Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

7.10.2006
sobota

Jak fanatyk z fanatykiem

7 października 2006, sobota,

Jeszcze o fanatykach. Taksówkarz z poprzedniego odcinka może i słuchał przyjaciela Oza, ale ostatecznie niczego nie zrozumiał. Leczy się z fanatyzmu ten, kto próbuje popatrzeć choćby na chwilę na siebie oczami innego. Taksówkarz zamiast wystawiać cenzurkę klientowi – jaki pan okrutny – powinien był wystawić cenzurkę sobie: no tak, tak mogłoby to wygladać, gdybyśmy chcieli zabić wszystkich naszych Arabów, wycofuję się, nie tędy droga. Ale to byłoby już niemal oświecenie. Całkiem nieźle byłoby też, gdyby wykazał się choćby jakimś poczuciem humoru na własnym punkcie i powiedział: no dał mi pan do myślenia, chyba plotę straszne głupstwa.

Fanatyzm jest szerszy niż fundamentalizm. Fundamentalizm to sprzeciw wobec  nowoczesności postrzeganej jako upadek i zagrożenie. Fanatyczny przeciwnik palenia papierosów może być entuzjastą nowoczesności. Oz zajmuje się fanatyzmem. Podaje przykład swojej babki odpornej na fanatyzm. Babka uczyła go tak: chrześcijanie wierzą, że Mesjasz już był i jeszcze wróci; żydzi – że dopiero ma przyjść. Z powodu tej różnicy przelano mnóstwo krwi i wyrządzono mnóstwo zła. A dlaczego nie można poczekać i przekonać się? Jeśli Mesjasz przyjdzie i powie: Witajcie, miło was znowu zobaczyć, to żydzi będą musieli dać za wygraną. A jeśli powie: Witajcie, miło was poznać, to świat chrześcijański będzie musiał przeprosić żydów. A tymczasem żyjmy i dajmy żyć innym.

Oz wie, że leczenie się z fanatyzmu trzeba zacząć od siebie, we własnym domu, bo gen fanatyzmu tkwi w każdym z nas.

PS. „Panno Wścieklico”, nie bardzo rozumiem, co Pannę tak rozgniewało w Radzie Języka Polskiego. (Moja rola w RJP jako publicysty nie jest rolą językoznawcy, a tym bardziej normotwórcy, bo nie mam takich kompetencji, lecz rolą konsultanta).
„Jarek” – słusznie, wyborców SLD też nie godzi się obrażać, ale premier w Stoczni nie ich miał na myśli.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Adam Szostkiewicz pisze: „Oz wie, że leczenie się z fanatyzmu trzeba zacząć od siebie, we własnym domu, bo gen fanatyzmu tkwi w każdym z nas.”

    Od kiedy członkiem niemal każdej rodziny (często najważniejszym) stał się telewizor, telewizja zaczęła odgrywać szczególną rolę w kształtowaniu postaw. Jeśli nie zajmie się ona aktywnym tępieniem postaw fanatycznych, nie wróżę niczego dobrego naszej cywilizacji. Na przykład każda informacja o samobójczym zamachu powinna być opatrzona komentarzem, że nie jest to sposób postępowania godny człowieka. A tymczasem bardzo często mamy tylko podliczanie trupów i epatowanie krwią.

  2. Do wytępienia fanatyzmu w rodzinie,społeczeństwie,Państwie potrzeba
    dużo czasu,dobrej woli,wytrwałości,krótko mówiąc,fanatycznej woli
    i chęci walki wielu środowisk,aby tą truciznę społeczną wyplenić.
    Jeszcze krócej–klin,klinem wybić, nie wpadając w nałóg wybijania.
    Trudno będzie,oj trudno!!

  3. fanatyzm wynika z braku myślenia, a brak myślenia prowadzi do bezrozumnego klepania wyuczonych frazesów.

    bylem wlasnie na 3 emonstracjach w Warszawie i sie po prostu uśmiałem.
    Na wszystkich manifestacjach hasło „precz z komuną”. Właściwie nikt nie wie o co chodzi ale pokrzyczeć mozna.

