Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

12.11.2009
czwartek

Myśli listopadowe

12 listopada 2009, czwartek,

1- W Dniu Niepodległości i dziś kartkuję mego ulubionego Henryka Elzenberga. Przez całe życie prowadził dziennik myśli znany pod tytułem ,,Kłopot z istnieniem”. Szukam daty 11 listopada 1918. Nie ma. W każdym razie w wydaniu z roku 1994. Jest tylko ogólnikowa ,,Jesień”: ,,Życie nie jest rzeczą radosną; najcenniejsze jego klejnoty są oprawne w ciemność, jak gwiazdy”. No tak, ale jak rzekłem, to jest dziennik myśli, intymny notatnik intelektualny wybitnego filozofa i etyka, a nie działacza niepodległościowego. Nie musiał tu odnotowywać wydarzeń politycznych, nawet tak ważnych jak przybycie do Warszawy Jóżefa Piłsudskiego.

2 – Jednak może być tak, że to dopiero po pewnym czasie przybycie Naczelnika zaczęło nabierać wymiaru, którego najpierw nie miało. W dzisiejszej ,,Gazecie” doskonale pokazuje to opowieść Włodzimierza Kalickiego o tych dniach listpadowego odrodzenia Polski. Ludzie się gromadzą na ulicach, Niemcy szykują do opuszczenia Warszawy,regencyjna atrapa rządu polskiego, która za chwilę się rozwiąże, nagradza ,,Ziuka” dowództwem armii. Piłsudski przyjmuje nominację i kontynuuje rozmowy polityczne. Do Polaków mówi, że ich wita krótko, bo jest przeziębiony. Zburzeniem Bastylii trudno to nazwać. 

3 – Sprawdzam w ,,Kalendarzu historycznym” Jerzego Łojka, kojarzonego z prawicową antypoprawnością polityczną w podejściu do dziejów Polski. Jest: ,,Jedenasty listopada”. Ostatni akapit: ,,W listopadzie 1918 roku miało 21 lat od chwili, gdy ugodowcy w Warszawie korzyli się przed Mikołajem II, a język polski mógł być używany tylko w prasie i domach prywatnych; 11 lat od chwili ostaecznego zminimalizowania programu Ligi Narodowej do autonomii Królestwa w wiecznym związku z Imperium Rosyjskim. W styczniu 1919 roku liczebność wojsk polskich pod dowództwem Piłsudskiego przekroczyła 100 tys., pod koniec 1919 r. zbliży się do pół miliona. Ale granice były jeszcze niejasne i na kilku obszarach trwały walki”. Słowem – to już mój komentarz – szło ku lepszemu, lecz pewne nic jeszcze nie było. Mogło się nie udać. Piłsudski – pisze o tym Kalicki – z instynktem męża stanu – starał się budować sprzymierzenie dla niepodległości od prawa do lewa, dystansując się od lewicy i pochodów pod czerwonymi sztandardami na ulicach, a sytuując w coraz bardziej w centrum sceny.

4 – tegoż 11 listopda na Zachodzie ogłoszono zawieszenie broni, kończące pierwszą wojnę światową. Tam do dziś jej pamięć jest żywa przede wszystkim ze względu na hekatombę ofiar. Nam ta wojna kojarzy się przede wszystkim z odzyskaniem niepodległości i własnego państwa. W zjednoczonej Europie byłoby pięknym gestem ze strony polskiego prezydenta (któregokolwiek), gdyby jakoś się do tego odniósł. Ich trauma, nasza radość.

5 – Ale u nas zeszło na ,,nowy patriotyzm” i obronę krzyża po wyroku strasburskim. No cóż, może warto zwrócić uwagę, że patriotyzm nie jest wartością chrześcijańską. Ma znacznie dłuższą historię niż chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo jest ponadnarodowe i ponadplemienne, uniwersalistyczne. Paweł ogłasza, że w chrześcijaństwie nie ma już Greka, Żyda ani Rzymianina. Oczywiście można być patriotą tej czy innej ojczyzny, ale ostatecznie ojczyzną chrześcijan jest Królestwo Boże, które jest zadaniem wierzących w każdym pokoleniu aż do końca świata.

