Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

7.10.2010
czwartek

Dzika rasa Polacy

7 października 2010, czwartek,

Eustachy Rylski mówi ciekawie w Dużym Formacie o Polakach i polskości. Bliska jest mi uwaga, że nasze narodowe obsesje i kompleksy są dowodem ,,młodości”, czyli polskiej zbiorowej niedojrzałości. Młodość tryska zwykle energią, ale niedojrzałość to nasza kula u nogi. Z niedojrzałości wyrasta ,,terror, jakim zbiorowa histeria podporządkowuje sobie wszelki umiar i rozsądek”.

Dzikiej rasie polskiej pisarz wytyka też kłótliwość i niezdolność do uszanowania innego poglądu niż własny, czyli skrajną nietolerancyjność. Akurat o tym samym pisałem w poprzednim felietonie o Rostowskim jako przeciwniku In vitro.

Jest więc jakaś wspólna chemia w niewielkiej mniejszości polskich wykształciuchów. Oczywiście nie we wszystkim. Razi mnie na przykład, że Rylski jest za karą śmierci, wprawdzie tylko za odrażające zbrodnie, ale jednak. Ale w wielu innych sprawach chętnie się z nim zgodzę. Na przykład w bardzo politycznej sprawie inteligencji. Jako grupy społecznej. Otóż nie ma takiej grupy. Mylona jest z ludźmi z dyplomami wyższych uczelni lub z nową u nas klasą średnią, czyli produktem zmian społeczno-ekonomicznych ostatniego dwudziestolecia.

Czy taka inteligencja ma swoją reprezentację partyjno-polityczną? Nie ma. Ostatnio miała ją w Unii Demokratycznej. Ale to się ,,ne vrati”. Rylski twierdzi, że emanacją polskiej klasy średniej jest Platforma. To by tłumaczyło jej utrzymującą się popularność sondażową, mimo coraz ostrzejszych krytyk ze strony środowisk opiniotwórczych. I daje do zrozumienia, że inteligencja – w jego rozumieniu, mnie bliskim – nie ma co szukać swojej politycznej emanacji.

No fakt, podziały wywołane wojną polsko-polską, idą w poprzek tych środowisk jeszcze głębiej niż podczas nieszczęsnej wojny na górze z wczesnych lat 90. Pamiętam ją doskonale, ale to, co się teraz dzieje, jest podziałem kulturowym, a nie tylko politycznym jak tamten konflikt.

Już się nie przekonamy do żadnych wspólnych działań, nie utrzemy żadnego sensownego kompromisu, aż nastąpi całkowita wymiana pokoleniowa i dzisiejsza wojna kulturowa się skończy (chyba że wybuchnie w nowym mniej albo bardziej dzikim wydaniu). Więc przestaję się żalić na partyjne sieroctwo.  Dam radę bez mojej politycznej emanacji. W końcu kiedyś lubiłem Born to Be Wild grupy Steppenwolf (i powieść też).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 87

Dodaj komentarz »
  1. Ano, to se uż ne vrati. I taka jest kolej losu. Pytanie czy inteligencja musi istnieć,a ponadto czy musi koniecznie mieć swoją polityczną reprezentację?
    Kto wie, czy właśnie teraz nie jesteśmy świadkami powstawania prawdziwego społeczeństwa bezklasowego.

  2. Szczerze mówiąc to od lat nie mam poczucia przynależności do jakiejś grupy społecznej – ani identyfikacji z grupą.
    Owszem nie mam reprezentacji politycznej, ale zawsze odbieram to w kontekście indywidualnym. Po doświadczeniach z Donaldem Tuskiem i jego partią – poparłem ich w ostatnich wyborach – przestałem brać poważnie pod uwage, że „wybrańcy” mnie będą w parlamencie reprezentować. Odrzuciłem ten sposób myślenia jako infantylne samookłamywanie. To jest nawet wygodne, bo zwalnia z poczucia jakiejkolwie lojalności wobec partii czy polityków, ktorych się jakiś czas temu wybrało. Traktuję ich więc bez zbędnych sentymentów. W tej chwili myślę kategoriami nie tyle partii co raczej celu. Cel jest ważny – partie, politycy czy inne polityczne środki i metody to tylko karty w grze. Ważna jest wygrana – zgrane, zmiete karty przecież się wywala. Tak to z moich społecznych peryferii czy raczej dzikich stepów wyglada.
    Pozdrawiam
    Pozdrawiam

  3. Pan Eustachy lubi używać określenia dzielność, która w platońskim znaczeniu ma jakieś przełożenie na wschodnioeuropejską klasę inteligentów, której już nie ma i być nie może. Nie ma, ponieważ coś się jednak zmieniło od zakończenia wojny, a mam na myśli przeskok z feudalizmu do demokracji, z przystankiem na komunizm. Ten przyspieszony kurs ku europejskim standardom sprawia szereg trudności i niejedno jeszcze zdziwienie nas czeka. Największym zdziwieniem jest – na ile dobrze rozpoznaję sprawę – zmarginalizowanie resztówki ludzi którzy są, lub uważają się za inteligentów (czytaj lepiej wiedzących). W tym przyspieszonym tempie polskie społeczeństwo dzieli się na klasy, więc i partie polityczne muszą dostosować się, do tego jeszcze niezakończonego procesu. Nie rozdzierałbym szat, że nie ma na kogo głosować, zawsze można znaleźć coś w programie konkurujących partii, co może nas częściowo zadowolić. Poza tym najpotężniejsze nawet partie słabną, gdy pojawią się nowe z nowymi ludźmi, którzy dotrzymali kroku społecznym przemianom i potrafili przekuć to w nowe idee. Żeby nie nudzić, pragnę zwrócić uwagę na zmiany jakie przybrały na sile u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie Partia Zielonych zamienia się z języczka w wagę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. od 2499 lat niewiele sie zmienilo…
    jurny wschod walczy ze zgnilym zachodem…
    poborcow podatkowych sie nie lubi…
    a fenicjan czasami wrecz przesladuje,
    ale tylko od czasu do czasu…
    wynalazki nadaja tempa akcji:
    muszkiet, gilotyna, internet…

    niewiele sie zmienilo…
    nadal sie rodza
    orly
    o dwoch dziobach

  6. Wiadoma Gazeta opublikowala dobre rady wujka Wojciecha Mazowieckiego (radio M. pewnie ujawni jego prawdziwe nazwisko) pod tytułem „Kościół potrzebuje komisji prawdy”. To zupelnie, jakby napisac artykuł „Prezes potrzebuje otrzezwienia” albo „Macierewicz potrzebuje lekarza”. No pewnie, ze wszystkie te wymienione osoby czy instytucje potrzebują wymienionych rzeczy, ale sprobujmy im te mądrosc przekazac. Nie da sie. Prawda jest raczej taka, ze Prezes z Macierewiczem muszą odejsc, zas Kościół musi upasc w sensie politycznym. W moralnym upadl juz dawno, i to teraz po kawalku wychodzi na jaw. (Artykul, choc ma wyjsc w GW, jest dostepny w Studiu Opinii.)
    „Kościół potrzebuje komisji prawdy
    .
    Zdumiewa slodycz i delikatnosc tego artykulu, ktory i tak bedzie potraktowany jako knajacki atak wiadomych srodowisk. W wojnie o kase nie ma „przebacz”. Znak pokoju to jest mily gest, ale miedzy fachowcami od majatku takie ladne gesty nie maja zastosowania. Wiec swiatobliwosc swiątobliwoscia, ale jak na razie ze strony biskupow leca ciezkie oskarzenia oraz odwracanie kota ogonem.
    .
    W innych krajach Kościół powaznie dostal w tylek na skutek lubieznosci, zas w Polsce moze dostac w tylek na skutek chciwosci. To tez jeden z grzechow glownych. Podobnie jak w sprawach o pedofilie, w przypadku sprawy o przywlaszczenie jak na razie niewinny Kościół broni sie przed niezasluzonym atakiem. Sytuacja jest wiec rozwojowa. Im dluzej to potrwa, tym wyzsza bedzie cena do zaplacenia.

    I kto by pomyslal, ze Kaczynscy doprowadzą do upadku swoją trzecią przystawke? Do trzech razy sztuka?

  7. Panie Redaktorze !
    A czy mądrością tej warstwy społecznej (inteligencji) nie może być zrozumienie, że pluralizm to także różne światopoglądy, różne konotacje polityczne i społeczne, różne interpretacje historii i wybory personalne z tym związane ? Przecież to właśnie inteligencja walczyła ponoć (?) najbardziej usilnie i konsekwentnie, gromadnie na różnych „polach” PRL-u o to wszystko: demokratyzacja, pluralizacja, wolności osobiste etc. Czyli o różnice poglądów i postaw. Pana wzburza to, ze „nasz” opozycyjny (tak to odbieram Panie Adamie) E.Rylski jest „za karą śmierci” – za aktem barbarzyńskim, za aktem niegodnym „miana inteligenta” (w naszym-waszym mniemaniu). Gdyby post-komuch był za tą karą (mimo, iż „inteligent” i wykształcony) – o, to jak najbardziej, bo potwierdzi nasze-wasze zbrzydzenie „tym osobnikiem”, jego „inność” polityczną oraz „inność” – czyli parszywość – jego dawnych wyborów i intelektualno-mainstreamową stygmatyzację.
    To jest jak mi się wydaje podstawowa bolączka polskiej inteligencji, chcącej być (jak dawniej – ale właśnie to „uż se ne vrati”: inne czasy, inny klimat, inna atmosfera i inna kultura) przewodnikiem, elitą, „kagankiem kultury” i oświaty, moralnym „metrem z Sevres” dla reszty społeczeństwa polskiego.
    Zwłaszcza, że inteligencji – o której tu mowa i do niej odnoszą się zarówno intencje memuarów Rylskiego jak i Pana myśli dzisiejszego felietonu – będąca do tej pory elitą oraz „przywódcą” tego społeczeństwa i chcącą za taką emanację uchodzić ( polska inteligencja wg mnie to jest wspólnota „mentalna” z tego typu warstwą społeczną istniejąca od XIX wieku w Rosji – pozostałości zaboru rosyjskiego – gros ziemiaństwa, szlachty etc. na owych terenach pozostawało przez prawie 150 lat) – pozostaje w „rozkroku” mentalnym. I to widać z felietonu Pana Redaktora (choć Pan jak obserwuję Pańską ewolucję „leczy się” z tego syndromu, ugruntowanego do kwadratu – lub nawet sześcianu – przez lata 1980/81 i lata 80-te ubiegłego wieku) jak i ze słów E.Rylskiego.
    Ten syndrom nazywałbym „oblężonej twierdzy”, a także (albo – lub) „porzuconego guru”…..
    Tyle słów komentarza do Pańskiego felietonu.
    Pozdrawiam serdecznie ze stolicy Dln.Śląska.
    WODNIK53

  8. narciarz2, 05.24. Pan Mazowiecki podobnie jak i większość mediów fakt upaństwowienia niektórych majątków określa terminem „grabież”lub podobnymi rabunkami, zagarnięciami itp, nie bacząc na to, że majątki te zostały przeznaczone w większości przypadków na potrzeby wiernych czyli owieczek. Komuniści ich nie zżarli lub nie wywieźli do Moskwy. Po co zresztą panu bogu ziemia lub majątki jak wszystko jest jego. Niezależnie od tego w jaki sposób ustrój był wprowadzany po wojnie, kościół określił się jako jego przeciwnik, mało, szpiegował na rzecz wrogich wtedy państw. Warto przypomnieć list Biskupa Kaczmarka do ambasadora w USA w Warszawie publikowany onegdaj w GW. Czy kościół mógł liczyć na względy? Słowo grabież bardziej pasuje do dzisiejszej sytuacji niż do dawnej. Dawniej bardziej służyły one wiernych czyli społeczeństwu.
    Moim zdaniem należy upaństwowić wszystkie dobra kościelne.

  9. Pan Szostkiewicz i Rylski mylą się.
    ‚Dzika rasę” zapoczątkował Mazowiecki (nie tylko wasalstwem do Niemców) i Walesa wojnami na gorze.

    „Dzika rasa” dotyczy tylko elit z KOR, S i Krk. Jest to uwarunkowane podświadomością, ze towarzycho schrzaniło wielka szanse Polski po 1989 r. Z jednoczesna chciwością nuworyszy by zagospodarować co im chłopcy z UE łaskawie zostawi. Społeczeństwo polskie musi jakoś żyć z takimi tuzami u władzy jak Mazowiecki, Kaczyński czy inny Tusk.
    I nie jest ani lepsze ani gorsz niż inne samolecznictwa.

    To elity i media wciskają nam, to czym sami są.

  10. Faktycznie po śmierci UW nie ma człowiek gdzie pójść, jednak ja zamiast steppenwolf powiedziałbym the clash:)

  11. Jak wielu innych niepokoi mnie raczej sprawa elektoratu, mniej przywództwa. Przecież z owych 8 milionów, co najmniej połowa nie głosowała tyle za prezydenturą JK, co przeciw B.K., przeciwko Tuskowi i PO. Analogicznie było i po drugiej stronie barykady. Tak się składa, że najczęściej głosujemy negatywnie – Wałęsa wygrał tylko dlatego, że trzeba było zablokować St.Tymińskiego i potem to już poszło. Niemal każdy z nas jest w stanie głosować nie na „swojego” kandydata, tylko na tego, który ma największe szanse zablokowania p.X,Y. A naprawdę potrafimy się zmobilizować, aby nie dopuścić do władzy PIS i JK. Próbkę dwoich rządów już wszak nam przedstawił – dziękujemy, nie skorzystamy. I tu siupryza : konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi dlaczego wyborczym poparciem cieszy się pogrobowiec Jeżowa (ta sama mentalność) Zb.Ziobro albo p. Macierewicz? Co stoi za wyborczymi decyzjami ludzi, którzy latami wybierali Wrzodaka albo Pęka? Bo to nie elektorat wyłącznie konserwatywny. Na rzeczywistych konserwatystów – A.Halla”muzealników” itp nie głosuje Polska ściana wschodnia – najwyżej ciągną ich listy partyjne. A ludzie głosują na kandydatów w istocie bolszewickich – z własnej, nieprzymuszonej woli. Do łez ze śmiechu może doprowadzić doszukiwanie się antyklerykalnych skłonności u BK, co to dzieci swoje w Oazie wychował, a zanim ludowi się ukaże, ze trzy msze zaliczy – a ludzie wierzą, że lewicowiec, szatana pomiotło i wróg krzyża i kk. I to jest dla mnie przerażające. Żurnaliści operują hasłem „Ludzie mają prawo do informacji; ludzie mają prawo wiedzieć”. Bład kochani: ludzie nie chcą wiedzieć. Wiedza im ni po cziom. Ludzie chcą wierfzyć. I wierzą aż zdarza się kolejna Norymberga i wstrząs i wstyd i pytanie „jak to było możliwe?” Ano, było.

