Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

1.06.2008
niedziela

Baloniki dziękczynienia

1 czerwca 2008, niedziela,

„Jotka”, brawo, dziękuję za wpis o Dniu Dziękczynienia, który wymyślił abp Nycz. Ja też nie mam nic przeciwko temu pomysłowi, ale z realizacją już gorzej. Zwłaszcza z tym podwiązaniem Dnia do nieszczęsnego projektu Świątyni Bożej Opatrzności. Nieszczęsnego, bo gigantomańskiego. Jeden Licheń wystarczy.

Pięknie, kiedy Kościół chce dziękować Bogu za wolność Polski. Bardzo rzadko można od hierarchów usłyszeć dobre słowo o Polsce budowanej od prawie 20 lat, wysiłkiem tylu ludzi, środowisk, instytucji i stowarzyszeń społecznych. Prawie tak samo rzadko jak od namiętnych krytyków III RP na prawicy i skrajnej lewicy, od mediów, od rydzykowców. To wstyd, że Kościół instytucjonalny, który tyle zyskał w nowej Polsce, nie tylko jej nie dziękuje, lecz jeszcze poucza i strofuje.

Megalomański pomysł budowy Świątyni Opatrzności wbrew możliwościom Kościoła i nastrojom znacznej części wiernych jak na razie przyniósł Kościołowi duże straty wizerunkowe. Fatalna była próba wymuszenia na budżecie państwa milionów na dokończenie budowli. To, że prymas Glemp chciał dokończyć dzieła reformatorów (zabawne, że w znacznej części masonów) z epoki króla Stasia i wystawić 200 lat później obiecaną wtedy świątynię – wotum dziękczynne za Konstytucję Trzeciego Maja, mało kogo przekonało w Polsce na przełomie XX i XXI wieku. Może trzeba było się skonsultować z wiernymi.

Abp Nycz i tak jest w kościelnej czołówce, jeśli chodzi o sensowny PR Kościoła. Niebieskie baloniki z napisem ,,dziękuję” posłane do Nieba do celu nie dolecą, ale są gestem przyjaznym wobec społeczeństwa i niosą pozytywne przesłanie współpracy. Niestety, nawet przy zmianach zaproponowanych przez Nycza, socjalistycznej w formie i treści Świątyni nie da się usprawiedliwić. Jest na co wydawać dziś w Polsce społeczne, a zwłaszcza państwowe pieniądze. To nie jest Kościół ubogi, ani Kościół dziękczynienia, tylko Kościół triumfalizmu.

XXX
Momo – współczuję, wpis przygnębiający, ale sądzę, że to jednak Kościół powinien pomóc betankom, tak jak wojsko powinno opiekować się kombatantami, zwłaszcza tymi, którzy ucierpieli fizycznie lub psychicznie na wojnie; Wodnik53 – wiem doskonale, jak manipuluje się pojęciem ,,sekta” w zwalczaniu religijnych czy duchowych konkurentów, nie raz o tym pisałem, ale w przypadku betanek wydaje mi się to określenie uzasadnione – mam na myśli okres buntu, izolacji od świata zewnętrznego. W taki sensie Kościół jak całość sektą jednak nie jest, choć historycznie rozwinął się z czegoś w rodzaju sekty wyznawców Jezusa Mesjasza. W Kościele oczywiście powstają sekty, takie jak rydzykowcy, można dyskutować, czy cech sekciarskich nie zdradzają lefebryści, Legion Chrystusa czy Opus Dei. Na pewno jednak ani te grupy, ani zbuntowane betanki nie zasługują na miano ,,nowych ruchów religijnych”. ,,Qba” – Kościół istnieje nie dlatego, że popiera go u nas inteligencja, lecz przede wszystkim dlatego, że wciąż zaspokaja pewne duchowe potrzeby znacznej części Polaków. Poparcie państwa, polityków czy mediów ma znaczenie, ale nie decydujące, bo wtedy Kościół nie przetrwałby w warunkach silnych represji lub silnej obojętności, a jednak przetrwał i komunizm, i faszyzm, i istnieje w laickich demokracjach zachodnich. ,,Stauffenberg” (Boże, co za nick!) – w zasadzie tak, ale w detalach, istotnych detalach, tego kryzysu tak mocno nie widzę. Kościół nie kończy się na Europie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 32

Dodaj komentarz »
  1. Pamiętajmy, że jest to już trzecia Świątynia Opatrznści Bożej.

    – Krótko po wybudowaniu fundamentów pierwszej – nastąpiły rozbiory i Polska zniknęła na długo.
    – Gdy wzięto się za wzniesienie drugiej – wybuchła druga wojna światowa – i znów Polska zniknęła na jakiś czas.

    Jeśli Pan Bóg dał już dwa razy do zrozumieia, że nie życzy sobie tej śwątyni – ja bym się nie upierał…

  2. Świątynia Opatrzności… temat rzeka. Już raz pytałem, chyba nawet na tym blogu: dlaczego nie szpital Opatrzności ? Dlaczego nie sieć domów opieki im. Opatrzności ? Dlaczego nie osiedle tanich mieszkań dla najbiedniejszych, osiedle im. Opatrzności ?

