Trudny Jaruzelski

Czytam fragmenty mowy obronnej gen. Jaruzelskiego. Jakie to wszystko bliskie, jakie dalekie. Jak beznadziejnie spóźnione. Ciekawe, czy generał posłuży się niedawnym tekstem Navarro-Valsa, byłego rzecznika Watykanu. Wydrukowny w prasie włoskiej przypomina, jak Jan Paweł II dość ciepło reagował na argument Jaruzelskiego o stanie wojennym jako mniejszym złu. Większym miałaby być oczywiście interwencja radziecka w Polsce przeciwko ruchowi Solidarności.

Racje w tym sporze są od dawna rozdzielone. Nie ma sensu wdawać się w dyskusję na ten temat. Takim jak ja politycznym więźniom Jaruzelskiego wersja mniejszego zła nie trafia do przekonania. Nawet jeśli papież Polak miał być na nią podatny. A przecież Wojtyła wychował się w kulcie żołnierzy broniących Polski przed bolszewikami w 1920 r., 1939 r., w kulcie ofiar Katynia i zesłanych na Syberię, a młody Jaruzelski był sybirakiem. Co z tego, to było przed wysłaniem polskiej armii do Czechosłowacji w 1968r., to było przed masakrą robotników wybrzeża w 1970 r. Przed biciem robotników Radomia i Ursusa w 1976 r., przed zdławieniem Solidarności w 1981 r.

Przy wszystkich tych czarnych datach naszej powojennej historii pojawia się nazwisko Jaruzelskiego. Ale pojawia się ono także przy przełomie Okrągłego Stołu w 1989 r. i potem, kiedy generał już jako prezydent III RP strzegł mocą swego autorytetu wśród ludzi PZPR, PRL-owskich sił zbrojnych i specjalnych, a także znacznej części niepartyjnych Polaków, rodzącej się demokracji.

Jak czasem bywa z przywódcami politycznymi, uczciwe zbilansowanie ,,ma” i ,,winien” gen. Jaruzelskiego jest trudne i być może niemożliwe, także przed sądem. Wielkie błędy i grzechy mieszają się z wielkimi dokonaniami u schyłku kariery generała. Jak z Pinochetem. Zaczął od krwawego puczu, oddał władzę, gdy tego zażyczyła sobie w referendum większość narodu. Jak z białymi politykami schyłkowej epoki apartheidu w Afryce Południowej, którzy oddali władzę bez walki czarnej większości rodaków Mandeli, kiedyś wroga numer jeden białego reżimu, więzionego przez prawie 30 lat pierwszego czarnoskórego prezydenta RPA po apartheidzie.          

Trudno, by głowa Kościoła Powszechnego żądała głowy Jaruzelskiego. Papież mógł widzieć w generale, zwłaszcza w epoce Gorbaczowa, potencjalnego sojusznika, patriotę zmuszonego do podwójnej gry z Solidarnością i Moskwą, i jeszcze z własnym zapleczem politycznym. Jak było naprawdę, już się pewno nie dowiemy.  

XXXX

Łukasz i inni – jasne, że Solidarność jest faktem historycznym, a nie mitem w sensie jakiejś fikcji. Słowa mit Solidarności używam w takim sensie, że podobnie jak z naszymi powstaniami narodowymi mimo wszelkiej możliwej analizy krytycznej, kolejne pokolenia Polaków wracają do nich i czerpią z nich inspirację, podziwiają jej bohaterów, gotowi wielkodusznie wybaczać mniejsze i większe błędy.