  12. Wodnik53
    Nie domagaj się od tzw inteligencji liberalizmu. Nie wymagaj w ogóle jakiegos spójnego systemu wartości. Po to dokonano tzw dekomunizacji i personifikacji zła obciążając totalitaryzmem ludzi poprzedniego systemu by współczesny inteligent polski nie miał wątpliwości moralnych. I tak dla współczesnego polskiego jajogłowego PRL-oska kara śmierci jest złem ale już w przypadku RP jest do przyjęcia. Inwigilacja esbecka budzi odruch wymiotny ale współczesna jest już uzasadniona. Szlochać będą nad akcja Wisła ale klaskać deportacji Cyganów.
    Dziś GW podaje ciekawy material o inwigilacji dziennikarzy – między innymi Piotra Pytlakowskiego z Polityki. Okazuje się, że slużby nawet nie musialy Ery prosić o dane bo w tej sieci na stałe siedzieli tajniacy i słuchali co chcieli. Przypomniało mi się jaki lament był na początku lat 90-tych gdy znaleziono stare podsłuchy esbeckie w jednym z hoteli. Ale było narodowe jojczenie o łamaniu praw człowieka!!!A teraz? Słyszysz jakieś inteligenckie sprzeciwy? Normalny kraj to by na taką wiadomość zamarł a tutaj cicho, sza…. . Byle tylko się nic nie zmieniło, nie naruszyło tego domku z kart. Jak to nazywają? A, nie naruszyło powolnej ewolucji. Właśnie widac tę ewolucję – głównie w postawach inteligencji się ona objawia
    Pozdrawiam

  13. Cytat:
    „… Dzikiej rasie polskiej pisarz wytyka też kłótliwość i niezdolność do uszanowania innego poglądu niż własny, czyli skrajną nietolerancyjność.”

    Dziki kud i dziki kraj wymaga odpowiednich przywodcow.
    Ale interesujące, jak znakomicie, oczywiście z tarciami, ale ogólnie ok, sprawdza się ten dziki lud za granicami kraju. Mając nad sobą właściwych manager’ow realizują się świetnie. Tak trzeba dyskutować, a nie lamentować nad tym ludem, bo ani on gorszy ani lepszy wielu innych.

    http://wp.me/pUgXD-Jy

  14. Wygląda na to, że pan Rylski ma naprawdę coś wartościowego do powiedzienia, skoro GW, a w ślad za nią dwóch redaktorów Polityki starają sie przyciągnąć naszą uwagę w kierunku przemysleń pisarza.

    Jakoś nie widzę niczego odkrywczego w tym, co twierdzi Rylski.

    „Wszyscy to wiedzą, ale każdy powie wiele razy…” – jak spiewały kiedyś Elektryczne Gitary.

    Co za wizjonerska piosenka. I jaka chwytliwa !

    Na tym samym dysku (Wielka Radość) znajduje się inna prorocza wizja teraźniejszości. Pod numerem 14. Gorąco polecam podniecającym się tym, co ma do powiedzenia Rylski.

    Pozdrawiam.

  15. Pisze Pan:
    Już się nie przekonamy do żadnych wspólnych działań, nie utrzemy żadnego sensownego kompromisu, aż nastąpi całkowita wymiana pokoleniowa i dzisiejsza wojna kulturowa się skończy.

    Sadze, ze to sie skonczy wczesniej. Wraz ze smiercia (polityczna) Jaroslawa Kaczynskiego.

    O tym jak JK manipuluje swoim elektoratem pieknie pisze w Polityce Jan Hartman. Klamstwa i przekrety JK sa jego strategia. Swietnie to dziala na mniej wyksztalcony elektorat, tzw. ciemny lub. Im mozna wcisnac kazda glupote. Byle bylo to dobrze podane. JK wyspacjlizowal sie w tym wlasnie.

  16. wyszyscy wiedz,ze kaczynski jest beznadziejny…

  17. @”Kartko…..”
    W temacie GW (inwigilacja dziennikarzy) i dzisiejsze rozmowy wq TOK FM-ie J.Żakowskiego, T.Lisa, T.Wołka i W.Władyki nt. owej inwigilacji (inwigilacja Droga „Kartko…” to nie podsłuchy bezpośrednie, dziennikarzowi piszącemu nt.temat „gdzieś dzwoniło ale nie do końca w odpowiednim kościele” – ja piszę tu tylko o tym co jest napisane w rzeczonym artykule „Wybiórczej”).
    Narzekaniom – też m.in. dziennikarza W.Mazowieckiego (pisze o tym fajnie zresztą – pozdrowienia – „narciarz 2”) choć to takie „inteligenckie narzekania” i w innej kwestii, ale oddające clou problemu o którym dyskutujemy – „trzech tenorów” TOF FM-u + J.Żakowski przypomnę jeden epizod z życia III RP (nie IV RP) ! On – ów epizod ps. „Olin” – zdjął cnotę z tego co nazywa się etosowo-styropianową „polską drogą do demokracji”.
    – sprawa Premiera Oleksego i oskarżenia go o szpiegostwo na rzecz Rosji: w demokratycznym państwie prawa gdy Min.Spraw Wewnętrznych (lub Dyrektor spec.służb) czyni taki „despekt” urzędującej głowie kraju
    i to publicznie są tylko dwa wyjścia: albo Premier jest winny (i sąd wydaje wyrok skazujący), albo Funkcjonariusz (czy Urzędnik) państwowy się pomylił i on idzie „do pierdla”. Bo takich „szpasów” jak w owym wypadku robić nie wolno.
    Od tej niewyjaśnionej i zabagnionej sprawy wszystko „w przedmiocie” „jurystyki” państwowej i i jej przestrzeganie idzie ku gorszemu. Pytań jest kilka:
    – kto uruchomił ów proceder wciągnięcia służb do rozgrywek politycznych
    – dlaczego nikt za to nie odpowiedział („bo nasi….” ?)
    – czy tak samo prowokacja wobec Cimoszewicza z Jarucką (gdzie w tle migotali Miodowicz i Brochwicz – dziś prominentni politycy P0) nie powinna była być wyjaśniona dogłębnie właśnie dla czystości zasad i „państwa prawa” ?
    Elita inteligencka rządząc III RP „straciła cnotę” – a o tej cnocie „innym” stara się cały czas przypominać. Tfu, słuchać hadko – jak mówił Longinus Podbipięta. I dlatego połajanki PiS vs P0, czy zawodzenia „elit”-sierotek po „uwolstwie” są jak „syreni śpiew” uwodzący wracającego do Itaki Odyseusza.
    Pozdrawiam.
    WODNIK53

  18. Wodnik53
    Przyznaję Ci rację, chodzi oczywiście o inwigilację a nie podsłuchy – do nich jak na razie się nie dokopano. Tym niemniej w każdym normalnym kraju tego typu historia dotycząca najważniejszych mediów postawiła by wszystkich na nogi. A tutaj luzik … . Dlaczego? Trafnie to rozwijasz opisując „jak hartowała się stal”. Faktycznie sprawa Oleksego, Cimoszewicza, wcześniej Tymińskiego, ostatnio Samoobrony i dziesiątki innych wypracowały swoistą, polską norme. Rwąca wcześniej w takich przypadkach koszule z rozpaczy polska inteligencja po prostu zaadaptowala się do sytuacji i uważa to bezprawie za demokratyczny standart. Profesor Harald Welzer, niemiecki psycholog społeczny i badacz okresu nazizmu ciekawie opisuje w wywiadzie z Piotrem Burasem ten proces adaptacji
    „Czy nasze przekonania moralne mogą zmienić się z dnia na dzień?
    – Szybciej, niż mogłoby nam się wydawać. Nowoczesne społeczeństwa są w tym sensie tylko na pozór stabilne. Zmiana normatywnego kodu może nastąpić błyskawicznie. Ale oczywiście nie jest to raptowny proces, lecz polega na systematycznym przekraczaniu kolejnych progów. Trzymając się przykładu nazistowskich Niemiec: najpierw obserwuje się, jak z zakładu pracy wyprowadza się kolegę, który jednak następnego dnia, wprawdzie pobity, ale znowu zjawia się na swoim stanowisku. Odczuwamy odrazę, ale w sumie nic się nie stało. Następnym razem ktoś zostaje pobity na naszych oczach: ponieważ już przezwyciężyliśmy własną odrazę, teraz łatwiej sobie wytłumaczyć, że pewnie musi tak być albo że gorzej już nie będzie. Kiedy dwa lata później ktoś na naszych oczach zostaje zabity, wytłumaczymy sobie, że pewnie sobie czymś zawinił….”
    Jak widać nie jest to specyfika tylko polska. Ciekaw jestem jak długo i do jakich jeszcze wydarzeń bedzie się polska inteligencja adaptować.
    Polecam Ci ten wywiad zamieszczony przed kilkoma miesiącami w GW
    Oto link do niego
    http://wyborcza.pl/1,97737,7949886,Kazdy_moze_byc_morderca.html
    Pozdrawiam

  19. Po raz kolejny Donald Tusk ma rację.

    Tak jak dziś powiedział, mamy do czynienia z wrogami państwa. W tym społeczeństwie. Ale nie tylko w PiS-ie. Chyba nawet tu, na tym blogu, gdzie czytam potęgującą się z dnia na dzień bezrozumną, durnowatą wściekłość ludzi, wydawałoby się rozsądnych.

    Redaktor Szostkiewicz:
    – pisze o Rostowskim, jako przeciwniku in-vitro w kontekście „skrajnej nietolerancyjności” (sic!!!)
    – rozumie „coraz ostrzejsze krytyki (Platformy) ze strony środowisk opiniotwórczych” (które najwidoczniej ślepe są na warunki, w jakich przyszło Platformie działać i w typowo krajowy sposób, tłumnie, dają się manipulować prowokacjom wrogów systemu: nic nowego, już Lenin mówił o „pożytecznych idiotach”)
    – i woła o „wspólne działania”. Pod egidą Napieralskiego? Sierakowskiego? Ziętka czy innych lewaków i anarchistów? Poncyliusza i Kluzik-Rostkowskiej? Kaczyńskiego może? Wspólne? Z nimi???

    Kartka z podróży:
    – pisze „Po doświadczeniach z Donaldem Tuskiem i jego partią – poparłem ich w ostatnich wyborach – przestałem brać poważnie pod uwagę, że ?wybrańcy? mnie będą w parlamencie reprezentować. Odrzuciłem ten sposób myślenia jako infantylne samookłamywanie. To jest nawet wygodne, bo zwalnia z poczucia jakiejkolwiek lojalności wobec partii czy polityków”
    Lojalności? Zawiedzina miłość, ot co. Ale co WYGODNE dla Kartki, to to, że poczul się pewnie zwolniony z jakiejkolwiek ODPOWIEDZIALNOŚCI. A mąci nam tu w głowach jakąś lojalnością, jak ten sentymentalny Kaczor 😉
    – traci pamięć w swym anty-platformianym zacietrzewieniu i już nie pamięta, jak protestowała większość z nas wobec nadużyć służb, gdy się wreszcie udało to ujawnić (a do tego trzeba było dopiero wywalenia Kaczora i PiS-u z rządów! O tym też Kartka zapomniał. Oj, lata lecą…). Pewnie nie w smak „środowiskom opiniotwórczym”, że nie można Tuska oskarżyć o te inwigilacje i że to nie działo się za rządów PO, bo byłby jeszcze jeden pretekst, żeby im „rewolucyjnie” przyłożyć.

    Ręce i nogi opadają. Cały czas mam wrażenie, że ta „coraz ostrzejsza krytyka” Platformy wynika głównie z mechanizmów polskiego piekła: gdy się komuś coś udaje, to kopa mu! Za gacie i w dół! Jakaś bezrozumna, idiotyczna niezdolność czy może nawet świadoma niechęć, aby zrozumieć, o co gra się toczy i że wymaga zaciśnięcia zębów. Tak powstawały wielkie społeczeństwa, którym do pięt nie dorastamy, ubabrani w naszym grajdole zawiści, resentymentów, megalomanii i poczucia każdego, że mu się należy, tu, zaraz, natychmiast, tak jak on czy ona chce i jak uważa, że powinno być! Bez względu na cokolwiek.

    Jak dzieci: gdy niebezpieczeństwa nie widać, to znaczy że go niema. Można wrócić do tej zabawy narodowej, tego „chocholego tańca”. Rzeczywiście, niedojrzali….
    Podziwiam Tuska…

  20. Mw
    Komentarz do Wodnika53 z godz. 16:32 jest o między innymi Tobie

  21. Ostatnia Polityka warta polecenia nie tylko z uwagi na artykuł Jana Hartmana, który chciałam polecić, ale już to zrobiono i to w świetnym stylu. Poruszający jest też raport Martyny Bundy o kondycji naszej służby zdrowia i prokuratury – kondycji psychicznej i moralnej. „Bezprawie, strach, bezradność, czyli aborcja po polsku”
    Ja wiem, że dyskusja na ten temat się nie rozwinie, bo temat jest tabu. Jednak przeczytać warto aby przed sobą samym postawić ważne pytania i poszukać odpowiedzi we własnym sumieniu.
    Może za kilka dni raport pokaże się w wersji internetowej?

  22. Kartko 20:15

    O czym Ty mówisz? Od co najmniej 2006 roku mówimy wszyscy (których to obchodzi) o inwigilowaniu, podsłuchach – gdy są nielegalne (i gdy o nich wiemy). Jakieś dwa lata temu wreszcie ta rzeka bezprawia zmieniła się w strumyczek, całkiem spodziewany, realistycznie patrząc na świat, w takim kraju, jak ten (zapewne w Szwecji zrobiłby większe wrażenie???). W tej chwili DZIĘKI zmienie politycznej (i – powoli – kulturowej) za przyczyną rządów normalnych ludzi (Platformy) – można wreszcie zażądać wglądu w te historie i najpewniej wszędzie tam, gdzie to nie zagraża bezpieczeństwu państwa i obywateli – z czasem się dowiedzieć, co to było. Nie we wszystkim zapewne, bo jak przypuszczam, część inwigilacji i podsłuchów, także obecnie (!) jest elementem różnych dochodzeń „w sprawie” i „przeciw” osobom łamiącym prawo, z którymi dziennikarze śledczy mają rozliczne kontakty (bo jak inaczej zdobywaliby tak poufne informacje?). Można tez wreszcie, z uzasadnioną już teraz nadzieją na korzystny rozwój sprawy, żądać coraz bardziej praworządnych zasad nadzoru państwa nad bezpieczeństwem i ich przestrzegania.

    Więc co ma do tego ta historia z nazistami? To mi wygląda na histerię a la Fotyga czy inny Macierewicz. Znaj proporcją Mocium Panie.