    Świątynia Opatrzności…. Naprawdę zmarnowano niezła szansę, szansę przerobienia niechcianego bękarta socjalizmu, kukułczego jajka podrzuconego przez Stalina, czyli Pałacu Kultury na dyskutowany tutaj obiekt sakralny. Katoliccy hunwejbini prawicowi wyją ze złości na widok Palacu. Kiedy byli u władzy, to trzeba było przekazać Pałac dla Episkopatu. Najwyższą wieżyca, najwyższą dzwonnica plus iglica zwieńczona krzyżem… czego chcieć więcej ?

    I jaki triumf woli bożej nad bezbożnictwem ucieleśnionym przez Palac…

    Mój znajomy powiedział kiedyś, że pierwsza religią powstała z pewnością w chwili, kiedy pierwszy hipokrytą napotkał na swej drodze pierwszego imbecyla. Może z tym drugim to przesada, ale co do hipokryzji to wszystko się zgadza, jeśli popatrzeć na nadęcie się polskiego KK.

    Pozdrawiam

  3. Czemu Pan tak podkreśla,że twórcami Konstytucji 3 Maja byli masoni ? Jeśli się nie mylę,to wśród targowiczan też byli masoni. Najgorszy lub jeden z najgorszych prymasów w historii polskiego Kościoła,Gabriel Podoski na pewno był masonem. Podoski brał pieniądze od ambasadora Repnina i był jego człowiekiem,ponadto był kobieciarzem oraz ateistą.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zgadzam się z Panem, Redaktorze. Hierarchowie mają za co dziękować, przede wszystkim za nieuzasadnienie wysoką pozycję Kościoła w państwie i możliwość czerpania środków z budżetu – na katechetów, kapelanów, seminaria przemianowane na uniwersyteckie wydziały teologii, na budowę obiektów sakralnych. Gdy któryś z hierarchów albo jakś organizacja kościelna, chociażby własnie Opus Dei zapragnie jakiejś nieruchomości, lokalne samorządy przynoszą je w zębach. Ta część społeczeństwa, która nie podziela radiomaryjnego sposobu myślenia ma znacznie mniej powodów do dziękczynienia.

  6. Panie Redaktorze,

    z tą Opatrznością Bożą nad Polska jest chyba tak jak mawiał Stefan Kisielewski: że to raczej OPACZNOŚĆ 🙂 Chociaż za ostatnie 20 lat normalności (i 63 lata pokoju) faktycznie należy dziękować; pytanie tylko – komu?

    Odnosząc się do Pana głosu w dyskusji o nowych grzechach Kościoła w sobotniej „Wyborczej”: zgadzam się zasadniczo z Pańską opinią, ale byłbym większym optymistą jeśli idzie o młodych księży i aktywistów, jak Pan pisze – katoendeków. Moim zdaniem, w grupie tej tkwi spory potencjał zmiany, głównie dlatego, że sa to ludzie nieuzależnieni od hierarchii (czego dowiodła sprawa Wielgusa). I chociaż nic mnie właściwie z nimi nie łączy – liczę że ziarno rewizjonizmu padnie na tę glebę!

    Pozdrawiam

    Geograf

  7. Myślę ze najlepszą ilustracją dla tekstu o tym co stało się w polskim kościele katolickim było by umieszczenie nad takim tekstem obrazka przedstawiajacego pierwotny projekt Świątyni Opatrzności, pokazanie jej taką jaka miała być. Na końcu tego tetstu powina się znaleźć fotka tego co się buduje dziś.

    Pierwotny projekt Marka Budzyńskiego nawiązywał do encykliki Wiara i Rozum. Była by to świątynia i ks. Bartnika, i Michała Hellera, Wojtyły i Tischnera. Opaczność masońska nie kłóciła się w nim z Opatrznością Bozą. 🙂

    Projekt nawiązywał do obyczaju epoki Konstytucji 3 mają, obyczaju zakładania parków i ogrodów które należy czytac,
    wędrując po nich.
    Do mnie mrugał ten projekt troszkę ironicznie: Oto odpowiedź na Sofijówke założoną przez targowiczanina i tak udale opisaną przez Trembeckiego.

    Zresztą co tu pisać kiedy projekt jest objaśniony w internecie. Przeczytajcie koniecznie:

    http://www.bbk.v-net.pl/fides/index01.htm

    To co buduje się dziś „każdy widzi” – by odwołać się do Nowych Aten.
    Dla tamtego pierwotnego projektu byłem gotów pójść do kościoła i rzucić na tacę. Na to co powstaje nie rzucę.

  8. Szanowny Gospodarzu,

    Kościół istnieje nie dlatego, że „wciąż zaspokaja pewne duchowe potrzeby znacznej części Polaków” ale dlatego, że istnieje taka możliwość rynkowa (zaspakajanie potrzeb), a Kościół katolicki jest na tym polu bardzo efektywny (2000 lat praktyki). Kościół przetrwał tak długo, ponieważ współpracuje z każdą władzą i z każdym systemem – byle przetrwać. Osobiście nie mam nic przeciwko temu.

    Ale to inteligencja (przynajmniej w sensie wykształcenia doradców, jeśli prezydent jest np. „tylko” elektrykiem) rządzi i to rządząca inteligencja zezwala na religię w przedszkolach i to rządząca inteligencja biega na pielgrzymki do Kościoła i zwala na Boga rządzenie i modli się o deszcz i to rządząca inteligencja oddaje Kościołowi coraz większe majątki i to inteligencja opracowała kodeks etyki lekarskiej i to inteligencja wybrała i poparła panią Sowińską, itd.
    Nasuwa się wniosek, iż ta rządząca inteligencja bierze przykład z Kościoła i chce jak najwięcej zagarnąć (póki można) bez żadnej kontroli i konsekwencji.
    A Polska? A cóż ich Polska obchodzi, skoro czeka na nich królestwo niebieskie czy inny raj?

