Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

9.09.2011
piątek

Startuje tabloid polityczny

9 września 2011, piątek,

Pod rządami totalitarnego Tuska wystartował do wyborów ,,tabloid polityczny”? litego demokraty Sakiewicza. Kolejny dowód, jak III RP dyskryminuje prawych i sprawiedliwych. Że tabloid ma wesprzeć ich partię w kampanii wyborczej, wydaje się oczywiste. Z jakim  efektem – mniej.

Ale ignorować tego faktu prasowego nie można. 200 tys. nakładu to dużo. Profil ,,konserwatywno-patriotyczny” obficie podlany sportem i plotkami wskazuje, że tabloid jest adresowany do mas. Ale do mas adresowane są też inne polskie tabloidy. Ciekawe, jak będą się bronić przed nowym konkurentem? Być może odbiją w stronę ,,konserwatywno-liberalną”, a to byłaby dobra wiadomość dla obozu Tuska. Jak  tabloid pisowski wpłynie na wynik wyborów, wkrótce się przekonamy.

Po tabloidzie Sakiewicza spodziewam się wszystkiego najgorszego. Ale z zasady tabloidów nie czytam, odmawiam publikowania w nich, i po ten nowy też nie sięgnę. Niech truje podatnych na truciznę.

Spoty reklamujące GPC spotkała odmowa emisji w niektórych mediach. Obejrzałem jeden. Myślę, że odmowa była słuszna. Nie narusza ona wolności słowa, bo nie wszystko nadaje się do emisji zwłaszcza w mediach publicznych i w trakcie kampanii wyborczej. Tabloid i tak znajdzie się w centrum uwagi. Mam nadzieję, że nie na długo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 58

Dodaj komentarz »
  1. Droga Anco!
    Do poprzedniego wpisu

    Sądzę, że znamy ten sam dowcip, tylko wersje mogą być nieco inne, jak w znanym dowcipie o rozdawaniu samochodów na Placu Czerwonym, gdzie po dłuższym doprecyzowaniu się okazało, że nie ma rozdawania samochodów tylko „kradną rowery”.

    W mojej wersji nie był to Gomułka a Chruszczow, identyczne było zdziwienie samego Chruszczowa, że chiński jest tak lapidarny (co pół godziny krótkie „czang” tłumacza), zastanowiło go jeszcze, dlaczego po zakończeniu jego długiego przemówienia było to „czang”, „czang”?
    W dalszej części się trochę różnimy: Używasz „wzrotu” – „ględzi”, a ja pamiętam wyraz na literę „p”, natomiast podwójne „czang” oznaczało „skończył p…ć”.
    Gdy mi napisałaś dwa razy „czang” to oczywiście wyciągnąłem wniosek, że cieszysz się, iż skończyłem „p…c” na blogach Polityki, a ja takiej decyzji jeszcze nie podjąłem, choć ją rozważam!
    Próbowałem zwekslować na blog belferski (jako stary nauczyciel), ale poruszane tam problemy już nie są mi tak bliskie. Również przymierzanie się do „szalonych naukowców” osłabło, choć trochę się włączyłem – bądź co bądź byłem „uczonym” przez 40 lat lub nieco dłużej. Najbliższy byłby mi „Śląsk z bliska”, ale jest trochę niemrawy i nie zawsze znajduję wspólnego języka z ludźmi nie z mojego pokolenia. Będę szukał dalej, może się gdzieś odnajdę lepiej niż tu. Smoleńsk (i wysokościomierze) już wszystkich zmęczyły, z ekonomii znam tylko prostą zasadę, którą stosowałem całe życie – nigdy nie wydawaliśmy więcej pieniędzy niż zarobiliśmy, a w ekonomii państwa widać ta recepta się nie sprawdza. OFE-lia mnie nie dotyczy, ale w wersji Balcerowiczowej jest oszustwem w mej ocenie i nie włączam się do dyskusji z ekonomii mądrych ludzi na tym blogu. Pamiętam tylko, że ekonomia nie jest nauką ścisłą tylko humanistyczną, a nawet wtedy, gdy posługuje się matematyką, to popierd…. (takie niedomówienie) nawet osie współrzędnych w podręczniku z ekonomii politycznej kapitalizmu.

    Kilka uwag do dalszej części komentarza. Spotkanie kobiety, która mówi tylko wtedy, gdy ma coś do powiedzenia, jest zjawiskiem niezwykle rzadkim i czasem nawet niepokojącym. Miałem magistrantkę z taką cechą. Cały czas się martwiłem, że ona się na mnie boczy, a nie widziałem powodu. Gdy ją wprost zapytałem, to mi powiedziała, ze po prostu nie miała nic do powiedzenia! Dla mnie był to szok, bo w domu miałem trzy kobiety (żona plus dwie córki), z których się żadnej buzia się nie zamykała choć wątpię, czy miały zawsze coś do powiedzenia.
    Na pochwałę jednej z nich mogę powiedzieć, że pisała zupełnie inaczej – krótko i bez lania wody, przez co miała kłopoty z polonistkami. Jedna oceniała treść i poprawność w tej zwięzłości, a druga dała trójkę za wypracowania zbyt krótkie. Teraz skończyła rozprawę habilitacyjną z fizyki, gdzie ta zwięzłość jest konieczna, a więc jest atutem, ale w domu gada dalej szybko i dużo.

    Problem redagowania w porządnym edytorze uważam za mój obowiązek. Chciałbym, aby potencjalny czytelnik się nie męczył bez potrzeby. Niestety stało się coś, czego nie rozumiem. Długi czas pisałem w Open Office?ie i wklejanie do blogu dało poprawny wynik. Od pewnego czasu to nie działa, więc wklejam tekst poprawiony ortograficznie do ?kastelki? blogowej i mozolnie przerabiam wszystkie znaczki i często przegapiam coś i się robią te cholerne znaki zapytania. Po takiej pracy kod jest oczywiście nieaktualny i na blogu Szostkiewicza nie można uzyskać nowego. Robię wtedy karkołomne operacje, aby jednak wkleić tekst. Niby mam dużo czasu, bo w niczym nie mogę już pomóc żonie (poza papierkami i wszelką korespondencją mailową i telefoniczną), ale żona chce mi skrócić pobyty przed monitorem i wypędzać na zielone przed domem, to podobno pomaga na oczy (a przynajmniej szkodzi mniej niż monitor).

  2. Jeszcze do poliglotów

    ? Indoor_prawdziwy pisze:
    2011-09-08 o godz. 20:43

    Szanowny Indoorze!

    Ogromnie się cieszę, że mam teraz inne problemy do dyskusji – oprócz Smoleńska – gdzie mogę się włączyć do dyskusji z tak wybitnym blogowiczem. Chodzi o języki obce i Zasadę Petera.

    ***Jak wiadomo zasada Petera mówi o tym, że w organizacji biurokratycznej każdy awansuje aż do osiągnięcia własnego poziomu niekompetencji. […] Kłopot w tym, że w Polsce zasada Petera przestała działać. Ludzie niekompetentni w sposób rzucający się w oczy, awansują jakby nigdy nic. Jakby przez niedopatrzenie jakiś urzędnik w miarę kompetentny się znajdzie na jakimś stanowisku, to natychmiast zostanie usunięty…***

    Obawiam się, że wkradły się tu nieprecyzyjne stwierdzenia o sytuacjach, które można podciągnąć pod zasadę, jeśli się dobrze przyjrzeć. Pierwszy drobiazg: Mowa o organizacji „biurokratycznej” zamiast „hierarchicznej”, to jednak nie musi być to samo. Bywają organizacje niezbyt biurokratyczne, a hierarchiczne, np. mafia a nawet kler katolicki w pewnym stopniu. Awansowanie ze szczebla niekompetencji może być pozorne i stanowić „arabeskę boczną”, a usuwanie kompetentnego, ba! superkompetentnego pracownika też występuje jako efekt zasady Petera pod nazwą „łuszczyca hierarchiczna”, gdy organizacja pozbywa się ludzi, którzy mogą zagrozić hierarchii, a to czyni kompletny idiota (np. Hofman), albo zbyt kompetentny (np. Marcin Luter).