    Ale, ale, czym mnie bardzo zawsze zaskakujesz, to to „umycie rąk”, to „nie będę głosował”, to „zwalnianie się z poczucia jakiejkolwiek lojalności” (a ja myślę, że odpowiedzialności).
    To Ci zarzucam. I przytoczę, bo lubisz hiszpański, słowa Carlosa Casasa (co prawda o Llosie, ale to pasuje do Ciebie). On mówi, że trzeba mieć odwagę, „żeby brać czyjąś stronę: tomar partido – trzeba się za jakąś partią opowiedzieć. Tu albo tu”.

  23. @ANCA_NELA, potrąciłem ten temat w poprzednim tekście gospodarza i tak się zagalopowałem, że stwierdziłem u siebie objawy Zespołu Tourett’a. Niby człowiek to wszystko wie z obserwacji codziennego życia, ale jak zobaczy skalę w jakiej to coś się dzieje, to może tylko miotać przekleństwami.
    Kończę i pozdrawiam, bo pan Tourett się o mnie upomni.

  24. Anca_Nela
    Rada Europy zmasakrowała poprawkami rezolucję Christine McCafferty z brytyjskiej Partii Pracy dotyczącą zapewnienia aborcji zgodnie z prawem krajowym panstw europejskich. Jak wiesz lekarz ma prawo odmówić dokonania aborcji nawet gdy prawo na pozwala powołując się na konflikt sumienia. Chyba dwa lata temu szpitale polskie odmawialy aborcji nieletniej dziewczynie mimo, że takie były wskazania. Potrzebna była interwencja rządu by zmusić lekarzy do dokonania zabiegu. Christine McCafferty zlożyła projekt rezolucji nakazujący szpitalom zatrudniać ginekologow gotowych do przeprowadzenia aborcji. Niestety na skutek dzialań prawicy rezolucja została kompletnie zmieniona poprawkami – wypaczono jej sens i wręcz wzmocniono prawo do powoływania się lekarzy na klauzulę sumienia. Niestety prasa podaje, że w aktywnie w tej zmianie treści rezolucji i wzmacnianiu klauzuli sumienia uczestniczyli deputowani z Polski. Na temat deputowanych z pis-u nie chce mi się nawet pisać. Ale w tych klerykalnych machinacjach uczestniczyli też posłowie z PO. Ci którzy byli posiedzeniu Rady Europy (nieliczni) przyjechali z instrukcjami od biskupów. Oto link do materialu na ten temat.
    http://wyborcza.pl/1,75248,8480353,Kleska_rezolucji_o_klauzuli_sumienia_w_Strasburgu.html

  25. Mw
    Gdy cię czytam ręce mi opadają z rezygnacji. O jakim strumyczku Ty piszesz? Na jakim Ty świecie żyjesz?
    Przeciwko rządowi Donalda Tuska procesy trzeba toczyć by się dowiedzieć jak jest z podsluchami.
    W świątecznej Gazecie Wyborczej z 2 ? 3 października tego roku (nr 231.7049) artykuł Ewy Siedleckiej pt „Podsłuchy mniej tajne”. Artykuł dotyczy orzeczenia NSA mówiącego, że służby specjalne nie mają prawa odmawiać podania informacji statystycznej o podsłuchach. Innymi słowy społeczeństwo ma prawo do kontrolowania ich działalności. Sprawę jednej z wielu służb specjalnych wytoczyła Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w ubiegłym roku zwróciła się do wszystkich służb stosujących podsłuchy i do Sądu Okręgowego w Warszawie o podanie następujących informacji –
    -liczba wniosków o zgodę na podsłuch operacyjny, liczba zgód sądu na te podsłuchy, liczba podsłuchów założonych bez zgody sądu, liczba odmów sądu zalegalizowania takich podsłuchów.
    -liczba poleceń szefów służb o protokolarnym, komisyjnym zniszczeniu materiałów zgromadzonych podczas stosowania niezalegalizowanego podsłuchu, liczba wniosków o przedłużenie czasu trwania podsłuchu poza określony przez sąd okres.
    Pytania Fundacji Helsińskiej dotyczyły okresu od 3. 08. 2006 roku do 31. 03. 2009 roku. Jak łatwo się domyślić wszystkie służby odmówiły informacji uznając je za tajne. Fundacja odwołała się od tych odmów do sądu. Występująca w jej imieniu adwokat Beata Czechowicz argumentowała, że ujawnienie informacji statystycznej o liczbie podsłuchów nie może stanowić takiego „istotnego zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa”, a tylko wtedy – wedle ustawy o ochronie informacji niejawnych – wolno informację uznać za ?ściśle tajną?. A informacje statystyczne mogą jedynie wykazać, czy służby nie szafują podsłuchami i nie naruszają konstytucyjnego prawa do ochrony prywatności. Sąd podzielił jej zdanie. Sędzia Irena Kamińska napisała w uzasadnieniu, że „Działania służb specjalnych powinny podlegać społecznej kontroli, a liczba prowadzonych kontroli operacyjnych powinna być znana”
    Wyrok oznacza, że służba specjalna będzie musiała wydać nową decyzję – podać żądane przez Fundację informacje statystyczne lub odmówić. Jeśli odmówi będzie musiała uzasadnić, dlaczego ich ujawnienie „może spowodować istotne zagrożenie dla podstawowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej”.
    Mw – to jest trzeci rok rządów Donalda Tuska!!! To są służby specjalne za ktore on odpowiada. Odpowiada też za tworzenie prawa w tym kraju.
    Mw – tak argument za argumentem będę Ci zbijał. Po prostu jesteś zaślepiony mimo, że rozsądny z Ciebie facet.
    Bardzo piękną myśl mi podałeś – „żeby brać czyjąś stronę: tomar partido – trzeba się za jakąś partią opowiedzieć. Tu albo tu”. Tyle tylko, że świat nie składa się z pis i PO. Świat to trochę więcej. Pisząc tekst do Wodnika53 myślałem o Tobie, bo tyś się zaadaptował do sytuacji. Ty już nie wiesz jak świat wygląda – dla Ciebie istnieje tylko pis i PO. Zrozum, że ja nie muszę wybierać miedzy pis i PO. Ja tego burdelu nie uważam za normę jak Ty.
    Pozdrawiam

  26. Aprobata In vitro i aborcji to miary przynalezności do inteligencji ? Dość żartów panowie inteligenci . To Kościół ma racje , a nie „inteligencja”. Jeżeli natura nie daje ci możliwosci prokreacji , to lepiej nie próbować sztucznie , bo można powołać na świat osobnika , który będzie przeklinał los za choroby które mu ofarowaliśmy. Jeżeli dziecko mozna urodzić naturalnie, to zastanawiaj się tysiąc razy za nim go usuniesz , bo zjedzą cię wyrzuty sumienia jeżeli jesteś człowiekiem .

  27. Danka pisze:
    2010-10-09 o godz. 01:22

    Jak rozumiem, to w przypadku jakiejs choroby to Szanowna Pani nie udaje sie do lekarza, tylko do kosciola aby poprzez modlitwe wyzdrowiec? Jezeli natura nie pozwala na wyzdrowienie to lepiej nie probowac stucznie -lekarze, lekarstwa, operacje i tym podobne niegodne prawdziwego katolika pierdoly!

  28. Monteskiusz i Kartka
    Temat, jak wiadomo nie nadaje się do dyskusji, bo natychmiast staje się straszną awanturą, wszyscy mają jakieś krańcowe znania – pytanie czy własne? – więc ja zachęcałam do przeczytania raportu i zastanowienia się we własnej głowie i sumieniu nad tym, co się porobiło z wykształconymi fachowcami w tym kraju. Mnie osobiście problem już nie dotyczy, choćby z racji wieku, ale co, co decydują o takim podejściu do tematu także nie są osobiście zaangażowani, bo nie są to kobiety w wieku rozrodczym, jak wiadomo. Oni decydują za te kobiety i ich zainteresowanie tematem ustaje, kiedy już ciąża jest wystarczająco zaawansowana. Wtedy już cała reszta w ręku… no właśnie w czyim ręku?
    Bo problem nie dotyczy dobrze sytuowanych i ustawionych w życiu osób, tylko najbiedniejszej i najbardziej bezradnej części społeczeństwa.
    Wszelkie przyjęte ustawy omijają choćby ten prosty fakt, że do poczęcia trzeba dwojga, zaś do odpowiedzialności pozostaje jedno i niech się cieszy, że zostało tak cudownie obdarowane. Nie istnieje w świadomości, czy też rzeczywistości prawnej coś takiego, jak współodpowiedzialność mężczyzny, który się do nieoczekiwanego poczęcia przyczynił. A mnie właściwie najbardziej o ten aspekt chodzi. Nie ma u nas najmniejszego potępienia dla radosnych dzieciorobów bez poczucia odpowiedzialności. Odpowiedzialność to jest cecha wymagana jedynie od kobiety.
    I to mnie złości bezgranicznie.
    Poza tym jeszcze jedno pytanie… co się dzieje z wolną wolą, którą to podobno człowiek został obdarzony przez stwórcę?
    Czy kobieta to nie człowiek?
    ;
    Danko
    Mów we własnym imieniu. Nie musisz za pozostałą resztę.

  29. im dalej to wiecej grzybow, to PO to takie jakies niemrawe. To nie jest jeszcze to – czyli ta partia ktora moze Polske popchnac w 21 wiek. Sennosc katolicka, zacofanie europesjskie wychodzi przy kazdej okazji kontatkow z tematami w Unii dawno zalatwionymi, chocyb in vitro. Reaguja akcjonalnie -dopalacze, zaprzeczajac wolnosci wykonywania handlu. jedym slowem usiedli juz na laurach i zaczynaja sie zrec miedzy soba -odszedl Palikot, odszedl Kutz – coraz wiecej jest rozczarowanych niemoca tej partii.
    Gdzie w ogle jest Komorowski, co on wlasciwie robi ?

  30. Danka pisze:
    2010-10-09 o godz. 01:22
    Twoja macica szanowna Pani, jest Twoją prywatną sprawą……
    Na arogancję natomiast zakrawa fakt urządzania życia innych kobiet według własnych wyobrażeń o szczęściu, roli społecznej, własnych wzorców i planów życiowych.
    O państwie religijnym mówimy wtedy, gdy na straży religijnego systemu wartości stoi aparat ścigania Państwa i system prawny……
    Ze swoim życiem może Pani robić co chce, ale podobno dopuszcza się wolną wolę? Inni też niech robią ze swoim ciałem co chcą….

  31. PS.
    Fobie seksualne panów w sukienkach też powinny być ich prywatną sprawą…

  32. Kartka z podróży pisze:
    2010-10-08 o godz. 22:52
    W końcu trzeba było zgodnie z zapotrzebowaniem zdobyć materiały na „Stokrotkę”…….
    Generalnie, zgadywanie życzeń szefów to taka polska przypadłość.
    Jarząbków ci u nas dostatek, w szpitalach, Komisji Majątkowej, prokuraturze, sądach.
    Artykuł w ostatniej „Polityce” Martyny Bundy przerażający…..
    Z taką mentalnością do Europy światłej i świeckiej jeszcze długo nie trafimy.

  33. „… nie ma co szukać swojej politycznej emanacji.”
    Raczej ‚czego’ niz ‚co’, Panie redaktorze. Dopelniacz, nie biernik.

  34. Anca_Nela
    Podzielam Twoje refleksje o współodpowiedzialności facetów za skutki pożycia. Może uzupełnię je w kontekście nieszczęsnej rezolucji Christine McCafferty w sprawie klauzuli sumienia. Zadalem sobie nocą trud i zidentyfikowałem deputowanych do Rady Europy z PO. Niestetu nie udalo mi się ustalić kto był na tym posiedzeniu, więc nie mogę o nich pisać z nazwiska – tym bardziej, że sprawa dotyczy klerykalnego mataczenia. W każdym razie deputowanymi jest 12 osób, w tym ośmiu facetów i cztery kobiety.
    Być może ktoś z dziennikarzy się zainteresuje tą sprawą i zidentyfikuje nazwiska tych, którym się tam nie chcialo jechać jak i mataczy, broniących kościelnych dogmatów.
    A tu jest link przedstawiający stanowisko watykanskie w tej sprawie
    http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/news.php?id=34548&s=opoka
    Pozdrawiam

  35. To dobrze, iż aż nie chyli Pan głowy (jak red. D.Passent) przed E.Rylskim, który wypowiedział się normalnie, po inteligencku, w kwestiach powszechnie dyskutowanych. Nie bardzo jestem z Panem zgodny co do zaniknięcia inteligencji jako warstwy (grupy) społecznej. No przecież jest jeszcze ciut ciut takich, którzy lubią książki nie tylko czekowe, którym stale wzbogacana wiedza jest potrzebna do życia na równi z tlenem, którzy żyją nie tylko po to, aby jeść. Zgadzam się natomiast, że „to, co się teraz dzieje, jest podziałem kulturowym, a nie tylko politycznym …)”. A czy zniknie „z wymianą pokoleń”? Obawiam się, że nie.

  36. @”Danka” z dn. 9.10.201.h: 1.22.
    Droga „kobieto” (?) – miarą inteligencji nie jest to co Ty tak „obsobaczasz” jako zwyrodnienia naszych, okropnych (jak się domyślam) czasów. In vitro i usuwanie (czy przeciwdziałanie – bo z Twego światopoglądu czyli z niemiecka „Weltanschaung” wynika zapewne, iż to również zaliczać winno się do „dzieł szatana” którego pełno w świecie współczesnym) niechcianych ciąż nie są miarą inteligencji: nikt (w każdym bądź razie w tej dyskusji takich argumentów nie podniósł dopiero Ty Drogie Dziecko – chyba tak mogę pisać gdyż uzasadnienia z Twego wpisu są na poziomie intelektualnego „przedszkola” – wypaliło z takich armat „do blogowych wróbli”). Sumienie to rzecz indywidualna, a miarą inteligencji jest przede wszystkim zrozumienie tego fakt i spojrzenie nań tak jak Heraklit z Efezu (jeszcze 500 lat przed Mistrzem z Nazaretu): „Pantha rhei”. Życzę mniej jadu w myśleniu o „Innym” i bardziej ludzkie spojrzenie na problemy czy ułomności (i chęci ich podołaniu) drugiego człowieka. To normalny rozwój immanentny naszemu gatunkowi.
    Odnośnie aborcji (ja wolałbym mówić o „przerywaniu ciąży” lub usuwaniu niechcianych płodów): potwierdzeniem moich tez jest Tomasz z Akwinu i jego (Doktora Kościoła i katolickiego intelektualisty made in XII wiek) mniemanie nt. „spędzania plodu”. Czasem warto jest wyjść poza swoje, dzisiejsze opłotki myślowe – to też jest miara inteligencji.
    Pozdrawiam serdecznie
    WODNIK53

  37. Kartko 22:52 (wczoraj)

    Obawiasz się inwigilacji. Co robić? Nic. Przyzwyczaić się. Bo podsłuchiwanie i podglądanie, a także rejestrowanie tego na wieczną rzeczy pamiątkę i rozgłaszanie wszem i wobec czeka nas wszystkich.