    Chodzi mi tylko i wyłącznie o obłudę (komuniści wzorowali się tu również na Kościele ale jak zwykle kiepsko im wyszło), zakłamanie, pazerność i szereg innych bardzo negatywnych cech polskiego Kościoła katolickiego.

    Kiedyś w szkole uczono myślenia. Ale to było kiedyś. Dziś uczy się instrukcji Microsoftu i religii.

    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  9. Ciekawe dlaczego Dzień Dziękczynienia ma przypadać akurat w Dniu Dziecka. Czyżby chciano zastąpić jedno święto, drugim. Przecież nie raz w historii KK już to się zdarzało.

  10. HASAN
    A ja pamiętam Dziadka Mroza 😀

  11. hasan – 8;23 – Dzień Dziękczynienia nie przypada na Dzień Dziecka, tylko na 1-szą niedzielę czerwca. A to dla tego, że w tym dniu zbiera się na tacę. Zarówno podczas mszy, jak i po – na specjalne cele. Dzień Dziękczynienia z założenia swego jest DNIEM KWESTY. A że od czasu do czasu przypadnie akurat w Dniu Dziecka? To w kweście nie przeszkadza.
    A tak już na poważnie. Zbrzydziły mnie głęboko ostatnie działania KK i nie tylko w kwestii rzeczonej kwesty.
    Na OBIEKT nie dam ani grosza.

  12. Szanowny Gospodarzu,
    czytając „Stauffenberg” ma Pan pewnie na myśli Clausa Philippa Marię Schenka Graf von Stauffenberg. A tu niespodzianka! Stauffenbergowie byli też rodziną pruską i protestancką! Nie tak oczywiście znaną i sławną, jak i katoliccy krewni z Jettingen, ale coś tam do powiedzenia „w Prusiech” mieli. Kosmopolici, a nie Prusacy z ducha, stanowisk w OKH czy OKW za Adolfa H. nie osiągnęli, dlatego też w Polsce o nich nie wiedziano, a w Bundesrepublice szybko zapomniano. Jeden z przedstawicieli familii zresztą wyjechał do USA i zasłuzył się nieco (5 maszyn japońskich strąconych) w Wojnie Powietrznej nad Pacyfikiem.
    Co do meritum czyli dzisiejszego wpisu – mało kto pamieta, że owo „votum narodowe” czyli Świątynia Opatrzności JUZ JEST. Wprawdzie mała i pod Siedlcami, ale jednak stoi.
    Klucza w sprawie całej nieszczęsnej budowy światynii zwanej w kręgach architektów warszawskich „meczetem wilanowskim” należy moim zdaniem szukać w osobowości kard. Glempa. To miało być JEGO dzieło, JEGO Kościół Pasterski w którym miał być pochowany i ktory przetrwa stulecia. Chciał aby po prostu nie mozna było nie powiedzieć za 50 lat dajmy na to ” Świątyni Opatrzności, stworzona pracą śp. kardynała Józefa Glempa”. Ludzkie, to, arcyludzkie…ale w jakże niewłaściwym momencie dla KRK stworzone i w jakże niewłaściwy sposób prowadzone. Moim zdaniem ten projekt nie da się już obronić – zamiast pomnikowej budowli pozostał niesmak – nawet jeśli chodzi o sam konkurs na bryłę świątyni i sposób jego rozstrzygnięcia. Abp. Nycz, moim zdaniem nic juz tutaj nie zmieni…bedzie tylko doraźnie łagodził napięcia (których w Warszawie i tak nie brak, nie tylko zresztą na tle Świątyni).

  13. Nela
    Panstwo szczodra reka dorzuci do swiatyni z twoich podatkow nie pytajac cie o zdanie. Podobnie jak Jacobsky wolalabym np szpital lub dom opieki spolecznej im Opatrznosci.

  14. Panie Redaktorze, Szanowni Blogowicze,

    czy słyszeliście już o najnowszym wyczynie PR-owskim p. Michała Kamińskiego? Z okazji Dnia Dziecka, prezydent ukazał ludzkie oblicze i poczytał dzieciom „Lokomotywę” Tuwima. Ileż ukrytych sensów! Sięgnięcie przez prezydenta po takiego Autora to wszak wyraz ręki wyciągniętej do zgody wobec środowisk „o korzeniach KPP-owskich”. Z drugiej zaś strony, rzeczona lokomotywa („tłusta, ogromna i pot z niej spływa”) stanowi subtelną alegorię Układu, którym można dzieci postraszyć. Szczególnie wagon nr 3 („a w trzecim siedzą same grubasy, siedza i jedzą tłuste kiełbasy”) powinien przemawiać do wyobraźni młodych słuchaczy. Tylko co jeśli później dzieci nie będą chciały jeść obiadków? Mikołaj nie przyniesie prezentów? 🙂

