Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza Gra w klasy - Blog Adama Szostkiewicza

23.07.2006
niedziela

Czego nie lubią kanadyjskie misie?

23 lipca 2006, niedziela,

Lubią dobierać się do śmietników. Nie pogardzą odpadkami, które zostawisz na szlaku w lesie. Zainteresuje ich twoj plecak w krzakach. To jest temat rozmów tu w Canmore, w Górach Skalistych. Niedźwiedzie, czarne misie, łażą prawie po poboczach dróg. Na parkingach w  parku narodowym Banff stoi wielki metalowy pojemnik na śmieci tak zaprojektowany, żeby misie nie mogły się dostać do jego zawartości. We wiacie czytamy instrukcje: chodźcie szlakami w grupach, rozmawiajcie głośno. Tubylcy dodają: jak macie pod górkę, to gorzej. Lepiej z górki, bo misie mają wtedy kłopot z dogonieniem ofiary, nie lubią się tak rozpędzać i gnać w dół. Mój Boże, nie z nami Polakami takie numery. My sobie z misiami poradzimy bez instrukcji. (Oszczędzę Czytelnikom opisu, jak wygląda ofiara przestraszonego lub rozgniewanego misia, a zwłaszcza szarego Grizzly, Króla Gór Skalistych). Tymczasem misiów ani słychu, ani widu, turystów też co niedźwiedź napłakał. Za to monumentalna surowa wspaniała przyroda.

Jest co podziwiać i czego bronić. W takiej scenerii argumenty ekologów lepiej trafiają do serca i rozumu. A przecież stąd już tuż-tuż do ziemi Inuitow (Eskimosów) i koła podbiegunowego (tuż-tuż oczywiście w skali Kanady). Nasza prowincja Alberta, gdzie tak gościnnie podejmują nas tutejsi Polacy, jest dwa razy większa niż Polska, a mieszka tu 3 mln obywateli, którym lokalny rząd już drugi raz z rzędu wypłacił na głowę po 400 dol. kanadyjskich (1 C$ = 2,8 PLN) tylko dlatego, że prowincja opływa w naftę i czerpie z tego ogromne dochody). Dlatego drugim po tegorocznym wysypie niedźwiedzi tematem jest tu LIBAN. Raz że w Kanadzie żyje kilkadziesiąt tysięcy Libańczyków (w większości chrześcijan) i to przede wszystkim ci Kanadyjczycy libańskiego pochodzenia czekali w ostatnich dniach na ewakuację z Bejrutu.

Telewizja kanadyjska pełna była zdjęć ludzi zmęczonych i przerażonych, czekających na obiecane przez rząd statki, które zawiozą ich na Cypr. Premier Kanady zmienił program podróży po Europie i poleciał z Paryża na Cypr, żeby się tam dać sfotografować z pierwszą grupą obywateli przybyłych morzem z Libanu. Obiecał nawet, że zabierze setkę ludzi do swojego rządowego samolotu, żeby jak najszybciej mogli wrócić do kraju. Myślicie, że media padły na kolana przed tym gestem premiera? Zaczęła się od razu dyskusja, dlaczego akurat stu i jaka będzie zasada wyboru?
 
Można różne rzeczy mówić o demokracji w Nowym Świecie – w Kanadzie czy Stanach, ale jest to na pewno demokracja bardziej ludowa niż demokracje starej Europy – bardzo źle znosi podziały na równych i równiejszych. A drugi powód żywego zainteresowania kryzysem libańskim jest właśnie naftowy. Im cena nafty wyższa, tym dla nas lepiej – w Albercie nikt nie ma watpliwosci. Pacyfizm ma tu słabe branie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Wpływ lokalnego konfliktu na cały glob przeraża. Czasem lepiej nie myśleć w sposób globalny bo można być tylko niepochlebnego zdania o wspólziemianach. Okazuje się, że zapach ropy jest może mniej przyjemny ale bardziej wymierny niż zapach żywicy (ale banały).

  2. czy oznacza to, ze kanada dolaczy sie do koalicji sprawiedliwych, by walczyc o wyzsze ceny ropy?

    „Im cena nafty wyższa, tym dla nas lepiej – w Albercie nikt nie ma watpliwosci. Pacyfizm ma tu słabe branie. „

  3. Serecznie pozdrawiam panie Adamie.Zycze milych wakacji!! Sama marze o wizycie w tym pieknym kraju.Moze kiedys…?

    Spodobal mi sie gest Kanadyjczykow,ze rzad wyplacil spora gotowke kazdemu mieszkancowi!! W Holandii,minister Zalm chcial rowniez ulzyc glownie emerytom i przydzielil kazdemu po cale………2,5? na miesiac!!!
    Co wystarcza na poltora bochenka chleba.Wielu z obdarowanych mialo problemy ,jak zagospodarowac tak zawrotna kwote!

    Pozostaje wiec marzenie o zrodelku z ropa!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Adamie! Czytając Pana „kanadyjskie rozważania”, odnoszę wrażenie, iż całkiem się tam Panu podoba… Nie daj Boże, jeszcze Pan zostanie w tej Kanadzie i zechce powrócić dopiero za 3 lata (do kolejnych wyborów), albo i wogóle?! 🙂

  6. Byc moze w Albercie pacyfizm ma slabe branie, ale nie koniecznie z powodu cen ropy. Te musza utrzymac sie na pewnym poziomie, zeby eksploatacja piaskow bitumicznych byla oplacalna.

    Czy spotkal pan sie juz okresleniem „red neck” ? Nie jest to bynajmniej komplement. Tak z reguly okresla sie Albertynczykow poza prowincja.
    Nie na darmo Partia Reform o programie konserwatywnym (sic!) powstala w Albercie. Oczywiscie jest to konserwatyzm w wydaniu kanadyjskim, ale rowniez przyprawiony akcentami z chrzescianskiej konserwy ? la USA. Ten endemiczny, gleboki konserwatyzm istnial zanim Alberta stala sie Kuwejtem.

    Partia konserwatywna obecnie u wladzy powstala z fuzji Reform i Konserwatystow. POlityka obecnego rzadu wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie i wyrazone pewne poparcie dla Izraela stanowi niejako odejscie od tradycyjnej neutralnosci Kanady w tej kwestii. Gest Harpera nie rzucil na kolana miedzy innymi dlatego, poniewaz balagan, jaki panowal w ambasadzie kanadyjskiej w Bejrucie w zwiazku z ewakuacja Kanadyjczykow z tego miasta przycmil wysilki premiera.

    Co do pacyfizmu: wystarczy przekroczyc majestatyczne Gory Skaliste, zeby znalezc sie w Kolumbii Brytyjskiej, i w zupelnie innym swiecie.
    ————–

    Witaj nostromo,

    odpowiedz na Twoje uwagi z weekendu w poscie pod poprzednim felietonem AS.

    Kanada juz stanow czesc „sprawiedliwej” koalicji walczacej o ceny ropy (walki lepiej zwanej pod nazwa „walki z terroryzmem”), tyle ze zabezpiecza flanke afganska, rowniez istotna w uwagi na rope z okolic Moza Kaspijskiego. Albertanskie piaski bitumiczne i tak w sporej czesci sa eksploatowane przez swiatowe koncerny naftowe (ostatnio ostrzyli sobie na nie apetyt Chinczycy, ale transakcja nie przeszla, nie bez interwencji Amerykanow, o ile sie nie myle), a wiec i na tym froncie Kanada stoi w rownym szeregu z innymi (z reszta kto nie stoi ?).

    Kiedys spiewalo sie za Kellusem (na melodie „Zolnierz droga maszerowal”):
    „Boze pozwol bym potrafil,
    Gdy ojczyzna mnie zawola
    Zamiast piersi wypiac dupe
    Bo ta nafta nie jest moja”

    ——
    Ana,

    chyba jeszcze lepiej jest na Alasce. Tam, z uwagi na dochody z ropy w ogole nie placi sie podatkow stanowych.