    Słusznie domagamy się, aby służebne państwo zapewniło nam, społeczeństwu, bezpieczeństwo. I jednocześnie, równie słusznie, domagamy się wolności osobistej i autonomii dla jednostki. De Tocqueville pisał, że ludzie „chcą pozostawać pod opieką” i „życzą sobie pozostać wolnymi”. Uważał za niemożliwe mieć i to i to; ceną za bezpieczeństwo zbiorowe jest wolność jednostki, tzn. jej utrata. A przecież oba to aksjomaty demokratycznego państwa i społeczeństwa. Ale de Tocqueville żył w czasach, gdy bezpieczeństwo wspólnoty i wolność jednostki pojmowane były od wieków tak samo. Dopiero powstanie nowoczesnego pojęcia demokracji, a w ostatnich dziesięcioleciach globalizacja, zagęszczenie i wzmożenie kontaktów międzyludzkich, nowe technologie ? doprowadziły do przedefiniowania wartości. W tym pojęć bezpieczeństwa wspólnoty i wolności jednostki.

    Wolna jednostka w bezpiecznej wspólnocie? A jednak to możliwe. Powoli obojętniejemy przecież na publiczne ujawnianie faktów z prywatnego życia. To, co staje się powszechne ? przestaje być niezwykłe. Wszyscy mówimy i robimy mniej więcej to samo. Ba, nawet nasze poglądy nie różnią się tak bardzo. Tyle, że zdaliśmy sobie z tego sprawę dopiero niedawno, gdy informacje o nas i o naszym życiu stały się publiczne. Kiedyś człowiek przekonany był o swej wyjątkowości. I niebezpodstawnie. Brak dostępu do informacji i znikoma skala ich rozpowszechnienia wykluczały . . . właśnie ich powszechność.

    To, co było nie do pomyślenia kiedyś ? teraz, gdy dominuje egalitarna, popularna kultura masowa, uważane jest za normalne i nie budzi większych oporów. Jeszcze niedawno stawiano weto planom monitorowania miejsc publicznych, a dziś najdokładniej monitorowane są skupiska ludzi w państwach najbardziej demokratycznych (np. Londyn). I większość się z tym zgadza. W imię bezpieczeństwa. Podobnie dzieje się w kwestiach obyczajowych. Jeszcze dla naszych dziadków i babć, a może nawet rodziców, niewyobrażalne było całowanie się w miejscach publicznych. Dziś jest to czymś normalnym, a zażenowanie przeniosło się na widok całujących się publicznie mężczyzn. To tylko kwestia czasu, gdy i u nas ten obraz spowszednieje. To tak, jak z ingerencją mediów w życie prywatne: kiedyś była ograniczona do prasowych artykułów (bez fotografii!), w formie bardzo konwencjonalnej i ocenzurowanej, a dziś tylko najbardziej drastyczne ujawnienia budzą sprzeciw. Ale nie na długo. Przyzwyczajamy się, a sprzeciw trwa tylko tak długo, jak długo ujawniane zachowania i poglądy objęte są kulturowym tabu. W miarę jak wyzwalają się spod tego zakazu, a tym samym ich ujawnienie przestaje zagrażać jednostce ? inwigilacja przestaje być transgresją. Być może nawet, że społeczne ujawnienie jest jedyną drogą do likwidacji społecznej represji.

    A co z tym bezpieczeństwem? WROGOM społeczeństwa demokratycznego wytrącona zostanie z ręki ich broń: SZANTAŻ powoływaniem się na o prawo (sic!) do ukrywania swej działalności PRZESTĘPCZEJ pod pozorem ochrony prywatności. Oczywiście, wymaga to zmian kulturowych: lęk przed inwigilacją to głównie lęk przed celem, w jakim jest ona obecnie używana przez WIĘKSZOŚĆ, uzurpującą sobie prawo wykluczania i dyskryminacji za wiele zachowań i postaw (a nawet ich kryminalizacji i penalizacji) tylko dlatego, że ujawnia je lub zdaje sobie z nich sprawę MNIEJSZOŚĆ.
    Ale, gdy w bezpiecznym społeczeństwie demokratycznym to właśnie wielość mniejszości stanowić będzie, bezpieczną już, większość – tam znikna fobie wywołane wstydem i poczuciem zagrożenia ujawnieniem nietypowych zachowań, preferencji, upodobań czy zwyczajów.

    Więc nie walka z inwigilacją, tylko walka z homogenicznym społeczeństwem. W wolnym, zróżnicowanym społeczeństwie obywateli przestrzegających demokratycznie ustalonych praw nie ma powodu z niczym się ukrywać i nie ma miejsca na naiwną obronę cynicznych przestępców, używających tych praw w wojnie z tymże społeczeństwem.

    Bo pamiętaj, co powiedział Vaclav Havel: „najbardziej z demokracji cieszą się jej wrogowie”.

    Nie dajmy się im cieszyć.

  38. filologia pisze10:54.
    A może jednak „co”- kogo?, co?: szukam.
    Pozdrawiam w ten piękny jesienny dzień.

  39. @”Kartko….” z dn. 8.10.2010. h;16.32. i h:22.52.
    Masz rację. To jest takie „pełzające dozwalanie na zło”, które nas coraz bardziej „przytula”. Moim zdaniem to jest z jednej strony uciekanie w subiektywizm i indywidualizm (komercjalizacja naszego sumienia i podejścia do życia *), a z drugiej strony – to niemoc intelektualna do wyjścia poza opłotki swego indywidualnego doświadczenia, swoich przyzwyczajeń i schematów myślowych. To typowy trybalistyczny (to za K.R.Popperem) sposób pojmowania relacji między ludzkich: nasi – „Inni”. Onegdaj wydawało mi się, że miarą inteligenta (w polskim wydaniu) jest właśnie umiejętność przekroczenia tych granic – o których piszę wyżej. Po 1989 r nie mam złudzeń. Etosowo-styropianowa inteligencja (w większości wypadków) stanowiąca (choć teraz mocno w to wątpię) clou tej warstwy/grupy/plemienia (do wyboru) społecznej rządząc utraciła zarówno legitymację swej etyczno-moralnej przewagi jak i busolę swoich dawniejszych nauk i drogowskazów.
    „Kartko….” – kto z tej grupy znalazł się odważnym aby np. bronić A.Leppera – legalnie wybranego i urzędującego v-ce premiera – gdy został poprzez prowokację (ohydną, anty-demokratyczną, zaprzeczającą prawu i dobrym obyczajom w życiu publicznym) – bo „nie nasz”, bo „burak”, bo „gumofilce” i intelektualny „troglodyta” ?
    Dlaczego „guru” inteligencji w tym dawnym mniemaniu A.Michnik wówczas nie rąbnął artykułu nt.temat w GW – jak to miało np. wobec podejrzeń Oleksego (naciskano i radzono mu ustąpienie – co się stało – ale post factum tylko A.Małachowski przepraszał b.Premiera za szkody moralne mu wyrządzone; A.Michnik dziwnie milczał wówczas i później – przy Lepperze, przy Cimoszewiczu).
    Tak się łamie nie tylko kręgosłup państwu prawa, ale zaprzecza się swoim, wcześniejszym, wzniosłym i podniosłym hasłom o podtekstach etycznych, moralnych, filozoficznych itp. Podobnie było z Tymińskim, Oleksym, Cimoszewiczem – bo „nie-nasi” !!!! Ale prawo jest jedno – i tu tkwi właśnie sedno sprawy. Dziwne, ta warstwa/grupa/plemię (do wyboru), taką miłością pała do porządków amerykańskich, ale to werbalizm i czysta retoryka (czyli oszustko – bo nijak to się ma z rzeczywistością i praktyką): dlaczego tworząc zręby III RP nie „poszli” drogą Madisona, Jeffersona, Waszyngtona i Franklina ? W przedmiocie stanowionego (i zabezpieczającego interesy „Innego”) prawa ? Nie wiedzieli ? Nie chcieli (mimo tej miłości – czyli ta miłość była powierzchowna, na użytek „ludu” góralskiego i nadwiślańskiego zasiedlającego Green pointy i Jackowa) ?
    Te 20 lat demokracji w Polsce oprócz wielu innych procesów, przyniosło jeszcze „seppuku” tej grupie/warstwie/klanowi (do wyboru) – w wymiarze intelektualnym i futurystycznym (co polska inteligencja może/umie/chce zaprezentować młodym ludziom nad Wisłą i Odrą na przyszłość – bo na pewno nie są to pielgrzymki do Częstochowy, obchody rocznic – katorżniczych z historii tego kraju, bezkrytyczne i bałwochwalcze kulty kolejnych Wielkich (?) Polaków: JP II, L.Kaczyński, Bor-Komorowski itp.) Czy w tej propozycji jest tylko emigracja zarobkowa ? Bardzo to twórcze i odkrywcze wizje !
    Te 20 lat demokracji w Polsce pokazało też „płaskość” i „wyblakłość” intelektu polskich elit. Jeśli najznamienitszy Uniwersytet w Polsce plasuje się w gradacji światowej na bodajże 455 miejscu – to mówi samo za siebie. Co możemy dać „Innym”…..
    Ponoć „naganiacze” z UJ-tu – szacownej i nobliwej uczelni – pojechali na „łowy” po studentów na Daleki Wschód: o Chinach, Korei pd czy Japonii nie ma mowy – mają swoje uczelnie, lepsze i bardziej nowoczesne. Zaś Mongołowie wolą jechać (bo ta uczelnia jest w owej klasyfikacji wyżej niźli wszystkie polskie „alma mater”) do Kazachstanu/Astany. I to jest wymiar kulturowo-cywilizacyjno-intelektualny poziomu „tu” panującego. Dymy, kadzidła, rocznice, biskupi, Najświętsza Panienka na czele, a lud za nią i ze swoimi pasterzami (cokolwiek pod tym słowem rozumieć – mogą to być tak samo duchowni jak i np. inteligenci i inni szlachetni „fuererzy” – bądź osobnicy np. z rzędu 44 – na białym koniu).
    Pozdrawiam.
    WODNIK53

    * – Paul Ricoer w dyskusji z Michaelem Rocardem (l’Esprit bodajże z2001 roku z maja – nie che mi się szukać) powiedział znamienne słowa: czy w dalszej perspektywie powietrze też będzie na sprzedaż (zgodnie z zasadami popytu, podaży i siły nabywczej indywidualnej kieszeni) ?

  40. Wodniku53 – „Powietrze z Ziemi Świętej” można kupować w metalowych puszkach jako pamiątkę z pielgrzymki!!!
    Dowiedziałam się tego, gdy w ciszy i skupieniu leżeliśmy w grocie solnej w dolnośląskim kurorcie z moim szkolnym kolegą i jego żoną, którzy przyjechali z Izraela na wypoczynek. Kolega zniecierpliwiony przedłużającym się bezruchem i ciszą w pewnej chwili nie wytrzymał i wypalił; Powietrze z Ziemi Świętej!!! Ja nie wiedziałam o co chodzi, a kiedy mi to wyjaśnili, to całe skupienie diabli ponieśli gdzieś hen… hen!

  41. Mw
    Twój wywód mnie rozbroil – rozumiem, że chcesz mnie za pomocą przedstawienia obiektywnych tendencji cywilizacyjnych oswoić z myślą, że jestem i będę w najbardziej nawet intymnych sytuacjach podglądany i podsluchiwany. Wizja świata ktorą przedemną roztoczyłeś jak jak marksowski raj – istna komuna hippisowska w której wszystko jest wspólne a ludzie nie mają sekretów. Eufemistycznie spólnotą ten cud nazywasz. Ja to samo określam wprost jako totalitarne panstwo.
    Jak widać podsłuchy Ci nie przeszkadzają, bo nie masz nic do ukrycia. Zastanawiam się więc tylko czemu przeszkadzała Ci inwigilacja i podsluchy pis-owskie. Czemu nie mogłeś się z tym wówczas pogodzić skoro Ci to już dziś nie przeszkadza? Czyżbyś był wtedy innym człowiekiem?
    Piszesz, że społeczeństwo nie ma nic przeciwko temu. Muszę Cię zmartwić – społeczeństwo będzie mialo coś przeciwko temu gdy np zmusi się służby specjalne do informowania właścicieli numerów telefonicznych, że byli podsłuchiwani. Są projekty aktów prawnych mówiące o tym, że zapisy podsłuchów niewykorzystane procesowo powinny być komisyjnie niszczone a podsłuchiwani ludzie o tym fakcie powinni być powiadamiani. Już widzę oczami wyobraźni te setki tysięcy ludzi myślących w bezsenne nocy o czym przez telefon pletli w trakcie podsłuchów. Czy do kochanek nie dzwonili, czy zastanawiali się z ksiegowymi jak podatków uniknąć, czy nie zamawiali jakiegoś rozweselającego ale zakazanego specyfiku? Zaręczam Ci, że taki prosty zabieg zmieni gruntownie nastawienie społeczne wobec tych orwellowskich praktyk. Przypomnij sobie stan psychiczny ministra Drzewieckiego, skarbnika Twej ulubionej partii po ujawnieniu jego prywatnych rozmów. Przyznam, że swym oburzeniem rozbawił mnie wtedy setnie – jak to powiedział o Polsce … . Dziki kraj – chyba. Minister dzikiego kraju.
    Tak więc wierzę w zmiane, która przymusi rząd (może nawet Donalda Tuska?) do ujawnienia a potem zakazania tego typu praktyk.
    Wiesz, ja mam wstręt do podsłuchów, bo esbe podsluchiwala telefon moich rodzicow. Oni się tego domyślali, więc z telefonu korzystali tylko w niezbędnych przypadkach. Mnie też tego nauczyli – nie lubię telefonów.
    No, nic na to nie poradzę – uważam podglądanie i podsłkuchiwanie za obrzydliwe praktyki. Sądzę, że szkoda twoich zdolności i erudycji do uzasadniania tego typu szamba.
    Pozdrawiam

  42. Kartko 17:26

    Już odpowiadam.

    1. Przeciwny byłem inwigilacji PiS-owskiej dokładnie z tego powodu, jaki wyłuszczyłem: używano jej do ostracyzacji przeciwników (tj. wyklętej grupy społecznej, bez względu na to, jak dużej). W przypadku inwigilacji używanej przez system demokratyczny (a więc takiej jak używana jest w cywilizowanym świecie, a powoli coraz bardziej przez obecne rządy, choć przyznaję – daleko im jeszcze do cywilizowanych standardów) jestem znacznie mniej zaniepokojony, że informacje zebrane przez inwigilację będą używane do prześladowań, czy w ogóle do działań nielegalnych, w tym także, że będą wyciekać, służąc tradycjonalistycznej części społeczeństwa do ostracyzmu wobec niekonwencjonalnej mniejszości. Jestem też zdania, że ta obecna inwigilacja jest (i będzie coraz bardziej) używana do tępienia działań rzeczywiście godzących w bezpieczeństwo społeczne i że będzie używana pod demokratyczną kontrolą (choć to długi proces, ale – jak pisałem – jestem cierpliwym ewolucjonistą).