    Pozdrawiam

    Geograf

    PS Warto niekiedy posłuchać (wg terminologii o. Dyrektora – popodsłuchiwać) w sobotni wieczór Radia Maryja. Po półtoragodzinnym bluzgu J.R.Nowaka na całą scenę publicystyczną na lewo od niego (od „Der Dziennika”, przez „Obłudnik Powszechny” po „Trybunę”), zatelefonował na antenę leśny dziadek polskiej filozofii: Bogusław Wolniewicz. Tym razem Pan Profesor raczył zakwestionować legendę marca ’68. Tak się jednak biedak zapędził w swoim obalaniu mitów, że zaczął wychwalać Gomułkę i twierdzić że żaden (!) Żyd z Polski wyjeżdżać nie musiał. Próba przerwania tych arcyciekawych wywodów przez Ojca Prowadzącego zakończyła się porażką. Doszło do tego, że polemikę z rozłączonym już Wolniewiczem podjął… Jerzy Robert Nowak! Jak widać, pluralizm rozkwita nawet w środowisku najbardziej, zdawałoby się, niesprzyjającym.

  15. Całkowicie zgadzam się z wpisem dana 1. Dodam jeszcze, że pomysł budowy Świątyni Opatrzności Bożej nie jest ani megalomański ani ponad możliwości Kościoła. Koszt budowy to w końcu 3 zł na polskiego katolika – drobiazg. Problem jest w realizacji. Gdy ogłoszono projekt, który wygrał konkurs byłem nim zachwycony i uważałem za oczywiste, że przekażę na budowę możliwie solidne wsparcie. Później jednak zakulisowymi przepychankami wciśnięto projekt, który nie doszedł nawet do finału konkursu. To co miało być symbolem Kościoła otwartego, tolerancyjnego, odważnego zastąpiono jego przeciwieństwem. W efekcie sam nie dałem ani grosza na budowę, to już przestał być „mój” projekt. Jak przypuszczam budowa jest finansowana jedynie przez tych, którzy hierarhii wybaczą wszystko, a takich jak widać nie ma za wiele.

  16. Podpisuję się pod wypowiedzią Jotki z poprzedniej dyskusji. Mam wrażenie, że nurt refleksji religijnej, jaki reprezentuje, jest coraz popularniejszy w Polsce – nawet jeśli tego oficjalnie nie widać. Katolicy w Polsce shardzieli… na razie wyżywają się anonimowo w internecie, w prywatnych rozmowach dają upust frustracji i niezadowoleniu ze swoich „pasterzy”, ale tylko patrzeć, kiedy „obrazoburcy” staną do boju i będzie ich legion…. Najlepszy dowód, jak przyjmowane są wypowiedzi Palikota – przeważa akceptacja co najmniej co do treści, bywają zastrzeżenia co do formy. Pani Senyszyn też ma grono zwolenników.
    Stauffenberg – czyżbyś był członkiem tej zacnej familii? Też pomyślałam o tym sławnym zamachowcu (w Norymberdze jest most Stauffenberga), nie wiedziałam o innych gałęziach rodu.

  17. Panie Redaktorze !
    Pojęcie „nowe ruchy religijne” odnoszę do zjawiska, nie do konkretnego, jednostkowego przypadku. Charakteryzuje się ów ruch (a może- klimat społeczny, atmosfera „mentalna” ? – nie wiem jak to jednoznacznie nazwać) anty-dogmatycznosćią, indydualizmem, subiektywizacją,
    postrzeganiem świata na zasadzie – „Ja” przede wszystkim, kruszeniem wszelkich „imperiów” czy mega-struktur. I m.in. Marzec ’68 (brany en bloc, w skali całego świata, rewolucji „mentalnej” i „świadomościowej” – nie wąsko, lokalnie po-polsku, jako niby-anty-komunistyczny ruch społeczeństw śr-europejskich p-ko „opresji systemu” radzieckiego: systemu tak – ale branego „szeroko” – w Polsce to było takie odczucie (jako Wy d.KOR-owcy czy „komandosi” chcecie), ale np. we Francji – p-ko skostnieniu i faryzeizmowi moralno-etycznemu, w Niemczech – bunt dzieci urodzonych po wojnie p-ko rodzicom przeżywającym II WŚ w nazistowkich Niemczech, w USA – p-ko zakłamaniu i wojnie wietnamskiej, w Meksyku – p-ko biedzie i w „popraciu” TAK – TAK, dla Fidela Castro i
    Kuby); co kraj „to obyczaj”…….Wspólny był antydogmatyzm.
    I jest to właśnie clou omawianego problemu. Jeśli Wy intelekltualiści mówicie, że w jego wyniku – Marca’68 – padlo m.in. (to element szerszej calości) imperium radzieckie jako negacja zbitki: obóz ZSRR – lewica – to jednocześnie trzeba zauważyć (albo chciec zauważyć), iż katolicyzm i Kk, są (i były i będą) postrzegane przez kulturę Zachodu jako „takie post-feudalne” imperium zła, działające w przestrzeni świadomościowo-mentalnej. Opresyjne, ograniczające „Ja” pojedyńczego człowieka, „odmóżdżające” jednostkę i kładące ją „na kolana”. Pozbawiające ją „wolnej woli”…….i negujące jej przyrodzone racje rozumu. Te dwie konstrukcje są antynomiczne……
    W takim ujęciu – nowe ruchy religijne jako „trend”, ruch i predylekcja mentalnosci i świadomości wspóczesnego człowieka ku wolności, indywidualizmowi czy demokracji (także w przestrzeni religijnych wierzeń badź „nie-wierzeń” – jak w „polityce”, sprawach społecznych czy kontaktach między-ludzkich to czemu nie w materii wyznawanych religii ???) betanki „podpadają” akuratnie pod takie pojęcie. Oddają bowiem trend ku „decentralizacji”, dezintegracji większych organizmów (wszyskich), dedogmatyzacji i rozproszeniu.
    Dlaczego Kk mialby nie podlegać tym samym procesom – jako wytwór społeczny, ziemski i jak najbardziej polityczny – jak imperium radzieckie, brytyjskie czy francuskie (a w przeszłości – rzymskie czy bizantyjskie) ? Amerykańskie – też to czeka.
    Drodzy intelektualiści katoliccy – produkt społeczenego wytworu musi podlegać tym samym zasadom funkcjonowania, które charakteryzują i kształtują inne tego typu „twory”. „Betanki” z Kazimierza Dln. nie są bowiem moim zdaniem niczym innym niźli np. mormoni czy jehowici w najszerzej pojętym protestantyzmie (tzw. II czy III faza reformacji);
    dezintegracja katolicyzmu, jego podział (wg kryteriów ideo-teologicznych) oraz decentralizacja instytucji przekładają się bowiem na taką samą
    tendencję wśród np. państw narodowych (tracenie przez nie kolejnych prerogatyw, podzial na coraz mniejsze jednostki terytorialne, ruchy separatystyczne etc.). Świat dzisiejszy jest bowiem – m.in. w wyniku „dociśnięcia” panowie intlektualiści w AD’68 roku pedłu gazu
    p/n: wolność jednostki, subiektywizm, wolna wola i wybór – pod ciśnieniem sił dezintegracyjnych w makro- i mikro- skali. Kościół też tym prawom podlega. Chyba że patrzymy nań jako na „fenomen”…. Ale w takim razie dyskusja jest bez zasadna.
    Pozdrawiam serdecznie:
    WODNIK53