6 – Dali temu świadectwo 20 lat temu w Krzyżowej kanclerz Kohl i premier Mazowiecki, wymieniając znak pokoju podczas mszy towarzyszącej ich spotkaniu. Byłem wtedy w Krzyżowej jako wysłannik Tygodnika Powszechnego. Wszyscy obecni byli wyraźnie wzruszeni. Ja też. Teraz Mazowiecki mówi, że pojednanie polsko-niemieckie jest w zasadzie dokonane, pozostaje do osiągnięcia pojednanie polsko-rosyjskie. Ale do tego trzeba politycznej, materialnej i moralnej ,,infrastruktury”, a tej nie ma z Rosją. Minister Sikorski wrócił wczoraj do pomysłu wyburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, stalinowskiego daru dla Polski bierutowskiej. To wszystko, co rząd polski ma dziś do zaproponowania Rosjanom w kwestii pojednania? (Ale Rosja też kręci się w błędnym kole, odpowiadając na Katyń rzekomym ludobójstwem radzieckich jeńców wojny 1920 roku i tysiącami żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli na ziemiach polskich w drodze na Berlin tak jakby ich celem było prawdziwe ponowne odrodzenie niepodległej Polski).

7 – I takie to nasze najważniejsze patriotyczno-obywatelskie święto. Oderwane w pamięci i wyobraźni od potwornie skomplikowanego kontekstu, pozbawione wyraźnego, czytelnego dla ogółu, momentu symbolicznego, jak choćby amerykańska deklaracja niepodległości. Uderza, że w jakimś stopniu ta niejasność, rozmycie, połowiczność powtórzyły się w 1989 r., kiedy Polacy znów odzyskali wolność obywatelską i niepodległe państwo. Tłumy też się gromadziły, ale tylko te pro-solidarnościowe. Profesor Geremek z intuicją godną Piłsudskiego uważał, że trzeba było bić w dzwony we wszystkich polskich kościołach i intonować Te Deum. Ale Kościół, ta ostoja patriotyzmu, jakoś tego apelu nie podjął. Skończyło się na Joannie Szczepkowskiej w Dzienniku Telewizyjnym.                                                                   

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 27

Dodaj komentarz »
  1. Ja też jestem patriotą, uwielbiam latające bociany, Kasztankę, Władysława Pogrobowca, chleb ze smalcem, kapcie profesora Banacha oraz kantatę „Powitanie gołąbka” Józefa Elsnera. 😀

  2. Chyba co trzecie zdanie tego tekstu wymagałoby komentarza lub polemiki. Polacy w 1989r. nie odzyskali niepodległego państwa. Dochodzenie do pełnej suwerenności było procesem, trwającym parę lat. W 1989r. Polska (właściwie PRL – nazwę państwa zmieniono w grudniu) należała do Układu Warszawskiego i RWPG, na ziemiach polskich stacjonowały wielotysięczne jednostki armii sowieckiej. Czy państwo, na terenie którego znajują się obce, niezaprzyjaźnione wojska można nazwać niepodległym ?

  3. Pan Redaktor pisze:
    „- tegoż 11 listopda na Zachodzie ogłoszono zawieszenie broni, kończące pierwszą wojnę światową. Tam do dziś jej pamięć jest żywa przede wszystkim ze względu na hekatombę ofiar.”

    Z tego tez powodu Franzuzi tego dnia obchodza swieto narodowe.
    Kazdego roku swietowali zwyciestwo. W tym roku postanowili swietowac
    po prostu zakonczenie masakry. Po raz pierwszy w obchodach
    wziela udzial Angela Merkel.
    Mialem okazje poczytac komentarze czytelnikow na forum FAZ dotyczace
    tego wydarzenia .
    Gdyby to nie bylo po niemiecku, mozna by pomyslec, ze to sluchacze
    Radia Maryja wypowiadaja sie na temat D. Tuska.
    Rownamy do Europy?
    A moze to Europa rowna do nas?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne, to w 1989r. istniała i działała komunistyczna SB (rozwiązana w maju 1990r.) i cenzura (zlikwidowana w 1990r). W 1989r. przełomowe znaczenie miał wynik wyborów z 4 czerwca, ale to nie znaczy, że zapanowała wtedy pełna demokracja i suwerenność. Procesy dochodzenia do demokracji i suwerenności zaczęły się w 1989r., ale sie w nim nie zakończyły.