    2. To się wiąże z drugą kwestią przez Ciebie poruszoną. Oczywiście, że społeczeństwo będzie miało „przeciw”. I to długo jeszcze. Tak długo, jak zachowania niekonwencjonalne będą nielegalne, lub oceniane jako nieetyczne, czyli po prostu jak długo będą zachowaniami … niekonwencjonalnymi właśnie (czyli mniejszościowymi). Tak długo też, jak długo będą przez tak się zachowujących za takie uważane (wiadomo: na złodzieju czapka gore. Albo: uderz w stół, a nożyce się odezwą). Wiele zachowań, których intymności bronimy w przeświadczeniu o ich jedyności, wyjątkowości, jest w istocie tak zwykłych jak oddychanie lub puszczanie bąków. Ale dopóki mamy wrażenie, że współżyjemy z naszymi żonami i sekretarkami tylko my i nikt inny na świecie tego nie robi – oczywiście, że nie będziemy chcieli tego ujawniać. Ale oddychania, jedzenia (nawet mlaskania przy jedzeniu!) i sikania pod drzewem w lesie już się nie wstydzimy.

    3. Co do oszukiwania podatkowego czy zamawiania zakazanego specyfiku – bardzo się cieszę, że myśl o podsłuchach będzie spędzać sen z oczu ludzi tak się zachowujących, nawet jeśli jest ich 95% (u nas). Dopóki oszustwa podatkowe i używanie zakazanych specyfików jest niezgodne z demokratycznie ustanowionym prawem – dopóty uważam, że państwo, w interesie bezpieczeństwa społeczeństwa to prawo stanowiącego ma prawo i obowiązek stosować wszelkie metody w ramach tegoż prawa. To społeczeństwo decyduje, jak to prawo ma wyglądać. Jak widać jest całkiem rozsądne (rozsądniejsze niż wielu piszących na tym blogu), bo domaga się racjonalnych ram ograniczających, a nie jakiegoś utopijnego zlikwidowania mechanizmów gwarantujących bezpieczeństwo, w tym inwigilacji. To społeczeństwo nie jest takie głupie, jak by się na pozór wydawało.

    Całe szczęście, że zajmuje się ono praktyczną stroną problemu i w swej masie nie dba o przylepianie łatek (orwellowski świat, komunizm, nazizm, totalitarne itp.)

    Podsłuchiwanie i podglądanie istotnie jest obrzydliwe – jako zachowanie w towarzystwie. Ale stosowane przez demokratyczne państwo, dla ochrony demokratycznego społeczeństwa, pod ochroną prawa stanowionego demokratycznie – jak najbardziej. Najbardziej przeciwni są mu ci, którzy mają coś do ukrycia. Najczęściej z infantylnego wstydu (niestety uzasadnionego wsteczną kulturą), tylko znikoma mniejszość – w przestępczej intencji.

    P.S. Rozumiem Twoich rodziców: to przypadek wielu naszych rodziców, wyjaśniłem mój do tego stosunek w pkt. 1. Ale Ty mógłbyś już się tego oduczyć – Ty nie żyjesz dziś w esbeckim państwie. Chyba nie obawiasz się, że ABW, CBA, CBŚ albo kto tam jeszcze upubliczni np. podsłuchane Twoje rozmowy, kiedy flirtujesz z sąsiadką, co? A z księgowym po prostu nie umawiaj się, jak nie płacić podatków, tylko je zapłać, do diabła… Kto nie płaci podatków nie ma nic do gadania w państwie (Anglicy wiedzieli to już chyba 400 lat temu).

  43. Mw
    Tobie naprawdę nie przeszkadza, że ktoś może słuchać na przykład Twoich intymnych, miłosnych rozmow? Że ktoś może czytać Twoje osobiste listy? Nie masz potrzeby zachowania poufności swoich rozmów? Nie wiesz co znaczy rozmowa w „cztery oczy”? Tobie nie przeszkadza aura szpicla unoszącego się nad Twoim życiem? Ty nie tylko się na to godzisz ale najwyraźniej Ci to odpowiada. Niesamowita gotowość do obnażenia.
    Na prawdę mnie zaskakujesz – to juz przekracza wymiar rozmowy o polityce.

  44. @ Tyveog: masz racje, spoleczenstwo polskie staje sie bezklasowe. Ale do tego zdania wkradl sie blad ortograficzny. Powinno byc „bez klasowe”.

  45. Kartka z podróży pisze: 2010-10-09 o godz. 17:26

    Kartko! Uwolnij się na czas czytania mego elaboratu od demonów dzieciństwa. Wyobraź sobie siebie samego zaangażowanego w program oddolny oczyszczenia poniemieckich kamienic brudnych jak na Kubie. Kawa w podcieniach rynku i ruszasz do pracy wśród innych zapaleńców, aby Jelenia nie była szara – bo mimo daltonizmu wiesz, że nie ma szarych jeleni. O programie dowiaduje się prezydent miasta, gdy kończycie pierwszy dom. Żadnych utrudnień w ruchu, żaden magistralny urzędnik nic o sprawie nie wie. Pastor i proboszcz nie wiedzą, o co pyta prezydent. Idą ulicą grupki ludzi i niosą walce rur rynny w waszym kierunku. I ktoś Cię rozpoznaje i cywilni pracownicy policji na swych iPodach wystukują Twój PESEL.
    Wstrząs! Ani Rada Polityczna PiS ani Zarząd Platformy Obywatelskiej nic o samowolnym malowaniu nie wiedzą. I wówczas zauważasz nijakiego faceta nieopodal Ciebie pstrykającego fotki. Następnie widzisz jak w otwartym oknie sąsiedniego domu pojawia się talerz skupiający fale dźwiękowe. Podglądają i podsłuchują Ciebie. Najwyraźniej Ciebie bardziej niż innych. Chociaż, to nie Ty rej wodzisz. Bo już wiedzą, że nie jesteś zniewolony. Zapalasz, nikotyna robi swoje i nie myślisz o odłożeniu pędzla do kubła. Stawiasz sobie to gorzkie pytanie. Czy cofnąć Sie w lokalność sapania M idącej z Tobą pod górkę, czy zgodzić się na inwigilację i prostymi pracami popierać tych, którzy wywiesili transparent: „Tęczowi jelenie witają pozaziemskich!” Niech lecący do was goście wiedzą, że elipsa może być kreślona literami a przenośnia nie potrzebuje nosiłek. Nie powierzą Ci zadania zestawiania harmonii barw boś ich ostrzegł. Ale dali Ci szansę tworzyć marzenie. Tu. Nie Estramadura. Nie Coimbra. Jelenia. Wreszcie z nieśmiałym uśmiechem filuternej wolności od zinstytucjonalizowanej władzy. I to rozdarcie: wciągać kołowrotkiem kubły z farbą wiedząc, że cichociemni śledzą każde pociągnięcie sznura, czy odłączyć się od zrodzonego deus ex machina sprzeciwu wobec beznadziei i tkwić w urazach zasapanego obieżyświata.
    ___
    Mało Cię Kartko znam. Nie znam Twych intymnych stosunków z Lemem. Mnie on pieścił czuprynę swą „Summa Technologia”. Czy masz jeszcze siłę i ochotę marzyć?

    Doporzodowy stary zazdrośnik o talent.

  46. Staruszku
    Rozbroiłeś mnie tą analityką. Dzieki, to bardzo miłe a zarazem puczające.
    Ale kto z nas chce by czytano jego brudnopisy, zapiski, mysli? Dzielimy się tym co chcemy ale nie wszystko przecież jest na sprzedaż.
    Podrawiam, jestem pod wrażeniem.

  47. Kartko 21:07

    O, właśnie. Bo polityka to tylko jedno z uzewnętrznień czegoś znacznie bardziej podstawowego. Nic nie zmienimy w polityce (NIC!) nie zmieniając tego, co „wykracza poza politykę”. Nie łudź się. Pozostając tym, kim jesteś, będziesz miał zawsze tę samą politykę, z którą (wydaje Ci się, że) walczysz. Pozostając konwencjonalny, będziesz żył w konwencji. Nawet ta walka jest konwencjonalna w swym sentymentalizmie.

  48. mw,

    po przeczytaniu Twojego wpisu łatwo zrozumieć jak rodzą się niewolnicy.

    Oraz tyrani.

    Dzięki za tę lekcję. Warto Cie czasem czytać.

  49. ANCA_NELA, właściwie nie chciałem już na ten temat pisać, ponieważ raport w POLITYCE mnie osobiście nie dotyczy ze względu na wiek i na płeć. Zawsze byłem zdania, że to kobieta, przyszła matka musi decydować, bo to głównie ona będzie się zajmować dzieckiem, choć jak piszesz i ja się z tym zgadzam, że do tego trzeba dwojga. Jak się okazuje w praktyce, ci którzy mają najmniejszy wkład w urodzenie i wychowanie dziecka, mają najwięcej do powiedzenia w kwestii aborcji. Ich zainteresowanie jednak ogranicza się do aktu poczęcia, narodzin, no i jeszcze umierania, a środek ich zupełnie nie zajmuje.
    Osobną sprawą jest in vitro, gdzie nie sposób ustalić z przeciwnikami tej metody początku życia człowieka, ponieważ nie widzą różnicy pomiędzy możliwością (potencjalnym życiem) i spełnieniem ( narodzinami życia).
    @Danka, możesz mieć oczywiści swój pogląd na sprawę aborcji i in vitro, ale to nie to samo co wiedza. Mylisz się co do dzieci tak poczętych i urodzonych, one są przeciętnie zdrowsze od reszty populacji – to wynik specyficznej selekcji, w której słabe zarodki giną. Natura robi to samo, choć nie jest aż tak szczegółowa. Co do dzieci rodzonych z potwornymi wadami, radziłbym zapoznać się z porównaniami Polski do Europy – są szokujące, zapewniam cię. Dlaczego? Nasi medycy – niejednokrotnie z cenzusem naukowca – chlubią się, że np. w okręgu lubelskim przeprowadzono za ubiegły rok jedno badanie prenatalne!!!!!! Dodam jeszcze, że ci urodzeni i zdrowi, szybko się w Polsce starzeją i w wieku gimnazjalnym ich stan zdrowia jest porównywalny do 60 latków – to też z raportu POLITYKI.

  50. dzikosc Polakow ? nazwalbym to genetyczna esbeckosc tego narodu. Gdzies slyszalem, ze Niemcy robia wszystko doskonale -mieli doskonala 3 rzesze-mordercow swiatowych, mieli doskonaly komunizm w nrd, maja teraz doskonala demokracje w rfn. Coz mamy my – sa miasta, w ktorym najlepiej wykszatlcila sie sbecja, potem zoologiczni antykomunisci, teraz tworcy najbardziej niemozliwachy teorii spiskowych.
    Polacy kochaja wtacac sie w nieswoje sprawy, sledzic, podgladac, nagrywac – towrzyc podreczne ipn w pracy, w domu, w kamienicy, o wszystkich i o wszystkim. Takie haki i haczyki na innych, lubia dokuczyc plotka, donosem, pomowieniem. Sbeckosc to styl zycia i przezycia, wiedziec jaknajwiecej o sasiadach, rodzinie, a nawet patologii spolecznej -stad rowniez przejmowac te metody szantazu, podsluchu, czytania obcej korespondencji.
    Malo kto koncentruje sie na sobie na wlasnych wadach, kompleksach, a zasciankowosc -w ramach kompensaty szuka i podsluchuje sie u innych. Jedno wielkie cia, kgb, taliban.
    Mlodzi Polacy za granica sa cool, grzeczni, luzni, coraz bardziej europejscy – ma racje autor, ze tamta inteligencja, gdzie jej miara bylo solidne gierkowskie wykszatlcenie , zaszczepiony w prl internacjonalizm, dostrzeganie ze oprocz rodzimych istnieja narody bratnie -wysztlalcily z dzieci robotnikow i chlopow ludzi, ktorzy duzo czytali, rzucali sie na kazda nowinke techniczna, poprostu cos w swiecie i znaczyli i dawali sobie w wiekszosci rade.
    Dzisiaj gdy czytam przedstwicieli srodowiska dziennikarzy, przeciez inteligentow -slucham czasami inteligentow w tv, ludzi utytulowanych ponad miare -jest mi czasami wstyd, ale to chyba moj problem. Moge oceniac z perspektywy, dzsiaj mija 23 lata jak opuscilem ten kraj, nie z przycznyn politycznych, ale wtedy rowniez panowala taka beznadzieja jak dzisiaj, tez taka sbeckosc, zawisc, okrucienstwo natury i ludzi. Wtedy, jako mlody czlowek z dyplomem wyzszej uczelni w kieszeni – wiedzialem, ze szkoda mojego zycia na ten marazm.
    Tamtejsza sbecja wypuscila mnie bez zadnych lojalek, jeszcze dawali 1 milion zlotych za przpisanie mieszkania na jednego oficera. Wiedzieli juz ze nie wroce, ale dali uciec.
    Tak wyrwalem siebie i cala rodzine z polskego piekla, ktrore mimo zmiany systemu, doklada do pieca, az huczy. I tak napewno pozostanie nastepna pareset lat, bo zawsze tak bylo. Ten kraj jest -moim zdaniem niereformowalny, zabojczo inercyjny i watpie czy kiedykolwiek znajda sie sily, aby go zmienic z kraju sily najemnikow robotniczych dal zachodu w cos wiecej.
    Jak widze kuleje wszystko – system oswiaty, system prawny, system wolnej gospodarki – Polak skazany na Polaka to katastrofa.
    pozdrawiam

  51. Kartko z podróży:

    Trochę obcesowo zakończyłem moją ostatnią odpowiedź (wpis o 21:51 wczoraj, czyli w rzeczywistości o 22:51), a to dlatego, że w tym momencie miał miejsce we Włoszech DRAMAT!
    Brazylia przegrała swój trzeci set w półfinale MŚ w siatkówce, po dwóch gładko wygranych! Generalnie pasjonuję się tylko piłką nożną, ale w tym wypadku doszło do „wojny światów”. Drugi półfinał wygrała Kuba. Gdyby Brazylia (obok Kuby) weszła do finału, to potwierdziłaby hegemonię Nowego Świata nad naszym (w sporcie…). W piłce nożnej, sporcie plebejskim, to nic nowego. Ale siatkówka jeszcze nie tak dawno była sportem akademickich dżentelmenów i dopiero ostatnio stała się pełnoprawnym członkiem masowej kultury popularnej. Więc dlatego szybko (i nieco bezrefleksyjnie, przyznaję) zakończyłem odpowiedź na Twój wpis i całą już uwagę poświęciłem siatkówce. Wygrała w końcu Brazylia.