    Jacobsky

  7. Kanadyjskie misie na uszach staja, zeby sciagnac chetnych do pracy, do szukania i pompowania ropy. Chetnych jest nie za duzo, bo warunki zycia, zwlaszcza zima, kiedy misie spia, sa niezbyt mile dla homo sapiens. Rzad tak bardzo lubi misie, ze pomaga im, placac w Albercie, za prace przy nafcie, duzo, duzo wiecej niz w we wspanialym Quebec, czy Ontario. Nawet Polacy nie rwa sie do tej roboty, bo znaja warunki z opowiadan dziadkow i pradziadkow o wiecznej zmarzlinie na Syberii : zyt’ budiesz, no „figlowac” nie zachoczesz. A dziadki mialy ciezkie zycie, bo musialy co dzien brnac do szkoly piec mil przez dwumetrowy snieg, pod gorke. W obie strony. Krzepiac jednak serca Sienkiewiczem i Madam Ickiewicz, my sobie z misiami poradzimy bez instrukcji. Co tam dla nas taki mis, ktory nie umie biegac z gorki. Pod Bogdancem i Soplicowem byly misie po dwa metry wzrostu i na tylnych lapach wyrywaly drzewa z korzeniami. I umialy biegac z gorki. Te pokraki w Alberta nie umia i odpadaja z poscigu juz po jednej mili. A my pedzimy dalej, w grupie, spiewajac, ze misia mamy w nosie.
    W oczekiwaniu na dalsze, mrozace w zylach krew opisy skalistej przyrody i misiow, pozostaje, Okon.

  8. Alberta ” Red Neck” sie klania!

    To wcale nieprawda ze jest to obrazliwy tytul. Jest to powod do dumy,ci ludzie sa bardzo pracowici i pogodni, i wlasnie dzieki bitumiczny piaskom zaczeli zarabiac wspaniale i zycie w Albercie zaczalo byc znosne. Wy sobie nie zdajecie jak ciezko sie tu zylo przedtem. Przyjechalam do tej prowincji w 93 roku, nigdy mi tak ciezko nie bylo jak wtedy, ale nie mielismy co narzekac bo wszyscy byli w tej samej sytuacji. Partia konserwatywna, a przede wszystkim Ralph Klein, przywodca, wykonali nieprawdopodobna robote i postawili wszystkich na nogi i dlatego Alberta jest i bedzie konserwatywna. Nasze haslo to” Welcome to the Ralph World!!!” i to jest dobry swiat Nigdy nie widzialam politykow tak sprawanych i dbajacych o sprawy ludzi a nie o wlasna kieszen. Tylko strasznie zimno tutaj, to Syberia , w zimie dochodzi do -45 C i jest bardzo dluga , od padziernika do polowy maja. Za to tereny narciarskie nieprawdopodobne i sezon dlugi!!!!Co do misi to przesadzacie strasznie, to nie bestie, trzeba nauczyc sie zyc z nimi, jak sa glodne to sa grozne. My jezdzimy w Gory Skaliste juz od 13 lat, chodzimy po gorach, spimy pod namiotem caly czas i widzimy misie caly czas nie tylko czarne ale takze piekne i dostojne grizzly.Widzialam tez wspanialego Como Bear, prawie bialego grizzly, Indianie mowia o nim „the Spirit Bear”. Najblizszy kontakt z misiem mial moj syn kiedy wlasnie lecial z gorki , z Sulphur Mountain w Jasper i wpadl na misia stojacego na sciezce. Postali tak sobie pare minut oboje bardzo zaskoczeni a potem mis sie odwrocil i poszedl sobie widac nie byl glodny!! Alberta ma program dla misi zeby pozostaly dzikie bo wtedy nie atakuja ludzi. Dlatego nie wolno zostawiac jedzenia albo karmic misi. Te co nie tknely ludzkiego jedzenia, nie beda go szukac, Gory Skaliste sa bogate w jedzenie dla misi. Czy wiecie, ze misie jedza mieso tylko na wiosne jak sie budza, mlode sarny albo kroliki, potem zyja na jagodkach i runie lesnym. Dopiero pod koniec lata lowia ryby , przede wszystkim lososie i pstragi, a pelno tego tutaj, kawior to ich najbardziej ulubiony przysmak. Sa niebezpieczne okolo wrzesnia gdy rok byl ciezki i nie znalazly wystarczajaco jedzenia albo na wiosne gdy sie budza wycieczone. Byl tu klopot z misiami dawno temu bo turysci karmili te piekne zwierzeta a one kochaly jabluszka, winogronka i czekoladki i czekaly na drogach i sie lasily o przysmaki jak pieski, takie miluskie. A jak nie dostaly to atakowaly bo wiedzialy ze sa silne i sa bardzo inteligentne. A potem odkryly ludzkie smietniki i zrobily sie leniwe. British Columbia w latach 90 zamknela wszystkie smietniki zeby skonczyc z tym problemem i misie zaczely umierac z glodu bo zupelnie stracily instynkt zachowawczy. Trzeba bylo wszystkie te misie ustrzelic bo rzucaly sie na ludzi i jadly ich na zywca!!! Teraz trzyma sie je dzikie i przypadki sa sporadyczne, tylko glupota ludzi je powoduje, na przyklad jeden rybak nie chcial oddac ryby misiowi a oboje na nia polowali albo maly dzieciak walil kamieniami w misia no to oberwal od niego, ledwo z zyciem wyszedl. Nieliczne przypadki nie do wytlumaczenia to atak misia na namiot z Niemcami w Lake Louise, ale ludzie mowia ze to dlatego bo nie lubia Niemcow, pachna im niedobrze i to prawda bo nie wolno sie perfumowac, misie tego nie lubia drazni ich to. Inny przypadek to byl atak na rowerzystke w Canmore bardzo wczesnym rankiem popredniej wiosny. To miasto sie rozrasta w gory i nowe domy sa budowane na terytrium misiow, moga byc rozdraznione tym bo sie zmniejsza ich teren.Aha,jeszcze jedno, misie uwielbiaja piwo,pijaki uwazac bo kradna alkohol.

    I to by bylo na tyle,

    Ewa

  9. EWA. &-24-06.
    Misie nie lubia landszaftowych reportarzy, natomiast uwielbiaja szczegoly i znajomosc rzeczy, czego pod dostatkiem w relacji Ewy. Kto widzial dysk z kabaretem Lipinskiej wie, ze polskiego misia Wrzesinska zadreczala: Misiek, chcesz cukerka ? Niech sie ktos nie wyglupi w Alberta. Redneck, Hill Billy i inne -to zartobliwie peioratywny epitetet na farmera, na Mid-West. Redneck, bo slonce mu kark spalilo przy pracy na polu. Hill Billy ma jedna noge krotsza, dzieki czemu chodzi rowno po zboczach gorek.
    Czesc. Ide na piwko. Okon.

  10. Ewa,

    nie ja wymyslilem „red neck”. Tak sie przyjelo, i tak sie mowi w „reszcie” Kanady. Cliché.

    Czerwone karki od pracy ? Nie watpie w to wcale.
    Ciesze sie, ze Albercie powodzi sie tak dobrze. Podobno nawet jest juz partia separatystyczna. Czy to prawda ?

    Moja kolezanka wlasnie wyjechala do Calagary na stale. Czekam na jej opinie. Nigdy nic nie wiadomo…

    Jacobsky

  11. Jeszcze raz powtarzam ze „Red Neck” w Albercie to komplement wiaze sie z ciezka praca ale tez z ciezkimi pieniedzmi. To naprawde bardzo dzielni ludzie a przyklad tego to nie tylko olejarze ale kanadyjscy drwale tak podziwiani w Europie i Indianie ( Native). Czy jest partia separatystyczna w Albercie to nie wiem, ale poniewaz Alberta byla ignorowana przez liberalow i oszukiwana przez nich w Albercie dominuje poglad zeby sie odizolowac od Kanady albo zbudowac blokade ekonomiczna i chronic nowo nabyty dobrobyt bo przyjda ci z rzadu to znowu okradna jak w latach 80-tych(Pierre Trudeau, byly czasy ze jego to chcieli tutaj powiesic). Takze bliskosc USA pomaga utwierdzic te przekonania i jest takze opinia ze unia z USA jest bardziej korzystna dla Alberty z punktu widzenia biznesu. Ale te kochane „Red Necks” sa wielkimi patriotami i kochaja swoja Kanade tak jak dzieci kochaja nawet niedobra matke. Nie wiem czy znacie to okreslenie „West Alienation” to znaczy ze Alberta ma bardzo malo ludzi a co za tym idzie malo okregow wyborczych i poslow do parlamentu i maly wplyw w rzadzie federalnym Dlatego liberalowie mieli rzady przez tak dlugi czas ale to sie zmienilo. Nowy premier Steven Harper jest z Alberty i pilnuje naszych interesow.

