Jak uleczyć fanatyka?

Jak to dobrze, że są jeszcze pisarze. Można wyłączyć telewizor z JK. Poczytać i pomyśleć. Wyszła u nas świeżo książeczka Amosa Oza, „Jak uleczyć fanatyka?”. To mój ulubiony współczesny pisarz. Poznałem go przed laty, kiedy pierwszy raz w życiu przyjechał do Polski. Ma przodków z naszej części Europy. W Kazimierzu nad Wisłą wręczyłem mu skromny prezent: podziemne czasopismo „Arka” z jego opowiadaniem w moim tłumaczeniu (z angielskiego). Wyglądał na szczerze wzruszonego: w dalekiej Polsce, tak często hurtem uznawanej za kraj nieuleczalnych antysemitów, ktoś ryzykuje więzieniem, by drukować izraelskie opowiadanie o kibucu.

Oz pisze o przyjacielu, który miał taką przygodę w Izraelu z żydowskim taksówkarzem.

– Musimy ich wszystkich zabić, tych Arabów, bo inaczej oni nas zabiją – mówi taksówkarz. Sammy, przyjaciel Oza, nie wrzasnął, Panie! Ja z panem nie jadę, bo pan jest faszystą. Sammy zapytał: No dobrze, ale jak pan sobie to wyobraża? Kto to ma zrobić: policja, wojsko, straż pożarna, pogotowie? Taksówkarz drapie się po głowie: No chyba musimy to jakoś między siebie podzielić. – To znaczy? Naciska Sammy: Przypuśćmy, że przydzielono panu blok mieszkalny w pańskim mieście, Hajfie, więc puka pan albo dzwoni do wszystkich drzwi i pyta: Przepraszam, czy przypadkiem nie jest pan Arabem. Czy pani jest Arabką? I jeżeli odpowiadają, że tak, strzela pan do nich. Ale kiedy już pan obszedł cały blok, słyszy pan jeszcze płacz niemowlaka. To wróciłby pan, żeby zabić to dziecko – tak czy nie? Po chwili ciszy taksówkarz odpowiedział: Wie pan, pan jest bardzo okrutnym człowiekiem.

Tacy są fanatycy: sentymentalni, bez wyobraźni i zawsze gotowi do zmieniania innych na lepsze. Innych, nie siebie.