    Ale do rzeczy: pisząc o konwencjonalnym podejściu do miejsca polityki w kulturze i jej związkach z psychologią, w istocie pisałem (jak i w poprzednich komentarzach, zapewne zauważyłeś) o bardzo odległej przyszłości, nieomal przedstawiałem wizję utopijną.

    A Ciebie przecież obchodzi tu i teraz, nie dumasz o tym, JAK powinno (czy mogłoby) być, ale o tym, czego się boisz dziś (esbeckiej inwigilacji, czy generalnie nadzoru społeczeństwa nad jednostką. Bo rozumiem, że jesteś – podobnie jak wielu tu komentujących – przeciwnikiem każdego nadzoru, z definicji, a nie tylko takiego jak za esbecji czy PiS, a więc służącego nie bezpieczeństwu społeczeństwa, ale walce ze społeczeństwem).

    Zastanawiam się, czy nie ma w tym sporej dozy Twojej naiwności. Twój sprzeciw wobec jakichkolwiek prawie form nadzoru społecznego (realizowanego przez państwo) nad jednostką nie zagrażałby bezpieczeństwu tylko wtedy, gdyby wszyscy byli tacy jak Ty: inteligentni, pełni dobrej woli idealiści o łagodnie tylko anarchistycznym nachyleniu, miłośnicy bliźniego, dopóki za bardzo się nie zbliża.
    Ale oprócz takich, są przecież zbrodniarze i przestępcy, pedofile i złodzieje, malwersanci i łapówkarze, krwawi rewolucjoniści i zapiekli mizantropi, fundamentaliści gotowi swe idee fix wprowadzać w czyn, ale i bezbronne ofiary szantażu i manipulacji ze wszech stron. A przede wszystkim – ludzie bezdennie głupi, potencjalne ofiary wszystkiego i wszystkich.

    Ktoś musi tego pilnować, w imię bezpieczeństwa ogólnego. Nawet ucieczka daleko od tego wszystkiego, na jakąś górkę na rubieżach kraju, rezygnacja z udziału w życiu publicznym (choćby przez odmowę udziału w wyborach) – nawet to nie uchroni przed bezwzględnym wykorzystaniem ze strony wrogów społeczeństwa (i jednostki). Poza tym, nie hołdujesz chyba postawie Kaina, który pytał: „czyż jestem stróżem brata mojego?”, chcąc uniknąć ODPOWIEDZIALNOŚCI.
    Taka ucieczka w naiwną i nieco „kawaleryjską” indyferencję, pozorne niezdawanie sobie sprawy z obecności zła i wobec tego brak poparcia dla mechanizmów to zło kontrolujących – a więc taka postawa znana jest nawet w psychologii pod nazwą „belle indifference”. Takie histrioniczne lekkoduchostwo. Jak widzisz, nie da się polityki (ani nawet dyskusji o niej) oddzielić od tego, co „wykracza poza politykę”.
    Nie idź ta drogą, Kartko! (że użyje sformułowania jednego z naszych wieszczów).

  52. Kartko:

    Jeszcze jedno. Teraz dopiero przeczytałem wpis Staruszka 21:17 do Ciebie. To ilustracja jednej z przyczyn tego „zamieszania”. To, co ktoś widzi jako żart, inny bierze na serio. I odwrotnie. Trudną rzeczywistość, wymagająca jednak rozwikłania, wielu traktuje żartobliwie, jak kabaretowy dowcip. Każda z tych postaw sama w sobie i dla jej zwolennika ma niewątpliwie same zalety. Ale jak to pogodzić i zmieścić w praktyce (jak pytał inny wieszcz)?

  53. @advocatus,
    bezklasowe. Było dobrze.

  54. Obawiam się, że inwigilacja jest immanentną cechą rozwoju społecznego.
    Im bardziej rozwinięte społeczeństwo, tym jej stopień będzie większy…
    Alternatywą byłoby społeczeństwo osiadłe, wiejskie, z silną kontrolą społeczną.
    Eksperyment z Dekalogiem trwa, choć nie przynosi skutków. Biblijny Anioł Stróż przybierze formę elektroniczną? Już teraz komórka może pozwolić namierzyć każdego człowieka, Co będzie, gdy stanie się obowiązkowa? Sprzężona z konkretnym człowiekiem? Rejstrująca jego wypowiedzi?……

    Chipy dla psów i kotów już są, czas na ludzi?
    No i odwieczne pytanie- kto będzie kontrolował kontrolujących? Czy władza oprze się pokusie wykorzystywania zdobytych przez Służby danych?
    Stawiam na „homo homini lupus”….

  55. Wypowiedział się Pasterz…..
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8487474,_Kosciol_nie_chce_takich_obroncow_jak_J__Kaczynski_.html

    A „owieczki” jakieś takie krnąbrne……
    Ktoś celnie zauważył, że PiS zjada swoje przystawki. Ciekawe, czy danie Kościół zostanie strawione, czy nie jest zbyt dużym kąskiem…..
    Na razie, potężne kęsy autorytetu zostały z Kościoła wyszarpnięte.
    Nic już nie będzie- dzięki Kaczyńskiemu- takie jak dawniej. Może trzeba mu podziękować za wywołanie kolejnych kontrowersyjnych tematów?
    Dechrystianizacja dzięki PiS……kolejny paradoks historii…..
    Oni potrafią wszystko spieprzyć……

  56. Nie kupiłem sobie gazety w czwartek i teraz czekam aż się wywiad z E.Rylskim w necie pokaże.
    Z wypiekami można powiedzieć, bo uwielbiam jak ludzie zmieniają zdanie na tematy polityczne.
    Mam nadzieję, że i zdjęcia tam są bo chętnie bym jego głupią minę zobaczył.
    Może to i małostkowość ale co poradzę,mam frajdę.
    Na razie woltę Rylskiego znam z drugiej reki,od red. Passenta i tutaj co nieco można wyczytać.
    Ale czy na pewno E.Rylski zmienił poglądy?
    Chyba raczej PiS go rozczarował.
    No i nowa książka się ukazuje, a jakiemu autorowi nie zależy na jej sprzedaży?
    Etykieta pisiora nie zwiększa nakładu wiec byłbym ostrożny w wychwalaniu pod niebiosa tej jego metamorfozy.

    Co do inteligencji, to rzeczywiście nie ma takiej grupy społecznej i chyba nigdy nie było.
    Fenomen Unii Wolności nie zasadzał się na jej inteligenckości,to moim zdaniem etykieta którą jej przylepiono a przeciwko której nie bardzo jej członkowie i sympatycy protestowali.W końcu dla kogoś kto się za inteligenta uważa to nie było obraźliwe choć w ustach wielu jej przeciwników za inwektywę miało uchodzić.
    Fenomen UW opierał się na jej stosunku do polityki.
    Wtedy, kiedy środowiska niepodległościowe, później skupione w Unii zajęły się polityką,udział w niej nie wiązał się z apanażami i stanowiskami. Wręcz przeciwnie,wiązał się z represjami a czasem wiezieniem.
    Tak wiec ludzie ci bez wyjątku kierowali się w polityce ideałami, gdzie nie było miejsca na osobisty interes.Interes państwa się liczył i dzięki temu nie tylko odzyskaliśmy niepodległość ale i udało się na początku przemian skierować Polskę na tory demokracji i wolnego rynku.
    Ale to był stan nadzwyczajny i nienormalny.
    Po zniknięciu wspólnego wroga doszło do nieuniknionych podziałów i scena polityczna się podzieliła tak jak podzielone było i jest społeczeństwo.
    To nie politycy dzielą społeczeństwo, tylko społeczeństwo sobie wybiera reprezentantów którzy mówią jego głosem.
    Zaczął się negatywny dobór do polityki.
    Władzę zdobywa się dla korzyści osobistych wiec utrwala się podziały w społeczeństwie aby zapewnić sobie poparcie.
    Głos człowieka wykształconego tyle samo jest wart co ciemnego luda.
    A ciemnym ludem się łatwiej manipuluje, łatwiej go zjednoczyć wokół populistycznych haseł.
    To nie Jarosław Kaczyński jest problemem polskiej polityki.
    Problemem jest ta masa towarzyszy szmaciaków wokół niego, którzy w nim upatrują szansę na dorwanie się do konfitur jakie daje władza.
    On jest tylko narzędziem w ich rekach.
    Zresztą nie lepiej jest w innych środowiskach politycznych.
    Tam mamy do czynienia z tym samym mechanizmem.
    Tylko target sobie inny wybrali.
    A wszystkich łączy jedno.
    Nie dopuścić do koryta nowych, żeby tortem się nie dzielić.
    Stąd niechęć do korpusu służby cywilnej,co wyraźnie pokazał PiS jak był u władzy likwidując go a w jego miejsce powołując jakiś jakiś polityczny twór którego nazwy nie pamiętam.
    Czy PO coś mówi o jego przywróceniu?
    Stąd niechęć do prywatyzacji i wyprowadzenia z przedsiębiorstw polityków.
    Rząd PO zmuszony do zasilania budżetu pieniędzmi z prywatyzacji prywatyzuje,ale tak aby władzę nad prywatyzowanymi przedsiębiorstwami zachować.
    Stąd ustawa o finansowaniu partii politycznych aby czasem jakaś konkurencja się nie pojawiła.
    Tu nie ma sporów politycznych.

  57. Kartka z podróży, mw, staruszek
    Ciekawa i wzajemnie inspirująca jest Wasza polemika.
    Pozdrawiam Panów serdecznie.

  58. Szczerze mówiąc, do minionego dwudziestolecia bardziej by pasował kawałek Magic Carpet Ride tegoż zespołu.

  59. marit 10:13

    Wydaje mi się, że „Advocatus Diaboli” miał jednak na myśli społeczeństwo „bez klasowe”, tzn. BEZ KLASY.

  60. @Kartka przed kolejną podróżą

    Do wiadomości: mw

    Mam spory kłopot. Gdy czuję się niezrozumiany, to walczą we mnie bestie emocji.
    Wykładać kawę na ławę brnąc w już zaprezentowany pomysł być może z lichej tkaniny myśli utkany? Uznać, że wątek jest oboczny, a ja nic nowego nie wnoszę; nie wracać i nie zamulać? Bronić idei innym doborem słów?
    Narazić się na zarzut obrazy inteligencji ze strony adresata cenionego i lubianego przeze mnie?

    mw mi pomógł, więc kartko będzie łopatologicznie.

    Ściana zachodnia Polski jest obrzydliwie brudna. Ona sprawia wrażenie, jakby Pawlak i Kargul i już odminowali pola i uprzątnęli gruz, a jeszcze nie pobielili domu. A tymczasem dorosły wnuki Pawlakowo-Kargulowe. Nie śmieszy ich ani Bareja, ani Jaś Fasola. Przez sieć zamówili i DHL im dostarczył „Wakacje pana Hulota” i inne muzealia. Na ich półce stoi prawie broszurowy zarys estetyki Croce i wiedzą, kto jest jego zięciem. I strasznie ich smuci pasywność Łemków i innych przesiedleńców i zgoda na ten brud. Nie chcą gardłować przeciw Erice. Jako ciekawostkę przyjęli wdzięk uprzemysłowionej drogi do Compostelli. Oni nie wołają lekko wypalonych. Oni spokojnie, bez krzyku, z drwiną z przygłupów i z uśmiechem zaczerpniętym od Skrzyneckiego pytają siebie samych: „Robimy imprezę i malujemy?” I zrezygnowali z Hurgady, zakupili farby, wypożyczyli rusztowania, zsynchronizowali urlopy i zaczęli malować. Bo jeden z nich w zeszłe wakacje był nad jeziorem Białym koło Włodawy. I odwiedził lessowe Piekiełko koło Zamościa. I bez piany w ustach, bez goryczy, bez pretensji do tych na Wiejskiej i w Alejach Ujazdowskich po powrocie powiedział: „Skończmy z tym współczuciem biedzie ściany wschodniej. Pomalujmy te nasze ponieniemiecke slumsy. I gdy farba wyschnie obfotografujemy i bez podpisów fotki wyślemy do Merkel z dopiskiem: dla Eryki.

    Nasi sąsiedzi dali nam prawa miejskie, ołtarz Stwosza, Bacha i wiele, wiele.
    I teraz my im pokażemy, ze nie jesteśmy polskim bałaganem.

    I wyszła na spacer Kartka. I młodzieńczy duch przebudowy świata na widok malujących w niej się odezwał. I zapytał, czy może się przyłączyć. I aparat państwowy zaczął czynić małpie odruchy. I śmiali się pod nosem, gdy spin doktorzy starali się rozszyfrować dadaistyczny transparent. I dokończyli ten dom. I opędzają się od innych slumsowych sąsiadów pytających: „Skąd te pastelowe farby połyskujące z boku jak CD?” I domów jest od wczoraj pomalowanych już dwa i pięć w trakcie. Na czytanie blogów pisanych przez skrzywdzonych w PRL będą mieli czas później – o ile pierwsze wpisy ich nie zesmaczą.

    Bo oni nie zamierzają czekać na wymarcie kolaborantów PRLu. Oni mają milczące pobłażanie dla bajeczek o zbawieniu osiąganych na kolanach. Oni nie posyłają MMS do TVN24. Oni tańczą właśnie zorbę.

    Są tacy. To my w ich istnienie wierzyć nie chcemy.

    Tyle tłumaczenia staruszkowego dowcipu.

    Gdy zapisałem już i leżałem w ciemności tapczanu, nie mogłem sobie przypomnieć inwokacji. Już sprawdziłem. Nie taką umieściłem. Oto zamierzona: „Kartko! Odłóż demony dzieciństwa. To Ty je trzymasz, a nie one Ciebie.”

    Z płomieniami w oczach przeszedłem setki kilometrów reportaży z iberyjskiej drogi Kartki do siebie. Z podziwem czytałem relacje, pisane z oczywistą, pozbawioną ckliwości, sympatią do ludzi.

    Z zainteresowaniem czytam wpisy mw.

    Jeśli gdzieś odczytaliście nutę mojego lekceważenia tego, co innych boli, to przepraszam. W głowie i w sercu tego nie ma. To tylko braki warsztatowe.

    Kartko! Kawo-na-ławowo dla pełnej jasności! Nie zamierzam podsłuchiwać Twych myśli i będę Cię przed podsłuchawiczami ostrzegał. Już to, co upubliczniasz to jest więcej, niż inni potrafią pomyśleć.

    Dziękuję za już. Spodziewam się więcej. Nie owijajcie krytyki staruszka w bawełnę. Jest zbyt zahartowany i dumny na to.

    Serdecznie pozdrawiam.