    Jeszcz jest warto dodac, ze w Kanadzie istnieje program wyrownawczy dla prowincji to znaczy ze bogatsze prowincje placa na biedniejsze. Alberta i Quebec utrzymuja cala Kanade, reszta sie byczy!!! i pomimo tego ze Alberta zarabiala najwiecej ,z postanowienia rzadu federalnego nic nie zostawalo ludziom Alberty wszystko szlo do Ottawy, to nigdy nie bedzie tutaj zapomniane i liberalowie nie maja co tutaj szukac.

    Ja wiem ze nie Jacobsky wymyslil te nazwe. I jeszcze, podoba mi sie to zdanie i w „reszcie Kanady”. Hej, Alberta Rules!!!!! Go Oilers GO!!!!!!!!!

    Wracajac do misi to nie one grozne, jelenie sa gorsze chodza sobie po ulicach w Banff i Jasper i kopia ludzi a maja kopa!!! , psuja ogrody i sa nieznosne i nie do przegonienia, swiete krowy!

    Jeszcze raz,

    Ewa

  12. A i jeszcze
    Farmers Tan to jest tak opalenizna na karku
    „Red Neck” to czerwona szyja z wiecznego przepicia!!!
    I to jest wlasnie powod do dumy!!! A jeszcze,trzeba poznac koncept „Endless Candian Cooler” gdzie alkohol nigdy sie nie konczy na kampingu i jest wiecznie dobrze schlodzony!!! Tu sie musze pochwalic, obronilismy Honor Polski, akohol sie skonczyl naszym kochanym „red necks” w srodku nocy w Gorach Skalistych w Jasper, chcieli popelnic harakiri. Nastepnym razem wzieli dwa, i teraz pracujemy nad tym,jestesmy blisko, Wici wyslalam, na siostre czekam, potrzebujemy wsparcia!!!!

    Ewa

  13. Ewa,

    program wyrownawczy to temat na odrebna pogawedke o Kanadzie.
    Ciekawe, co Harper zmieni w istniejacym ukladzie federalnym.
    Moim zdaniem nic lub nie wiele. Uklady…
    Taki psi urok panstw federalnych.

    Z ta unia z USA to bym uwazal. Exxony i Chevrony wycisna z was te rope jak sok z cytryny. Nawet sie nie obejzycie.

    Jacobsky

  14. EWA: Tak mi sie podobalo opowiadanie o misiach, ze podrzuce jeszcze dwa synonimy rednecka z Mid-West: hick. Nie znam genezy, ale n.p. w Oklahoma to popularne nazwisko. I jeszcze: hollar, hollar trash. Hollar – podnoze wzgorza. Tam zwykle parkuja sie trailers.
    Moze jeszcze o misiach w Alberta ? Relacja byla jak swieze powietrze na tym blogu.

  15. Jak Harper nie pomoze to sie odlaczymy!!!

    Amerykanie nic nam nie wycisna, juz i tak jestesmy z nimi bardzo scisle zwiazani, nic sie nie zmieni a moze byc tylko lepiej. Wplywy sa podzielone a o prace robocza na dalekiej polnocy ciezko. Syncrude i Suncore pilnuja interesow.

    Pamietaj ze jest jeszcze rzad prowincjonalny , bardzo sprawny i populistyczny. Kanadyjski federalny nic jeszcze dla Alberty nie zrobil ma szczescie ze idea dobrego kanadyjskiego kraju jeszcze sie tli. Za to prowincjonalny ma duzo do powiedzenia.

    Ewa

  16. Ewa, o jeleniach, o jeleniach – prosze ! I o rybkach. Podobno w Kanadzie sa ooogrooomne okonie! Juz mialem nadzieje…

  17. A jelenie rycza na rykowisku w Gorach Skalistych! Rybki tez sa, dorodne, pstragi, okonie tojeziorach takich jak w Jeziorach Niewolniczych albo Pine Lake najlepsze. Kamping nad Pine lake zostal zniszczony przez tornado pare lat temu. Bo mamy tez traby powietrzne. Teren pomiedzy Calgary i Alberta nazywany jest Tornado Alley bo co roku sie kreci. A takze, ten rejon jest nazywany Bible Alley bo mamy tu mnostwo tych strasznych dziwakow co to nie wierza w ewolucje, fundamentalnych ewangelistow, prosze nie kojarzyc ich z amiszami albo menonitami to porzadni ludzie!
    A i jeszcze pelno tu mormonow nawet wielozenstwo istnieje. A poza tym to kraj katolicki, francuskie wplywy. Indianie sa katolikami bo przypomina im to wiare w Manitou. Ja jak przyjechalam tutaj to poslalam dzieciaki do frnacuskiej szkoly bo ma byc sprawiedliwie , my mielismy trudnosci z angileskim na poczatku im bylo latwo to nie sie mecza z wykladowym francuskim. Do tej pory nie znosza zabojadow. Nikt zreszta nie zdaje sobie sprawy jak wielka jest francuska spolecznosc a Albercie ale oni nie kalecza jezyka kandyjskiego i nie pyskuja jak ci z Quebec. Stad te tendencje separatystyczne w Albercie.

    Ewa

  18. EWA 7-24-06. 23.26
    Poszedlem na lodke, wrocilem i szczesliwy znalazlem kolejne, ciekawe i dobrze napisane wiadomosci z Alberty. Stokrotne dzieki !
    Co to jest „jezyk kanadyjski”, ktorego „nie kalecza” ?
    Ja tez nie znosze zabojadow, bo mialem z nimi jezykowe przejscia trzydziesci lat temu w Quebec.
    Bylem tam wtedy trzy razy: po raz pierwszy, ostatni i nigdy wiecej. Dalej nie moge, bo mi znowu nie wydrukuja.
    Jesli „nie kalecza jezyka i nie pyskuja” to dlaczego maja tendencje separatystyczne ?
    Prosze wiecej o jeleniach. Kopia ? Nic o tej Kanadzie nie wiem. Czy, w zwiazku z tym, u was mowi sie „don’t go for the kicks with a deer ?
    Okon.