  6. …?…

    Kupiłem Politykę… mówiono mi, że będzie atykuł Gospodarza na temat orzeczenia Trybunału w sprawie krzyży w szkołach. Przerzuciłem, potem uważnie przeczytałem, jeszcze raz. I w te, i we wte. Nie ma… Rozumiem, że w związku z komentarzem prezydenckim na 11 listopada redakcji ręce opadły (mi też) i postanowiła wycofać komentarz. Bo co tu komentować? Koń jaki jest, każdy widzi. Czy do Gdańska przysyłane są niepełne egzemplarze?

    ————————————————————————————–

    Dobrze pamiętać, że polski „11 listopada” to element szesrszej układanki. Stanowi to też jednak obiektywne usprawiedliwienie, dlaczego obchody 80-lecia zakończyły się klęską, jeśli chodzi o rangę zaproszonych gości. Tego dnia Wielka Brytania i Francja obchodzą zwycięstwo w I Wojnie Światowej, a że oba kraje wniosły w nie decydujący wkład i największe straty, to ich przywódców tegodnia nie może zabraknąć w kraju.

    Choćby i biły wszystkie dzwony w kraju, to nie zmieniłoby to tego, że wszyscy poza Polską uznali, iż ranga zdarzenia była mniejsza od śmierci ajatollaha. Wszyscy się mylili?

  7. Polacy brali udział i ginęli w I wojnie jak inni.

  8. 1-3. Pozostaje mi dziwić się zdziwieniu. 11 listopada 1918 to jedna z dat związanych z tworzeniem się niepodległej Polski. Wyrwana z procesu, ważna bardziej przez późniejsze jej podkreślenie świętem, niż doniosłość właśnie tego jednego konkretnego dnia (nawet, jeśli z całego procesu najważniejszego). Takie daty praktycznie zawsze są ważne dopiero po fakcie, gdy szuka się okazji do świętowania i dat do wpisania do kalendarium.

    4. Kiedyś w statystykach wyczytałem, że w I wojnie światowej zginęło na frontach więcej Polaków, niż w II. Oczywiście, z naddatkiem równoważą to większe straty wśród cywilów. Niemniej dziwi mnie pewna nieobecność tej wojny w polskim postrzeganiu przeszłości. Nie nasza wojna? Nawet gdy giną Polacy?

    5. O przemówieniach Lecha Kaczyńskiego wolę się nie wyrażać… Może tylko zaznaczę, uwagę-żart Teodora Parnickiego, że określenie Polak-katolik jest wewnętrznie sprzeczne, bo katolickość to odwołanie się do wspólnoty ponadnarodowej.

    6. Na Rosję rzeczywiście warto coś wymyślić… Odnoszę wrażenie, że i My i Rosjanie, mamy tyle narodowo-historycznych kompleksów, że będzie to bardzo trudne…

    7.A. Marudziłem sobie na sposoby świętowania 11 listopada, w klimacie nudnych akademii, zamiast podkreślenia radości z odzyskania niepodległości, choćby zabawą, festynem, wskazaniem na coś pozytywnego. Ale… w gruncie rzeczy jest chyba coraz lepiej — „Bieg Niepodległości”, czy ćwiczenia językowe, to już nie jest nudna akademia, coś więc się zmienia, mimo niesprzyjającej pogody.
    7.B. Chyba 1989 rok był nazbyt naznaczony wewnętrzną walką polityczną, by dać coś więcej. Ja bardzo pozytywnie wspominam ‚grubą kreskę’ premiera Mazowieckiego, ale szybko przysłoniła ją dalsza walka polityczna.