    Na demonstracji Platformy duża grupka ludzi widząc kontrdemonstrację Lewackiej młodzieży krzyczy do niej „homoseksualizm trzeba leczyc”.
    Za moment widzę, jak na wiecu PIS grupa kobiet przegania długowłosych mlodzieńców z kamerą okrzykami „pedały, pederaści”.
    Nawet nie chcę myśleć co krzyczano wśród Białoróżowych. Wystarczył mi widok transparentu „KORniki do lasu, Polacy do władzy” czy jakoś tak.

    o co chodzi? nie wiadomo. Ważne że komuna i pedały złe a Tusk, Rokita, Lepper, Wierzejski, Kaczyński, Dorn (niepotrzebne skreślić) dobre.

    Ciekawe jeszcze, że Donald Tusk mówi o solidarności i pojednaniu narodu, a Rokita o nadziei. Za chwilę 2 km obok Jarosław Kaczyński mówi o solidarności pojednaniu i nadziei. I tu i tu oklaski.
    O co chodzi? Chyba o to, żeby pokazać że my dobrzy oni źli.
    No bo chyba nie o pojednanie z tymi Lumpenliberałami i wykształciuchami/ Moherowymi zacfanymi niezdarami.
    W ogóle nie wiadomo o co chodzi.

    A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze:)

    Tak się rodzi fanatyzm.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Byłam dziś na debacie prof. Balcerowicza i prof. Zolla w WSE im. księdza Józefa Tischnera i usłyszałam „Warszawa chodzi na manifestacje, a w Krakowie się myśli” (prof. Zoll). To był miły żart dedykowany pełnej sali, ale rzeczywiście lepiej czułam się na wykładzie Leszka Balcerowicza „Praworządność i pieniądz”, niż gdybym miała manifestować swą zdezorientowaną obywatelskość na ulicach stolicy. Lulka

  6. Tymczasem ksenofobia ma się dobrze 😉 i to w samym sercu zjednoczonej Europy:
    http://biznes.onet.pl/5,1364378,prasa.html

    Zacytuję fragment:

    Fakt, że decyzje inwestycyjne są mocno uzależnione od stereotypów kulturowych, potwierdzają badania ekonomistów z dziedziny gospodarki narodowej z Uniwersytetu w Sassarii, Northwestern University i University of Chicago. Naukowcy dowiedli, że uwarunkowane kulturowo sympatie i antypatie między obywatelami różnych państw mają rzeczywiste następstwa ekonomiczne w decyzjach dotyczących zakupów i inwestycjach bezpośrednich. Jeśli przyjrzymy się strumieniom inwestycji między poszczególnymi krajami, zauważymy, że ze szczególnym upodobaniem inwestuje się w przedsiębiorstwa, których kultura jest nam bliższa, czyli którym się ufa. A zaufanie, którym cieszy się dany kraj, nie jest homogeniczne na całym świecie, tylko wynika z wzajemnych stosunków między dwoma krajami. Stąd też to, czy inne kraje, a przy tym ewentualni inwestorzy, obdarzają dany kraj zaufaniem, jest bardzo różnie postrzegane. Podczas gdy Brytyjczycy podchodzą do Francuzów niezmiernie sceptycznie, Niemcy mają do swoich sąsiadów stosunek nader pozytywny. Efekty inwestycyjne są ogromne.

    Fachowcy to napisali, a ja szary borsuk z pewnym doswiadczeniem na polu międzynarodowej współparcy gospodarczej, potwierdzę: faktycznie tak właśnie jest.

  7. Super ze pan o tym pisze. Bo mam cytat z jednego fanatyka i nalezaloby go potepic:
    „Nie wyobrażam sobie, żeby przyszła pani Senyszyn albo pan Biedroń. Na pewno nie życzymy sobie też lesbijek ani pań z biczem. Jeżeli przyjdzie jakiś homoseksualista, to na pewno nie będzie szedł w pierwszym szeregu, ani w jakimś widocznym miejscu, koło Tuska. Nie możemy takiego kogoś wyrzucić, ale jeżeli zacznie wznosić swoje homoseksualne postulaty, zostanie wyprowadzony.” to powiedzial Niesiołowski. A hasło PO brzmi: RAZEM