    ? Indoor_prawdziwy pisze:
    2011-09-08 o godz. 21:01

    ***Miałem nie zabierać głosu w sprawie (nie)znajomości języków, ale po wpisie mw. nie wytrzymuje.
    mw. Ja się zacząłem języka polskiego uczyć w wieku dorosłym. Fakt, że ponad 40 lat temu***

    Przyznałeś się niechcący, że należysz do grona ?Lewych Polaków? jak ja, choć ja w młodszym wieku zabrałem się do nauki języka polskiego. Na temat węgierskiego mam swoje zdanie. Przebywając turystycznie w Budapeszcie złapałem szybko kilka wyrazów niezbędnych, ale zdaję sobie sprawę z trudności opanowania tego języka.
    Za moich czasów nie było chętnych do studiowania w Budapeszcie właśnie z powodu bariery językowej. Mój przyjaciel dał sobie radę po maturze i studiował elektronikę, narozrabiał jak wszyscy w 1956 roku, ale polski rząd uratował studentów i przerzucił ich do Wrocławia, gdzie pokończyli studia na Politechnice.
    Są trudniejsze języki. Pewien mieszkaniec Węgier wyemigrował do Izraela i tam uczył się od podstaw hebrajskiego. Gdy przyjechał na statku niewolniczym do Palestyny znał tylko „Szalom” i potrafił zanucić Hatikvę. Po pewnym czasie napisał tak:

    Język hebrajski jest bardzo łatwy, już po dwóch latach intensywnego szkolenia można po hebrajsku zapytać kogoś na ulicy: „Która godzina? Ale proszę mi odpowiedzieć po angielsku”!

    Ten Eks-Węgier ciężką pracą nauczył się jako dorosły języka tak, że zaczął pisać teksty satyryczne po hebrajsku i stał się chyba najsławniejszym satyrykiem naszych czasów, umarł jako bardzo zamożny człowiek, jego dzieła są wydawane w milionach egzemplarzy i są tłumaczone na wiele języków, również po polsku ? Ephraim Kishon ? od urodzenia chyba Hoffman, ale broń Boże nie kojarzyć go ze satyrykiem z PiS?u, bo „błogosławionej pamięci” Kishon przewróci się w grobie ze zgryzoty.

  3. Czy możliwy jest „tabloid polityczny”? Czy to nie oksymoron?

    „Polityczny”, pochodzi od ‚spraw państwowych, dotyczących obywatela, miasta-państwa’.

    „Tabloid” z kolei od ‚obrazu’ czy zbioru obrazów, ale nie tylko, raczej od czegoś na wzór, na podobieństwo (końcówka -oid).

    Nie da się o sprawach wagi państwowej, dotyczących żywotnych interesów obywatela i jego „miasta” mówić rzetelnie obrazkami i może jeszcze podpisami pod nimi.

    Oszczędzajmy słowa i ich znaczenia. Pozostawmy słowo „polityczny” sprawom politycznym. Bo mimo że polityczne jest zawsze społecznym, to społeczne nie zawsze jest politycznym (i całe szczęście!).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zamiast tabloidu Sakiewicza po którego i tak nie siegnę proponuję przyjemność wyborczą równą wycięciu listy krajowej w wyborach kontraktowych z 1989 roku. Kto ma żal do tzw sceny politycznej może go z satysfakcją odreagować. Chociaż w ten jeden dzień urozmaićmy sobie pożycie z nimi
    http://www.pozycja69.com.pl/
    Pozdrawiam

  6. A wie ktoś kto ma w planie stracić kasę na tym tabloidzie?
    Bo, że to będzie finansowa porażka jest raczej pewne.
    Tak się dzieje zawsze jak biznes się robi na polityczne zamówienie, znamy z historii różne takie prawicowe projekty. Z historii właśnie, bo już dawno ich nie ma.
    Nie ma na polskim rynku miejsca na trzeci tabloid, a te co są, mają za sobą silne koncerny które zetrą ten poroniony pomysł z rynku szybciej niż się Sakiewiczowi wydaje.

  7. I jeszcze mnie taka refleksja naszła.
    Jeżeli biznes plan zakłada istnienie po wyborach tego pisma, to musi zakładać również zwycięstwo PO.
    Bo co to za tabloid polityczny, który wali w opozycję?
    Sensem istnienia takiej gazety jest tylko i wyłącznie jechanie po władzy.

  8. Też tak mogę:

    Podłość hańba zbrodnia zdrada
    a Tusk znów głupoty gada
    polski naród polska wiara
    ta historia nasza stara
    gdzieś od Piasta gdzieś od Lecha
    znów się głupio Tusk uśmiecha
    jest moralność są wartości
    a w tym Tusku tyle złości
    godność walka i zaprzaństwo
    dookoła tylko draństwo
    wilcze oczy wilcze gęby
    Tusk cholewę robi z gęby
    i pomysły wystrzałowe
    rozwiązania odlotowe
    prezes się o Polskę troska
    tylko z nami Matka Boska
    brak sumienia zasad nie ma
    gadki Tuska zwykła ściema
    racja stanu i tradycja
    przeciw nam była policja
    prawy Polak patriota
    a ten Tusek to idiota
    kondominium i pokłony
    ktoś nas sprzedał firmie „Sony”
    jest konwencja naukowa
    Tusk to zdrajca niech się schowa
    nasze marsze i pochodnie
    bo trza mocno bo trza godnie
    znowu ukłon w stronę Ruska
    wszystko to jest wina Tuska
    racja Ojczyzny i stanu racja
    dla Lecha brawa i dlań owacja
    naród państwo i Ojczyzna
    bieda straszna i drożyzna
    w dzwony walić by na trwogę!
    Ja tak do wieczora mogę!

  9. Czy ktoś pamięta jakiekolwiek działania naszej „prawicy” w sferze gospodarczej, które nie skończyło się spektakularną klapą?
    W mediach w szczególności?
    Mają talent anty Midasa……

    Radio Maryja i tv Trwam to odrębna sprawa ze względu na źródła zasilania i ciągłe łamanie zasad koncesji- nadawca społeczny nie powinien nadawać reklam albo płaci.

    Ale, kto przyjmie do redakcji Kanię czy Sakiewicza? Kilka procesów o zniesławienie- pierwsze już mamy- łapówka Komorowskiego, załatwi sprawę.
    Wydawanie gazetki więziennej będzie sprzyjać resocjalizacji…..

  10. @Antonius
    Pozdrawiam Pana najserdeczniej i informuję o zdumiewającej zgodności naszych obserwacji.
    Mnie się ostatnio „nie chce gadać”, liczę więc na Pańską aktywność.
    PS
    W rozważaniach nt wymowy w języku obcym, chce przypomnieć poradę specjalistów, Brytyjczyków.
    „Nie staraj się wymawiać jak tubylec, i tak ci nie wyjdzie. Często próby naśladowania są żałosne i wręcz przeciwskuteczne – utrudniają zrozumienie.”
    Ja przez 40 lat „waliłem” z nadwiślańskim akcentem i wydaje mi się, że byłem rozumiany, skoro awansowałem.