  61. wiesiek59,

    inwigilacja wcale nie jest immanentną cechą rozwoju społecznego. To raczej przyzwolenie na nią stanowi taką cechę. Wystarczy stworzyć fikcyjne zagrożenie, odpowiednio nim manipulować, i gotowe Przy dzisiejszych możliwościach naprawdę nie potrzeba wiele. Najlepszy przykład: USA.

    Pozdrawiam.

    PS. Dzięki za wywiad z Michalikiem.

  62. @mw
    Z przyjemnością czytam blogi „Polityki”, a Twoja dyskusja z „Kartką…”, to cymesik. Odnoszę jednak wrażenie, że Twój idealizm zahacza o naiwność (chyba, że nie mieszkasz w Polsce). Inwigilacja i podsłuchy powinny być natychmiast „wzięte za mordę”, bowiem wyjątkowo służą walce z przestępczością. Standardowo służą walce politycznej. Decyduje o nich „tępe urzędactwo” (zbiezność z „tępym żołdactwem” zamierzona). Jeśli spojrzy się na jakość „urzędactwa”, to można między bajki włożyć jakieś wyższe cele (typu ochrona obywateli) – najważniejsze będzie uwalenie potencjalnego konkurenta. Wynika to z naleciałości historycznych w naborze na funkcje urzędnicze. Ambitne nieudaczniki (ktokolwiek coś potafi, znajdzie sobie drogę bardziej samodzielną) mianowane na zasadzie „krewnych i znajomych królika” mają być tylko posłuszne 🙂
    A Ty marzysz, żeby takie indywidua, bez ścisłej kotroli społecznej decydowały o podsłuchach itp. Idea jest O.K., ale nie tu i teraz.
    Dla wyjaśnienia: mogłem napisać z błędami, ale to nie zmienia istoty wpisu (wprawdzie kiedyś – dawno temu popełniłem fakultet z historii, ale uważam się za technokratę).
    Bardzo sporadycznie zabieram głos w dyskusji – najczęściej inni blogowicze wyrażą moje zdanie
    Hasło na dzisiaj: Palikot na premiera !!!! (może wtedy coś ruszy w tym grajdole).
    Pozdrawiam wszystkich !

  63. „Dzikiej rasie polskiej pisarz wytyka też kłótliwość i niezdolność do uszanowania innego poglądu niż własny, czyli skrajną nietolerancyjność.”

    Spedziwszy polowe zycia poza Polska, w tym prawie caly okres dojrzalosci, ze smutkiem stwierdzam, powyzsza mysl jest calkiem bliska moich odczuc. Tego typu rozczarowania, tak jak zawiedziona milosc, sa zazwyczaj bardzo bolesne.

    Pozdrawiam

  64. Staruszku
    Do buntu namiawiasz. Nie wiem co by Mw na to powiedzial, gdyby tak wszyscy malować zaczęli wszystko – bez odpowiedniego zezwolenia naszych przewodników po skomplikowanym świecie. Tu każdy może malować tylko swoje i po swojemu. Zauważyłem to już dawno, bo gdy przechodzę do Czech to tam wszystko pomalowane jest harmonijnie a tutaj różnie bywa – delikatnie pisząc.
    Radzisz by odrzucić demony dzieciństwa i z zapałem oddać się tylko przyszłości. Od czasu do czasu to robię wyjeżdżając w podróż. Tu jakoś nie potrafię – wiele o tym piszę, staram sie jakoś ten stan niemocy zracjonalizować ale nie udaje mi się. Na co kolwiek nie spojrzę, czego nie przeczytam to wydaje mi się, że już to przeżywałem w dzieciństwie. To tak jak podsluchy. Mw pisze – „niech podsłuchują, muszą wiedzieć co myślimy dla naszego dobra”. I mnie się młodość przypomina, bo już mi tak wtedy mówiono – że to dla moejego dobra.
    Nie wiem jak to się dzieje, że gdy wracam z podróży, przejeżdżam przez granicę to zamiast czuć zapał i energię kulić się zaczynam. Podświadomie gardę wystawiam czekając na ciosy i oczy mam dookoła głowy. Nie wiem, czemu do hiszpanskich policjantow, francuskich żandarmów podchodzę z ufnością a do polskich nie potrafię. Tak jak zauważyłeś – tam mam do ludzi ufność i sympatię a tutaj za diabła.
    Widać mam jakąś psychicznę skazę. Tak jak pisze Mw – niedostosowany jestem po prostu. I już chyba nic z tym nie zrobię.
    Pozdrawiam

  65. Jacobsky pisze:
    2010-10-10 o godz. 16:41
    Pociągnąłbym temat. Każda cywilizacja- według mojej wiedzy- posiadała system kontroli.
    Im bardziej skomplikowana, tym bardziej rozbudowany.
    Piękne jest założenie „prawo moralne we mnie, niebo gwiaździste nade mną”
    Tylko, co zrobić, by prawo moralne zagościło u współobywateli?
    Chrześcijaństwo i Judaizm proponowały Dekalog, Buddyzm- wyrzeczenie się pożądania, Islam drobiazgowo regulujące życie wiernych sury Koranu, religie animistyczne czy politeistyczne gniew Bogów……
    Cywilizacja ateistyczna ma do dyspozycji środki techniczne. Nic co prawda nie zastąpi internalizacji norm społecznych, ale nie widzę innej drogi niż przymus poprawnego zachowania wsparty aparatem represji. Choć i w nim pracują tylko ludzie.

    Natury ludzkiej i chęci posiadania nie da się okiełznać….
    Więc chociaż normy prawne? Anonimowość wielkich aglomeracji sprzyja łamiącym reguły. Nakazy religijne nigdy nie były w pełni skuteczne.
    Nawet Pomazańcy Boży padali ofiarą przemocy.
    Cywilizacja to bardzo cienki naskórek na ciele i umyśle człowieka.
    Widzieliśmy to w Jugosławii, Czeczenii, Bliskim Wschodzie. Ludzi dużo, człowieczeństwa w aspekcie humanizmu, jak na lekarstwo.

    Widzisz inną możliwość dyktowania reguł gry tym, którzy nie przyswoili norm, bądź walczą o przetrwanie?

  66. parker pisze:
    2010-10-10 o godz. 12:20
    Świetny tekst!! Podpisuję się.

    Od siebie dodam tylko, że prześladowania i cierpienia hartowały. Dlatego w Unii Wolności przeważali altruiści i państwowcy.
    Co ma teraz hartować i uszlachetniać naszych „polityków”?
    Walka o władzę i apanaże w gabinetowych i kuluarowych wojnach?

    Kto był zrobiony z g…w latach 1960-1990 odpadał…..
    Teraz nie ma testu na szlachetność materiału z którego tworzą się współcześni politycy……

    Naszemu Ludowi nie spodobała się taka opcja, wybrali Tymińskiego, KPN, ZCHN, i inne partie głośnych przywódców.
    Może dziecięcą chorobę demokracji- populizm, mamy już za sobą?

  67. Kapitalny artykuł!!!
    http://wyborcza.pl/1,75248,8386038,Sasiadom_trzeba_pomagac.html?as=4&startsz=x#ixzz11yorf4rg

    Ciekawe, co na to „nasi okupanci”?
    Szczególnie polecam pani Danusi…….

  68. Kartko 20:00 (do Staruszka):

    Ja, tak jak Ty, też „gdy wracam z podróży, przejeżdżam przez granicę to zamiast czuć zapał i energię kulić się zaczynam. Podświadomie gardę wystawiam czekając na ciosy i oczy mam dookoła głowy. Nie wiem, czemu do (brytyjskich, włoskich, austriackich i kanadyjskich) policjantów podchodzę z ufnością, a do polskich nie potrafię. Tak jak zauważyłeś – tam mam do ludzi ufność i sympatię a tutaj za diabła.”

    I nawet wiem, dlaczego tak się dzieje. To odruchy warunkowe, wytworzone kilku dekadami życia w PRL, w kraju katolickim do kwadratu, i to katolickim w najbardziej obskurancki sposób, w atmosferze lęku bez odwołania.

    I wiem też, jakie tego są dziś skutki. A takie mianowicie, że zupełnie bezpodstawnie oskarżamy i podejrzewamy nasze własne, nowe, wolne państwo o zamiary jak sprzed lat. Na zasadzie odruchu warunkowego.
    Niesprawiedliwie, bezmyślnie, na zasadzie zastarzałych „odruchów kolanowych”, raniąc potwarzami to państwo i siebie.

    Nie tylko ja tak reaguję. Tak reaguje (wnioskuję o tym z wpisów tutaj) większość komentatorów, jak mi się wydaje, ludzi starszej generacji. I ja się do nich zaliczam, i Ty, Kartko. I nic na to nie poradzimy. Smrodzimy tylko młodym, zanieczyszczamy im powietrze i psujemy atmosferę. Czas już na nas chyba, czas…

  69. Mw
    Jak bezpodstawnie? Przecież tydzień temu prawie tysiąc sklepów z jakimś zielskiem zamknięto w jeden weekend. Przecież to nawet Hilary Minc takiej wydajności w zamykaniu sklepów nie miał w czasie „bitwy o handel”. To jak ja mogę do tego z ufnością podchodzić? Tym bardziej, że ci co mieli umrzeć od tych ziół to okazuje się nie od nich umarli. Jak ja mam miec ufność?
    Pozdrawiam

  70. Wiesiek59
    Też na mnie ten artykuł zrobił wrażenie. Widzisz, to jest zupełnie inna perspektywa niż tutejsza. Inny sposób patrzenia na człowieka. Inna argumentacja. Z tego co on mówi emanuje takie poczucie dobrej, spokojnej pewności – dobrego zrozumienia człowieka.

  71. Chciałbym zobaczyć jak Kurski, Pitera i Rymanowski przewracają się ze śmiechu, po przeczytaniu komentarzy uczestników bloga, zamartwiających się o Polskę. Poza kadrem kamery i bez świadomości tego co mówią, pokazali co tak naprawdę myślą i jak nas wszystkich robią w wała. Kurski czuł się przez lata poniżany uposażeniem poselskim niczym nauczyciel Miauczyński w „Dniu Świra”, a taki prezes banku zarabiał kilkakrotnie więcej. Pitera stwierdziła, że dzisiaj już nie ma takich boków jak kiedyś, a afera hazardowa byłaby w latach 90-tych niezauważona. Rymanowski kiwał ze zrozumieniem głową (jego było widać).

  72. wiesiek59,

    myślę, że nie chodzi tutaj o systemy kontroli jako takie, ale o użytek, jaki jest z nich czyniony.

    Każde państwo jako forma organizacji społeczeństwa raczej uniwersalna jeśli chodzi o ludzkość oraz generowane przez nią cywilizacje, a więc każde państwo jest z definicji organizacją przymusową, i jako takie kontroluje to i owo. Cały problem leży w zakresie tej kontroli oraz stopniu jej jawności, a także w sposobach, jakich państwo ima się, aby ograniczyć obywatelom wgląd we własne poczynania. Oczywiście mam tutaj na myśli państwa demokratyczne w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, a nie tyranie.

    Ostatnimi laty nasilają się tendencje idące w kierunku rozpowszechniania działań niejawnych, wyjętych spod kontroli obywatelskiej, sprawowanej w trybie przewidzianym przez konstytucje oraz wynikające z niej ustawy. Z jednej strony mamy wysyp rozporządzeń specjalnych powołujących różne agenty mające na celu powielenie już istniejących mechanizmów kontroli, czyli ich dublowanie (i więcej), rozszerzenie uprawnień w ramach instytucji już istniejących, lub też krzewienie kultury przyzwolenia władzy wykonawczej (a często również dwóch innych władz) na doraźne działania będące na bakier z podstawowymi prawami i wolnościami obywatelskimi. Z drugiej strony rządy blokują jak tylko mogą dostęp do informacji, który to dostęp jest jednym z gwarantów kontroli obywatelskiej nad sposobem sprawowania władzy.

    Nikt nie pyta sie przy tym obywateli czy zgadzają się oni na takie działania – działania idące w prostej linii w kierunku wzmocnienia kontroli, a tym samym ograniczenia swobód obywatelskich. Na ogół obywatele konfrontowani są z faktami dokonamymi, zaś jako usprawiedliwienie zawsze znajdzie się jakaś hipotetyczna groźba lub kolorowy alarm. Raz ograniczonej swobody władza nie oddaje, a więc tym samym krąg zacieśnia się, a nie rozluźnia, a wszystko przy biernej postawie ogółu. To jest właśnie to, co miałem na myśli: ludzie bardzo łatwo dają się otumanić, wstrzyknąć sobie serum paniki, i dzięki temu zgadzają się na oddanie bez walki zdobyczy demokratycznych, którymi do nie dawna szczycono się w niektórych krajach.

    Oczywiście wrodzoną tendencją każdej władzy jest alienowanie się i umacnianie swych prerogatyw w imię tego, co władza doraźnie postrzega jako „interes narodowy”, „racja stanu”, i inne tego typu koncepty – wytrychy, z umiejętnie sterowanymi psychozami społecznymi włącznie. Tendencji tej powinno przeciwstawiać się prężne, świadome społeczeństwo obywatelskie, bo tylko ono jest w stanie zapobiec powyższemu., Ale czy zapobiega ?

    NIe bez przyczyny demokracja przechodzi kryzys – taka jest powszechnie panująca opinia na ten temat. Wystarczy prześledzić frekwencję wyborczą tu czy tam, a więc stopień zainteresowania obywateli tym, co dzieje się wokół nich i co ich bezpośrednio dotyczy aby utwierdzić się w powyższej opinii. Osłąbiając w ten sposób własną pozycję wobec władzy dokonuje się to, o czym piszę: stopniowa erozja wolności obywatelskich, umacnianie się kontroli sprawowanej przez władzę, a wszystko to za biernym przyzwoleniem samych obywateli – potulnych owieczek bojących się wilka złego.

    Przy czym ludzka natura, do której nawiązujesz moim zdaniem nie ma tutaj nic do gadania lub ma niewiele. Trzydzieści lat temu natura ludzka była taka sama, a mimo to np. łamanie poprawek do konstytucji nie przychodziło wtedy tak łatwo czy w ogóle nie miało miejsca tak nagminnie jak to ma miejsce teraz.

    Pozdrawiam.

  73. Ze zdumieniem (lekko tylko moderowanym faktem, że nie pozostało mi już wiele złudzeń co do moich bliźnich) – czytam na tym blogu (i na innych „Polityki” w ostatnich dniach)

    zachwyty wywiadem z Eustachym Rylskim.

    A właściwie zachwyty nim samym, i jego „dobrą, spokojną pewnością” (to akurat ostatnio przeczytałem, ale podobnie, choć nie tak „ładnie”, było w wielu innych komentarzach, a także we wpisach Państwa Redaktorów „Polityki”).