  9. Cóż znaczą 4 lata rzezi na frontach w porównaniu ze 123-letnią niewolą narodu? Oczywiście nie deprecjonuję szoku, jaki dla społeczeństw Zachodu (Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Belgii) stanowiła I WŚ, tylko wskazuję na zupełnie inne doświadczenie roku 1918 dla Polski, co zresztą podkreślił Gospodarz Blogu. Wielka Wojna to był tygiel, z którego wyłonił się straszny XX wiek, w niej tkwiły źródła faszyzmu i nazizmu, ona utorowała drogę do powstania totalitaryzmu sowieckiego. Dla Polski to była wyczekiwana wojna powszechna, która (dzięki upadkowi/bezprecedensowemu osłabieniu zaborców) stworzyła – WYKORZYSTANĄ! – szansę odzyskania niepodległości.

    Druga sprawa: obrońcy krzyży traktują je jako znaki plemienne, własne, nie dotrzegając, że wspólnota ktora korzysta ze szkoły publicznej to niekoniecznie tylko chrzescijanie. Ideą leżącą u podstaw takiego wyroku Trybynału wydaje się być unikniecie uczucia wykluczenia wśród tej (nawet bardzo nielicznej) mniejszości. Bowiem kiedy chocby jeden z uczniów nie podziela religijnych przekonań wiekszości, łączenie wszystkich pod znakiem krzyża jest uzurpacją.

  10. azyata pisze:

    2009-11-13 o godz. 09:07

    „Ideą leżącą u podstaw takiego wyroku Trybynału wydaje się być unikniecie uczucia wykluczenia wśród tej (nawet bardzo nielicznej) mniejszości. ”

    Szanowny Panie,
    mieszkajacy w Niemczech Polak moze poczuc sie nieswojo spacerujac
    po Bismarckstraße, przedstawiciel mniejszosci niemieckiej w Polsce
    moze sie poczuc urazony pomnikiem Wojciecha Korfantego.
    Czy wszyscy mamy zaczac biegac do Strassburga i skladac
    skargi?
    Czy przypadkiem nie byloby to zwykle pieniactwo?

    Poza ty dla czlowieka niewierzacego krzyz to przeciez nic wiecej
    jak tylko dwie skrzyzowane deski. wiec w czym problem?

  11. Krytyka red. Szostkieiwcza pod adresem polskich swiat narodowych, czy celebrowania uroczystosci religijnych jest tak przewidywalna, ze do bolu nudna.

    Przypomina mi owa krytyka sytuacje wiejskiego dzieciaka, ktorego poslano do szkol. Nastepnie dzieciak przy okazaji swiat wraca i pojawia sie na zabawie, na ktorej kiedys hulal do rana. I nagle jego wyrobiony sluch oraz poczucie estetyki doznaje bolesnych dla niego rozczarowan. Postanawia skrytykowac orkiestre i naklania zebranych do tanca przy menuecie albo kwartecie jazzowym. I tak powstaje pytanie, o to kto jest bardziej niemadry, czy zadowoleni prostaczkowie, czy jeden wyobcowany madrala, ktory ich na sile przekonuje do swojego bardziej wysublimowanego odbioru festynu i swiat.

    Jest taki twot jak Singapur, kiedys byl Hong Kong. Mozna sobie wyobrazic, ze ludzie zyja tam wolni od trosk obchodow religijnych, czy tez wciskajacego sie przez szczeliny w przeszkolonych budynkach patriotyzmu.
    Gdyby komus przyszla ochota zdobyc ktorys z tych przyczolkow, nikt by go nie bronil. Bo nikt nie stanie w obronie drukarki, sprawozdania finannsowego, czy restaruracji, gdzie do owocow morza klezmer przygrywa na fortepianie.

    Po wtore napisac na jednym oddechu, ze prezydent ni z gruchy ni z pietruchy oplata cos o krzyzu, po to, by akapit dalej pisac jak to Kohl z Mazowieckim spotkali sie na ………..mszy swietj potrafi tylko Szostkiewicz.
    A dlaczego nie na zakupach? Albo wspolnym czytaniu Goethego?