  18. Norymberga – Stauffenbergów pruskich w”W Prusiech” już nie ma, jest kilku w Bundesrepublice i kilku w USA, ale należę do rodziny spokrewnionej z nimi dość blisko.
    Wracając do Świątyni Opatrzności – nie powiem pewnie niczego nowego dla Gospodarza, który uszy i oczy swoje mając na ul.Miodowej wie pewnie to wszystko, ale dotarły do mnie pewne „smaczne” szczegóły odrzucenia wygranego projektu.
    Otóż kilku panów w sutannach na Miodowej wszczęło strasznie hałaśliwą kampanię przeciwko projektowi Budzyńskiego, jako „opierajacemu się na kurhanie” czyli – „pogańskiemu”. Autorowi projektu odmówiono dostępu do prymasa Glempa, a w tym czasie miodowska opozycja urabiała prymasa przeciw, wiedząc, że w razie czego jego głos zdecyduje…. Dziwnym trafem jeden z tych panów działających przeciwko projektowi jest blisko spokrewnionyz projektantami „meczetu wilanowskiego”, który odpadł zaraz w pierwszym etapie…podetkano go prymasowi jako „jedyny gotowy” (co oczywiscie było nieprawdą) i dlatego miał się na niego zgodzić… tzw. „czynnik ludzki „w takich sprawach jest jednak nie do przecenienia…