    A cóż w tej postawie Rylskiego mogło tak się spodobać?
    Ano, pewnie to, że powiedzial, iz POPIERA KARĘ ŚMIERCI.

    To tak kręci P.T. Blogowiczów i Redaktorów? Że wreszcie znalazł się ktoś akceptowany kulturowo, nie jakiś oszołom z PiS-u czy innego LPR-u, który mówi, że popiera karę śmierci? No, to hulaj dusza, piekła nie ma. Teraz już każdy może spokojnie przyznać się do tego, że TEŻ POPIERA KARĘ ŚMIERCI! Zawsze popierał, ale bał się do tego przyznać, bo udawał liberała. Jakiego tam liberała! Większość to zakamuflowani ultra-reakcjoniści, spętani tylko strachem przed ujawnieniem swego prawdziwego poglądu. Ale teraz już można, skoro sam WIELKI PISARZ popiera. Można więc, z odrobiną tej świętoszkowatości, że to niby tylko w wyjątkowych warunkach, jako zło konieczne, ale przecież, sami „wicie, rozumicie”.
    Przypuszczam, że niejednego ze starszych tu komentatorów i autorów tak ten sadyzm kręci, że po raz pierwszy może od wielu lat poczuli, że coś im w spodniach drgnęło.

    I to kto: ludzie albo podający się za chrześcijan, albo akceptujący etyczny wymiar chrześcijaństwa, choć jako agnostycy. „Nie zabijaj”. No, ale skoro Rylski mówi, że można, to….

    Hipokryci. Sadyści…

  74. mw pisze: 2010-10-11 o godz. 09:47

    Starych wołałeś, to masz solowy odzew.

    W sposób być może mało deklaratywny wskazałem, że Rylski nie wszedł nawet na pagórek intelektu widząc w 8 mln nienawiść jako główne rozoznanie.
    Łatwizna myślowa. Czytam w komentarzach do wielu różnych felietonów, że nie zamknęli forumowicze księgi poznania po lekturze Rylskiego.
    Proszę nie wiązać snopków lnu przed zanurzeniem ich do stawu na długo przed odzieleniem paździerzy od użytecznego włókna. Rylskiego receptę na gilotowanie forumowicze milczeniem zabijają.
    Czas powszechnego analfabetyzmu minął. Dziś trzeba prowadzić badania opini zanim się rzesze o sadyzm posądzi. Pytania kontrolnego takiego badania: „Gdyby twego syna na stryczek skazali, czy zmieniłbyś zdanie?”
    szanowny chwilowo wzburzony nie umieścił w swym komentarzu.
    Jestem przeciw wieszaniu. Twoi bliźni są zastraszeni. Lata zastraszania.
    Nie nauczyli się jeszcze publicznie i szczerze rozmawiać o sprawach tragicznych. Widziałeś to pod Pałacem Namiestnikowskim. Prawie wyraźnie piszesz, że masz nas dość. Że chyba nie doczekasz. Życzę Ci długiego Życia i abyś w ostatnim westchnieniu mógł powiedzieć: „Widziałem nawet szczęśliwych, dobrych i pięknych Polaków!”

    I nie krzycz majuskułami. Rozumowi i sercu wystarczą małe litery.

    Oficerze Cezara! Idący ku śmierci pozdrawia Cię!

  75. Mw
    Trochę Ci się poplątalo. Zacytowałeś mój komentarz adresowany do Wieśka59 o „poczuciu dobrej, spokojnej pewności – dobrego zrozumienia człowieka.” Tyle, że on nie dotyczył Eustachego Rylskiego ale wywiadu z polskim ginekologiem, ktory w Niemczech dokonuje aborcji Polkom będącym w trudnej sytuacji. Wiesiek59 podal link do tego wywiadu – moja odpowiedź dotyczyła tego tekstu. Jestem przeciwnikiem kary śmierci, od lat się użeram z jej zwolennikami. W archiwum Polityki są moje teksty na ten temat. pogłądy Rylskiego na temar ks uznaję zaq psychicznę aberrację.

  76. mw do kartki

    „Smrodzimy tylko młodym, ”
    Panowie! Co Was opętało? Wyjdź z tym Waszym strachem z domu na ulicę. Wsiądzcie do autobusu lub tramwaju. Punki i inne takie wstaną z siedzeń w odruchu i nie zaczną Wam dokuczać, bo się trafiła okazja, aby potarmosić.
    Zajmą się w końcu wagonu śmichami z ostatniej imprezy. Tylko nie wrzeście do nich: „Ciszej!” Ulicami Ameryki nie biegają tłumy z koltami. Paru młodzianów zamiast brać swą przyszłość w swoje ręce wdarło się z pałkami na blog, a Wy w nogi? Tu trzeba tak jak relacje z camino pisać, pisać, pisać, …

    Aż zrozumieją żyjące roczniki młodych i starych. Ten idący naprzeciw nas nie chce dać w mordę. On zapyta widząc nasze spierzchnięte usta: „Mam tylko wodę. W co Ci odlać?”

    Nie chodźcie zakazanymi ulicami! One są w każdym mieście, w którym zostawiliście cząstkę swej młodości. W Brunei nie ma żebraków. Dopóki jest nafta. Nie chcielibyście żyć w Brunei. Tym prostym wygrzanym słońcem ludziom spod półksięzyca mówilibyście: „W Polsce to życie! Lepsze niż w Madrycie! Bardziej zielono i upał nie zabija.”

    Wołam: nie zrywajcie więzi pokoleń i róbcie zgrywy, aby postraszyć nas ochlapaniem naszych sumień i zwoływaniem się na stypę!

    Nasi się starają. Odnajdzcie wpis matki pierwszoklasistki o dwojgu rodzicach oddających dzieci w ręcę sukienkowych heroldów głoszących, że Człowiek jest zły. A klasa zapewne liczy trzydziestkę. Durnie i chuligani są głośni.
    Pokręcić ustawieniami audio i malagi łyczek.

    Nie zostawiajcie nas.

  77. Tak!
    Bunt!
    Nie zamierzam czekać na śmierć samozwańca.
    Wzywam do buntu. Poczytajcie lokalne pisemka i nie stawiajcie krzyżyka przy kretynie, co słup na środku drogi usuwa po przecięciu wstęgi.
    Tylko nie bądźcie wulgarni. Czekają na okazję, aby zamknąć za obrazę.
    Jeden ze starych dowodów twierdzenia Pitagorasa to rysunek i podpis: Patrz!

    Pokazujcie cierpliwie i grzecznie. Nie dajcie się wciągnąć w rozważania o liczbie szatanów. Albo krew i sprzątanie bawarskich pijalni piwa, albo przypomnienie sobie po co nas matka rodziła. Nie chciała byśmy umierali pod ciężarem głupoty.

    Do buntu! Niech przerażeni światem wegetatywni nie zasłaniają nam słońca!
    Absolut do biblioteki. Żywi do działania! Dość beczenia! Śpiewać:
    „Jak dobrze jest wstać o dowolnie wybranej porze!”

    Wasz dziarski

  78. @mw – mysle, ze powinna ucieszyc Cie wiadomosc, ze postanowilam, ze nie chce mi sie czytac Rylskiego odkad wiem, ze popiera kare smierci.
    Co to jest „etyczny wymiar chrzescijanstwa” – wez mie i zabij! – nie mam pojecia. Wiem za to bardzo dobrze co to jest nieetyczny ten wymiar.
    So! Jestem prawdziwa bona fide liberalka? Hope so. 😆 😆 😆

  79. 11.10.2010

    Wojenna korespondencja;

    Odpadła Austria, więc łatwo policzyć , że liczba zaborców spadła o ponad 30 %.Powinno być lżej, jednak z tego co można było wczoraj zrozumieć, nie jest. Przeciwnie. Wieki nieszczęść i niewoli, na dwa jedynie lata przerwane szczęściem pisowskich rządów, sprawiły, że zawsze było źle ,a teraz jest jeszcze gorzej. Źli ludzie rządzą Polską, Ojczyznę wolną?, pochodnie itd.W akcie niezwykłej odwagi Jarosław Kaczyński wraca co miesiąc z wewnętrznej emigracji i wśród garstki wiernych stawia opór krwawym okupantom. Ponieważ do następnego „wybuchu wolności” niewiele już czasu zostało – krótkie dni Października miną szybciej niż wrześniowe- może nie warto emigrować, może lepiej ten krótki czas godnie i pożytecznie przeczekać. Patriotyczny korowód z pod pałacu mógłby, w imię genetycznego prawa, skryć się w sztucznych kanałach Muzeum Powstania Warszawskiego, pomodlić się tych parę dni między dziesiątym , a dziesiątym kolejnych miesięcy i lat.Raz na miesiąc wyjść z kanału i na wolnym od „niepolaków” Krakowskim Przedmieściu zapalić pochodnie i śpiewać do Pana Boga o wolną ojczyznę. Prezes po grillu wymyślił Walczącą Żałobę.
    Jeśli wierzyć prezesowi , gorzej być nie może.To znowu źle wróży PiS-owi, bo największą racją tego politycznego bytu jest niewola i nieszczęścia. Dzisiejsze nieszczęście Polski to ostatnia szansa prezesa, wiec trudno się dziwić, że promocja katastrofy pochłania całą energię Jarosława Kaczyńskiego.
    Ten koszmar musi być męczący; prezes otwiera oczy i z przerażeniem dostrzega; Polska ma się lepiej. Taka katastrofa- lepsza Polska – napędza prezesowi z pewnością więcej strachu niż zaborcy. Kiedyś radziecki pszczelarz pytany o pszczoły w płynącym miodem i mlekiem Kraju Rad, powiedział; przy takiej obfitości miodu pszczoły radzieckim ludziom nie są potrzebne. Dziś w Polsce prezes uznał się najwyraźniej za tak mądrego, że- trudno oprzeć się temu wrażeniu- zrezygnował z rozumu.

    pozdrawiam, tymczasem

  80. Kartka 12:27

    Rzeczywiście, rozpędziłem się. Nie o Rylskim pisałeś. Wybacz mi jeszcze ten raz… Przy czym użyłem Twojego sformułowania ze względu na jego „lotność”, nigdy nie uważałem Ciebie za zwolennika ks.

    Staruszek 12:49

    No tak, to była taka „licentia poetica”, ale przyznaje bez bicia, ze i młodzi mnie mierżą nie raz (sic!) jak starzy. To nie zależy od wieku, masz rację Staruszku. Majuskuł, choć oszczędniej, będę nadal używał, bo zwracają uwagę na teksty, a zależy mi, aby niektórzy z Was na nie zwrócili uwagę.
    Pytań o „synu skazanym na stryczek” nie stosuję z tego samego powodu co pytań: „a co byś zrobił, gdyby zgwałcili twoja córkę?” Są manipulanckie i nieuczciwe.

    Helena 13:38

    Nie będziesz czytać? Good for you!
    O „etycznym wymiarze chrześcijaństwa” pisałem w kontekście agnostyków (miałem na myśli red. Passenta, który deklaruje się jako agnostyk, pisał pochlebnie o Rylskim i akceptująco o wymiarze etycznym chrześcijaństwa, w odróżnieniu od wierzących, którzy akceptują także jego wymiar religijny. Wymiar etyczny chrześcijaństwa jest łatwo definiowalny, choćby w przeciwstawieniu do innych religii, znacznie odleglejszych od naszego rozumienia „laickiego humanitaryzmu” – głównie dlatego przecież, że to pojęcie powstało z paradygmatu … właśnie chrześcijaństwa, a nie jakiejkolwiek innej religii, prawda, Heleno?)

  81. Oto piękny protest przeciew orzeczeniu, ze jesteśmy dziką rasą.

    Za chwilę Andrzej Sikorowski zaśpiewa: „Jutro znów pójdziemy na całość!”

    W tym duchu, z tą odwagą, z tą nadzieją pozdrawiam pięknie wszystkich komentatorów wszystkich blogów e-Polityki.

    „Czemu wam poeci miodu w sercach brak?”

    Pańskie słowa i pańskie melodie Panie Andrzeju przeganiały mój smutek gdy bolało. I dawały siłę na wyjście do świata gdy mało było sił.
    Serdecznie Panu dziękuję za te 40 lat!

  82. Kapitalna ciekawostka!!!
    http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/wojny-moralne-w-ii-rp,66054,1

    Mieliśmy kiedyś Kościół pragmatyczny……

    ?A biskupi szaleją. Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem? ? pieklił się Boy pod koniec 1931 r. w ?Wiadomościach Literackich? w cyklu pod znamiennym tytułem ?Nasi okupanci?. Wspierany przez grupę przyjaciół już dwa lata toczył wojnę z katolickim okupantem i konserwatywnym społeczeństwem o prawa kobiet, m.in. do usunięcia niechcianej ciąży, antykoncepcji, rozwodu, edukacji seksualnej, a także o tolerancję dla homoseksualistów.

    „Nihil novi sub sole”.
    Minęło prawie 100 lat, a temat dalej aktualny…..
    Świadczy to o tempie zmian mentalności społeczeństwa?

  83. Puenta:
    „Kiedy zaufany Piłsudskiego, płk Józef Beck, obejmował w 1930 r. stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, postanowił uporządkować życie osobiste. Porzucił więc dotychczasową żonę, po czym zabrał swą kochankę, Jadwigę Burhardt-Bukacką i jej męża generała Bukackiego na wycieczkę do Wilna. Tam zostali ewangelikami i wkrótce generał mógł sprezentować już eksmałżonkę swojemu wyżej stojącemu w hierarchii władzy koledze. I nikt tego interesu nie śmiał im wypominać.”

    „Rząd wyżywi się sam”?
    Elity ZAWSZE mogą wszystko, są PONAD prawem. A „ciemny lud” ma tylko obowiązki………

    Autora warto chyba zapamiętać?
    I faktografia ciekawa, i opis zjawiska niebanalny…..
    Są jeszcze dziennikarze w tym kraju…..

  84. przez ciekawosc pytam;
    1° dlaczego prywatna wycieczka prywatnych osob do Smolenska nazywa sie oficjalnie pielgrzymka?
    2° kto finasuje te wycieczki?

  85. wiesiek59 pisze: 2010-10-11 o godz. 19:26
    ==============================

    >>>?Rząd wyżywi się sam??>>>

    Nie tylko w naszym pieknym kraju…

    Kiedy Prez. Kennedy obrazil sie na Fidela, oglosil blokade gospodarcza Kuby ( ktora trwa do dzis ). Ale z jej podpisaniem sie wstrzymal, az zapewnil sobie odpowiedni zapas swoich ulubionych, kubanskich cygar.
    I tak, on mial, a innym nie wolno bylo… Nawet kary stosowne przewidziano…
    To ( chyba? ) obowiazuje do dzis.

    „Raad wyzywi sie sam”. A co w tym nowego?
    No i czy to nie idiotyczne, czepiac sie Urbana, przez tyle lat?

css.php