyskusję wywołał ten artykuł, ja chciałam tylko dodać ze konserwatyzm cerkwi prawosławnej wynika z poszukiwania tożsamości wiernych w sytuacji powszechnego kryzysu wiary i kryzysu moralnego , jest to poszkikiwanie mocnych i czystych wartości w świecie często pozbawionym jakichkolwiek wartości oprócz kultu pieniądza i ślepej siły

  21. Rosja „zaprosiła” kiedyś do siebie Mennonitów, którzy ciężko tam pracowali nad zagospodarowaniem trudnych terenów. ZSRR zredukował ich populację ze 100.000 do 30.000. Reszcie pozwolono wyemigrować do USA. Czy Cerkiew nie powinna i ich uznać za menczenników a pokrewnych im wyznań za równouprawnionych w Rosji?
    Bardzo smutne są te wieści z Rosji.
    W czasach ZSRR Cerkiew została zmarginalizowana a jedynymi którzy mieli odwagę prowadzic działalność misyjną byli Baptyści i Zielonioświątkowsy za co zresztą byli bardzo prześladowani. Ale dziś nie mają co liczyć na szacunek tak?
    Jednakrze bardzo podobna do Cerkwi struktura jaką jest Kościół Rzymsko Katolicki, też ma na swoim sumieniu na przykład zmuszenie do emigracji Braci Polskich a dziś propagandę, że wszystko co niekatolickie to sekta.

  22. Niestety, to, co dociera do nas z przekazów o dzisiejszych relacjach Cerkwi z rządem rosyjskim, przypomina groteskę.
    Niestety, nawet takie umysły, jak Dostojewski czy Sołżenicyn z czasem poddały się również lekko absurdalnym rojeniom masjanistyczno-szowinistyczno-utopijnym (W pewnym sensie uległ temu również Tołstoj).
    Czyżby to jakaś narodowa umysłowa przypadłość wybitnych Rosjan, nieuleczalna choroba rosyjskiej duszy?

    Myślę, że stosunkowo łatwo byłoby wskazać tu na przyczyny, jak choćby na obecny w chrześcijaństwie motywy ekspiacyjne, redemptoryjne i martyrologiczne, w połączeniu z izolacjonizmem i odwiecznym zniewoleniem narodu rosyjskiego, skazanego na rządy wariatów.