  11. @parker, 12:52
    Podobnie pomyślałem. Los tego biznesowego eksperymentu (upadek lub sukces), będzie miał znaczenie przy ocenach sytuacji politycznej i świadomościowej w Polsce.
    Pozdrowienia

  12. A może ktoś wie kto finansuje to przedsięwzięcie?
    To bardzo ciekawe, pytałem Google ale mój mózg elektronowy wypluł w odpowiedzi wielki znak zapytania.
    Na reklamy nowe pismo nie ma co liczyć, bo nie dość, że target mało zamożny i mało skłonny do zakupów, to jeszcze bardzo nieufny do świata więc i reklama na niego słabo działa o czym wiedzą mediaplanerzy.
    Moja babcia jak zobaczyła pierwsze reklamy w latach dziewięćdziesiątych skwitowała je tak.
    Co to musi być za g..o skoro reklamować muszą by sprzedać:)

  13. Antoniusie!
    Masz rację , że w tłumaczeniu zasada Petera mówi o „organizacjach hierarchicznych”.
    W pierwotnym brzmieniu jest to tak:” in a hierarchy every employee…”, więc nie mówi o typie organizacji (na podstawie Wikipedii. Nawet po polsku nie mogę w domu znaleźć).
    Nie wyobrażam sobie, by przeciętnie skuteczna mafia (hierarchiczna, ale jak sam zauważyłeś – nie koniecznie biurokratyczna) nie dała sobie rady ze zjawiskiem, gdy jakiś pracownik lub część organizacji przez swoją niekompetencję zaczyna wyrządzać organizacji olbrzymie szkody. Podejrzewam też, że nie będzie to stanowisko „prezesa do spraw niepotrzebnych”.
    Ważne jest co innego.
    Organizację, które muszą zachować funkcjonalność jakoś sobie radzą z problemem.
    To co ująłem niewłaściwie to to, że „zasada przestała u nas działać”, Powinienem napisać dokładniej – przestał że działać podstawowy mechanizm: zaprzestania awansu w momencie gdy pracownik osiągnie swój szczebel niekompetencji.
    Ale konsekwencje w postaci „efektu końcowego”, kiedy cała struktura traci elementarną funkcjonalność, bo wszyscy jego pracownicy osiągnęli swój szczebel niekompetencji – chyba po raz pierwszy w historii – następuje.

    Najlepszym przykładem (żeby watki połączyć) jest instytucja zwana „Inspektorat d/s Bezpieczeństwa Lotów MON”. Dla przypomnienia ta instytucja jest odpowiedzialna za wyjaśnienie przyczyn katastrof lotniczych i za nadzór nad wdrażaniem wniosków z nich wynikających. Odpowiedzialność tej instytucji za wypadek (kolejny) jest tak ewidentna, że niema co nawet gadać.
    To, że szef tej instytucji nie został poproszony w dniu katastrofy pod Smoleńskiem o natychmiastowe oddanie wszelkich kluczy i pozostanie w domu do czasu wyjaśnienia sprawy jest już sam w sobie kuriozalne. Ale że został wyznaczony na merytorycznego przewodniczącego komisji wyjaśniającej kolejnej katastrofy – świadczy o tym, że zjawiskiem „efektu końcowego” objęte jest cała administracja państwowa, do najwyższego szczebla włącznie. Pozostało chyba czekać na jakiś bum.

    To próbuję tłumaczyć w ten sposób, że od organizacji jako całości (dzięki pacyfikacji lub kanalizacji „opinii publicznej”) nie wymaga się skuteczności, więc żadne reguły, zasady – nie obowiązuja.

  14. Szanowny Gospodarz napisał:”Pod rządami totalitarnego Tuska wystartował do wyborów ,,tabloid polityczny?? litego demokraty Sakiewicza. Kolejny dowód, jak III RP dyskryminuje prawych i sprawiedliwych. Że tabloid ma wesprzeć ich partię w kampanii wyborczej, wydaje się oczywiste. Z jakim efektem ? mniej.”
    ——————————————–

    Ocvzywiste wsparcie „prawych i sprawiedliwych”, przez takie coś…ma charakter czysto domyślny, chociaż graniczy z pewnością. Póki co, figura retoryczna z „totalitarnym Tuskiem”, w kontekście choćby powyższego, jest conajmniej moooooocno przedumana, a stawiam na to, że trudno znaleźć by „jednego sprawiedliwego”, który uznałby ją za zabawną…
    Dodatkowo , wiara w to, że w naszym spolaryzowanym i zabetonowanym politycznie i emocjonalnie narodzie, jeszcze jeden dodatkowy „szmatławiec”/potocznie tabloid/ może cokolwiek poruszyć, może być tylko uzasadniona zbliżającą się za oknami jesienią…

    Sebastian

  15. Parker
    Wyborcza sugeruje, że organ Sakiewicza finansują Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowe (SKOki)
    Pozdrawiam

  16. – Proniemieckość i antyamerykanizm – takie powinny być kierunki polskiej polityki zagranicznej – powiedział lider Ruchu Janusz Palikot podczas piątkowej konferencji prasowej w Warszawie.
    – Powinniśmy mieć bardzo bliski sojusz z Niemcami i w oparciu o ten sojusz negocjować z Rosją i ograniczyć zupełnie dla nas niepotrzebne, a bardzo dużo kosztujące relacje z Amerykanami. Mamy z Ameryką 3 procent wymiany handlowej, a z UE prawie 80, w tym prawie 30 procent z Niemcami. Te liczby najwięcej mówią o interesach polskich w polityce zagranicznej – zauważył Palikot.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,10262199,Wybory_2011__Palikot__Chcemy_przyjazni_z_Niemcami_.html

    Trudno się z tymi priorytetami nie zgodzić. Ekonomia decyduje.
    A Amerykanie są daleko, zza Wielkiej Sadzawki nasz kraj jest mikrusem na scenie geopolityki. Dla Niemiec, sąsiadem, z którym utrzymywaliśmy mniej lub bardziej pokojowe stosunki przez 1000 lat, w tym ponad 700 w symbiozie gospodarczej i politycznej.
    Palikot zapunktował w moim rankingu, choć ostatnio miał parę niezręcznych koncepcji.
    Powoli przesuwamy się do wagi lekkopółśredniej, choć do ciężkiej jeszcze daleko. Śzczęściem, sporo krajów Unii spada na wadze w sposób drastyczny. C’est la vie?

  17. Stanisław,

    bez wątpienia ktoś dał Ci skrzydła (być może nawet muza), a Ty z entuzjazmem przypiąłeś je sobie nie zdając sobie sprawu z faktu, że są to dwa lewe skrzydła,

    Natomiast gratuluję odwagi. Wspaniale kompensuje problemy związane ze skrzydłami.