  8. Witam! Ładna historia o Mesjaszu i problemach z tym zwiążanych. Ale ja myślę, że kolejną oznaką fanatyka, jest, że oprócz tego, że on nie wątpi, to on i nie słucha, nie słucha też opowieści( a praktycznie każda powieść czy opowiadanie powinna mieć ducha opowieści). Wydaje mi się( może się mylę), że od fanatyzmu są wolni ludzie którzy przeczytali w swoim zyciu mnóstwo książek i to nie jednego gatunku czy o jednej tematyce, ale bardzo różnorodnych. Oni są otwarci, ja np. nie mógłbym być fanatykiem, bo zaraz sobie przypomnę jakąś tezę , teoprię pogląd przeciwny lub odbiegający od tego, który niby mógłbym fanatycznie bronić. Może jestem dziwny, ale często mam tak , że np. słysze jedne pogląd, myślę sobnię, ale mądzrte gada, za chwile słyszę drugi zupełnieprzeciwstawny pierwszemu, i myślę sobie, kurde, ale to mądre, i tak to ze mną jest, albo sobie myślę, że ten trzeci ktyóry usłyszałem, wcale nie jest głupszy, i jak tu być fanatykiem, jak zgadzam się ( często naturalnie po części) ze wszystkimi \dyskutantami. Ale ta zasada nie dotyczy w ogóle polityków, nie wiem czy szanowni blogowicze obejrzeli wczorajszy magazyn 24 godziny w telewizji, którą ostatnio PIS sobie upodobał (he, he,). Po 21 wystepowali tam jedna paniu i dwóch panów, pani z młodzieży wszechPolskiej, pan z Pisu i pan z Platformy. Powiem, szczerze, ja się przeraziłem, takiego bełkotu, takich formułek wyuczonych na pamięć( dotyczyło to całej trójki), takiego gadania samego jak liderzy partyjni( ale nawet bez emocji i zaanga zowania starszych polityków). Przypominało to dyskusję 3 robotów, z których jednemu wszczepiono myśli( a nawet nie myśl tylko poglądy) Jarosława Madrego, drugiemu Tuska, Rokity,itd, a robotowi żeńskiemu Giertycha i W. W.( nie mylić z Voo Voo). A niby młodzxi mają być nadzieją, jak by to Winnetou powiedział ,,Pshaw!”. A po polskiemu phi! jesli całość młodzieżówek partyjnych jest taka jak ta trójka, to będzie u nas coraz gorzej. Naprawdę.

  9. Nie widze nic zlego w fanatyzmie. Fanatyczne umilowanie wolnosci, sprawiedliwosci i naszej swietej religii katolickiej to cechy prawdziwego Polaka. Co innego jego przeciwienstwo- liberalizm i tolerancja. Z natury rzeczy nasuwaja nam sie przymiotniki zgnily i kosmopolityczny. Powiewa zapachem siarki, czosnku oraz Sodomy i Gomory. Wielki Lenin osobiscie zwrocil uwage na to, ze partyjnosc (czytaj fanatyzm) jest idea proletariacka a liberalizm to idea burzuazyjna. Podobno moda retro zawsze wraca. Czuje jak mnie owiewa nowy wiatr fanatyzmu.

  10. Wracam do opowiesci Amos Oza. Spotkala mnie bardzo podobna historia. Dalam sie wciagnac w dyskusje z pewna, nota bene mila i wyksztalcona, pania, ktora oznajmila, ze wszystkich Zydow trzeba „usunac” (co za eufemizm!), ja zas niewinnie spytalam „co z malymi dziecmi?”. Zalegla cisza, ktos dyplomatycznie zmienil temat. Przyklad glupoty czy fanatyzmu? Do dyskusji.
    Niestety, w Polsce mamy czesto do czynienia z fanatyzmem katolickim, ktory jest zjawiskiem historycznym i przechodzi z pokolenia na pokolenie. I nic nie wskazuje na to, zeby cos sie zmienilo. W dodatku niektorzy politycy potrafia to wykorzystac, mamy przeciez rzady neoendecji, haslo „Polska dla Polakow (katolikow, rzecz jasna) wiecznie zywe.