  19. Szanowny Panie Redaktorze,
    cieszę się, że zechciał Pan podjąć dyskusję na temat Dnia Dziękczynienia.
    Wczoraj w kościele uwaznie wysłuchałam listu abp Nycza. Majstersztyk manipulacji, czysta propaganda w klasycznym wydaniu, według książkowej recepty. Uzyskania efektu perswazyjnego uzależnione jest w dużej mierze od tego czy uda się połączyć cztery główne techniki wywierania wpływu: 1) perswazję wstępną, 2) wiarygodność źródła, 3) konstrukcję i przekaz komunikatu, 4) kontrolę uczuć.
    Ad.1) Perswazja wstępna to przejęcie kontroli nad sytuacją i stworzenie atmosfery sprzyjającej komunikatowi. Zabieg ten ma na celu nadanie struktury problemowi oraz sposobowi przedstawienia decyzji. Jej skuteczność przejawia się w ustaleniu tego, ?co każdy wie? i ?co wszyscy uważają za oczywiste?. Sformułowanie problemu i zdefiniowanie sposobu, w jaki należy o nim dyskutować wpływa na relacje poznawcze odbiorców, pozwala uzyskać ich zgodę, przy równoczesnym stwarzaniu pozorów, że wcale nie próbuje się ich do czegokolwiek przekonać. Tutaj tym o czym każdy wie była „wdzięczność za dzieci i rodziców” bo od tego zaczynał się list. Na zasadzie kategoryzacji powody wdzięczności mozna było rozszerzać i dodawać sposoby jej okazywania, w tym przez budowę świątyni Ad.2) Wiarygodność źródła to zadbanie o właściwy wizerunek w oczach odbiorców. Nadawca musi zaprezentować się jako sympatyczny, dobrze poinformowany, godny zaufania, niezłomny czy też posiadający inne atrybuty ułatwiające mu przekonywanie. Abp Nycz postrzegany jest jako ten „otwarty” plus baloniki, etc. nawiązujące do rytuałów pozakościelnych, wykorzystania dnia dziecka. Ad.3) Komunikat powinien być tak skonstruowany i przekazany, aby mógł skupić uwagę i myśli odbiorców dokładnie na tym, na czym zależy nadawcy. Odwrócić ich uwagę od argumentów przemawiających przeciwko prezentowanemu stanowisku. Przykuć uwagę odbiorców na tyle żywym i sugestywnym obrazem, aby uruchomiony został proces autoperswazji. Każdy jeżeli nie ma dzieci to był dzieckiem. Nie ma osoby, której ten temat by nie poruszył. Zręczne przejście do świątyni może się już „wozić” na atmosferze stworzonej przez pierwsze fragmenty listu. Końcowa fraza nawiązująca ponownie do wdzięczności za dzieci dopełnia całości zręcznej komunikacji. Ad. 4) Kontrola uczuć stanowi istotny warunek skutecznego wpływu. Należy wzbudzić w odbiorcy określone emocje a następnie podsunąć mu sposób reakcji na te emocje. Sposób reakcji pokrywa się z działaniem, do którego nadawca pragnie odbiorcę nakłonić. Powoduje to, że odbiorcy skupiają się na własnych uczuciach i ulegają sugestiom w nadziei, że uda im się uniknąć negatywnych emocji bądź pozostać przy emocjach pozytywnych. Jakie emocje wywołuje w Dzień Dziecka mówienie o wdzięczności z racji ich istnienia? No właśnie. [opis technik wywierania wpływu za Pratkanis, Aronson,Wiek propagandy, 2004].
    Z technicznego punktu widzenia list świetny. Z punktu widzenia dialogu wewnątrzkościelnego to po prostu dramat. Manipulacja stanowi rodzaj przemocy, demonstracji pogardy dla partnera.
    Kościół ma prawo przekonywać do swoich racji. Ma prawo być inicjatorem różnych projektów. Powinien jednak prowadzić na ten temat dialog, rozmowę. Winien zachować minimum szacunku dla „stada”, któremu przewodzi. A zatem wszystkie takie rozmowy powinny rozpoczynać się od postawienia pytania. W tym wypadku od pytania czy „stado” istotnie poczuwa się do obowiązku spełniania zobowiązań zaprzeszłych pokoleń? Tak/nie/dlaczego/na jakich warunkach? Co rozumie pod pojęciem „świątyni”? Twór architektoniczny, element infrastruktury, czy może coś zgoła innego? Kościół ma prawo perswadować, przekonywać. Czy ma prawo posługiwać się manipulacją, stosować propagandę? Teoretycznie wszystko może, wychodząc z założenia, że liczy się przede wszystkim skuteczność, ale czy powinien. Pytanie o wymiar moralny i o skuteczność w długiej perpektywie. „Stado” jednak co nieco rozumie, słucha, obserwuje i wyciąga wnioski.
    A swoją drogą czy nie warto by było podyskutować na temat konsekwencji stosowania metafory „stada” i „pasterza”?
    Pozdrawiam serdecznie
    Jotka

  20. Dzien dziekczynienia jakos dziwnie mnie sie kojarzy z amerykanskim thanksgiving tylko ze tutaj w USA Prezydent daruje zycie indykowi a w Polsce ?
    Tutaj to nie jest swieto religine.To swieto bardziej o charakterze rodzinnym, srodowiskowym – o wielu elementach wychowawczych-.
    Abp. Nycz czyni to co uwaza za wlasciwe z punktuwiedzenia polskiego kosciola katolickiego, bo cos mnie sie wydaje ze na Prymas juz nie ma zbyt wiele do powiedzenia wsrod reszty polskiego purpuratu.

    Dzienczynienie w polskim wydaniu – pytanie Komu i Za Co?
    jezeli za wolnosc ? hm dobre pytanie , a jeszcze ciekawsza odpowiedz.
    A moze w zwiazku z Dniem Dziecka – jako element polityki antyaborcyjnej? Nie! to zbyt lapidarne. Raczej kolejny przyczynek do pokazania, tego czym jest i czego potrzebuje polski kosciol katolicki.
    Moja odpowiedz to proby odzyskania czesci wiernych ktorzy stopniowo odsuwaja sie od kosciola a tym samym odzyskanie okreslonych wplywow finansowych. Judaszowska chytrosc rodzimego purpuratu jest juz tak czytelna i wyrazna, ze obko mdlosci jeszcze wieksza nechce do tego wszystkiego sie poteguje i Chyba ja sam za to wszystko podziekuje. Tak wiec jest w istocie przyczynek do dziekczynienia.

  21. ŚOB.

    To tak jak:
    „Cały Naród buduje stolicę”.

    Chłam i gówno, które rzucono w ludzi i tak już zostało. Oblepieni owym gównem budowali Rodacy gównianą stolicę a efekty tego natężenia widoczne są do dzisiaj.