  12. W ramach umocniania integracji miedzyblogowej 😆 pozwole sobie zacytowac slowa Moniki z Blogu Bobika, gdzie sprawa zarowno slow Radka Sikorskiego, jak i wypowiedzi Pana Prezydenta jest walkowana od dwoch dni:
    „Zafrapowalo mnie, ze PP w swojej wypowiedzi powiedzial, ze ?nikt nie bedzie przyjmowac w Polsce do wiadomosci, ze w szkolach nie wolno wieszac krzyzy?.
    Jest to oryginalna postawa wobec rzeczywistosci.
    Mozna sie nie zgadzac, ale nieprzyjmowanie do wiadomosci, ze istnieje jakis poglad lub jakas decyzja sadu, oznacza jednak dalsze owocne kontynuowanie odlotu od rzeczywistosci? „

  13. Panie Smyk_Finch
    Sugestywnie napisał Pan o Singapurze w którym ” … do owoców morza klezmer przygrywa na fortepianie” – to inspirujące biorąc pod uwagę naszą burkowatą rzeczywistość.
    Pozdrawiam

  14. @ Smyk_Finch:

    „Gdyby komus przyszla ochota zdobyc ktorys z tych przyczolkow, nikt by go nie bronil. Bo nikt nie stanie w obronie drukarki, sprawozdania finannsowego, czy restaruracji, gdzie do owocow morza klezmer przygrywa na fortepianie.”

    Bzdury.

    Jest dokładnie odwrotnie. W obronie tych rzeczy staje większość świata. Brak ich w Polsce, zwłaszcza owych „sprawozdań finansowych”, był podstawową przyczyną, dla których w konfliktach pozostawaliśmy osamotnieni. Nikt, poza najeźdźcami, nie miał tu żadnych interesów. Potęgi idą na wojnę z powodu wielkich pieniędzy, a nie honoru, który zresztą każdy polityk pojmuje inaczej.

    Hong Kong? To część Chin. Chiny nie podjęłyby się bronienia swojego terytorium?

    Singapur? Poszperałem trochę. Wychodzi mi, że Singapur doszedł do wniosku, że kto umie liczyć, ten liczy na siebie. Ich wysiłek zbrojeniowy jest imponujący. W samej tylko marynarce w ciągu ostatnich 15 lat wprowadzili (wszystko nowe) 2 okręty podwodne, 6 fregat, 6 Korwet, 12 okrętów patrolowych, 4 desantowe, 4 stawiacze/niszczyciele min i 2 ścigacze. W przeciwieństwie do Polski, która zajmuje się głównie żądaniem od innych, by jej zmodernizowali armię i przedstawili plany przyjścia z pomocą.

  15. Panie Kartka,

    Pan tam juz pewnie byl.

    Janku,
    Dzieki za wpis. Widze, ze nie zostalem do konca zrozumiany i zdaje sie, ze z wlasnej winy. Po kolei.

    Jesliby w obronie tych rzeczy miala stawac wiekszosc swiata, to nie bardzo zostaje komu atakowac.
    Mysle, ze przyczyny klesk Polski byly inne niz ‚brak sprawozdan’, ale rozumiem, ze pana mysl jest taka, ze gdyby, jak nalezalo bylo zrobic, udalo sie niegdys osiagnac stan taki, w ktorym bylibysmy zbyt cenni by nas zniszczyc, to uniknelibysmy nieszczesc.
    Pewnie cos w tym jest. Tyle tylko, ze droga nie wiodla wylacznie przez zapelnianie skarbca, ale i przez postawienie przy nim strazy. I to byla moja glowna mysl.