  11. Można polemizować z Sznownym Panem Redaktorem nt. tez odnoszonych do fanatyzmu i fundamentalizmu. Chodzi o to że oba te pojęcia karmią się podobną strawą – nienawiścią, śledziennictwem, zawiścią, niechęcia do „Innego”, uwielbieneim własnego głosu i myśli (to za V.Belohradskim), miłością własną etc. To poetycko „choroby duszy”. Ja osobiście uważam, iż to także braki „w sposobie” postrzegania świata wyniesione z domu, procesu wychowania czy religii (szerzej kultury). To emocjonalne spojrzenie na życie bez racjonalno-pragmatycznych okularów. I nikt mnie nie przekonan, że „wykształciuch” stosujacy sie np. do rad T.Kotarbińskiego, zdystansowany i „letni” w afektach, pójdzie na barykady, złością zareaguje na przeciwny sobie pogląd bądź weźmie udział w jakiejś „hucpie” np. obwiesi się „plastikiem” i wysadzi na rynku Starego Miasta czy będzie strzelal do lekarza wychodzącego z kliniki dokonującej przerywań ciąży.  Fundamentaliści to w 99 % fanatycy; swej idei, odbierający świat „po dziecinnemu’ – albo ja albo śmierć (p.poseł Jan Maria R. ze swoim „Nicea albo śmierć” skompromitował się jako „umysłowy” i polityczny fanatyk ostatecznie i wszelakie jego tyrady – których pełno w TV – są tyle samo warte co wywody Giertycha jr. lub Macierewicza).
    Polskie dzisiejsze życie publiczne jest tak skarlałe i mizerne gdyż za dużo w nim fanatyków (fundamentaliści też by się znaleźli – aż nadto) i egocentryków wielbiących własne „ja” i upajających sie „siłą swego głosu i argumentów przez siebie wygłaszanych”, a za mało racjonalnie i zdroworozsądkowo myślących i postępujacych ludzi. Fanatycy swej walki z komunizmem zostali przez niszczonego i zwalczanego przez się wroga tak dotkliwie „ukąszeni”, iż obecnie gdy już tego wroga nie ma przejęli jego główne cechy i walczą – teraz juz (choć nie wiedzą o tym) z sobą samym. To też rodzaj zaśłepienia imannetnego fanatyzmowi. Fantyzm i fundamentalizm „w jednym stoją domu”, fanatyzm na górze, fundamentalizm na dole… Uszanowanie dla Pana Redaktora choć mój wpis jest passe.

  12. Panie redaktorze, gniew to może za mocne słowo. Jestem po prostu jedną z wielu (jak podejrzewam) osób, które nie chciałyby za 20, 30 lat obudzić się i stwierdzić, że nie znają już języka polskiego, bo przez ten czas zaszło w nim tyle odgórnych i czasem niczym niepopartych zmian…

    Przyznaję- Pana rola w RJP w szczegółach nie była mi znana. Tak tylko postanowiłam zapytać kogoś, kto jest bliżej niej niż dalej. 😉

  13. Witam Pana Redaktora i obecnych 🙂
    Słusznie przytoczył Szanowny Gospodarz tego bloga przykład fanatyzmu w postaci fanatycznego przeciwnika palenia, który „może być entuzjastą nowoczesności”. Ale ja pójdę dalej i pokuszę się o stwierdzenie, że fanatyzm w ogóle nie da się przyporządkować tylko jednemu światopoglądowi czy opcji politycznej.

    Jakaż jest w końcu różnica między „klasycznym, ciemnogrodzkim moherowym beretem” wzywającym do „zamknięcia mediów antypolskich” (jak GW choćby), a „klasycznym, jasnogrodzkim aksamitnym kapeluszem” z równym zapałem wzywającym do zamknięcia „szerzących faszyzm” mediów Ojca (Na Zawsze) Dyrektora…?

    Przecież jeden i drugi tak samo odbierają adwersarzowi prawo do istnienia i tak samo go na potrzeby polemiki odczłowieczają :-), nieprawdaż? Jeden i drugi nie stronią od krzywdzących uogólnień i nie cofają się przed fałszerstwami w rysowaniu obrazu przeciwnika. Co najwyżej dyskusyjny może być zakres powszechności takich postaw w obu obozach – czy jest zbliżony, czy jednak na tyle różny, że można mówić już o różnicy jakościowej (zgodnie z marksistowską tezą o „przechodzeniu ilości w jakość” :-D).