  18. stasieku,

    mylisz się w ślad za cytowanym Anglikiem, których generalnie nie należy przytaczać jako przykład na układanie sobie stosunków z miejscową ludnością, która nie mówi po angielsku z uwagi na wrodzony, brytyjski snobizm imperalno-kolonialny oraz wynikające z niego poczucie wyższości. Z mego doświadczenia mogę powiedzieć, że miejscowa ludnośc raczej docenia fakt, że ktoś „się stara” w sensie akcentu oraz słownictwa, i to docenianie jest szczególnie istotne w sytuacji, kiedy mieszkasz i zyjesz na stałe w danym kraju. Być może Twoje awanse wynikały z faktu, iż przymykano oczy na niedoskonałości wymowy i akcentu wiedząc, że i tak słuchający Ciebie nie będą skazani na na wynikająca z powyższego mordęgę po wieczne czasu. Być zrozumianym to nie to sami, co być tolerowanym na dłuższy czas przez to samo otoczenie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym mógł robić to co robię w miejscu mego zamieszkania stosując się do anachronicznej porady Brytyjczyka.

    Pozdrawiam

  19. Pisowska tandeta. Donosy, pomówienia, chamskie ploty.

  20. stasieku pisze:
    2011-09-09 o godz. 15:05

    ?Nie staraj się wymawiać jak tubylec, i tak ci nie wyjdzie. Często próby naśladowania są żałosne i wręcz przeciwskuteczne
    🙂 😀 😆
    Kiedyś słyszałam o akcencie lwowskim…
    Serwus Jóźku! Ta Hau żesz ty arju?

    Antonius!
    Ja też znałam twoją wersję językową, ale postarałam się nie użyć „wyrazu”…

  21. od kiedy to Gensek Tusk dyskryminuje prawych i sprawiedliwych ?

    Zabronił rozliczenia Kaczynskiego, Ziobrę za łamanie prawa i podstaw demokracji.
    Ich cyngli zostawił na stanowiskach (np. prok. Wełna jest niezatapialny).
    Czuma, którego wyciągnął pensja MS za uszy z długów w USA napisał to co Donald chciał. Tak samo Kalisz, zazdrosny ze Nałęcz i Ltd załapali się na koryta wiernie patrzy na usta Donalda.
    Geniusze Narodu Polskiego z KOR i S krzywdy sobie nie robią. Np. Michnikowa GW ciągle robi reklamę Rzepie itp.

  22. Wydaje mi się ,że trzeba rozróżnic znaczenie wysokiej sprawnosci jezykowej w środowisku „osiadłym” i środowisku korporacyjnym.Nastawionym na „projects ” realizowane przez zespoły wielonarodowe spajane profesjonalnymi kompetencjami i terminologią oraz metodą działania.
    Komunikacja musi byc sprawna w stopniu wystarczającym do realizacji celów.Lepsza jest mile widziana ale nie determinuje oceny.Tak przynajmniej było w dwóch ostatnich dekadach poprzedniego stulecia.

    Nie martwię się o nowy projekt red.Sakiewicza.Nie startował by bez sponsora oraz sprawnych piór i ich kontaktów przejmowanych z Rzepy zmieniającej
    właściciela.Też niczego się po tym nie spodziewam albowiem kiosk w miasteczku jest za daleko a odkąd jacyś chłopcy przynoszą mi urzędowe koperty z przyklejanymi blachami przestałem ufac jakimkolwiek przesyłkom i prenumeraty nie zamówię.Dręczą mnie te tajemnicze blachy.Ostatnio mniej bo sąsiad też takie dostaje .

  23. @Indoor_prawdziwy pisze:
    2011-09-09 o godz. 16:00

    Ja do dyskusji o zasadzie Petera włączyłem się przez zwykłą przekorę, nie traktuję tego zbyt poważnie, choć w hierarchii uczelnianej widziałem kapitalną zgodność z Peterem. Był czas, kiedy zasadę znalem prawie na pamięć, tzn. książkę, jak i Receptę Petera. Analizowałem swoje OOOS’y – Objawy Ostatecznego Obsadzenia Stanowiska, bo pracowałem formalnie na stanowisku adiunkta, wypełniając obowiązki docenta lub profesora i to było ostatnie stanowisko, na którym byłem kompetentny. Wiedziałem, że jeszcze mogę awansować o jeden szczebelek i koniec. Tak też się stało.

  24. @Jacobsky, 17:24
    Często w Twoich komentarzach czytam „mylisz się”.
    Zastanów się, czy w Kanadzie nie brzmiałoby lepiej „chyba się mylisz”.Tym się tamci od nas różnią, między innymi.
    Mnie np. rozczula niepolski akcent u moich cudzoziemskich przyjaciół, mówiących zrozumiale po polsku. Zwięzłość ich wypowiedzi pozwala mi ich lepiej zrozumieć, niż częsty bełkot czystą polszczyzną.
    Pozdrawiam
    PS
    Czy pracujesz Jacobsky jako wykładowca francuskiego?
    Takie maniery w kraju emigrantów?
    Oj, Jacobsky, Jacobsky…

  25. stasieku!
    „Zwięzłość ich wypowiedzi pozwala mi ich lepiej zrozumieć, niż częsty bełkot czystą polszczyzną.”
    Ostatnio mnie rozczuliła panienka która piękną polszczyzną zechciała mnie zapytać
    -„Czy mam przyjemność rozmawiać z właścicielem firmy?”
    Na co usłyszała ode mnie bardzo zwięźle
    -„A skąd mam wiedzieć?”
    ona:
    – „Nie rozumiem. To Pan nie wie czy jest Pan właścicielem czy nie?”
    – „To ja wiem, ale nie wiem czy to dla Pani przyjemność. Niech Pani zapyta jeszcze raz”.
    ona:
    -„Dzień dobry. Czy rozmawiam z właścicielem firmy?”
    -„Dzień dobry. Nie. To jest prywatne mieszkanie.”
    -„O to przepraszam. Życzę miłego dnia”
    Co one z tym”miłym dniem” .. nie wiem, ale podziękowałem.
    Ten dialog już kiedyś gdzieś przytoczyłem, nieco skracając, bo mi chodziło o co innego.
    Oczywiście wiedziałem o co chodzi, ale co mnie szkodzi trochę się przekomarzać z tą biedną kobieta. Cały dzień siedzi i dzwoni.
    Ale to jest ilustracja pewnego zjawiska polegającego na tym, że na pewnym poziomie (nie)znajomości języka człowiek zaczyna dosłownie traktować związki frazeologiczne. I tubylcy mają kłopot ze zrozumieniem o co mu lata.
    Swoją drogą gdyby nie dodała ten „Czy…” na początek, to bym się nie odezwał. Ale mi się wydawało wybitnie dosłowne. „Czy mam przyjemność …”

  26. stasieku,

    jeśli piszę „mylisz się”, to znaczy, że mi się nie wydaje. Raczej mam pewność, że się mylisz. Nie zawsze mam tę pewność, ale akurat w kwestii, o której dyskutujemy jestem pewien tego, co napisałem odnośnie Twojego konentarza. Prze czym „mylisz się” stanowi również grzeczną formę ustosunkowania sie do czyjejś wypowiedzi. Gdybym naprawdę chciał być niegrzeczny, to bym rozpoczął otwarciem typu „gadasz/piszesz bzdury” , „bredzisz” lub jeszcze niegrzeczniej. To tyle w kwestii manier, skoro już poruszasz ten temat w odniesieniu do mnie lub do kraju emigrantów – trudno wyczuć swoją drogą.