    Niefortunnie chyba wybralem przyklady, bo zdaje sie, ze wzial je pan zbyt doslownie. Nie idzie o Hong Kong, czy Singapur,z ktorych pierwszy zostal potraktowany jak kot na jarmarku. Chodzi bardziej o twory, ktore w teorii spelniaja wszystkie marzenia wulgarnego myslenia liberalnego, tz. nie maja balsatu w postaci rolnictwa, czy nierentownego przemyslu, nie maja problemow spolecznych, bo nie maja spoleczenstw, nie maja niewygodnych, czy z pozoru staroswieckich wartosci, ktore mimo wszystko trzeba jak sie wydaje bronic po wysokich kosztach. Maja za to finanse, sklepy, centra handlowe i wolnosc ogladania Madonny sumulujacej kopulacje w teledyskach nadawancy w poludnie, przy jednoczesnej ochronie od widoku krzyza w klasie. Az dech zapiera.

    I taka moja glowna teza.
    Ze 1) nie uda sie zrobic z Polski Singapuru, czy Skandynawii modernizujac nas poprzez amputacje ludowej religii i narodowej tradycji. I nie tylko nam sie nie uda, bo gdyby sie udalo to zrobilby tak kazdy, topiac gdzies swoich nieszczesnych rolnikow po drodze. Co wiecej kazdy namwia innych, by tak robili, ale sam u siebie niechetnie. Przykladem Francja, ktora francuskosc w postaci wsi finansuje via niemieckie przedsiebiorswa.

    2) Nawet gdyby w teorii byla taka transformacja mozliwa, to w praktyce postulowanie jej dla Polski jest zabojcze, bo wlasnie nie jestesmy w sytuacji Singapuru.

    I podtrzymuje dalej, ze twory takie jak Singapur sie nie bronia, bo nie da sie bronic czegos, do czego sie ktos nie poczuwa. Nie obrazam tu Singapurczykow, czy wlasciwie chinskiej diaspory, ale stwierdzam, ze racjonalizm, o ktory tak kruszy kopie red. Szostkieiwcz, i elegancja masowych imprez ma ten efekt, ze narodowi sie nudzi.

    Wiec gdyby Szostkieiwcz udal sie na niszowy koncert dla koneserow i pisal, ze grano falszywe nuty, to jego swiete prawo. Ale ciagle dasanie sie, ze nie tak, i ze za przasnie jak na jego oczytana glowe to zwykly egoizm i wmawianie szampana ludziom chcacym sie napic wina z porzeczek.
    Ot, co.

  16. Rocznice, w raz z żelaznymi zestawami rytuałów do ich odbębniania, są dla mnie takim kontaktem ze „świętością” jakim są cotygodniowe wizyty w „Domach bożych”, gdzie wierni realizują narzucone przez Kościół- bezwiedne odklepywanie zdrowasiek.Ludzie na ten czas przyodziewają świąteczne szaty, w powietrzu pojawia się nawet cień jakiejś świątecznej aury, nawet, w miarę dostojnie maszerują do swoich kościołów, a tam… 11 listopada 1989 rok etc.
    W moim przekonaniu, kreatywność organizatorów wszelkich rocznicowych spektakli, „sięgnęła bruku”, a nasze psychiki z roku na rok tracą „świerzość” ich odbioru. O komunikacji tych corocznych „wyczynów” decyduje poczucie poprawnego przymusu- że tak trzeba, i z powodu stałego , silnego zapotrzebowania na masowe imprezy nas istot społecznych.
    Niestety, możliwości „rozerwania” nas, kiedy jesteśmy w masie dawno się wyczerpały, a nowychform/nie pomysłów/ brak. Tak jak osoby wierzące, tak i my -rocznicowcy, gnuśniejemy w rutynowych podrygach i staramy się cieszyć kolejnym biegiem ulicznym.ludzka Pampeluna/ czy przewracaniem się wielkich pudeł, które jak infantylna zabawa domino- po pchnięciu jednego, same się poprzewracały. Sami zrozumieliśmy przesłanie, a oprócz tego we wszystkich mediach szczelnie nas w tym rebusie dla imbecyla utwierdzano. Odczuwam nadchodzenie tego momentu w naszych ludzkich dziejach, kiedy zgnuśnienie mas, będzie większym problemem od kryzysów gospodarczych, zmian klimatycznych itp.
    Szanowny Gospodarz wrażliwie zauważa brak wyrażnych symbolicznych gestów w zachowaniach przełomowych w dziejach naszego narodu.Pomijając fakt, że zniewoleni Polacy, nie byli na tyle w formie społecznej , żeby takie gesty z siebie wygenerować, to nawet gdyby one były, to i tak nie zmieniłoby to formy obchodów rocznicowych.
    W końcu liczy się duchowe zaangażowanie w takie wspólnotowe przeżycia. Pan Chrystus, też ma urodziny wyznaczone na chybił trafił, a przez wiele wieków nie miało to znaczenia, żeby je czcić bardziej hucznie niż własne…
    Wszysdtko co się nam- społeczeństwu przytrafia, jest prostym odbiciem ducha epoki. My możemy poutyskiwać, poopisywać itp. ale całość i tak będzie się toczyć na swoim obecnym etapie zdeterminowanym aktualną sytuacją we wszystkich składowych elementach danego zjawiska, zdarzenia…