  19. Alberta Morning News na zyczenie!

    Francuzi byli pierwszymi kolonistami w Kanadzie, rywalizowali z Anglikami i przerzneli w Bitwie na Abraham Plains. Stracili wszystko i do tej pory nie moga sie pozbierac i siedza i maja za zle. W Quebec w latach siedemdziesiatych nawet zalozyli grupe terorystyczna i porwali i zabili jednego z ministrow. Trudeau wtedy oglosil stan wojenny w Quebecu. Stosunki z Francuzami sa zawsze napiete, nie dosc tego to wprowadzili prawo 101 ktore nie pozwala uczyc i poslugiwac sie angielskim w Quebecu. Wiekszosc dzieci z Quebecu ine mowi teraz po angielsku w ogole a jak mowia to maja silnieszy accent niz ludzie z Europy. Natomiast Francuzi z Alberty mieli inna historie i mowia po kanadyjsku! To w wiekszosci dzieci Francuzow + Indian (Native)= Metysi. Tak, istnieje jezyk kanadyjski, to forma amerykanskiego ale bardzej spiewna i bardzej gramatyczna, bardzo ciezko to wytlumaczyc ale roznice sa i to duze. Na przyklad litere „z” czyta sie „zet” nie „zi” jak amerykanie ,zamiast „hat” to jest „took”. Wracajac do Alberta Francuzow, to normalni ludzie a nie zgorzkniale zapijaczone i genetycznie skoslawione dupki. Quebec zawsze szantazuje Kanade ze sie oddzieli zeby dostac wiecej pieniedzy albo wiecej przywilejow, a Alberta patrzy i mysli ” Ok my tez tak potrafimy, oddzielamy sie, tworzymy niezalezna Alberte albo nas w koncu zauwazcie a nie wyzywajcie od prostakow, po pieniadze to rece wyciagacie zlodzieje!”. A, zapomnialam nadmienic ze bardzo tu duzo Ukraincow a to tez bojowy narod. Wiekszosc pieniedzy i ziemi do nich tutaj nalezy bo byli w Albercie pierwszymi kolonistami.
    Co do jeleni to nie dyskutujesz z nimi tylko wrzeszczysz „!@#$ off Deer” i uciekasz tak szybko jak potrafisz. One nie sa takie ambitne jak nie sa na terenie parkow narodowych, bo miesko maja dobre i poluja na nich klusownicy. Tylko w parku sa chronione i czuja sie jak swiete krowy, jak nie kopia to pluja w morde a to nezbyt przyjemne. Chodza sobie po ulicach i zagladaja w witryny, mowie wam niesamowite.
    A czy wiecie drogie dzieci ze Misio Yogi nie mieszka w Yellowstone? ja sie dowiedzialam dopiero tutaj. w Yellystone mieszka sobie, wymyslonym parku.

    I to by bylo na tyle
    Ewa

  20. Ewa,

    dziekuje za te lekcje pogladowa historii Kanady, i Quebeku w szczegolnosci, a zwlaszcza za udzielenie jej z dystansu 3 tys km od Ville du Québec.

    Moze nie jest az tak zle z tymi – jak chcesz – „dupkami”.
    W koncu pozbierali sie po kleskach na swoj sposob, wyprodukowali nawet paru premierow Kanady, a to, ze nie lubia mowic po angielsku (co nie znaczy, ze nie umieja, wbrew temu, co twierdzisz) lub tez ze mowia z akcentem to jeszcze nie jest zbrodnia, bo agielski ciagle i NA SZCZESCIE nie jest obowiazkowym jezykiem uniwersalnym na swiecie. To, co piszesz o prawie 101 tez mija sie z prawda.

    Idea odlaczenia sie od Kanady ma taka sama racje bytu jak kazda inna idea na organizacje panstwa federalnego, wiec nikt tu nikogo nie szantazuje. W swych dazeniach Quebec nie jest przeciez osamotniony na swiecie, prawda ? A jesli Alberta mysli o pojsciu w slady Quebecu to fajnie: just do it !, nawet jesli ma to byc tylko bluff. Wystarczy np. zreformowac system platnosci miedzy prowincjami, zeby spilowac pazury separatystow w Quebecu (o uznaniu za narod nie mowie, bo to temat na inna dyskusje). Harper obiecal (przed wyborami), ze zrobi reforme, a teraz (po wyborach) wycofal sie.

    Nikt nie uwaza Albertanczykow za zlodziei, a „red neck” mowi sie glownie w odniesieniu do konserwatyzmu obyczajow i idei. W tej dziedzinie Quebec jest bezdyskusyjnie duzo bardziej na lewo, ale tez czy tak bardzo ? W koncu rowniez i w Quebeku wybrano paru poslow PC, i to bynajmniej nie w kosmopolitycznym Montrealu. Generalnie jednak na lewo – tak, ale czy do przodu ? – to zalezy od punktu widzenia. To wlasnie od politycznego konserwatyzmu zaczela sie ta dyskusja, a nie od pracowitosci, bo wszedzie w Kanadzie sa ludzie pracowici, tak jak i wszedzie sa „dupki” i lenie, ktorzy wyciagaja rece po pieniadze innych. W Albercie rowniez.

    Na koniec, jesli Warszawiacy nie moga dogadac sie z Krakusami na dystans 300 km, to czego wymagac od mieszkancow oddalonych od siebie o 3 tys km ?

    Jacobski

  21. EWA. 7-25. 16.58.
    Niesamowite. Ktos pierwszy raz napisal czysto po polsku !!! Nawet nie poszedlem na lodke, tak sie smialem. Jesli mozna – z jakiego regionu w Polsce jest ten jezyk i styl ?
    Czy „kanadyjski” ma podparcie filologiczne ? Ucza w uniwersytecie ?
    I z francuskim w Quebec mi sie wyjasnilo. Z Alberta tez. Kiedy bylo to osiedlanie sie Ukraincow ? Pierwsi kolonisci ? I nareszcie – jelenie ! Dwa slowa i mialem pelny obrazek. Pisac nie moge od smiechu. Tutaj jest tez pelno jeleni i saren, ale w sezonie ida na odstrzal. Ciagle wylaza na droge i gina pod kolami. Zima przychodza podezrec, bo im siano wystawiam, ale odlawiaja i co roku i po 300-400 sztuk wywoza do innych rezerwatow.
    Bede wdzieczny za wiecej obrazkow z Alberty. Jak tak dalej pojdzie, to wymowia Szostkiewiczowi i otworza Alberta Sensational Morning News. Albo przestana nam zamieszczac. Wytrzyma Polityka konkurencje, czy peknie ?
    Okon.

  22. Ewa,

    Zdanie: „Nikt nie uwaza Albertanczykow za zlodziei” powinno brzmiec
    „Nikt nie uwaza Albertanczykow za prostakow”.

    Jacobsky

  23. G.Okon,

    nie wiem, czy z francuskim w Quebecu tak sie wyjasnilo. Panskie „doswiadczenia” pochodza sprzed 30 lat. Ustawa 101 nie ma tyle.
    Tekst p. Ewy jest pelen niescislosci i cliché pochodzacych z daleka.

    „Zabojad”, „jankes”, „szwab”, „gudlaj”, „polus” – taka sama galeria, taki sam poziom pojeciowy. Ale mniejsza z tym.

    Tak na marginesie: w Quebecu zabie udka najlatwiej dostac w chinskim bufecie. Tutejsza kuchania miejscowa tego nie zna. Lepiej poszukac w zrodlach, zanim sie chlapnie…

    Ja tez mialem przejscia jezykowe. W Niemczech. Pech cial, ze Niemcy nie chca mowic po angielsku (choc umieja), i upieraja sie na mowienie do nich po niemiecku. Lecz to byl Hamburg, a nie Karl-Marx-Stadt, a wiec…No ale coz, znowu ciemniacy, ktorzy nie chca mowic po angielsku. Na szczescie nie musza. A w podrozy przydaja sie rozmowki. Zauwazylem, ze nawet kaleczac ostro, ale robiac mimo wszystko wysilek, mozna zyskac wiecej sympatii wsrod miejscowych mowiac do nich w ich jezyku niz walic po angielsku i pieklic sie, ze nie rozumieja. Raz jeszcze: nie musza.
    I wie pan co ? Chetnie znowu pojade do Niemiec.

    Co do separatyzmu quebeckiego, to zapraszam do poczytania na ten temat. NIe jestem zwolennikiem tej idei, ale zawsze to cos interesujacego dowiedziec sie, co mysla inni.

    ? la prochaine,

    Jacobski

  24. Oczywiscie ze nastepne!!!

    je ne parle pas francais, moje dzieci tak ale Ja nie chcialam wlasnie wszystko przez 101. To wygonilo wielu ludzi z Quebecu, czyz nie? Tego sie nie robi w demokratycznym kraju tak jak zabijania ludzi!!!
    Jednakze doceniam PQ, potrafia polinowac swoich interesow.

    Zeby dalej dyskutowac to musze wyjasnic pare rzeczy!

