Owsiak, czyli pospolite ruszenie empatii

 Osiemnasta Owsiakowa Wielka Orkiestra. Fenomen jakże polski: od niechęci do entuzjazmu. Mam na myśli oczywiście odbiór Orkiestry w społeczeństwie. Że Owsiak jest dziś, wbrew własnej woli, autorytetem społecznym, zawdzięcza sobie i mediom.

Sobie, bo się nie zraził, że jedni najpierw mieli go za cudaka, a drudzy za deprawatora młodzieży, i znosił to wszystko z beatlesowskim poczuciem humoru. I robił swoje.

Mediom, bo gdyby, po pewnych wahaniach, czy lansować Owsiaka wściekle atakowanego przez Kościół i polską prawicę, jednak uległy naszym współczesnym sarmatom, pewno nie dałby rady, mimo talentu do mobilizowania ludzi do dobrej sprawy, niespożytej energii i charyzmy.

Owsiak pokazał, że Polacy żyjący na co dzień w kręgu własnych i tylko własnych spraw, potrafią zrobić gest względem innych. Obudzić w sobie choć na chwilę odrobinę empatii. Zgoda, że kosztuje ich to minimum wysiłku i ,,kasy”; zgoda, że wielu zapewnia sobie tym prościutkim sposobem miłe poczucie, że otrzymane za datek czerwone serduszko jest widomym znakiem, jacy są przyzwoici i jak kochają bliźniego swego.

Jakiekolwiek by jednak były powody tej mobilizacji społecznej do dobrego, wspólny pożytek z Orkiestry jest niesamowicie wielki: przypominają się słowa Jana Józefa Lipskiego ( wypowiedziane w kontekście akcji pomocy robotnikom zorganizowanej przez opozycję demokratyczną po represjach radomskich w 1976 r.), że to co uczestnicy tej akcji robią razem jest lepsze niż to, co każdy z nich reprezentuje sobą indywidualnie.

W dzień Orkiestry Polacy na chwilę łączą wodę z ogniem: niechęć do bezinteresownego i nie tylko akcyjnego   działania prospołecznego z pospolitym ruszeniem dobrych emocji adresowanych do potrzebujących. Jasne, że byłoby lepiej, gdyby ten dobrostan trwał dłużej niż chwilę czy cały jeden dzień, żeby nie ograniczył się do dzieci jako beneficjentów, żeby został sprawiedliwie oceniony jako wielkie dobro społeczne.

Ale to pewnie oczekiwanie zbyt wygórowane. Cieszę się więc, że Orkiestra jest z nami już tak długo; że była przez pewien czas maleńką szkołą społecznego zaangażowania dla moich dorastających córek; że antyowsiakowi nienawistnicy i zawistnicy przegrali brudną wojnę, jaką  wydali dziełu Owsiaka z błogosławieństwem, niestety, znacznej części Kościoła i mediów katolickich.
Owsiak nie prawi kazań i frazesów bez pokrycia, tylko zmienia Polskę. I nie daj Boże, byśmy to zobaczyli i docenili dopiero wówczas, kiedy Orkiestra by zamilkła, a pospolite ruszenie hetmana Owsiaka zniknęłoby z polskich ulic na zawsze, a nie tylko na rok.