    Pozdrawiam,Sebastian

  17. Panie Smyk_Finch
    Niestety nie byłem. Ale rankiem pisałem do Pana z knajpy pod której drzwiami smutne rumuńskie dziecko katowało na wielkim akordeonie wciąż te same kilka taktów (chyba) marsza pogrzebowego. A obok posiwiały, długowłosy hippis (nie sądzę, że to dziadek tego dziecka) grał na gitarze i śpiewał równie ponuro „Blowin’ in the Wind” Dylana. Dlatego tak mnie poruszył Pański komentarz o klezmerze w Singapurze. Tym bardziej, że nie było też owoców morza tylko Żywiec z nalewaka.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze inspiracje

  18. azyatka

    Ja mysle ze ten jeden chocby uczen nie powinien odwiedzac katedry wawelskiej albo kaplicy sykstynskiej. Duzo wprawdzie straci i z historii i z kultury.
    Biedny dzieciak. Mozna mu pomoc; decyzja sadu usunac stamtad wszystkie krzyze.

  19. Dzień 11 listopada kojarzy mi się ze śmiercią mojego kolegi, który umierał jak przyszłem po południu zmienić dyżur w pracy i nic chyba już tego nie zmieni, tym bardziej , że za jego życia tego święta całkowicie nie czułem. 1 maja kojarzy mi się z urodzinami mojego nieżyjącego taty, 6 grudnia, czyli św. Mikołaja to urodziny mojej żony, sylwestra z urodzinami siostrzeńca, Andrzejki z urodzinami mamy, i to by było chyba wszystko jeśli chodzi o pozytywne i radosne skojarzenia.
    @Smyk_Finch sądzi, że ażeby czegoś bronić to jest niezbędny jakiś patriotyzm, a ja myślę, że bardziej potrzebna jest lojalność i to, że lubimy jakieś miejsce i ludzi tam mieszkających.
    Mój dziadek w 1939 po Lwowem miał przygotowaną armatę, bo był artylerzystą, ale patriotyczne dowództwo prysło przez Zaleszczyki i co mieli zrobić żołnierze, poddali się i już, a dalej to już wiemy, IPN wszystko wyjaśnia.

  20. lewar;
    niestety, tego sie obawiam;
    i to nie tyle do polski, co do rumunii…
    monteskiusz;
    gwozdziem do trumny byl rozbior czechoslowacji w 1938;
    jeszcze jedno westerplatte i jedna armata( a chocby i dwa pancerniki)wiecej we wrzesniu 1939 nic juz pomoc nie mogly.

  21. Monteskiusz nie po raz pierwszy pisze od rzeczy – dziadek miał armatę, ale dowództwo uciekło. Zwykła ignorancja czy efekt którejś totalitarnej propagandy ? Żaden z generałów, dowodzących obroną Lwowa, nie wyjechał przez Zaleszczyki, miasto poddało się 22 września Sowietom.