    Jestem z Alberty z Edmonton i przedstawiam poglady nasze nie Quebecu.
    Nic do nich nie mam, ich historia mnie ciekawi, duzo na ten temat separatyzmu czytalam i ciesze sie ze nie mamy z nimi kontaktu bo nawet jako sasiedzi sa upiorni!!! Oczywiscie ze posluguje sie cliche. Jak mi zaplaca to bede pisac originalnie!
    Na razie pisze angielskie business raporty na tematy regulacji energatyki w Alberci i mam sie dobrze. A jak tam pan, Panie Jacobsky? Z Quebecu?
    I czemoz to pan tak atakuje na oslep, nie lepiej to pogadac i opowiedzie cos ciekawego dla dobra ogolu?
    Patrz pan, p. Okon komplementy prawi i bawimy sie doskonale.

    C.d.n

  25. Nie atakuje na oslep, odpowiadam tylko na to, co Pani napisala powyzej, rowniez w trosce o p. Okonia, zeby nie wyrabial sobie falszywego obrazu.

    Prawo 101 nie tyle wygonilo ludzi z Q., ile ich od tej prowincji odstraszylo, jesli juz. Ustawa zaklada np., ze dzieci zrodzone w rodzicow frankofonow oraz dzieci imigrantow maja chodzic do szkol publicznych francuskich. Wylacznie dzieci z rodzin osiadlych anglofonow oraz imigrantow, ktorzy nabyli wyksztalcenie po angielsku nie podlegaja temu obowiazkowi. Oczywiscie to tylko nieprecyzyjny skrot postanowien ustawy 101, bo jest one duzo bardziej zlozona i, jak kazde prawo, tak i ona ma swoje kruczki, slepe uliczki i bezsensy, od odkrecania ktorych sa sady powszechne. Owszem, ma ono chronic charakteru francuskiego prowincji i pod tym wzgledem spelnia te role dosc sprawnie, a i tak nauka angielskiego w szkolach jest powszechna (czy obowiazkowa ? – chyba tak).
    Napisy na ulicach maja prawo byc dwujezyczne, tylko ze napis po angielsku musi byc odpowiednio mniejszy, zeby napis francuski byl dominujacy. W miescie Montreal (moim miescie) slychac tak samo francuski jak angielski i choc quebeccy twardoglowi ciagle maja jakies zastrzezenia, to sa oni raczej marginalni, i zyje sie tu dosc harmonijnie. Taki mily tygielek kulturowy i cywilizacyjny.

    Ludzi z Q. wygonily referenda, szczegolnie to pierwsze. Ale to tez jest uproszczenie. Poza tym z Q. ludzi wygonila sytuacja ekonomiczna w prowincji, co bylo w pewnym sensie produktem wtornym referendum, jak rowniez recesji, zmian strukturalnych w przemysle oraz… albertanskiego boomu.

    Quebecy sa bardzo ecolo i dlatego sympatie dla Alberty przybladly, gdy doszlo do dyskusji nad Kioto. Poza tym sa bardzo otwarci na odmiennosci obyczajowe, czego dowodem jest goszczenie przez Montreal pierwszych OutGames (gejowskie igrzyska sportowe), ktore zaczynaja sie niebawem.

    Nauczylem sie francuskiego po przyjezdzie tutaj (a crash course…), ukonczylem dwa uniwersytety po francusku, i ciesze sie, ze znam biegle obydwa jezyki oficjalne plus polski. Kazdy jezyk to nowe okno na swiat i wglad w inna kulture, myslenie, w innych ludzi. Jak bede mial czas, to z checia naucze sie np. hiszpanskiego, co nie bedzie tak trudne znajac francuski.

    Pracuje w badaniach bio-medycznych, ale to nie jest moje wyksztacenie z Polski.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  26. Jacobsky!
    Poczytalam sobie troche wiecej bloga,
    Twoje doswiadczenia z Polonia napawaja mnie zgroza. Tu w Edmonton bycie Polakiem jest dobrze widziane i nieznany tu jest antysemityzm. Jest nas tu kolorowa grupa Polakow, jedni madrzy, drudzy srednio i jestesmy serdecznie przyjmowani przez tutejszych ludzi. Polacy radza sobie tu dobrze i sa szanowani i robia dobre kariery. Zapomnialam co to jest dyskryminacja i nienawisc. Siedzimy sobie w tych pieknych lasach z przyjaciolmi roznej narodowosci, patrzymy na zorze polarne, spotykamy zyczliwych ludzi, po latach trudow dla mnie jest to uwaga, uwaga cliche „Kanada pachnaca zywica”.

    Zakochalam sie w West Kanada i to jest moj dom, dzieci rosna pogodne i szczesliwe ze sa Polakami i Kanadyjczykami. Juz wszyskich nauczylismy ze ja mam na imie Ewa a moj maz Slawek, ciezko bylo ale dopielismy swego. Moj mlodszy syn jednakze nie moze sie oprzec i pozwala sie nazywac Magic, bo ma na imie Maciek.

    W Polsce mieszkalam w Gdansku i kocham to miasto tez, nigdy nie chcialam stamtad wyjezdzac ale coz przygoda ciagnie czolwieka! Gdansk to tak jak „Ojczyzna” w ojczyznie. Szczesliwe dziecinstwo na plazach i mnostwo przyjaciol.

    Panie Okon!
    Nie mam nic o jeleniach, ale moge cos o misiach!!! Jak niemieccy turysci albo ludzie z Saskatchewan przyjada w Gory Skaliste to im sie daje dzwoneczki i mowi ze to misie odpedza. A my ryczymy ze smiechu zza wegla!!!! Jak sie dowiedza to sa bardzo zli.

    Ewa

  27. Ewa

    Ciesze sie, ze tak Wam tam dobrze i nie macie takich problemow jak tutaj. Tu jest inaczej, co nie znaczy, ze gorzej. Trudno, zeby wszedzie bylo tak samo. I na szczescie nie jest !

    Caly dowcip polega na tym, ze nie jest wykluczone, ze bede mial po co przenoscic sie do Calgary. Moze to nie Edmonton, ale zawsze Alberta, co ?

    Ja tez nigdy nie chcialem wyjezdzac z Polski. Jescze w pare miesiecy przed opuszczeniem kraju gdyby ktos mi powiedzial, ze opuszcze Polske na stale, to bym mu namalowal kolko na czole. A jednak..

    Dopiero po dwunastu latach pobytu w kanadzie, kiedy po raz kolejny wracalem do Montrealu, po wejsciu do samolotu w Londynie po raz pierwszy mialem uczucie, ze wracam do domu.

    Trudny start, orka, nostalgia, i te sprawy…

    Z tymi dzwonkami dla Niemcow to rzeczywiscie niezly numer 🙂

    POzdrawiam,

    Ewa

  28. Jacobsky!

    Przyjezdzaj do Calgary! To jest doskonale miejsce, pelne mlodych ludzi nawet lepsze od Edmonton. Edmonton jest w dalszym ciagu”Red Neck town” ale ja jestem inzynierem i dla mnie to jest miejsce pracy, mieszka sie przecudownie, pomimo tego ze ceny domow urosly.

    My jestesmy z pokolenia „Robta co chceta, tylko sie uczcie”
    I dlatego z premedytacja wybralismy Calgary jak w 88′ ogladalismy zakonczenie Olimpiady zimowej. Bylam w ciazy, z pracy mnie sposcili! Pamietam to jak dzis, byly to ciezkie czasy, juz po „Solidarnosci” a jeszcze przed nowym! Nikt nas wtedy nie chcial, Polska nas mlodych miala gdzies, nie wiadomo co bylo robic, tylko dzieci robic ,to zrobilismy dwoje i co dalej my nie Walesa, osiem dzieci nam nie potrzebne!!!!!