  22. Szanowni dyskutanci, jestem ignorantem w historii kościoła (i kościołów), nie wiem, dlaczego Gospodarz czepia się masonów, a nie np. aborygenów, nie wiem, bo wolno mi nie wiedzieć, choć nie ma czym się chwalić. Kilka lat temu, będąc w Ciechocinku w sanatorium postanowiłem „zaliczyć” sławny Licheń.Owszem, kompleks klasztorny piękny, pełen uroku, ale po chwili dowiedziałem się, że ŚWIĄTYNIA, to to, co tam z daleka widać (ok. 0,7km). Obiekt był w stadium tuż przed ukończeniem (otwarto za 3 miesiące). Gigantomania i koszmar połączony z przepychem, szczególnie rażące na tle kujawskiego otoczenia (kompletny bezład urbanistyczny, małe, biedne chałupki). Miałem wrażenie, że jestem w Disneylandzie zbudowanym w południowym Sudanie.
    Wilanowska Świątynia stoi wprawdzie w lepszym otoczeniu, ale kontrast katolickiej skromności na tle otoczenia podobny. Co na to św. Franciszek? Niektórzy mają łączność ze świętymi(mówią, że wiedzą, co chcą święci), więc może by tak zapytać Franciszka, co myśli o ubóstwie i pokorze polskiego kościoła świętego…

  23. Ad. Pielnia1
    Między Licheniem a Wilanowem jest i będzie jedna podstawowa różnica. Pierwsze dzieło pochodzi z prawdziwych ludzkich emocji, drugie jest dziełem narzucanym przez fantazję jednego człowieka.
    Ks. Makulski zdołał pozyskać dla swej szalonej idei tysiące (czy setki tysięcy) ludzi – widać to po ilości tabliczek w podziemiach. Kard. Glemp nie próbował nikogo pozyskiwać. Uznał, ze jego wola ma być dla wiernych niedyskutowalnym rozkazem.
    Jarmarczność Lichenia jest obrazem gustów nie tylko ks. Makulskiego, ale i jego ofiarodawców. Ten kujawski bizantyjski barok to współczesna wersja sztuki ludowej – pokraczna i koszmarna dla osób obdarzonych pewną wrażliwością, (np: latarnie uliczne w bocznej nawie) ale jednak prawdziwa poprzez zachwyt odwiedzających to miejsce mas, dla których jest ucieleśnieniem piękna. Mówiąc językiem Szwejka Licheń jest „tak brzydki, że aż ładny”.
    Piękno nadaje mu religijna żarliwość ofiarodawców, których nikt do niczego nie zmuszał, nie narzucał, tylko grzecznie prosił jeżdżąc od drzwi do drzwi, ofiarowując odwieczną nadzieję na „non omnis moriar”.
    A Wilanów? Jest dla mnie pokazem innej twarzy Kościoła – twarzy pełnej pychy i wyższości. Powstał w umyśle jednego człowieka, który nie umie prosić, nie widzi potrzeby jeżdżenia i przekonywania. Nakazuje i Sejm ma uchwalić. Rozkazuje i ciało ks. Twardowskiego ma spocząć. Poleca i wierni bez dyskusji mają płacić.
    W całej tej sprawie jest jeszcze jeden aspekt. Bazylika św. Piotra w Rzymie powstawała w atmosferze skandalu o wiele większego. Prymas Glemp odpustów jeszcze wszak nie sprzedaje. Jednak tamten kościół się broni – broni sę swoim pięknem, wielkością sztuki. Dzieło wielkie potrafi upiększyć najgorszą glebę z której zostało zrodzone. W przypadku Wilanowa wątpię, czy się obroni. Obroniłyby się szklane „skrzydła”, nieco perwersyjnie mógłby obronić się projek przedwojenny (dwa pałace – jeden im. Stalina i drugi im. Opatrzności w jednym mieście to byłoby coś! – wszak inspiracja amerykańskimi drapaczami chmur była podobna i tam i tu). Ten projekt to typowa betonowa „obora” jakich wiele w Polsce. Może za 300 lat nabiorą uroku, choć pozwolę sobie wątpić.
    W każdym razie w Licheniu czuć obecność Boga – jeśli nie owego transcendentnego, to chociaż Boga stworzonego sobie przez ludzi jako wyraz swoich pragnień i nadziei.W Wilanowie czuć będzie tylko zapach pychy – wielkiego grzechu, poczatku drogi ku potępieniu.

  24. Ależ Marek i Pielnia1 mają rację. Wystarczy pojeździć trochę po podwarszawskich okolicach i popatrzeć, jak ludzie sukcesu budują swoje domy. To są zamki Gargamela w stylu – żeby to ładnie nazwać – eklektycznym. Są krużganki, łuki, baszty, 10 różnych dachów, koszmar.
    Za pieniądze niestety nie można kupić wrażliwości architektonicznej.

  25. Panie Adamie
    zapewne Pan nie bywa w takich miejscach, bo byłby wstyd na całą Politykę, ale proszę obejrzeć.

    Dyskusja po pokazie filmu „Upside Down” zarejestrowana przez polityczni.pl i tam też można obejrzeć. Gorąco polecam: http://polityczni.pl/po_,audio,51,2279.html

    pozdrawiam
    Bernard

  26. Mareku
    Bardzo mi się twój komentarz spodobał choć urody Lichenia (to chyba od Licha Leśnego?) po inteligencku nie znoszę.
    Piszesz:

    W każdym razie w Licheniu czuć obecność Boga – jeśli nie owego transcendentnego, to chociaż Boga stworzonego sobie przez ludzi jako wyraz swoich pragnień i nadziei.