  22. Faktem jest, że 11 listopada jest datą dość arbitralną, a sam proces powstawania II Rzeczpospolitej jest rozłożony w czasie. Nic nie zadziało się natychmiast, w jednej chwili.
    Poza tym, to jednak dobra rocznica, bo związek miedzy Wielką Wojną a powstaniem państwa polskiego jest niezaprzeczalny. Jeszcze w 1914 r, kiedy wojna dopiero co się zaczęła, kiedy ogłaszano mobilizację wojsk, nikt nie przypuszczał, że może powstać niezależna Polska. W Galicji mobilizacja do szeregów c i k armii przebiegała bez przeszkód. Podobne przywiązanie do monarchii deklarowali Czesi i inne narody Austro-Węgier. Dopiero późniejsze wypadki wywróciły dotychczasowy porządek rzeczy.
    Nie bez przyczyny mówi się, że XX wiek tak naprawdę miał początek właśnie w sierpniu 1914 r.

  23. Monteskiusz pisze:

    2009-11-13 o godz. 23:02
    „a ja myślę, że bardziej potrzebna jest lojalność i to, że lubimy jakieś miejsce i ludzi tam mieszkających.”

    A czy wlasnie natym nie polega patriotyzm?

  24. Smutek
    A mnie dziadek (podoficer) opowiadał, że musiał w 1939 roku poddawać żołnierzy – było to prawdopodobnie w okolicach Kutna. Mówił, że oficerowie niemieccy byli zaskoczeni tą formą kapitulacji. Nawet szukali oficerów do których należał smutny obowiązek kapitulacji lecz ci po prostu zwiali. Nie chcę uogólniać ale wytaje mi się, że część kadry wzięła przykład z Naczelnego Wodza. Tak więc perypetie dziadka Monteskiusza z armatą są całkiem prawdopodobne
    Pozdrawiam serdecznie

  25. Tyveog pisze:

    2009-11-14 o godz. 08:22

    „Jeszcze w 1914 r, kiedy wojna dopiero co się zaczęła, kiedy ogłaszano mobilizację wojsk, nikt nie przypuszczał, że może powstać niezależna Polska.”
    ——————————————–
    Szanowny Panie,

    kilka lat temu ukazała się publikacja o Piłsudskim, który w 1914 roku dokładnie przewidział /wydedukował/ przebieg I wojny światowej, z jej kulminacyjnym wynikiem , ważnym dla nas, polegającym na tym, że wszyscy nasi ciemiężcy wzajemnie się osłabią na tyle, że będzie możliwe łątwe odzyskanie niepodległości przez nasz kraj.
    Kiedy Niemcy więzilo go w Magdeburgu, namawiali go na zawarcie sojuszu.
    Piłsodski, który7 od początku wojny grał swoje, lekko im odmówił, bo był absolutnie pewien rychłej porażki Niemiec , co byo plonem jego analiz już w roku 1914.
    Tak więc -kto nie wiedział, ten nie wiedział…

    Pozdrawiam,Sebastian

  26. Dziękuję Ci „@Kartko z podróży”, że w Twoich historiach rodzinnych wydarzyło się coś podobnego, bo już podejrzewałem dziadka o konfabulacje, ale tak na serio, to ja nie przedstawiam faktów historycznych, ale tzw. pamięć historyczną, epizod, zdarzenie opowiedziane ustami dziadka. Te opowieści mogą się zasadniczo różnić od oficjalnych faktów przedstawianych przez historyków, ale to nie znaczy „@smutku”, że to sobie zmyśliłem, lub kłamię.

  27. widze, ze zapladniam, a to lubie od dziecka;
    sprawa szeregowego slowika, a moze by tak o nim?

  28. Monteskiuszu
    Przecież to była klęska wrześniowa – co do niektórych zresztą nie dociera. Po prostu klęska w pełnym wymiarze tego słowa. Śmieszne, że słowo klęska zastępuje się sformułowaniami „wojna obronna”, „kampania wrześniowa” itp. Zresztą zainicjowali tę słowną mistyfikację komuniści „ubogacając” swą doktrynę ideologią nacjonalistyczną. W związku z tym ja jednak ufam dziadkom, których ich państwo we wrześniu pozostawiło na pastwę losu
    Pozdrawiam

css.php