    Maz zdecydowal ze jak nas nigdzie nie chca to my sobie sami wybierzemy!
    I na zakonczeniu Olimpiady mnie rabnelo i zaczelam marudzic ze ja chce do tych szczesliwych ludzi co sie bawia tak pogodnie i rozdaja kapelusze kowbojskie, gdzie to jest????. No i pojechal kobiecie zalatwic lepsze zycie. Nie widzielismy sie przez 3.5 roku, to byly starszne czasy!!! Ja z dwojka malych dzieci w Polsce, on sie petal po calej ameryce ale dopial swego , tylko z poprawka ze w Edmonton bo tu blizej do ropy i taniej zyc i sie ustawic. Bylo taniej, nie powiem ,ale pracy tez nie bylo, mowie ci rozpacz!!! Dzieki temu skonczylismy oboje tu studia, on computing science , ja finanse na Uniwersytecie i od tej pory mamy sie dobrze. Nostalgii nigdy nie odczuwalam bo tyle tu bylo do zobaczenia, nowych ludzi do poznania,dwoje dzieci do wychowania a do tego zaiwanialam w elektrowniach na noce ze dopiero po osmiu latach sie opamietalam jak Tata przestal ze mna rozmawiac bo do Polski nie malam czasu przyjechac nie mialam przedtem pieniedzy a potem czasu. Dalej mnie tam nie ciagnie, juz tam bylam!

    Dla Okonia cos trzeba napisac jak jeszcze czyta,

    Ogladnij sobie ” Brokeback Mountain” to bylo krecone w Albercie na preriach, dobry film, temat kontrowersyjny, do tej pory kowboje nie moga ani slowa na ten temat wydusic!!!

    O misiach i jeleniach potem!

  29. Ewa,

    ja nie wiem, z jakiego jestem pokolenia. Podobno juz nie baby boomer, a wiech chyba poczatkowe lata generacji X. Nie wazne.

    Do Kanady dostalem sie w sumie przypadkowo, gdzyz odmowielem mieszkania na stale we Francji. Wtedy jeszcze nie znalem francuskiego, a Kanada wtedy nam wszystkim jawila sie jako El Dorado i pachaniala zywica na cale lata swietlne.

    Rowniez i mnie przegnala polska bryndza lat 80-tych. Raz zaznawszy zycia „na swoim” za Laba, trudno bylo po powrocie nad szaro-bura Wisle dostrzec w tej szarzyznie jakis ciekawy pomysl na zycie. Ciekawy, bo jakis pomysl zawsze mozna bylo dostrzec. Zona i ja probowalismy roznych sztuczek, ale nie dalo sie, no wiec wyjechalismy.

    Reszta podobnie, nawet praca w nocy w fabryce, po to zeby moc byc w domu z dziecmi, jak wroca ze szkoly, no a potem zeby moc robic studia wieczorem. Oboje. Potem zycie dopisalo inne zakonczenia dla kazdego z nas, ale to juz inna historia.

    Pierwszy raz do Polski pojechalem po 5 latach od wyjazdu. Potem jezdzilem mniej wiecej co 2 lata, a ostatnio czesciej, bo zaczely sie wyjazdy „w waznych sprawach rodzinnych”. Za kazdym razem coraz mniej poznawalem moj kraj, moje miasto, ale ciagle gdzies tam pod skora siedzial ten sentyment. I dobrze. Ja go lubie. To jak chroniczny bol, do ktorego czlowiek sie przyzwyczai, z nim zyje, spi, umiera.

    Troche poudzielalem sie wrod lokalnej Polonii, ale juz wystarczy. Wole pisac w blogach 🙂

    „Brokeback Mountain” to dobry film, piekne krajobrazy. Kontrowersyjny ?
    Nie tutaj. A w Polsce ? Czy pokazywano ten film ?

    Co do zwierzyny to my mamy wieloryby i inne walenie w ujsciu rzeki Sw. Wawrzynca. Razem ze 13 gatunkow. Tez warto zobaczyc cos zywego o rozmiarach U-boota.

    Mam nadzieje, ze Panu Szostkiewiczowi przydadza sie do czegos te zyciorysy kanadyjskie.

    Pozdrawiam

    Jacobsky

    PS. Czy Alberta ma juz jakis konkretny plan na to, co po ropie ? W koncu kiedys zostana tylko piaski, bez smoly…

  30. EWA. 7-26.

    Okon jeszcze czyta… Nie dyskutuje, bo go mdli.
    Moze by im jeszcze dawac te dzwony z instrukcja, gdzie przywiazac ? By bylo… Misie by sie obmisily z radosci.
    Gdansk ! Dzieki Bogu. Problem mi sie odetkal. Do tego Gdanska, gotow bylem sie zalozyc, ze to dziewczyna z Powisla, albo z Pragi. Ginie pokolenie co tak mowi, i pisze – jak mowi. Wypindrzone to sie jakies takie porobilo, pretensjonalne; i tak, wyzej nerek nie podskoczysz, sam pan wisz.
    A komplementy prawie z glodu. Zeby poczytac czego mi brak, po polsku, zwyczajnie. Wyscigow mam dosyc. Nascigalem sie do woli, ze strachu, zeby na starosc miec tylko jeden wielki problem kazdego ranka: ze nie mam co robic ! A jak jeszcze sa takie opowiadanka z Alberty – sam miod !
    Z szacunkiem i wdziecznoscia. Okon.

  31. Ewa,
    z przyjemnością przeczytałam Twoje wpisy z Alberta. A i rozbawiłaś mnie. Muszę powiedzieć, że czekałam na każdy wpis. Ciekawy musi to byc region Kanady… Ech, nigdy go nie zobaczę.
    Pozdrawiam, –
    tez Ewa 🙂

  32. A tu w niemczech , jakmis ma ochote polazic po zboczowisku , to trzeba go odstrzelic , bo niepasuje do otoczenia!!
    pozdrowienia z berlina andre

  33. Jacobsky!

    Wielorybow nie ma na preriach ale za to sa buffalo czyli kanadyjskie zubry i sa gofry, nie mam pojecia co to za zwierzaki chyba swistaki! No i slynne kanadyjskie gesi! Klucze cale gesi lecacy z polnocy i z rejonu Edmonton zbieraja sie nad moim domem tak okolo polowy wrzesnia a my placzemy bo zima za pasem i znowu snieg spadnie! Piekny to kraj ale zimo strasznie!
    Za to na wiosne jak sie uslyszy ich geganie pod koniec marca to dusza rosnie bo za jakies dwa miesiace lody poszcza, snieg stopnieje i wiosna znienacka przyjdzie w czerwcu! W Fort McMurray , to tam gdzie piaski olejowe, na wiosne rzeka Athabasca peka i huk jest nieprawdopodny, kra leci w powietrze a cale miasto leci i sie cieszy!!!
    W Albercie jest plan na rekultywacje ziemi, to co sie wydobylo to sie zaysypuje, wyrownuje i sadzi sie roslinnosc. Jestesmy bardzo dumni z naszego osiagniecia. Piaski sa na miejscu rekultywowane nie czeka sie na przyszlosc to jest regulacja rzadu, ale trzeba tam pojechac i to zobaczyc jaka to operacja, tam ropa plynie na zewnatrz, rzeki sa zolte od ropy i smierdzi benzyna,okropne! Ja tam mdleje nie moge dluzej wytrzymac od tego zapachu a krajobraz bardzo ponury i jeszczde zimniej niz w Edmonton. Kioto namy gdzies, bo Alberta na weglu stoi, ale za to czysto produkujemy. Moge poswiadczyc, pracuje w energetyce i nie moge sie nadziwic co my tu robimy. Wlasnie zainstalowalismy pierwszy na swiecie superboiler zeby jak najmniej palic wegla, doskonala zabawka jestesmy bardzo dumni!!!

    Co do „BrokeBack” to w Albercie to jest kontorwersyjny temat i to bardzo!!!!! i nic na to nie moge poradzic. Mne to osobiscie ani „ziebi ani grzeje” ale kowboje sa bardzo nietolerancyjni na temat gejow, przeszkadza im to bardzo ale ubieraja sie tak jak ” drag queens” to pewnie dlatego. Na pewno wiesz ze Alberta obiecala uzyc „Notwithstanding clause” jak parlament zmieni w konstytucji pojecie malzenstwa i nie bedzie tego respektowac.

    Do Okonia, a co dziewczyny z Pragi to gorsze!!! Moja siostra na Pradze mieszka!!! Juz myslalam ze cie misie ryby zjadly na tej lodce, a ta lodka to gdzie, opowiadaj,opowiadaj, widac dobrze ci sie tez zyje.