    Dla mnie fanatyzm Ciemnogrodu wcale się tak bardzo nie różni od fanatyzmu Jasnogrodu; ot – frazeologią i retoryką głównie…

  14. ==> TesTeq

    Słusznie podkreślasz dominację mediów w kształtowaniu postaw u większości ludzi. Ale Twój postulat by zajęły się aktywnym tępieniem postaw fanatycznych lokuję jednak w sferze pobożnych życzeń :-). Media są wprzęgnięte z jednej strony w rydwan walki politycznej, z drugiej zaś w kierat merkantylizmu. Oba te składniki predestynuję je do z jednej strony politrukowskiego upraszczania rzeczywistości, z drugiej zaś do bezrefleksyjnego eksponowania dobrze sprzedawalnej sensacji. Gdzie tu miejsce na zwalczanie fanatyzmu, wymagające przecież pokazywania i dyskutowania racji różnych stron…?

    Przecież świadome korzystanie z mediów wymaga wręcz detektywistycznej dociekliwości i śledczych umiejętności (co nie każdemu jest dane), korzystania z różnych źródeł i konfrontowania ich. Chociażby dla umiejętnego oddzielenia informacji od warstwy ocennej. A wpieranie czytającej i oglądającej publice ocen odbywa się przecież nie tylko słowem, które może najłatwiej zdemaskować, ale i nieraz wręcz podprogowo – ot choćby doborem odpowiedniego tytułu czy materiału ilustracyjnego. Bowiem tzw. „wolność mediów” to mit – one po prostu pełnią służebną rolę wobec swych właścicieli 🙂 – kim by oni nie byli…

  15. ==> Oleś
    2006-10-07 o godz. 15:12

    „fanatyzm wynika z braku myślenia, a brak myślenia prowadzi do bezrozumnego klepania wyuczonych frazesów.”

    ==> Grześ
    2006-10-07 o godz. 22:45

    „Wydaje mi się( może się mylę), że od fanatyzmu są wolni ludzie którzy przeczytali w swoim zyciu mnóstwo książek i to nie jednego gatunku czy o jednej tematyce, ale bardzo różnorodnych.”

    Jest w tym sporo racji, ale nie zawsze.
    A byłoby to ładnie :-)! NIestety nie ma tak dobrze :-(…

    Otóż istnieje dość dobrze rozpoznany mechanizm psychologiczny redukcji postrzegania rzeczywistości stosownie do wyznawanej ideologii czy religii. Jeżeli ktoś jest bardzo głęboko zaangażowany w jedno lub/i drugie, to (najczęściej podświadomie) skutecznie broni się przed dostrzeżeniem faktów niezgodnych z tym, czemu hołduje, lub – jeżeli nie da się ich zanegować – nadaje im znaczenie zgodne ze swymi przekonaniami. Silnie ugruntowane poglądy, szczególnie te związane z emocjami nakładają na proces postrzegania pewną maskę czy filtr; większość ludzi nie potrafi się z tego nie tylko wyzwolić, ale nawet dostrzec swoich ograniczeń w tym względzie.

    I tu wykształcenie, szczególnie z zakresu nauk humanistycznych wcale nie jest żadną wielką pomocą.
    Ba – istnieje i taki pogląd (który podzielam), że w wielu przypadkach może być nawet czynnikiem fanatyzm stymulującym :-). Wtedy mianowicie, kiedy dzięki wykształceniu, inteligencji i umiejętności kojarzenia faktów umie się zebrać szeroki materiał na poparcie swych tez, a jednocześnie wcześniej wspomniany filtr czy maska skutecznie ograniczają przyswajanie faktów (czy zafałszowują ich znaczenie) tezom tym przeciwnym.

    Trywialny przykład: w tym samym zjawisku osoba „prosta” a głęboko wierząca może dostrzec świadectwo cudu (choćby owe przysłowiowe „Matki Boskie na szybach”), przyrodnik grę skomplikowanych zależności sił natury, zaś zwolennik UFO świadectwo wizyty „Obcych”.