    Ja pragnę dodać że jeśli moja powierzchowna znajomość doktryny chrześcijańskiej mnie zwodzi to całym jej sensem jest wejście Boga w historię ludzkości w konkretnym miejscu, czasie i kulturze. Transcendencja zanurzona w materii. Licheń tak jak go prezentujesz doskonale to ilustruje.

  27. „nie zwodzi” ma byc

  28. @ Marek i dana1:
    „Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo a człowiek oddaje mu to z nawiązką” J. Tischner
    🙂
    Swoją drogą, Licheń to ciekawy jak na polski KK przykład ideologicznego bigosu (by nie powiedzić – postmodernizmu). Kilka lat temu, będąc jeszcze studentem, przebywałem tam na zajęciach terenowych. W przykościelnym parku, tablica pamiątkowa z lastryko upstrzona szkłem z tłuczonych butelek, a na niej wspomniani – obok siebie! – Powstańcy Warszawscy, Partyzanci GL, Żołnierze NSZ i… Bohaterowie Getta Warszawskiego!

    Pozdrawiam

    Geograf

  29. „a na niej wspomniani – obok siebie! – Powstańcy Warszawscy, Partyzanci GL, Żołnierze NSZ i? Bohaterowie Getta Warszawskiego!”

    Dobrze, że nie obrońcy Monte Cassino – co podobno w jakimś mieście utrwalono w nazwie ulicy!

    Cóż, mądrość prostaczków przewyższa niekiedy rozsądkiem wywody jajogłowych…..

    Bigos to w sumie smaczna potrawa, więć jest w tym Licheniu dużo smakowitych rzeczy.
    Oglądając to dzieło ks. Makulskiego powtarzałem sobie: „Jak nieskończona jest różnorodność dzieł Bożych!” To właśnie jajogłowi niekiedy na siłę próbują wepchnąć bogactwo świata w sztywne ramy wszystkowyjaśniających systemów. Cieszmy się, że są wśród nas tacy, którym Licheń się podoba. Świat staje się poprzez to bogatszy.

  30. Bigos i Monte Cassino!!!
    Jest tam, na Monte Cassino, płyta na której wymienia się cztery hordy które niszczyły klasztor.
    Ci „Czteroracy Jeźdźcy Apokalipsy” to:
    Longobardowie, Saraceni, Wojska Napoleona i Alianci. Polacy nie zostali wśród aliantów szczególnie wyróżnieni.

  31. @Marek
    Fakt, Licheń świat wzbogaca (albo – jak lubią mawiać duszpasterze – „ubogaca”). Jest sponatniczny, a nie jest – to istotne – radiomaryjny. W ogóle jest wolny od ideologi. Szkoda tylko, że licheńska estetyka wywiera tak silny wpływ na architekturę sakralną całego kraju (oczywiście, nie w takiej skali).

    Efekt osiągnięty na tych płaskich jak stół południowych Kujawach (właściwie to już wschodnia Wielkopolska) jest piorunujący – widać toto z oddali, ciekawie kontrastuje z hutą aluminium w Malińcu i elektrownią „Konin” 🙂 Klimat, moim zdaniem, świetnie oddany w „Barbarze Radziwiłłównie z Jaworzna Szczakowej”. Mnie najbardziej ujął gigantyczny obraz w bocznej nawie: Matka Boska w powietrzu, metr nad ziemią, i mały kundelek podający łapkę…

    Pozdrawiam

    Geograf

    PS Ulica „Obrońców Monte Cassino” istniała w Zabrzu, przez pierwsze 3 dni po wyzwoleniu. Ciekawe – pomyłka czy heca chłopców z Wehrwolfu? 🙂

  32. Torlinie,

    byc moze za pieniadze nie da sie kupic wrazliwosci architektonicznej, ale za to da sie kupic wszystkie style, jakie tylko przyjda inwestorowi do glowy. Skutek – jak opisujesz…

    Pozdrowienia

  33. Gospodarz nasz:
    „Na tej samej zasadzie nie wielbię budowli totalitarnych, jak nasz Pałac Kultury skopiowany z wieżowców Chicago, pohitlerowska Hala Ludowa we Wrocławiu czy dzielnica Mussoliniego w Rzymie. To, że są to gmachy ,,obmodlone? przez uczestników niezliczonych zjazdów partyjnych nie przydaje im w mych oczach niczego. Głęboka religijność nie musi iść w parze z gigantomanią i brzydotą, a nawet przeciwnie – są to zwykle przeszkody na drodze duchowej.”

    Drogi Gospodarzu!
    Być może dla wielkomiejskiego inteligenta brak wyrafinowanego smaku artystycznego jest zbrodnią, jednak zestawianie w tym samym rządku faszystów, nazistów i wielbicieli niezwykłego stylu Lichenia, gadżetów ze starganów przy ul. św. Barbary w Częstochowie (Chrystus z diodami w oczach, butelki na wodę święconą pod postacią NMP) czy innych przejawów religijności jak najbardziej ludowej jest wg mnie co najmniej niewłaściwe. Ci ludzie może są trudni w rozmowie, prezentują styl życia daleki od krakowskiej lub warszawskiej bohemy to jednak z reguły nikogo nie zamordowali ani nie posłali do gazu czy na wojnę.
    Więcej miłości do maluczkich świata tego! Bóg stwarzając najlichszego robaczka chciał poprzez niego świat ten uczynić bogatszym!

css.php