    To bardzo uprzejmie z Twojej strony, że rozczula Cię obcy akcent. Na gruncie towarzyskim wszystkich nas rozczula. Nie mnie w chwili, kiedy trzeba zacząć posługiwać się językien dla celów zawodowych, i to na codzień, i przez długi okres czasu, wtedy obcokrajowiec oceniany jest nie poprzez czułości, jakie wzbudza on swoją nieporadnościa, ale poprzez pryzmat zrozumiałości jego wypowiedzi oraz jakości języka, jakim się posługuje. Oczywiście i od tej reguły są wyjątki – np. kwestia statusu danej osoby. Jednak w odniesieniu do takich maluczkich jak ja nie ma litości: trzeba dać z siebie wszystko jeśli chodzi o język obcy, którym posługujemy się na codzień.

    Skoro tak interesuje Cię ten temat, to śpieszę zaspokoić Twoją ciekawość. Pracuję jako wykładowca, nie tyle francuskiego, ile po francusku, i muszę dostosować się do standartów instytucji, w której pracuję. Gdybym stosował się do anachronicznej zasady Brytyjczyja, to nie przeszedł bym nawet przez interview. Podobno komisją była pozytywnie zaskoczona sposobem, w jaki wypowiadałem się podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Moi studenci również cenią sobie fakt, że posługuję się ich językiem ojczystym na tyle dobrze, iż kwestie lingwistyczne czy fonetyczne nie stanowią przeszkody w drodze do zrozumienia tego, co mam studentom do przekazania. Owszem, nadal mówię z akcentem i tak już będzie do końca mego życia tutaj, jednak z drugiej strony nie jest ze mna aż tak źle, skoro np dla Francuzów z Francji mówię po prostu po quebecku, a nie po francusku z twardym, nadwiślańskim akcentem.

    Pozdrawiam

  27. Zapraszam wszystkich do siebie na notkę pt. ?trzy corki?. Nie jest to w najmniejszym stopniu reklama mojego blogu, ale chęć, aby jak największa liczba z Was zapoznała się z tym ? nie ukrywam ? emocjonalnym tekstem. Te trzy dziewczyny na to zasłużyły.
    Przepraszam za brak wpisów w blogach ?Polityki?, ale czuję się blogowo i politycznie wypalony. Muszę sobie zrobić przerwę.
    Ps. Wystarczy nacisnąć mój nick.

  28. Torlin pisze:
    2011-09-10 o godz. 06:23

    „Ziele na kraterze” Wańkowicza……
    Tyle lat temu czytałem i dalej pamiętam.

  29. Nie ulega wątpliwości, że w atmosferze ogólnego podniecenia przedwyborczego ośrodki wrogie i elementy opozycyjne, podrażnione opowiedzeniem się „Polityki” po stronie władzy, usiłują wzbudzić niezadowolenie, podburzyć obywateli. Powoduje to atmosferę niepokoju, niebezpieczną na tle obiektywnych trudności, jakie tu i ówdzie napotyka władza. Nawet kolosalny sukces w budowaniu Polski w Budowie nie może zażegnać niepięcia. Jednakże Propaganda Prorządowa „Polityki” otwiera nową perspektywę przed krajem, przed rządem, przed narodem, Włodzimierz Sokorski.

  30. @ANCA_NELA pisze:
    2011-09-09 o godz. 18:47

    Ne miałem złudzenia, ale co mi szkodziło „poprawiać”? Na poważnie był tylko mój smutek, że po moim komentarzu napisałaś „czang, czang”, to jednak było dość jasnym przekazem – nareszcie ten antonius „czang, czang”.

  31. @ micjur pisze:
    2011-09-09 o godz. 19:38

    ***…a odkąd jacyś chłopcy przynoszą mi urzędowe koperty z przyklejanymi blachami przestałem ufac jakimkolwiek przesyłkom i prenumeraty nie zamówię.Dręczą mnie te tajemnicze blachy.Ostatnio mniej bo sąsiad też takie dostaje .***

    To jest wina Tuska, jak wszystko co się dzieje obecnie, z zorzami polarnymi włącznie. Odstraszył Palikota i ten nie poprawił ustawy o usługach pocztowych. Prywatny ?do- lub od-nosiciel? nie może transportować przesyłek zbyt lekkich ? to jest domena monopolisty ? Poczty Polskiej. Prywatni ?pocztowcy? omijają ten przepis, wklejając blaszkę ? niektórzy w kształcie serduszka jak na Walentynki. Mądrzej postępuje Plus GSM, gdyż do listu wkłada cienki zeszycik, który adresat może wykorzystać. Mam już kupę takich zeszytów, a blaszki wyrzuciłem. Kiedyś zebrałbym je i wykorzystał, ale teraz już nie potrafię majsterkować, a zięć ma kulturę społeczeństw konsumpcyjnych ? wyrzuca wszystko stare a w Castoramie kupuje nowe materiały. Mnie PRL wychowała inaczej. Po mojej śmierci zięć zamówi kontener i wyrzuci wszystkie te cenne materiały, które zgromadziłem ? na wszelki wypadek, bo może się przydać. Samych uszczelek mam duże pudło, a już nie ma do czego wkładać.

  32. @Indoor_prawdziwy pisze:
    2011-09-09 o godz. 22:59

    Piszesz o Twojej wymianie uprzejmości z panienką, ja robię to samo. Najdobitniej pouczałem pielęgniarki podczas częstych ostatnio pobytach w szpitalach. Denerwowało mnie zawsze to infantylne traktowanie pacjenta w stylu: „A teraz się rozbierzemy i umyjemy”. Natychmiastową reakcją z mojej strony była propozycja, aby Pani pielęgniarka zaczęła tę „procedurę” jako pierwsza w tym „my”, bo ja jestem grzeczny i zawsze uważam – ?Ladys first?! Kilka takich wejść i personel zaczął uważać przy formułowaniu propozycji.

    ***Ale to jest ilustracja pewnego zjawiska polegającego na tym, że na pewnym poziomie (nie)znajomości języka człowiek zaczyna dosłownie traktować związki frazeologiczne.***

  33. Nowe pismo będzie wykładane w Polsce proboszczów na stoliku obok puszki tuż za miseczką z wodą święconą. Na kartoniku będzie napis:

    „Gratis. Cena wywoławcza 5 PLN (+ datek na wypominki o Prezydencie).
    Kartkówka w czwartki.”

    Start nie jest udany. Nie napisano gdzie mam pojechać aby zaglosować na Antoniego. Może w następnym numerze będzie wyjaśnienie, że Antoni jest w każdym okręgu.

    Roziew między zdrowym rozsądkiem a niezdrowym seksem spowoduje, że dziewczyny w gimnazjalnej ubikacji będą łykały ukraińskie podróbki tabletek przeciwczązowych o skuteczności placbo. Poczytajcie sobie w papierowej Polityce.

    Rząd uchwali dla zdobycia głosów wiernych obowiązek ścisłego sprawdzania listy obecności na lekcjach religii i zapewni nietykalność tych list przez osoby świeckie.
    Ojciec Mateusz dostanie w prezencie motorynkę i awans na radcę CBA. Gdzieś trzeba znaleźć te pieniądze o których mówiła w Krynicy pani Szydło.

    Ciekaw jestem czy na drzwiach jakiejś katedry wymaluje wezwanie:
    „Uwolnić cołaskę!”

    Z Torunia usłyszymy: „Codzienne bagno!”

    Wszak dawno temu pomieszano języki.

  34. Antonius pisze:
    2011-09-10 o godz. 09:46
    Czang! Czang! NIE ❗
    Ping-Pong TAK 😀

  35. @Jacobsky, 00:39
    Masz żonę obcojęzyczną Jacobsky, to jedna z Twoich przewag w trenowaniu wymowy.
    Moja, jest polskojęzyczna, nawet dobrze akcentuje liczbę mnogą.