    Jeżeli ktoś założył sobie tezę, że Żydzi rządzą światem, to dysponując odpowiednim aparatem badawczym i stosownymi zdolnościami z pewnością zbierze ogromny materiał na jej dowód z podziwem dyskontowany przez podzielających jego pogląd :-)…
    I im lepiej jest wykształcony, lepiej umie kojarzyć fakty (te, które mu pasują :-)) – tym więcej zbierze.

    Zwróćcie choćby uwagę na naszą debatę publiczną: w końcu w większości biorą w niej udział z reguły ludzie wykształceni, a przynajmniej inteligentni. A przecież tam się gwoli „dowalenia” przeciwnikom wygaduje takie głupoty, że włos się jeży. Co ciekawe, dostrzegają to tylko adwersarze – „swoi” łykają to gładko jak gęś kluski i nawet zazwyczaj wyrażają stosowny zachwyt :-).

    Na szczęście w nieszczęściu występuje to po każdej stronie, więc można to sobie razem z dwóch połówek (albo z większej ilości części złożyć) – ale tylko pod tym warunkiem, że się nie bierze samemu udziału w tych agonach; wtedy bowiem zwykle postrzega się zgodnie z biblijnym porzekadłem źdźbło w oku przeciwnika/ów starannie pomijając belkę we własnym.
    Dobrą ilustracją było tu ostatnie zawirowania polityczne przy „Begergate” – obie strony pokazały tam modelowe przykłady kalizmu i pawlako-kargulizmu politycznego 🙂 Ładnie wypunktował to Wierzbicki, ale nie mam linka pod ręką.

  16. Zgadzam się z opisanym właśnie trochę wcześniej przez „uchachany” mechanizmem psychologicznej redukcji postrzegania rzeczywistości. Z tym, że występuje on niewątpliwie u osób, które mają już wcześniej zapoczątkowany określony pogląd, a dalsze codzienne obserewacje, już odbierane są poprzez wspomniany „filtr”. Tacy właśnie są na najlepszej drodze do fanatyzmów wszelkiej maści i oni też są najpilniej poszukiwani/pozyskiwani przez przywódców religijnych czy politycznych.

    Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tylko fanatycy są zdolni bez zastrzeżeń i z niebywałym poświęceniem wykonywać polecenia pochodzące od swych autorytetów/wodzów/kapłanów (niepotrzebne skreślić), oraz robić to samorzutnie z własnych przekonań, dlatego też tak bardzo są poszukiwani przez liderów wszelkich ruchów.

    Rzeczą charakterystyczną zaś jest, iż najczęściej fanatyzm ten nie obejmuje samych wodzów, nie słyszałem o przypadku, by jakiś przywódca sam opasał się materiałem wybuchowym i zdetonował, by szef armii zgłosił się jako żywa torpeda, czy kamikadze, a przywódca religijny oblał się benzyną i podpalił na znak protestu. Robili to zawsze natchnieni fanatycy zachęcani przez swych idoli, lub własną wiarę. W tym ujęciu, nie dziwi również rozziew jaki możemy obserwować pomiędzy płomiennymi hasłami wygłaszanymi przez naszych przywódców politycznych, a ich zachowaniami i działaniami rzeczywistymi, dalekimi od tych zawsze wzniosłych haseł. Zdyscyplinowani muszą być jedynie członkowie, a fanatycy robią to z bezgranicznym oddaniem bez jakiegokolwiek refleksu.

    Z drugiej strony, bez silnej wewnętrznej motywacji mającej podłoże przekonań i wiary w słuszność, nie byłyby możliwe zmiany jakie na przestrzeni wieków dokonywały się w rozwoju ludzkości, sprawą jedynie dyskusyjną pozostaje określenie, do którego momentu przekonania są niezbędnym impulsem pozytywnego działania koniecznego do pokonywania trudności związanych z implementacją zmian, a od kiedy przechodzą w fanatyzm, który raczej lepiej nadaje się do destrukcji.

  17. Zgadza się, Uchachany, wykształcenie nie chroni przed fanatyzmem.
    To jest zbyt emocjonalne.
    Tak mocno, że pada na myślenie.
    I tak naprawde myślenia już nie ma.