    Do Kesairy, nigdy nie mow nigdy!

    Do Andre Kuba , wiem czytalam o niemieckim misiu,
    A tu w Lake Louise jak misio sie zbyt zbliza do ludzi ale nie atakuje jeszcze tylko szuka jedzenia to go zamykaja na terenie specjalnego rezerwatu chronionego przez plot pod napieciem. Ale taki jeden Kubus Puchatek podkopal sie i splynal do ukochanej, szukali go wszedzie a on sobie sie pokochal i wrocil do domu podkopem oczywiscie. To mu jaja wycieli zeby nie brykal ale sie znowu urwal do panienki. Wlasnie podawali w gazetach ze wrocil do domu z wyprawy i jest debata co z nim zrobic!!!

    To na razie

    Ewa

  34. Ewa. 7-27-06

    Siostrze sie klaniaj. Zapewne tata z mama wychowali Was obie bez pretensjonalnosci i wygibasow stylistyczno – obyczajowych. Doslownosc jest symetria idiotow; Praga czy Gdansk, czy Powisle – wszystko jedno, zeby tylko weszydupa misiek byl o.k., a alberciaki wiedzialy co z nim zrobic. Mam powazny dylemat, a nikogo w Warszawie, kto by mogl pomoc: Nie tak dawno zobaczylem w tv jakies krotkie video, w ktorym
    przy ulicy Moliera 8, (obok Teatru Wielkiego) byl maly napis nad jakims barem, cytuje: „Pierdzacy krolik”. Czy to mozliwe ? Moze w tym miescie tak sie pozmienialo, ze i to przeszlo…Moze Szanowna Siostra cos wie o tym ? Na Pradze byl moj pierwszy, i najwazniejszy, uniwersytet – bazar. Wyroslem na Powislu, a na wazne zakupy jezdzilem na Prage, na Bazar Rozyckiego. Wtedy tylko tam mozna bylo kupic wszystko. I napatrzyc, nasluchac do woli, jak mi sie nigdy pozniej nie zdarzylo. Juz wtedy o Francuzach mowilo sie „zabojady”, a o karaluchach – „francuzy”. Nikt nikogo nie poprawial, ani nie pozywal. Pytasz o lodke. Mowi sie „black hole in the water”, bo ciagnie pieniadze, jak wasz mis piwo. I wciaga. Zarazilem sie, kiedy mieszkalem w Boca, na Florydzie i tak mi zostalo. Nigdy nie mialem czasu na lodke a teraz ,kiedy sie zemerycilem, odbieram od tej padliny wszystko, co w nia wlozylem. Przynajmniej latem, 4-6 godzin dziennie mam z glowy; zamiast zastanawiac sie nad tym krolikiem
    na Moliera, przeciagam do poznego wieczora i mam emocje: trafie do domu, czy nie trafie ? Przewaznie trafiam. I jak mnie zlapie burza, tez: trafi, czy nie trafi ? Piszesz, ze cowboys w Albercie sa nietolerancyjni. U nas – sa. U nas wszyscy sa tolerancyjni, bo inaczej – idziemy siedziec. To sie nazywa „politycally incorrect”. Przypuszczam, ze w Alberta, w stosunkowo nowym i, jak piszesz, bardzo wymieszanym srodowisku, jest lepiej niz tu, mimo cowboys. W moim stanie jest zatwardziala solidna konserwa, ktorej krew psuje masa demokratycznie (oczywiscie !) zorientowanych studentow i profesorkow z collegow. Tu sa farmerzy i solidne, male towns o nienaruszalnych pogladach konserwatywnych. Za to domu nie trzeba zamykac, a intruza na swoim property mozesz spokojnie zastrzelic (oczywiscie sa normy,granice samoobrony itd). I micro-nafta jest. Na polach stoja malutkie wells i zbiorniki. Farmer przychodzi raz dziennie, co drugi, trzeci dzien i pompuje przez rurke w gruncie do cysterny. Ma z tego pare tysiecy rocznie. Przez dobre rolnictwo, przemysl motoryzacyjny, lotniczy i obronny, duze banki i malutka nafte stan jest dosc zamozny i czasem nie wie co z pieniedzmi robic, a czasem robi glupio. Dzieki Canada, palanty z magistratu wypisaly kilka lat temu nad lotniskiem: International Airport. Jedyny internacjonalny lot mielismy raz w tygodniu. Do Toronto. I – na wheel barrel… Prowincja 6×9, ale ambicje mamy swiatowe… Kiedy tu przyjechalem, dwadziescia lat temu, miasto wygladalo, jak Canada: pare osob wzdluz drogi od Toronto do Montreal. Za to jest bardzo czysto, policji az za duzo, kazda ulice czy highway odnawiaja co roku (burdel niepojety !), sprzataja, maluja i podlizuja sie wszystkim, ze jest porzadek i male bezrobocie. Zapewne. Dokladnie, jak pamietam z Polski: jeden kopie a czterech przyglada sie i popala. Zyjemy sobie friendly and easy. Nie ma wyscigu, jak w Chicago, New York, czy L.A., ani takiej agresywnosci. Szlag mnie zawsze trafial, ze tu nikt nie chce byc happy. Kazdy chce byc just content. Amishowska mentalnosc. Na kazdym kroku. Nieszczescie na drogach zaczyna sie po 11 rano, kiedy wyjezdzaja szanowne mamuski z pieciorgiem( plus wozek), emerytki i emeryci w swoich Cadillac (obowiazkowo – Cadi) i suna ze stoickim spokojem 25 mil na godzine, a za nimi kilkunastu wyzywa, wygraza piesciami, trabi, flashuje. Nic. Zrownasz sie z nimi – usmiechaja sie, raczka pomachaja, take it easy ! Podobnie bylo na Florydzie, ale tam damy w niebieskich perukach sunely w Lincoln, Bentley, Roys i szybko znikaly, bo bylo za goraco. No juz. A jak sie dowiesz o kroliku, napisz, zeby wszyscy wiedzieli. Okon.

  35. Ewa,
    (do G. Okona ponizej)

    dziekuje za wyjasnienie w sprawie rekultywacji ziemi. Nie o to mi jednak chodzilo.

    Kiedys i w Albercie skonczy sie ropa, a wraz z nia krociowe zyski, jakie w tej chwili czerpie z niej prowincja. Pytalem o strategie na przyszlosc, na epoke po ropie, kiedy trzeba bedzie zyc z czegos innego niz nafta.

    Slyszalem, ze Alaska ma fundusz, na ktorym odkladana jest czesc zyskow
    naftowych, wlasnie na „czarna godzine”. Czy w Albercie jest podobnie ?

    Nas tez odwiedzaja gesi. Przelatuja wdluz rzeki Sw. Wawrzynca, i tak samo reagujemy na ich klucze na niebie: z radoscia na wiosne, ze smutkiem jesienia, choc jesien jest tu przeciez przepiekna.

    Podobno miejsca, w ktorych krecono ?BrokeBack? licznie sa odwiedzane przez turystow. Jak na to reaguja miejscowi kowboje ?

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

    —————————————-
    Panie Okon,

    to nie „?Pierdzacy krolik? ale „Pędzący Królik” – bar i klub.
    Moliera 8

    W Warszawie rzeczywiscie sie pozmienialo. Nawet na tyle, ze i ?Pierdzacy krolik? by przeszedl, choc chyba nie na szyldzie, bo wladze miejskie by sie na to nie zgodzily.

    Pozdrawiam z uroczej Kanady i z przemilego Quebeku 🙂

    Jacobsky

  36. Okon!
    Tos ty z Alabamy albo z Pensylwanii? Tos znudzony na amen. Znam to uczucie.
    Wiesz co? opisales dokladnie Alberte na poczatku lat dziewiedziesatych tylko bez pieniedzy bo nas liberalowie okradli i wells produkowaly dla nich nie dla farmerow. Strzelac to tez mozna do intruzow i domy otwarte tez trzymac mozna ale to sie juz konczy z przyplywem ludnosci.