    Na koniec, skoro przyznajesz się, że masz studentów, a to zobowiązuje do rozumienia różnorodnego audytorium, cytuję swoją wypowiedź PS.
    W rozważaniach nt wymowy w języku obcym, chcę przypomnieć poradę specjalistów, Brytyjczyków.
    ?Nie staraj się wymawiać jak tubylec, i tak ci nie wyjdzie. Często próby naśladowania są żałosne i wręcz przeciwskuteczne – utrudniają zrozumienie.?

    Czy z takiego tekstu wynika, że ja się mylę? Najwyżej profesor z Oxfordu.
    Przeczytaj, proszę, jeszcze raz to zdanie.
    I co to ma wspólnego z interview? Wiadomo, że ci wybrani na podstawie CV, ale z lepszym francuskim, mają większą szansę.
    Będę Ci wdzięczny jak zamkniemy ten temat.
    Pozdrowienia

  36. Masz Wieśku rację. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  37. stasieku,

    1. Do interview wybrali mnie na podstawie niemego CV, ale zdecydowali o moim zatrudnieniu po interview, m.in dlatego, że potrafiłem poprawnie sklecić zdania i wyrazić je w zrozumiałej i akceptowalnej formie. Kandydatów z takim CV jak moje, lub nawet lepszym było kilku.

    2. Obcojęzyczną partnerkę mam raptem od pięciu lat, zaś interview przechodziłem po półtorarocznej znajomości z partnerką, tak więc to nie Ona wpłynęła na to, że – wbrew poradom Brytyjczyków – robiłem i nadal robię wysiłek, żeby mówić jak tubylcy, a skutki tego wcale nie są żałosne.

    3.Skoro cytujesz radę Brytyjczyków w kwestii języków obcych, a potem, na porarcie tego cytatu oświadczas, że:
    Ja przez 40 lat ?waliłem? z nadwiślańskim akcentem i wydaje mi się, że byłem rozumiany, skoro awansowałem. , to nie wydaje mi się, że mam problem ze zrozumieniem sensu tego, co napisałeś, ale może się mylę.

    4. Teraz ja uważam dyskusję za zakończoną, ale może się mylę.

    Pozdrawiam z wdzięcznością,

    Jacobsky

    PS Na marginesie: być może właśnie dlatego Anglicy przesrali sprawę w Quebeku, że stosowali się oni do rady przytoczonej przez Ciebie, a tym samym przyczynili się do przetrwania rozdziału między frankofonami i anglofonami, do przetrwania kultury francuskojęzycznej, a nawet jej rozkwitu.

  38. Antoniusie,
    dzięki za wyjaśnienia.Zwłaszcza za autorytatywne stwierdzenie ,że Tusk zawinił.Bałem się,że to kolejny figiel Palikota.Blachy zbieram i teraz mogę spokojnie ten stosik położyc na pólce regału przeznaczonej na panopticum obok polish tea cup z uchem w środku.Zórz na razie u mnie nie widac ale sunspot 1283 niedługo się o to postara.Polecam
    http://spaceweather.com/

  39. @micjur pisze:
    2011-09-10 o godz. 15:17

    Czyżbyś nie wiedział od narcyzika (AH) lub samej krynicy prawdy (JK), że wszystkiemu jest winien Tusk? To z tą zorzą też musi być jego wina!!!
    Jako fizyk niby wiem, że słońce też ma coś do powiedzenia, ale to drugorzędne.
    Tak na prawie poważnie mrozi mnie fakt, że na naszej szerokości geograficznej widać zorzę. To nie wróży dobrej przyszłości, zapowiada wielkie nieszczęście. Pamiętam, że widziałem zorzę latem 1939 roku – tu na Śląsku i ludzie zapowiadali wojnę…. i za kilka tygodni była! Wczoraj czytałem, że szykuje się zbrojny konflikt miedzy Turcją a Izraelem, może być bitwa morska a później ogólne zamieszanie.

  40. Cytaty:
    „Że tabloid ma wesprzeć ich partię w kampanii wyborczej, wydaje się oczywiste. Z jakim efektem ? mniej”
    Skad ta pewnosc, pan redaktor to jakas wrozka?

    „Jak tabloid pisowski wpłynie na wynik wyborów, wkrótce się przekonamy.”
    Dlaczego zaraz pisowski? Czy bycie konserwatysta, jest sie z definicji pisowcem?
    Przeciez to absurd. Ja jestem konserwatysta, ale z PiS-em mi nie po drodze. Zaznaczam, ze z Radiem Maryja rowniez, jak z kazdym konserwatywnym ruchem w Polsce. Bedzie nowy, to tak na marginesie. Ten wlasciwy.

    „Po tabloidzie Sakiewicza spodziewam się wszystkiego najgorszego.”
    No tak, boi sie pan redaktor? A czego mianowicie? Ma cos na sumieniu?

    „Tabloid i tak znajdzie się w centrum uwagi. Mam nadzieję, że nie na długo.”
    Tak, tak najlepiej. Jeszcze sie nie narodzilo, a juz ma zdechnac.

    Czego pan redaktor chce?
    Nowej jedynej wlasciwej partii? Przeciez to juz Polska przerabiala.
    I skonczylo sie z hukiem. A moze sie nie skonczylo, tylko to bylo tak na niby.

  41. Wedlug mnie pan Sakiewicz robi bardzo dobra prace. Z zadowoleniem witam fakt ze pojawia sie gazeta inna. Przeciez na samych wiadomoscioch i komentazach z Wyborczej nie mozna ksztaltowac plurialistycznego spoleczenstwa jakim chcemy zeby byla nowoczesna i europejska Polska.
    Im wiecej Plurializmu tym dalej ot Sowietyzmu!

  42. Obserwuję jednym okiem na portalu GW konwencję PO – nie ukrywam, że z satysfakcja. Donald Tusk najwyraźniej stara się cofnąć czas i nerwowo zdziera ze stóp boleśnie pijące buty Kaczyńskiego w które wskoczył dobre trzy lata temu. Najpierw zaskakująca deklaracja Sikorskiego – „Prosimy. Dajcie nam szansę jeszcze raz” będąca przyznaniem się do zawodu, które PO sprawiło liberalnym wyborcom dryfując ku prawicowemu populizmowi. No a potem zaskakujące, wolnościowe zamierzenia premiera – wątki o których wielokrotnie pisałem krytycznie w kontekście jego zaniechań, zbierając – również na tym blogu – manto od jego bezkrytycznych wielbicieli ( np Romowie i Schengen!). Utwierdzają mnie te deklaracje w przekonaniu, że odpływ liberalnego elektoratu staje się dla tej partii problemem, wynik wyborów jest zagrożony i dlatego PO zdecydowała się na nieoczekiwaną wolnościową narrację. Oczywiście ta wymuszona okolicznościami narracja do niczego mnie nie przekonuje, bo niestety zaufanie do PO straciłem już dawno. Ale jest jeszcze miesiąc by pogadać o ważnych dla Polski sprawach. Mam nadzieję, że kampania nie sprowadzi się do opisu brzydoty pis, bo o tym jak jest szpetny to ja wiem od lat. Nie chciałbym też słuchać o pajonujących premiera sprawach budowlanych, bo do tego mnie zniechęcił Edward Gierek. Natomiast chciałbym jakiś gwarancji, że po wyborach PO nie zmyje dzisiejszego, kuszącego, wolnościowego makijażu i znów nie zacznie mnie straszyć papilotami i schodzonym prawicowym szlafrokiem z nadrukiem – „kastrować pedofili”. Zobaczę co się z tych dzisiejszych deklaracji wykluje. Będę to obserwował w spokoju, bo przecież mam wyborczą alternatywę – Janusza Palikota. Tak więc niech się Donald Tusk gimnastykuje
    Pozdrawiam

  43. To jest kryptoreklama, gdyby nie „POLITYKA”, nie miałbym w ogóle pojęcia o tym, co wyprawia p. Sakiewicz. Koleżeńskie układy?
    I tak właśnie dziennikarze zajmują się , mówiąc kolokwialnie, pierdołami. Ale wierszówka leci. Ważne tematy leżą odłogiem.