  18. ==> sopotirek pisze:

    2006-10-08 o godz. 15:59

    „… Z drugiej strony, bez silnej wewnętrznej motywacji mającej podłoże przekonań i wiary w słuszność, nie byłyby możliwe zmiany jakie na przestrzeni wieków dokonywały się w rozwoju ludzkości, sprawą jedynie dyskusyjną pozostaje określenie, do którego momentu przekonania są niezbędnym impulsem pozytywnego działania koniecznego do pokonywania trudności związanych z implementacją zmian, a od kiedy przechodzą w fanatyzm, który raczej lepiej nadaje się do destrukcji. ”

    To niezwykle cenna refleksja :-)!! Czytałeś może „Powrót z Gwiazd” Lema? Mam tu na myśli problem „betryzacji” – bardzo to koresponduje z poruszanym przez Ciebie aspektem „drugiej strony medalu” :-). I dziękuję Ci, że go poruszyłeś – zawsze bowiem istnieje „druga strona medalu” :-)…

    Co do polityków, wodzów i guru(ów:-D), przywodzących fanatykom: też się z Tobą zgadzam. Nie poruszałem tego gwoli zwięzłości wypowiedzi, ale jest dla mnie jasne, że (szczególnie w przypadku polityków) w grę może wchodzić najzwyczajniejszy cynizm; polityk czy „medium’s fighter” aspirujący do „rządu dusz” może się w swojej werbalistyce kierować czystą pragmatyką skierowaną na konkretny „target” (Panna Wścieklica mnie chyba zabije!) wyborczy jego oddziaływań. I stąd czasem ów pozornie dziwny dysonans między jego mentalnym rodowodem, a praktyką działania.

    Klasyczny, a świeży przykład – koalicja SamoPiS; żoliborski socjalizujący (ale ściśle antykomunistyczny) inteligent Kaczyński, a kieszonkowy, ale sprytny i swego czasu millerospolegliwy quasiSzela Lepper :-)…

  19. Wielce Szanowni Dyskutanci.Porażony jestem jakością tej dyskusji,jako
    zwykły,szary człowieczek,posiadający mizerne ,średnie wykształcenie ,w dodatku zdobyte w absolutnie niewłaściwym czasie , mam niejakie trudności z pełnym zrozumieniem,tym niemniej jestem pełen podziwu i szacunku dla szanownych Państwa. Celem wprowadzenia pewnego elementy humoru do tej dyskusji,pozwolę sobie przytoczyć pewien dowcip.
    Samotna emerytka załatwiła sobie i opłaciła pełne koszty porzebu,trumnę
    pomnik,żałobników i płaczki,pozostała Jej do załatwienia sprawa wieńca na trumnę. Rozmawia w kwiaciarni-pytanie – szanowna Pani Panienka czy Wdowa? A czemu Pan pyta? Bo widzi pani , jeśli panienka to dajemy
    wieniec z białych LELII, a jeśli wdowa to w kolorze LYLA, ta jak Pani sobie
    życzy? Proszę Pana, to ja zamawiam wieniec z białych kwiatków, ale miejscami może być LYLA pąk.
    Bez sensu, ale mnie to bawi i często zmusza do myślenia.
    Białe? Czarne? A może coś pośredniego? A może to wszystko nie ma żadnego sensu i logicznego /pozornie/ sensu????

  20. Uchachany, nie zabiję, ino się podpiszę oboma ręcyma 😉 pod tym, co napisałeś. Zresztą, „target” to termin z mojej branży, a specjalizacja w języku (byle nie nadmierna) nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie. Mało tego- bywa zabawna. Dla przykładu, studentom pierwszego roku polonistyki uśmiechają się twarze, kiedy po raz pierwszy słyszą „nowotwór” w zastępstwie „neologizmu”, ale po krótkim czasie używają go częściej niż „neologizm”, bo mówi więcej i precyzyjniej o procesie w języku, który zaszedł.

    A co do „gur…ów”. Uwielbiam tę formę, nomen omen poprawną. Znają ją chyba wszyscy skrabliści, bo za jej pomocą wykaszają mniej „zorientowanych” uczestników gry. Ten GUR, czyli ten rodzaj bawełny. Nie ma (w genetivie) gurów.