  23. Panie Redaktorze ! Drodzy Blogowicze 1

    „Soulgarden” poruszył problem „elitarności” i „alienacji” (to po marksowsku – a to bardzo „nie-błagonadiożne w III post-RP pojęcie).
    Elity styropianowo-etosowe, te z najwyższej półki (takie jak A.Michnik, E.Milewicz. Z.Bujak & com. i….. A.Szostkiewicz) walcząc o demokrację i wolność nie przypuszczały w czasach „ciemnych”, że w okresie wolności (już odzyskanej, wywalczonej, ale takiej „jakeśmy-my- sobie-wymarzyli” – a przecież wolność i prawda nie-jedno-ma imię, chyba, że „lemowym” śladem powiemy iż jest „wsobnie interesowna” ) mogą się znaleźć osobnicy myślący inaczej niż oni. Zasłużeni, kombatanci, „walczaki” etc.
    I nie chodzi tu o racje – chodzi o kontekst, że to co zrobi TA AKURAT ELITA jest jedynie słuszne, prawdziwe i moralne, że wszech miar……. >A bo z nami jest Antek Mężydło< (ten schlagwort – infantylny, wypowiedziany przez skadinąd inteligentnego marsz.Komorowskiego tlumaczy wszystko, oddając Waszą mentalność, będąc merytorycznie takim samym „kontekstem” jak wywody J.Kaczyńskiego nt. S.Niesiołowskiego – tylko w innej projekcji, w innym wymiarze, w innej formie – racjonalnie, realistycznie to są te same argumenty, ta sama „źródłowość” myślenia, ten sam sposób postrzegania świata). Nie jestem za – czy przeciw – racjom „soulgardena”: chodzi o wymiar, chodzi wlaśnie o „obywatelskość”. Nie zgadzajac się z np. „RADIEM MARYJA” i tym sposobem myślenia, uważam, (a Wy Panie Redaktorze, m.in. sygnatariusze rzeczonego listu w obronie Stefana N. tego widzieć nie chcecie), że to też jest „etos”, że to też jest tradycja „Solidarności”, że to też jest „ludzka”, polska, rzecz. Ale nie mieści się w Waszym wyidealizowanym projekcie świata nadwiślańskiego.
    Tkwicie jak wiele poprzednich „elit” rządzących Polską w syndromie „zacieśnieniającego się” własnego uwielbienia. Czyli tym samym, ideały któreście glosili i które głosicie są (może) nie-za-bardzo-wiarygodne. Zacznij od siebie – rzekł był kiedyś Sokrates…..
    I tu nie chodzi o to, że jestem za Kaczyńskim czy przeciw – jak jestem p-ko czy za Michnikowi czy Tuskowi (własnie tu chodzi o uniwersum i prawdę). Wydaje mi się, że Wy elitarność elitarności „panny S” AD 80-81 wymagacie od takiego jak ja komucha, spolegliwości i „ciszy” – czyli „nie-odzywania-się” i popierania was, elit III RP, obojętnie co zadekretujecie (bo Wy, ci praworządni, spolegliwi, demokratyczni – pozwoliliście mi zyć, a ci wasi komilitoni z którymi dziś drzecie koty na szkodę RP, chcieliby mnie widzieć na latarni). Takie sprawiacie wrażenie…
    O stosunku do Jarosława K i Stefan N pisałem w poprzednim poście pod Pańskim minionym felietonem. I to jest mój stosunek do „owego” problemu. Czy Pan Panie Redaktorze równie głośno protestował podczas „sekowania” Premiera RP Oleksego ? A co było ze sprawą Jarucka & Miodowicz (prominetny styropianowo-etosowy działacz „S” – dziś PO) vs Cimoszewicz ? Czy protesty intelektualistow mają dotyczyć tylko „naszych” ? A co w takim razie Was różni od minionej epoki gdy wyimaginowane prześladowania w okresie II RP i wojny były przepustką do ….. Lepiej teraz nie przytaczajmy innych argumentow. Wy „macie” rację a priori, za zasługi….. więc ciszej nad ta trumną.
    A.Michnik jest bohaterem historii Polski. Ale to Go w żadnym wypadku nie upoważnia do traktownaia „Innego” za śmiecia (a podobnie jak opisuje „soulgarden” zachował się – ale „slownie” – we Wroclawiu, podczas spotkania na Uniwersytecie W-skim, wobec młodego działacza SdPL M.Syski – zanim zaczął odpowiadać na Jego pytanie pozwolił sobie na klika „nieobyczajnych” i niegodnych intelektualisty uwag sprowadzających pytającego „do parteru”).
    Macie prawo podpisywać listy i sto nawet, ale to ma taką samą wartość – obywatelską – jak to że wielka część tego społeczeństwa wielbi „o. Rydzyka” i prof. Nowaka (nota bene Un.Wrocławski chciał zaprosić tego Profesora na wykład….sic, to też Panie Redaktorze jest „etos”, dlaczego o tym nie mówicie ?!). I PZPR i „S” były organizacjami „totalnymi”, w totalnym” społeczeństwie, gromadzącymi różne odłamy i frakcje. Trzeba tylko przejrzeć „na oczy”. Nie idealizować „siebie”…..
    Pozdrawiam
    WODNIK53

  24. narciarz2. W tym cała rzecz i całe nieszczęście, niestety w Polsce wiecznotrwałe. Pieronek koncentruje w sobie najgorsze cechy prymitywnego, pełnego zajadłości, chciwości i nienawiści klechy. I umiejętnie gra rolę postępowego intelektualisty. Także lichego chemika pragnąć rozpuścić jedną niewiastę w kwasie solnym.To suma złych cech: Rydzyka, Jankowskiego, Zalewskiego, Michalika, Dziwisza i tysięcy podobnych łącznie z mitem wielkości Wojtyły. Nie mam nic do dodania tylko powtórzyć abstrakcyjne marzenie, że kościół katolicki należy zdelegalizować a wszyskie zagrabione dobra w jakiś sposób oddać społeczeństwu.

  25. Kolejny zenujacy dowod malosci Kosciola. Radio Maryja oglasza: za mały wyrok dla Niesiołowskiego. Uwazam, ze jest to dowod malosci calego Kosciola, a nie tylko jednej rozglosni, bo w praktyce caly Kosciol murem stoi za Radiem Maryja. Jesli idzie o mit wielkosci Wojtyly… Mi sie wydaje, ze nie byl to mit. Wojtyla naprawde byl wielkim czlowiekiem. Nie pisze, ze swietym, bo ja w zadna swietosc nie wierze. Jednak moim zdaniem to byl czlowiek nieprzecietny. Uwazam tez, ze nie nalezy przypisywac przywodcy wszystkich zlych cech jego zolnierzy, a juz zwlaszcza po jego smierci. Moim zdaniem, bardziej zasadne pytanie brzmi, w jaki sposob Kosciol Wojtyly przeksztalcil sie w zwiazek zawodowy handlarzy, ktorzy nie widza nic zlego w wyludzaniu majatkow od panstwa z zamiarem natychmiastowego sprzedania ich na wolnym rynku? Dlaczego polski Kosciol dal sie zdominowac przez zawodowych demagogow pozbawionych wszelkiego wstydu? Bo kim innym trzeba byc, zeby powiedziec to, co ojciec Cisoń powiedzial na antenie?
    http://wyborcza.pl/1,96165,6049832,Radio_Maryja__Za_maly_wyrok_dla_Niesiolowskiego.html

css.php