  44. Antoniusie,
    babka ,skoro świt,śpiewała „kiedy ranne wstają zorze”.Do dziś pamiętam.Mądra z niej była kobieta i wiedziała „że jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści”.To tak a’ propos naszej wiedzy co zorze znaczą na naszej szerokości i co nam sądzone a także o tych nadciągających bitwach morskich.
    W zorzach i prognozach jestem zero (powtarzajac za L.Millerem).W tych bitwach czuję się nieco bardziej kompetentny albowiem cwiczyłem je,w wersji elektronicznej, z wnukami wakacyjnymi.
    Piszę na tarasie ,pod prawie czystym niebem i prawie pełnią księżyca,czekając na przelot SST
    10 Sep -1.5 21:06:58 10 WNW 21:09:41 28 SW 21:11:46 14 S .
    http://www.heavens-above.com/PassSummary.aspx
    Te przewidywania się spełnią na pewno.
    Pozdrawiam

  45. Podtytuł na portalu GW – temat konwencja PO
    „Upudrowani, uśmiechnięci, w garniturach i garsonkach politycy PO przekonują, by raz jeszcze im zaufać: – Dajcie nam szansę jeszcze raz.”
    Bez komentarza
    Pozdrawiam

  46. „Gazeta Wyborcza” jak sama nazwa wskazuje, powstała na potrzeby wyborów…
    Nie sądzę by mutacja powstała na potrzeby obecnych powtórzyła sukces,
    Od zarzynania mediów są specjaliści. Wystarczy wspomnieć byłego naczelnego „Tygodnika Solidarność”…….
    Oni są w stanie doprowadzić do ruiny każde przedsięwzięci, nawet Polskę.
    Tak jest gdy miesza się ekonomię z polityką. Nawet Gierek nie był w stanie tych bytów rozdzielić.

  47. „Pamiętam, że widziałem zorzę latem 1939 roku ? tu na Śląsku i ludzie zapowiadali wojnę?.”

    A ja pamiętam, pewnego mroźnego grudniowego poranka, mleka rano pod drzwiami nie było..

    Mleko Antoniusie, mleko daje nam znaki nie zorza.

  48. Tajemnica z tym finansowaniem nowej gazety.
    Kartka pisał, że podobno Skoki ja finansują, ale żadnych oficjalnych wiadomości na ten temat nie mamy.
    Gdyby Skoki objęły udziały w przedsiębiorstwie, musielibyśmy się o tym dowiedzieć z rejestru handlowego który jest do publicznej wiadomości.
    Czyli jeżeli Skoki, to kredytują a nie inwestują.
    Jak ja bym poszedł do banku i dostał kredyt na takie przedsięwzięcie, bez żadnych zabezpieczeń, zainteresowała by się sprawą prokuratura i byłbym najprawdopodobniej oskarżony o wyłudzenie kredytu.

  49. Kartka z podróży pisze:

    2011-09-10 o godz. 21:33
    To taka „Modlitwa” Riedla (któremu jednak nie dano)
    Czy tu inny suweren bedzie miłościwszy?
    Problem wiekszy bo i „Riedlów” więcej.Wybaczysz jednym musisz i drugim jeśliś sprawiedliwy choć trochę. A jak nie wybaczyć skoro wszyscy mają jakieś grzeszki
    Smakoszy wielu a ciastko jedno, zresztą do popicia piwem które sie nawarzy( podobno od tego jest zgaga)

  50. parker pisze:2011-09-11 o godz. 06:44

    przecież Balcerowicz przez lata finansował Gazetę Wyborcza i Rzepę niepotrzebnymi ogłoszeniami o sprzedaży bonów państwowych

  51. parker pisze:

    2011-09-11 o godz. 06:30
    A popatrzyłeś wcześniej przez okno czy zorza jest?albo tylko hop przed drzwi a tam mleka nie ma;-)

  52. Mówią, że u Maciakowej krowa powiła dwugłowe ciele bez jednej głowy, co ma zapowiadać, że będzie wojna. Albo pokój. W każdym razie coś zapowiada.

    Zadziwiające, że pamiętna zorza z 1939 roku to był fenomen socjologiczny na skalę ogólnopolską. O zorzy opowiadał mi mój były teść, wspominając reakcje własne, swoich bliskich, chłopów na gumnie i parobków z majątku. Wszędzie to samo: wojna, znak boży itp.

    Tu, gdzie mieszkam (45 stopień szer. geogr. pn., czyli mniej wiecej ta sama, co Wenecji) zorze polarne bywają czasami widoczne. Sam widzialem jedną kilkanaście lat temu. Odkąd Anglicy pokonali Francuzów i Amerykanie powstrzymali Anglików w końcu XVIII wieku, żadna wojna nie przeszła przez terytorium zwane dziś Kanadą.

    Parker ma rację: mleko ! Albo dwugłowe ciele bez jednej głowy, a nie zorza !

  53. Antoniusie!
    Kontynuując wątek dosłownego traktowania związków frazeologicznych na pewnym etapie nauki języka jeszcze jedno zdarzenie, a później napiszę o co mi chodzi. Tą historyjkę zresztą też już opowiadałem.
    Kilka razy zdarzyło się, że podchodzi do mnie jakiś przedstawiciel płci pięknej
    i mówi do mnie:
    „Czy Pan szuka żony?”. Po raz pierwszy o to mn ie zapytała jakaś chyba koleżanka mojej żony, która szła na korytarzu miejsca pracy żony, gdzie ja stałem i się rozglądałem.
    Oczywiście konsekwentnie odpowiadam na to pytanie, że „Nie, dziękuję, ja już mam żonę” i ani razu w mordę nie dostałem, ale też tylko raz odważyłem się dodać, że „, ale niech Pani poda numer komórki na wszelki wypadek”. Oczywiście „żony szukać” nie jest żadnym związkiem frazeologicznym, tylko zwyczajną konstrukcją językową, którą przy odrobinie złośliwości można źle rozumieć.

    W języku węgierskim nie byłoby to możliwe, ale tam i koniugacja czasownika będzie inna (przedmiotowa) i odmiana rzeczownika inna (odpowiednio definiująca stosunek adresata pytania do osoby lub rzecz stanowiącej przedmiot pytania) a na dodatek używany będzie rodzajnik określony – w języku węgierskim bowiem jest tylko jeden rodzaj, ale za to dwa rodzaje rodzajnika) w przypadku szukanie własnej żony lub żony ogólnie.

    Zastanawia mnie czy zwrot „Jeśli Pan pozwoli to ja to i to…” szczególnie gdy wypowiada to osoba z językiem ojczystym polskim – ale po rosyjsku. Czy to jest „prośba o zezwolenie” czy też nieco niefrasobliwe powiadomienie rozmówcy o tym, co mam zamiar robić. Szczególnie w sytuacji, gdy po pierwsze nie potrzebuję żadnego zezwolenia, a dokładniej – rozmówca nie ma prawa mi tego zabronić.