    (i lasów). 😉

  21. Target? Jaki target?! A gdzie sie podzial normalny, zwyczajny „CEL” ?
    „skierowaną na konkretny ?target? (Panna Wścieklica mnie chyba zabije!) wyborczy jego oddziaływań.”
    ….skierowana na konkretny cel

  22. ==> PANNA WŚCIEKLICA pisze:

    2006-10-08 o godz. 23:22

    🙂 🙂

    Bardzo ładny nowotwór to np. „niemanie” (czegoś) – pochodzi z autentycznego protokołu jeszcze milicyjnego („ukarany za niemanie świateł”). Natomiast odbieram jako dysonans, że przyjęło się „ubogacanie”, ale nie towarzyszy mu stosownie symetryczne „wzubożenie” :-)…

    ==> WODNIK53 pisze:

    2006-10-08 o godz. 06:35

    „…Fundamentaliści to w 99 % fanatycy; swej idei, odbierający świat ?po dziecinnemu? – albo ja albo śmierć (p.poseł Jan Maria R. ze swoim ?Nicea albo śmierć? skompromitował się jako ?umysłowy? i polityczny fanatyk ostatecznie i wszelakie jego tyrady – których pełno w TV – są tyle samo warte co wywody Giertycha jr. lub Macierewicza)….”

    Panu Janowi Marii poświęciłem wtedy stosowny komentarz:

    Już śledczych przewag zawarte wrota,
    ucichły słownych utarczek spiże –
    lecz wiem, co zrobię: puszczę bonmota,
    patriotycznej dam dźwięczeć lirze!

    „Śmierć – lub Nicea!” – to wszystkich ruszy,
    pewnie w Historii też się zapisze!
    Cóż wart był Katon bez plebejuszy?
    Cóż wart jest lider, gdy o nim ciszej…?

    Wszak firmamentu jam supernova!
    Dbać trzeba wszak by nie zgasły blaski;

    Co jeszcze palniesz, tuzie Krakowa,
    aby wyborców podtrzymać łaski…?

  23. Kilka uwag:
    1. Nalezy odróżnić rzeczywisty fanatyzm- czy to szarych obywateli czy polityków- od fanatyzmu deklarowanego czyli faktycznie populizmu , gdzie silne emocje „fanatyków” są wykorzystywane do danych celów.
    2. Wykształcenie nie chroni przed fanatyzmem ale jest dosyć mocnym środkiem uodparniającym- i chodzi tu bardziej o wykształcenie w rozumieniu renesansowym niż dyplom uczelni.
    Fanatyzm znajduje bardziej podatny grunt tam, gdzie ludzie nie zostali nauczeni myśleć.
    (choc z drugiej strony człowiek inteligentny może bardziej ukrywać swój fanatyzm za wymyślnymi teoriami, ale to wy,aga więcej złej woli/ bardziej zaawansowanej indoktrynacji).
    3. Jest pewna różnica między głęboką wiarą czy mocnym zaangażowaniem a fanatyzmem- w intencjach wiara jest „za” a fanatyzm „przeciw” ( niezależnie od faktycznych deklaracji, bo fanatyzm z reguły chowa się za parawanem wiary).
    Można trochę patetycznie a zarazem trywialnie powiedzieć- za fanatyzmem stoją złe emocje (lęk, nienawiść, pogarda) a za poświęceniem pozytywne lub też naiwność.

  24. ==> alicja pisze:

    2006-10-09 o godz. 08:37

    „… A gdzie sie podzial normalny, zwyczajny ?CEL? ?”

    Ależ Alicjo – jakże to ŚWIATOWO brzmi :-)…

  25. Panie Adamie, Oczywiście mój imiennik nie miał na myśli wyborców SLD. Zgoda. Rzecz w tym, że jak sądzę przyjął Pan w dyskusji o wiecu w stoczni logikę PIS-u i zaczął Pan udowadniać, że wśród przeciwników PIS-u są oprócz „komuchów” także „przyzwoici ludzie”. W podobną pułapkę wpada PO, która zamiast walczyć o szersze poparcie dla siebie i swojego programu, podejmuje z PIS-em co i rusz pojedynki o to która z tych partii jest bardziej solidarnościowa.

    Alicjo Jeśli „target” to CEL to co zrobić z „goal”? A tak w ogóle to CEL zajmuje się obecnie głównie uświęcaniem środków i nie ma czasu na nic innego. Pzdr.

css.php