    Siostra sprawdza krolika! Zobaczymy! A pamietasz te czasy gdzie „Zwis meski ozdobny” i „podgardle dzieciece” krolowalo w gazetach? Dla mlodszych czytelnikow: To krawat i sliniak dla niemowlaka!!!!.

    Ja za to znalazlam Pub Drive – through w Canbrook w B.C. Skorzystalismy, po piwku strzelilismy a nasze dzeciaki sie turlaly ze smiechu. A w Niemczech na rynku MacDonald ma okienko „Walk through”, czego to ludzie nie wymysla!!!

    Okon,

    Masz cos na Amiszow dla pana Szostkiewicza, bo nasze Menonity tez udane! Ekologicznymi terrorystami tu czesc zostala. Nie mozna im jak wiadomo sie cywilizowac ale nasi sa cwani i wykombinowali sobie prawo ze tylko nie mozna kabla do domu podprowadzic. A cell phone, wireless to calkiem OK i bawia sie doskonale! Alkoholu nie mozna ale maryska i dubi to ok tez. itd. itd A wasze?

    Ewa

  37. JACOBSKY. 7-28.
    Thanks. Albo video bylo kiepskie, albo OF nie dowidzial.Nomen omen na wlasciwym blogu zapytalem. Okon.

  38. EWA. 7-28.

    Amish people podtrzymuja swoja odrebnosc, bo im sie oplaca. Lepiej miec jakis kolor niz byc bezbarwnym. Wyrobili sobie dobry image i tak trzymaja. Swietni w business, nie stronia od zadnego. Przede wszystkim farm i ranch owners plus: banki, real estate, meble, male restauracje, sklepy i kicze dla turystow itp. itp. Malo kto umie liczyc pieniadze, jak oni. Trzeba uwazac, bo obedra do suchej nitki (tak sie mowi ?). Nie pija, nie pala, nie maja criminal record. Nie ma sie do czego przyczepic. Ma sie wrazenie, ze niektorzy poszli by na cywilizacje, ale per saldo to im sie nie oplaca. Kobiety i dzieci traca bez wyksztalcenia (wyzej podstawowki), calkowitego uzaleznienia od spolecznosci i malego kontaktu ze swiatem. Mialem kiedys przyjaciela w Brooklyn, ktory emigrowal z Rosji, rzucil sie szczesliwy w ramiona swojej religii, ozenil sie z nauczycielka Hebrew, narobil osmioro dzieci, nosil dlugi czarny plaszcz, stosowny kapelusz trzymal sie na uszach, zapuscil wielka brode, surowo przestrzegal kosher i kiedys mnie zapytal: „a ty kogda nibud widel Evreya na motocykle ?” Faktycznie – nie. „Nu, podozdi, golubchik”, poszedl do garazu i za chwile wyjechal na ogromnym Harley Davidson, ubrany jak wyzej, i przelecial ulica tam i z powrotem dajac mi show, jak rzadko. W zimowe weekendy Amish people robia podobne show. Jada cala rodzina na jakies gorki, wypozyczaja narty i , bez przebierania sie, kreca po stoku, jak szaleni. Broda powiewa, kapelusz trzyma jedna reka, okularki druga, dzieci obok, zony kibicuja z dolu, radosc powszechna, tylko nikt nie rozumie ani slowa z tego co wolaja. Kontrast do obrazka stoicko spokojnych Amish na ulicach miasteczka.
    Slowo dane jest swiete. Widzialem transfery i czeki, na znaczne sumy, realizowane na slowo i podanie reki. W restauracji z ich kuchnia, mozna zjesc duzo i tanio, ale smak tych dan jest watpliwy. I kompocik. Obowiazkowo. Podobnie, jak zalosne podrobki polskiego jedzenia w zapyzialych, niby polskich, restauracyjkach w Toronto, Montreal, czy w samym Chicago – Polish City ! jest taki sam chlam. Nie wiem dlaczego, ale przez tyle lat staralem sie znalezc dobre polskie jedzenie, od Miami do San Francisko i od San Diego do Bostonu i – guzik. Nie ma. Moze dlatego, ze wlasciciele tych knajpek strasznie sie spiesza z zyskiem, ida na minimalny koszt, a ci co tam jedza specjalnie nie wybredzaja ?
    Tyle o Amishach i Polakach.

    Widze, ze sa zbieznosci:…a do liberalow mozna ?
    Co to jest „maryska i dubi” ?

    Zwisu i podgardla nie pamietam, ale ogladam na internet TVP news. Oficjalne osobistosci nie potrafia mowic po polsku ! Chyba tylko jedna Pani Zyta potrafi przygryzc komus czysta polszczyzna. Po za tym, jak dawniej, sila sie na „oficjalny” jezyk
    (stad byly te zwisy i podgardla). Tam nikt nic nie „dostaje”, kazdy „otrzymuje”. Nawet wyrzeczniki prasowe sie wyglupiaja. Dlaczego ? Jakies to takie sztuczne, napuszone, jak by bali sie powiedziec cos niestosownego. Profesorowie, lekarze mowia dobrze, ale administracja – pozal sie Boze ! Chyba spiesza sie i zaczynaja mowic zanim wiedza jak zakonczyc i co potem.
    Ja wiem: czesc. Okon.

  39. Kapitalna dyskusja!!!
    Dowiedziałam się o Kanadzie więcej, niż przez całe życie! Jestem zachwycona!
    Swoją drogą, jak to dobrze, że coraz więcej za granicami naszego kraju Polaków, którzy nie tylko azbest ze ścian zrywają, albo konserwują powierzchnie płaskie. Mam nadzieję, że zmienia się powoli obraz Polaka poza granicami Polski. Piękne jest i to, że ci Polacy nie zrywają emocjonalnych więzów z ojczyzną, która nie była dla nich ani trochę łaskawa.
    Z drugiej strony, czy dożyjemy takich czasów, że dzieci tych emigrantów będą miały ochotę przyjechać do Polski nie tylko na pogrzeb babci, albo wakacje, ale na stałe – do pracy w kraju swoich rodziców.
    Ech! rozmarzyłam się! Tutaj cały czas najważniejsze jest KTO KOGO!
    Właśnie przeczytałam że Anna Walentynowicz przyznała, że w teczce otrzymanej z IPN nie ma ani słowa o donosicielu Bolku…
    Ciekawostka, co ona z tą wiedzą zrobi? Może Bolka przeprosi? A może będzie to kolejny dowód, na śmiałą tezę, że najpewniejszym dowodem jest właśnie brak dowodu?!
    Jeszcze raz serdeczne dzięki blogowiczom z Kanady!
    Nawet Gerald i Bernard zamilkli!!! HURRA!

  40. NELA. 7-29

    Baca pojechal, to kierdel – za nim. Zeby sie tylko te juhasy piorami nie zadzgaly.

  41. Hej Nela!

    Moje dzieciaki uwielbiaja przyjezdac na wakacje do Babci do Gdanska!
    Ale zycie jest lepsze dla nich tutaj.Moj syn spedzil pol roku w Europie jedzdzac z miasta do miasta i spiac w schroniskach. Jak byl juz bardzo glodny i zmeczony to wracal do babci na kuracje wzmacniajaca i potem dalej w droge. Najbardziej pokochal Krakow ale jak sie babcia pytala co mu sie najbardziej w Europie podobalo to odpowiedzial „Kanada”. Teraz leczy rany i probuje splacic dlugi ale i tak go bylo stac na wszystko. Nie da sie ukryc ze nie mialby takich szans w Polsce .Nie to ze w Polsce nie ma dobrych szkol albo mozliwosci pracy tylko tutaj materialna strona zycia jest latwiejsza i szybsza do osiagniecia dla mlodych a jednoczesnie moga sie rozwijac tak ja tylko sobie zaplanuja. Na razie nie mozna tego powiedziec o Polsce.

    Okon, Dubi to skret z marihuany (reef???) a maryska to „trawka”.
    A co do Liberalow, to oni wiedza ze mozna!!!

    Ewa

css.php