  54. Popatrzyłem za zorzą dopiero jak mleka nie było, zamiast zorzy zobaczyłem jak mleczarza prowadzą.

    Teraz podobno znakiem ma być woda.
    Jak wstanę w poniedziałek rano za miesiąc, sprawdzę czy jest ciepła woda w kranie.
    To będzie znak.

  55. tzw. znak wodny. Już coś o tym słyszałem.

  56. Szanowni blogowicze!

    Nie śmiejcie się z tej mojej przedwojennej zorzy. Widziałem zorzę tylko raz w życiu…i wojna przyszła po kilku tygodniach. Brak mleka nie był dla mnie jakimś złowrogim znakiem, bo przy dużym mrozie u nas nie rozwożono mleka w butelkach, a wtedy gdy „parkerowi” zabrakło mleka do porannej kawy był siarczysty mróz. Mnie trochę dziwił hałas ruchu czołgów na głównej ulicy, ale w zasadzie dopiero zielone ludki w telewizji powiedziały mi co się stało. Nie należałem do Solidarności, gdyż u nas w tym Związku Pseudo-zawodowym rej wodziły największe szuje z naszej instytucji, to mnie odstraszyło od wpisywania się. Mogłem więc spać spokojnie, bo nie groził mi ?internat?.

    Indoorze!
    Załatwiłeś mnie tymi rodzajami rodzajników w obcym mi języku braci. Ja jestem uczulony na brak poprawnych sformułowań językowych w tych językach, które „czuję”. Jest ich w zasadzie dwa i pół. Brakujące 50 % do trzeciego to we francuskim. Gdy przyjechałem do Francji pierwszy raz – nie mówiłem w ogóle nic! Zablokowało mnie mimo dobrego zdania egzaminu w ambasadzie francuskiej w Warszawie. Uczęszczałem 4 dni w tygodniu do Alliance Francaise przez kilka miesięcy, potem szef mi zabronił, bo musiałem robić eksperymenty, po to przyjechałem, a nie jako turysta lub Frankofil. Gdy się rozgadałem to nikt nie wierzył, iż miałem zahamowania, twierdzili, że się podstępnie maskowałem. Wprawdzie koledzy po latach orzekli, że na początku mówiłem „comme une vache espagnole”, ale to się zmieniło. Nawet uczyli mnie paryskiego „argot”, ale niewiele pamiętam (np. „Tu as les Portugaises ensablee”). Nabrałem jednak podświadome szacunku do form gramatycznych i szlag mnie trafia, gdy w telewizji fachowcy od reklamy stawiają przymiotnik przed rzeczownikiem jak w języku polskim. Np. „creative technologie” u Citroena, zamiast odwrotnie.
    W niemieckim w zasadzie też jest taki układ, jeśli ktoś jest za chudy w karku, aby złożyć wiele rzeczowników, mających charakter przymiotnikowy w takim wężu. Nie wiem czy znacie ten cudowny sketch Malickiego na youtube?ie „Niemiecki jest łatwy”. On trochę oszukał (licentia poetica) dla celów rozrywkowych, ale ja miałem w literaturze naukowej taki wyraz (i takie urządzenie): „Ultrahochvakuumdoppelglockenpumpstand” i dla żartów rozbudowałem ten wąż jeszcze o szereg wyrazów, dopisując nazwy części tego urządzenia. Można dojechać do najmniejszej śrubki, dokładając rzeczowniki. Po polsku to jest niemożliwe.

    Bardzo mnie drażni w reklamie, gdy jakiś idiota się wysila, nie rozumiejąc najprostszego wyrazu w danym języku i latami denerwuje mnie taki idiotyzm w TV. Chodzi np. o cukierki: „Nimm zwei”. Autor reklamy potraktował wyraz „nimm” jako coś tajemniczego, może firmę produkującą te cukierki lub żelki? Stworzył dziwoląg językowy (międzynarodowy): „Nimm dwa”! Powiedzieć: „Bierz dwa” było widać za mało intrygujące, zapłata za spot reklamowy byłaby prawdopodobnie niższa.
    Ten sam charakter przypisałem wszystkim „Kinder-niespodziankom”, bo przecież „Kinder” to „Dzieci”, ale podobno jest to faktycznie firma o nazwie „Kinder”, tak mi ktoś mówił.
    PS
    W przypadku z historią szukania żony, reagowałbym identycznie (lub analogiczne).

  57. parker pisze:

    2011-09-11 o godz. 12:46

    sprawdzę czy jest ciepła woda w kranie.
    To będzie znak.

    Ze leją wodę jak zawsze?
    Koniecznie sprawdź czy to woda jeśli coś ciepłego poleci.
    Zdarzają sie przypadki olewania spraw ciepłym moczem;-)

  58. Do felietonu Szostkiewicza Antonius wykonał 185 komentarzy.
    Zadnego na temat i żadnego z sensem.
    Powstaje pytanie, czy u Antoniusa w domu nie można coś posprzatać, umyć podłoge, pozmywać naczynia, zrobić przepierkę lub wycinanki na choinke, albo cały szereg innych pożytecznych czynności, którymi mógłóby zająć sie Antonius ?

  59. @ Kaźmirz pisze:
    2011-09-11 o godz. 23:02

    Piszesz:

    ***Do felietonu Szostkiewicza Antonius wykonał 185 komentarzy.***

    Oj, Kaźmirz,Kaźmirz!

    Naucz Ty się liczyć nowoczesnymi metodami, gdy zabraknie wystających części u typowego mężczyzny, pomagających w procesie liczenia. Buszmeni mówią „dużo, dużo”, gdy liczba przekracza 20, oni korzystają tylko z palców. Nawet wtedy gdy do paluszków dodasz co nieco (rozebrawszy się kompletnie) to maksymalnie dojdziesz do dwudziestu kilku, a wszystkich komentarzy jest 57. Jeśli nawet moich jest (57-1=56) to jeszcze daleko do tej magicznej liczby 185.

    ***Zadnego na temat i żadnego z sensem.***

    Tu nie mogę zaprzeczać, ale jest na to rada. Na myszce jest takie kółko z napisem „scroll”, można ten fakt wykorzystać, przynajmniej ja tak robię. Poza tym…. czy naprawdę wszystkie pozostałe komentarze są takie mądre i na temat?

    *** Powstaje pytanie, czy u Antoniusa w domu nie można coś posprzatać, umyć podłoge, pozmywać naczynia, zrobić przepierkę lub wycinanki na choinke, albo cały szereg innych pożytecznych czynności, którymi mógłóby zająć sie Antonius ?***

    To jest pytanie bardzo mądre i faktycznie się narzuca samo. Niestety odpowiedź na nie nie jest taka prosta…

    Nie mam zdolności artystycznych – wycinanki odpadają!

    Pierwsze wymienione pożyteczne czynności odpadają, bo mój wózek nie mieści się w drzwiach kuchni lub łazienki. Poza tym pralka jest na piętrze, na którym nie byłem już 8 lat.

    Pozostaje więc ogólnikowe:
    „… cały szereg innych pożytecznych czynności…”
    i to staram się robić, gdy nie siedzę przy pisaniu komentarzy na blogu Pana Szostkiewicza.
    Pozdrawiam serdecznie!

css.php